Najbardziej przykry jest fakt, że zrobiła to bez skrupułów. Widziała biednych ludzi. Bez tych pieniędzy 3 tys. osób straci szansę na posiłek, a my będziemy musieli się zamknąć - mówi oszukany przez wolontariuszkę prezes Fundacji "Weź Pomóż".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Pani A. została wolontariuszką, gdy zaczęła się wojna w Ukrainie. Jej zaangażowanie było wielkie. Nikt nie miał wątpliwości co do tego, że mamy do czynienia z osobą odpowiedzialną i pracowitą. Boli mnie najbardziej fakt, że zaufałem tej kobiecie. Myślałem, że mnie odciąży, a może nawet przejmie fundację. Uderzyła w nas po pięciu miesiącach pracy. To był ogromny szok - opowiada Jan Piontek, prezes i założyciel Fundacji "Weź Pomóż".

Wolontariusze są zaangażowani m.in. w organizację corocznej wigilii dla potrzebujących, a także obsługę lodówek społecznych, których idea polega na zapobieganiu marnowania żywności i oddaniu niepotrzebnego jedzenia potrzebującym. W ostatnich latach po pomoc zgłaszają się już nie tylko skrajnie ubodzy, ale ludzie, którym przez utratę pracy czy przez inflację zaczyna brakować pieniędzy do końca miesiąca.

Jednym z największych wyzwań była pomoc uchodźcom z Ukrainy, w którą zaangażowała się 42-letnia oszustka. 

Fundacja 'Weź pomóż' postawiła we Wrocławiu lodówki społeczne
Fundacja 'Weź pomóż' postawiła we Wrocławiu lodówki społeczne  TOMASZ PIETRZYK

Wrocławska Fundacja "Weź pomóż" okradziona

Jak mówi prezes Piontek, wolontariuszka nie miała dostępu do konta fundacji. 

- Oszukała nas, dając fałszywe dokumenty. Wcześniej przekonała mnie do udziału w konkursie na organizację całodziennych posiłków dla grupy 70 uchodźców z Ukrainy, którzy zatrzymali się w Wołowie. Konkurs miała organizować jedna z wołowskich instytucji miejskich. Warunkiem przystąpienia była wpłata wadium w wysokości 35 tys. zł. Przelaliśmy tę kwotę na konto wskazane przez tę kobietę - opowiada działacz. 

A. ogłosiła, że Weź Pomóż wygrała konkurs, a kolejne 60 tys. zł zostało przekazane na posiłki dla uchodźców. Wszystko to jednak okazało się fikcją, bo dokumenty był skrzętnie spreparowane. 

- Ten przetarg był zrobiony bardzo szybko, ponaglała, żeby zapłacić - wspomina Piontek. - Pewnie wiele osób zacznie nas oceniać, ale wolontariuszka była tak bardzo zaangażowana, że do głowy nam nie przyszło, by ją o coś podejrzewać. To osłabiło naszą czujność.

Gdy sprawdził faktury, natychmiast poszedł na komisariat. 

Wolontariuszka oszukała więcej osób. Trwa śledztwo

9 listopada wrocławscy policjanci zatrzymali kobietę. - Ujawniono i zabezpieczono w jej miejscu zamieszkania dokumentację służbową należącą do fundacji, która jest stroną pokrzywdzoną. Jak wynika z dotychczas przeprowadzonych ustaleń, podejrzana zorganizowała m.in. przetarg, którego warunkiem udziału było wpłacenie wadium w wysokości 10 proc. kwoty przetargu. Wpłacone na konto fundacji pieniądze zostały przywłaszczone przez 42-latkę - informuje st. sierż. Aleksandra Poprawa z wrocławskiej policji.

Okazuje się, że A. oszukała nie tylko fundację. - Stroną pokrzywdzoną jest także jedna z firm cateringowych spoza Wrocławia. Wstępnie straty szacowane są na kwotę minimum 120 tys. zł. Policjanci nie wykluczają, że ofiarą oszustwa mogły paść także inne osoby lub firmy - podkreśla policjantka. 

Kobieta usłyszała już zarzuty w związku z popełnieniem przestępstwa z art. 286 Kodeksu karnego, czyli oszustwa. - Sprawa ma charakter rozwojowy, zebrana dokumentacja została przekazana do prokuratury - dodaje st. sierż. Poprawa. 

Fundacja "Weź Pomóż" z Wrocławia w poważnych tarapatach finansowych 

- Najbardziej przykry jest fakt, że zrobiła to bez skrupułów. Widziała tych biednych ludzi. Policjanci mi powiedzieli, że tacy oszuści nie biorą się z ulicy. To fachowcy. Teraz człowiek musi być jeszcze bardziej ostrożny. Trzeba dogłębniej sprawdzać, skąd kto jest - komentuje prezes Piontek. 

Zaznacza: - Zawsze zapala mi się czerwona lampka, gdy ktoś mówi o sobie, że jest "dobry" i "religijny". Religia to osobista sprawa, a dobroć niech oceni drugi człowiek.

Ludzkie zamiary weryfikuje również czas. - Chętni przychodzą do fundacji i często robią coś od serca. Ale po krótkim czasie już myślą, jakie będą mieć z tego korzyści dla siebie. Tymczasem wolontariat to praca na cały rok i nie ma tutaj miejsca na kalkulacje. Ja nie uważam, że robię coś nadzwyczajnego. Postępuję, tak jak czuję - tłumaczy wieloletni wolontariusz, który tworząc fundację, pracował jednocześnie jako motorniczy. 

Jan Piontek, prezes Fundacji 'Weź Pomóż'
Jan Piontek, prezes Fundacji 'Weź Pomóż'  KRZYSZTOF ĆWIK

Pieniądze zapewniające fundacji przetrwanie wciąż nie zostały odzyskane. Rachunki nie mogą czekać do zakończenia śledztwa. 

- Dzisiaj przez bezczelną kradzież nasza deska ratunkowa tonie. Jeśli nic nie zrobimy, 3 tys. osób straci szansę na posiłek - często ich jedyny. Miesięczne utrzymanie fundacji to 14 tys. zł. Jeśli nie zbierzemy do końca grudnia pieniędzy na czynsz, będziemy musieli się zamknąć - martwi się prezes. 

Fundację można wspomóc poprzez zbiórkę Ratuj Fundację "Weź Pomóż" na portalu zrzutka.pl.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem