Opóźnienie leczenia sepsy nawet o godzinę zwiększa ryzyko zgonu do 8 proc. Dlatego tak istotna jest wczesna diagnostyka i wdrożenie podstawowej terapii - mówi prof. Waldemar Goździk z USK we Wrocławiu. Lekarzom ma w tym pomóc sprzęt kupiony przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z prof. Andrzejem Küblerem i prof. Waldemarem Goździkiem z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu 

Magda Nogaj: WOŚP zbiera w tym roku pieniądze na leczenie sepsy. To wyjątkowa zbiórka, bo po raz pierwszy Orkiestra chce pomóc nie osobom w określonym wieku, ale wszystkim, bo każdy jest zagrożony sepsą. Wiedza na jej temat jest jednak w społeczeństwie niewielka. Jakie są objawy sepsy i kiedy najczęściej się ona pojawia?

Prof. Andrzej Kübler: Sepsa pojawia się w przebiegu zakażenia. To zaburzenia czynności narządów ważnych dla życia – płuc, serca, nerek. Kiedy te zaburzenia wystąpią u chorych z zakażeniem, mówimy, że to sepsa.

W szpitalu określamy to za pomocą bardzo precyzyjnych pomiarów, ale dla człowieka poza szpitalem bardzo charakterystyczne jest, że ktoś, kto ma zakażenie, nagle czuje się bardzo, bardzo źle. Jest osłabiony, może mieć nawet zaburzenia orientacji, spada mu ciśnienie tętnicze, przyspiesza oddech.

Wtedy taki zespół objawów, który powinien już dostrzec lekarz pierwszego kontaktu, sugeruje, że u pacjenta może się rozwijać sepsa. Świadomość tego jest społecznie bardzo niska. Dlatego w krajach wyżej rozwiniętych od nas pierwszym krokiem do skutecznej walki z sepsą jest uświadomienie społeczeństwu, co to jest, kiedy się pojawia i co należy wtedy zrobić. 

LICYTUJ NA WOŚP: Możesz mieć do swojej dyspozycji naszą okładkę Tygodnika Wrocław z "Wyborczą"

Zapobieganie sepsie to złożony problem - mówi prof. dr hab. n. med. Andrzej Kübler
Zapobieganie sepsie to złożony problem - mówi prof. dr hab. n. med. Andrzej Kübler  Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Wyborcza.pl

Zakażenie to wtargnięcie drobnoustroju do organizmu. Ciągle jesteśmy zakażani, ale nasz układ odpornościowy to opanowuje. Jednak jak ktoś jest akurat słabszy albo jest pod wpływem jakiegoś leczenia, które obniża odporność, gdy jest zmęczony lub ma dodatkowe choroby, to nagle układ odpornościowy nie daje sobie rady z tym, wydawałoby się, byle jakim zakażeniem. Normalnie by sobie z nim poradził, a tutaj nagle pojawiają się objawy wielkiego osłabienia.

To się w medycynie nazywa dysfunkcją narządów. W tym momencie mówimy, że to jest sepsa. Zakażenie rozwija się w organizmie tak, że staje się niebezpieczne dla funkcjonowania najważniejszych narządów.            

Sepsa to jedna z najczęstszych przyczyn zgonów w szpitalach. Przy jej rozpoznaniu bardzo liczy się czas. Tymczasem lekarze mają z tym problem. Sprzęt od Orkiestry ma im pomóc. Jakie urządzenia ułatwiają diagnostykę w przypadku sepsy?

A.K.: W diagnostyce sepsy najważniejsze według mnie są wykształcenie i inteligencja lekarza. Tego się, niestety, nie da kupić za żadne pieniądze. To jest decydujące: świadomość społeczna i wykształcenie lekarza.

Natomiast bardzo cenne będzie stworzenie warunków, żeby jak najszybciej rozpoznać, jaki zarazek jest w organizmie. Do tego służą odpowiednie urządzenia, których dostępność jest ograniczona w naszym kraju. Pozwalają one na identyfikację zarazka w ciągu nie jak teraz trzech–czterech dni, ale w ciągu minut lub godzin. Wtedy możemy działać szybciej i skuteczniej.           

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Koncerty, wesołe miasteczko i ponad tysiąc wolontariuszy. Wielkie odliczanie do finału WOŚP we Wrocławiu  

Jak obecnie wygląda diagnostyka w przypadku sepsy?

A.K.: Krew pobraną od chorego trzeba położyć na odżywkę i zobaczyć, czy w ciągu najbliższych dni bakterie urosną. Wtedy należy sprawdzić, na jakie antybiotyki te bakterie są oporne. Jest to klasyczny sposób diagnostyki, który dla nas jest już nie całkiem korzystny, dlatego że chcemy podać antybiotyk w ciągu najbliższej godziny po rozpoznaniu sepsy, a nie w ciągu trzech dni.

Ten proces można przyspieszyć przez stosowanie nowoczesnych technologii, w tym tych opartych na badaniach już zaawansowanej biotechnologii, np. systemu PCR, który umożliwił nam szybkie diagnozowanie wirusów i ogromnie nam pomógł w leczeniu COVID-19.   

Nie mamy w Polsce pojęcia, jaka jest u nas realna liczba przypadków sepsy - mówi prof. Waldemar Goździk z USK we Wrocławiu
Nie mamy w Polsce pojęcia, jaka jest u nas realna liczba przypadków sepsy - mówi prof. Waldemar Goździk z USK we Wrocławiu  Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Wyborcza.pl

Na początku 2020 r. w czasopiśmie „Lancet" opublikowano wyniki globalnego badania częstości występowania sepsy i związanej z tym śmiertelności. Według naukowców liczba nowych przypadków sepsy to 50 mln rocznie, z tego 11 mln osób umiera. To 20 proc. wszystkich zgonów.

Prof. Waldemar Goździk: Dane pochodzą z ośrodków i krajów, które tę wiedzę rzetelnie zbierają. Nasz problem jest taki, że my tak naprawdę nie mamy w Polsce pojęcia, jaka jest u nas realna liczba przypadków sepsy. 

Z danych, które zebrały światowe organizacje, wynika też, że opóźnienie leczenia sepsy nawet o godzinę zwiększa ryzyko zgonu do 8 proc. Ono rośnie w postępie geometrycznym. Dlatego tak bardzo istotna jest wczesna diagnostyka i wdrożenie podstawowej terapii. Ona bazuje na kilku elementach, które muszą być bezwzględnie wykonane w ciągu pierwszej godziny po rozpoznaniu albo nawet podejrzeniu sepsy.          

Są chociaż jakieś szacunki dotyczące skali tego problemu w Polsce?

A.K.: W badaniu opublikowanym w „Lancecie" liczba ponad 50 mln jest rozbita na poszczególne kraje. Z tych danych wynika, że w Polsce corocznie mamy 100 tys. przypadków sepsy, z czego 25 tys. osób umiera.    

Ale to nie są pełne dane?

A.K.: Nie, bo te statystyki nie wynikają z badań pacjentów, tylko z szacunków, z modelu badawczego. W niewielu krajach są prowadzone rejestry przypadków sepsy, tak żeby badać to przy łóżku szpitalnym. Na przykład w Polsce nie ma. 

Te szacunkowe 25 tys. to i tak bardzo dużo. 

A.K.: Jest się czego bać, bo to więcej osób, niż umiera na zawał serca. Dlaczego? Bo zawał serca leczy się nowocześnie. Z powodu sepsy umiera też więcej osób niż na nowotwory układu oddechowego, czyli płuc, jamy ustnej, oskrzeli.

To jest bardzo wielka liczba, która nie jest brana poważnie przez system opieki zdrowotnej, dlatego że do niedawna sepsa była traktowana w sposób rozdrobniony. Pulmonolog patrzył, ilu pacjentów zmarło w przebiegu zapalenia płuc. Chirurg – ilu umarło w przebiegu zapalenia otrzewnej. Urolog – ilu zmarło w przebiegu zapalenia dróg moczowych. Tymczasem jak to zebrać razem i nazwać to sepsą, że to jest po prostu stan zaburzenia organizmu spowodowany zakażeniem, okazuje się, że jest to jedno z głównych zagrożeń zdrowotnych współczesnego świata.     

Dlatego w maju 2017 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) umieściła walkę z sepsą na szczycie listy globalnych priorytetów, a Światowe Zgromadzenie Zdrowia przyjęło rezolucję na temat sepsy. Obliguje ona państwa członkowskie, by wprowadziły metody zapobiegania, rozpoznawania i leczenia sepsy do własnych systemów opieki zdrowotnej. Czy Polska wywiązuje się z tego obowiązku? Co powinniśmy zrobić, by zmniejszyć liczbę przypadków sepsy?

A.K.: WHO uznała, że każdy kraj powinien założyć rejestr sepsy, ustalić zasady postępowania i przede wszystkim spowodować większą świadomość społeczeństwa i lepsze wykształcenie wszystkich pracujących w służbie zdrowia w znajomości rozpoznawania i leczenia sepsy. Powinny być osobne godziny dla studentów medycyny i kursy dla lekarzy. Teraz poza obszarem anestezjologii ich nie ma, sepsa nie istnieje w szkoleniach jako osobny przedmiot. Tymczasem może wystąpić w każdej dziedzinie medycznej, klinicznej. Zakłada się, że studenci nauczą się o niej trochę z mikrobiologii, trochę z interny, a to powinno być ukierunkowane szkolenie.        

Chorzy z sepsą są często w ciężkim stanie. Jak trudna jest walka, by takich pacjentów uratować?

W.G.: Jest taki dokument jak Surviving Sepsis Campaign. Tam są wszystkie najważniejsze informacje na temat postępowania, diagnostyki i wstępnego leczenia. Według niego pacjent z sepsą właściwie powinien być leczony na oddziale intensywnej terapii.

Jak to jest w praktyce, wszyscy wiemy. W Polsce, niestety, dostęp do intensywnej terapii jest bardzo trudny i ograniczony. W związku z tym tych pacjentów leczy się bardzo często na oddziałach ogólnych.

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu jest o tyle korzystnie, że mamy zespół szybkiego reagowania (ZSR), który dociera do pacjentów ze wszystkich klinik i interweniuje na miejscu. To jest ogromny szpital, bardzo dużo jest oddziałów, w których pacjenci mogą doznać sepsy. W związku z tym ten nasz zespół jest na to bardzo wyczulony.

Były również szkolenia dla pracowników, by wszystkich uświadomić, że element czasowy jest przy sepsie najważniejszy. Telefony z informacją: „Chyba mamy sepsę na oddziale" zwykle się potwierdzają. Właściwie w każdym podejrzeniu destabilizacji u pacjenta jest wzywany ZSR. Pracują w nim ludzie, którzy potrafią szybko zdiagnozować sepsę i wdrożyć leczenie. Nawet więc w sytuacji gdy w danym momencie nie ma dostępu do intensywnej terapii, wszystkie procedury, które powinny być niezbędnie wykonane, takie jak właśnie badania mikrobiologiczne, podanie antybiotykoterapii, wczesnej płynoterapii, są realizowane na bieżąco. Natomiast jak jest w całej Polsce, możemy sobie tylko wyobrazić.

No właśnie, wy jesteście wielkim szpitalem, a jak radzą sobie z sepsą te małe?

W.G.: Możemy tylko powiedzieć, co się dzieje w środowisku anestezjologii i intensywnej terapii, bo wymieniamy między sobą poglądy. Musimy jednak mieć świadomość, że jeszcze niedawno, parę lat temu, na szpitalnych oddziałach ratunkowych nie było antybiotyków. To wydaje się wręcz niemożliwe, ale tak było.

Druga rzecz, że te wszystkie algorytmy dotyczące postępowania z sepsą powstawały właściwie na bazie doświadczeń szpitalnych oddziałów ratunkowych. One jako pierwsze mają do czynienia z pacjentem, który przyjeżdża z zewnątrz, u którego się rozwija sepsa lub ma podejrzenie sepsy. Musimy mieć świadomość, że ok. 80 proc. przypadków sepsy to zakażenia pozaszpitalne. Największe znaczenie mają więc lekarz pierwszego kontaktu i SOR. To są miejsca, w których głównie powinniśmy się skupić na tym, by rozpoznawać i wstępnie leczyć sepsę.       

Rozumiem, że objawy w przypadku sepsy mogą być niejednoznaczne. Dlatego są tak trudne do rozpoznania przez lekarzy?

W.G.: Są trzy wstępne wskaźniki, które mogą nam nasuwać podejrzenie sepsy. Jednak ważne są edukacja i doświadczenie kliniczne u lekarzy. Anglicy mają taką organizację, która się nazywa Sepsis Trust. Jej hasło brzmi: „Think sepsis", czyli pomyśl o sepsie, jak nie wiesz, o co chodzi, a masz do czynienia z pacjentem, którego stan gwałtownie się destabilizuje. Zaburzenia stanu świadomości można mieć po piwie, ciśnienie też może spaść z różnych powodów, a przyspieszenie oddechu może być wynikiem np. stresu. Natomiast jeżeli jest to zespół objawów, które rozwijają się bardzo szybko i dramatycznie i nie do końca wiemy dlaczego, to zawsze musimy się zastanowić, czy powodem nie jest właśnie rozwijająca się sepsa.

USK też potrzebuje dodatkowego sprzętu do diagnozowania sepsy?

W.G.: W naszym szpitalu są urządzenia do szybkiej diagnostyki, ale postęp technologiczny w tej dziedzinie jest ogromny. Chodzi głównie o stosowanie tych urządzeń, o których wspominał prof. Kübler, czyli na bazie PCR, które dadzą nam informację nawet w ciągu godziny. Może nie będziemy mieli identyfikacji oporności, wrażliwości na antybiotyki tego szczepu, ale będziemy wiedzieli przynajmniej, jakie to jest zakażenie – czy bakteryjne, czy wirusowe. Wtedy mamy wytyczne leczenia. Jeśli np. podejrzewamy, że jest to zakażenie układu moczowego, i stwierdzamy w nim bakterie, to możemy z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że dana grupa antybiotyków będzie na tę chorobę skuteczna. Oczywiście musimy to potem zweryfikować, gdy otrzymamy antybiogram.              

Orkiestra dostarczy więc lekarzom sprzęt. Ale może też dzięki swojej ogromnej popularności podnieść świadomość społeczną na temat sepsy. 

A.K.: Trafiła pani w sedno. Nie możemy myśleć schematycznie, że kupowanie instrumentów przy takim złożonym problemie jak sepsa rozwiąże nam cały problem. Właśnie Anglicy pokazują, jak ważne jest podnoszenie świadomości, bo to zmniejsza liczbę zgonów z powodu sepsy. U nich te napisy: „Myśl o sepsie" lub „Wczesne rozpoznanie sepsy ratuje życie" są porozmieszczane na stacjach metra, na autobusach i pojazdach. Czytałem także, że nawet jeden z większych producentów mleka na opakowaniach dodaje napis: „Sepsa jest groźna, myśl o sepsie". Dlaczego mamy wszystko wynajdywać od nowa? Spróbujmy naśladować najlepszych.          

Gdy już więcej osób dowie się o sepsie, w jaki sposób mogą jej zapobiegać?

A.K.: Tak jak nie można uniknąć zakażenia, tylko można zmniejszyć jego prawdopodobieństwo, tak nie ma cudownego sposobu, który ochroni nas przed sepsą. Ona może wystąpić w każdej chwili i w każdym miejscu. Natomiast możemy się bronić przed zakażeniem. Zasady są takie jak w przypadku COVID-19. Trzeba prowadzić zdrowy tryb życia, myć ręce, szczepić się. Z badań globalnych wynika, że sepsa zabija najwięcej ludzi w krajach biednych, tych, którzy nie mają dostępu do szczepionek, leków, bieżącej wody i środków higieny.     

* PROF. DR HAB. N. MED. ANDRZEJ KÜBLER jest specjalistą z dziedziny anestezjologii i intensywnej terapii oraz medycyny paliatywnej. Przez 27 lat kierował Katedrą i Kliniką Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Był konsultantem krajowym w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii oraz intensywnej terapii interdyscyplinarnej. Jest prezesem Stowarzyszenia na rzecz Badania i Leczenia Sepsy „Pokonać Sepsę".    

DR HAB. MED. WALDEMAR GOŹDZIK od 2016 r. jest kierownikiem Katedry i Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i profesorem tej uczelni. 

Szumowska, Małaszyński, Segda i Linette zapraszają: kupcie dla WOŚP pierwsze strony "Wyborczej". W tym roku naszą akcję wspiera grono znanych i lubianych osób z całej Polski: artyści, sportowcy, politycy, społecznicy... Każda i każdy z was może - tak jak oni - znaleźć się na jedynce naszej gazety i wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem