Rozmawiając o tożsamości dolnośląskiej, mówimy o czymś, co wciąż jeszcze się tworzy, a na dodatek jest dopiero w pierwszym stadium.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sławomir Szymański: Sudety to chyba jedyne góry w Europie bez własnych górali. Może tak jest z całym Dolnym Śląskiem? Po prostu tu mieszkamy, ale trudno mówić o jakiejś realnej tożsamości dolnośląskiej?

Krzysztof Maj (wicemarszałek Dolnego Śląska): – Górale w Sudetach są może po stronie czeskiej. W naszych górach często stawia się domki podhalańskie, chociaż istnieją przecież wzory dawnej architektury sudeckiej. Z drugiej strony pojawiają się pomysły na przykład, żeby wykreować strój dolnośląski.

Uważam, że takie rzeczy nie powinny się dziać z poziomu urzędu, ani nawet nie z poziomu aktywistów, działaczy kultury czy antropologów. Mamy stworzyć strój dolnośląski i co my z nim zrobimy? I czy będzie historyczny, czy zaprojektowany dzisiaj? Takie zjawiska powinny się same układać.

Tożsamości nie można projektować, jestem daleki od inżynierii społecznej. Rozmawiając o tożsamości dolnośląskiej, mówimy o czymś, co wciąż jeszcze się tworzy, a na dodatek jest dopiero w pierwszym stadium.

Bolesławieckie Święto Ceramiki
Bolesławieckie Święto Ceramiki  Adrian Kowalski/UM Bolesławiec

Zaryzykuję twierdzenie, że stroju regionalnego, tak oddolnie, to my się już nie dorobimy. Nie te czasy. Ale może są jakieś inne rzeczy, które nas łączą, z którymi się realnie identyfikujemy? Może jakieś wyroby?

– Mamy ceramikę bolesławiecką, którą traktujemy jak nasz dolnośląski skarb. Ludzie z Bolesławca rzeczywiście są z tej ceramiki dumni, ale czy utożsamia się z nią mieszkaniec na przykład Kłodzka? Jest wiele produktów, które aspirują do bycia charakterystycznym wyrobem regionalnym, jednak potrzeba czasu, żeby zobaczyć, czy przebiją się do społecznej świadomości jako produkt dolnośląski.

Oprócz ceramiki mamy szkło, z którym związana jest długa tradycja hutnicza na ziemiach Dolnego Śląska. Jest coraz więcej produktów spożywczych promowanych jako Smaki Dolnego Śląska. Ale mam przekonanie, że to nie dzieje się z dnia na dzień i nagle nie stworzymy czegoś, co będziemy sygnować jako produkt dolnośląski.

Ja żartuję, że jestem typowym Dolnoślązakiem. Urodziłem się w Kłodzku, bo w moich rodzinnych Ząbkowicach Śl., mieście zwanym przez wiele wieków Frankenstein, szpital był akurat zamknięty. Później przez pięć lat mieszkałem w Wałbrzychu, studiowałem we Wrocławiu. Następnie pracowałem w Lubinie i wróciłem do Wrocławia, gdzie na trwałe osiadłem. Został mi tylko subregion jeleniogórski do zamieszkania, żeby móc coś w pełni powiedzieć o realnej tożsamości Dolnoślązaków.

Podsumujmy: stroju regionalnego nie ma i nie będzie, podobnie chyba z dialektem czy gwarą, muzykę też można do tego dodać. Jest w ogóle coś, co łączy mieszkańców Zagłębia Miedziowego na przykład z mieszkańcami Kotliny Jeleniogórskiej? Oprócz granic administracyjnych województwa i literki D na tablicach rejestracyjnych.

– Kluczem do zbudowania tożsamości regionalnej jest to, byśmy zaczęli rozumieć najpierw najbliższe otoczenie. Mam na myśli zainteresowanie swoim miastem, swoją miejscowością, terenem powiatu, a dopiero później województwem. Bardzo ceniłem Jana Waszkiewicza, pierwszego marszałka dolnośląskiego, który dużo mówił o kreowaniu tożsamości regionalnej w taki sposób.

Krzywa wieża w Ząbkowicach Śląskich
Krzywa wieża w Ząbkowicach Śląskich  UM Ząbkowice Śląskie

Źródła tożsamości upatruję właśnie w tej małej lokalności. Jako że pochodzę z Ząbkowic Śl., chciałbym, żeby wszyscy mieszkańcy tego miasta znali legendę o Frankensteinie, wiedzieli, dlaczego Krzywa Wieża jest krzywa i dlaczego w dwie strony. Tak samo chciałbym, żeby mieszkańcy Złotego Stoku byli dumni ze swojej kopalni, a mieszkańcy Kamieńca Ząbkowickiego z pałacu Marianny Orańskiej, która była zresztą jedną z pierwszych feministek na świecie.

Gdyby każdy z Dolnoślązaków znał historię swojego powiatu, byłbym bardzo dumny. Z tego wykluje się z czasem tożsamość regionalna.

Ale czy ona dzisiaj ma jakąś treść?

– Gdybym miał ją dzisiaj zdefiniować, to powiedziałbym, iż jesteśmy tak różni, że nauczyliśmy się z tym żyć. Dzięki temu jesteśmy bardzo otwartym regionem, nastawionym na współpracę.

Każdy jest skądś. Nikt tu się nie ściga na to, ile pokoleń wstecz mieszka tu jego rodzina, bo wszyscy mniej więcej równo zaczęliśmy. Na przykład we Wrocławiu nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś mieszka w prawo-, czy lewobrzeżnej części miasta.

Różnorodność i otwartość to u nas rytualne określenia. Czy są jednak realnym wspólnym mianownikiem? Wydaje mi się, że dużo bliżej nam na Dolnym Śląsku do naszych małych ojczyzn. Region jako całość nie ma wewnętrznej spoistości, jak Toskania albo landy w Niemczech czy w Austrii.

– Województwo, w obecnym kształcie, jest od niedawna, a z naszym miastem czy najbliższą okolicą identyfikujemy się od zawsze. To naturalne.

Wicemarszałek Dolnego Śląska Krzysztof Maj
Wicemarszałek Dolnego Śląska Krzysztof Maj  fot, Materiały prasowe

Poza tym Dolny Śląsk jest wielkości niejednego kraju w Europie. Na przykład Słowenia to jest prawie jeden do jednego i powierzchnia, i liczba ludności naszego regionu. Litwa jest większa pod względem powierzchni, ale ma mniej mieszkańców. Nie mówię tego w kontekście separatystycznym, że chcemy być jak Katalonia i oddzielić się od Hiszpanii.

Do historycznych regionów z Zachodu – jak Toskania, landy niemieckie czy Kraj Basków – w ogóle nie ma się co porównywać. Tam tożsamość kształtowała się przez wieki i nie było wielkiej migracji. Nawet w Polsce centralnej czy w Wielkopolsce ludzie mieszkają często z dziada pradziada w tych samych okolicach. My tu jesteśmy maksymalnie od trzech-czterech pokoleń. Dlatego nie istnieje tożsamość dolnośląska zdefiniowana tak jak w innych regionach Europy, bo jej tutaj nie może być.

Jako nowa społeczność jesteśmy stosunkowo krótko. A proces zszywania, tego utożsamiania się z regionem był przecież utrudniony przez poczucie tymczasowości pobytu na ziemiach zachodnich, panujące przez wiele lat po II wojnie światowej.

Podróżuję sporo po Dolnym Śląsku i widzę jednak, że rośnie u nas utożsamianie się z województwem jako całością. Przez ostatnie 15 lat naprawdę zauważam, że ludzie coraz bardziej identyfikują się z regionem, mówią o sobie „Dolnoślązak", a nie określają się tylko poprzez miasto, z którego pochodzą.

Smaki Dolnego Śląska: produkty Spiżarni Miodowej
Smaki Dolnego Śląska: produkty Spiżarni Miodowej  DOT

Dla mnie ciekawa jest tworząca się na naszych oczach kultura kulinarna na Dolnym Śląsku. Dlatego że oprócz odtwarzania dawnych receptur, czy to niemieckich, czy kresowych, są też produkty opierające się na tych surowcach i warunkach naturalnych, które są na miejscu. To rozwija się organicznie. Może ten wspólny mianownik dla tożsamości regionalnej najszybciej pojawi się właśnie na stole?

– Jestem gastroturystą i będąc za granicą, zawsze szukam lokalnej kuchni, ale niekoniecznie tych miejsc promowanych w mediach społecznościowych. Z radością przyjmuję, że na Dolnym Śląsku tworzy się coraz więcej takich miejsc bez udawania historii.

Możemy być dumni z kłodzkiego pstrąga, wytwarza się u nas również dużo znakomitej jakości serów i wiele innych wyrobów. Mamy znak Smaki Dolnego Śląska, pokazujący, że te produkty powstały tutaj. Co roku jest organizowana impreza „Wyprodukowane pod Śnieżką", żeby zachęcić mieszkańców regionu i turystów do poznawania produktów regionalnych.

Na razie jest tak, że na Wigilię trudno ustalić menu. Rybę robimy według przepisu z Kujaw, kutię jak na Kresach Wschodnich, a śledzie jak w Kielcach. Opowiadam o mojej rodzinie, ale podobnie wygląda to pewnie w wielu dolnośląskich domach.

Być może właśnie wokół kulinariów ta tożsamość ma szansę się wytworzyć? Nasze wyjątkowe położenie geograficzne, sąsiedztwo z Niemcami i Czechami, dziedzictwo materialne mówiące różnymi językami – to wszystko kształtuje i definiuje naszą tożsamość. Naszą niepowtarzalną dolnośląskość.

Rozmawiał: Sławomir Szymański

Wielki Test Wiedzy o Dolnym Śląsku

Wiesz wszystko o naszym regionie? Sprawdź się w Wielkim Teście Wiedzy o Dolnym Śląsku. Pierwszy etap w sobotę, 26 listopada, jest otwarty dla każdego.

Stara Kopalnia w Wałbrzychu
Stara Kopalnia w Wałbrzychu  Fot. Mat. UM w Wałbrzychu

Kto myśli o zwycięstwie, powinien mieć opanowaną geografię Dolnego Śląska, doskonale orientować się w dziejach całego regionu i w historiach lokalnych, wiedzieć, co można zobaczyć na przykład w Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia w Wałbrzychu, w Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy, w Muzeum Papiernictwa w Dusznikach lub w kopalniach złota, znać się (trochę) na rozwoju dolnośląskiego przemysłu, na zwierzętach z wrocławskiego zoo i na sporcie. Pulę zagadnień przygotowali członkowie Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej.

Jak wziąć udział w eliminacjach? W dniu testu wystarczy kliknąć w link, który udostępnimy w serwisie „Gazety Wyborczej Wrocław". Nie trzeba się wcześniej zapisywać. W pierwszym etapie, w całości online, na uczestników testu czeka 60 pytań w formie quizu.

Pierwszy etap wyłoni 25 najlepszych. Spotkają się w wielkim finale, który odbędzie się w sobotę 17 grudnia. Tu również będzie 60 pytań.

Dla zwycięzców są przewidziane nagrody – 5000 zł dla mistrza wiedzy o Dolnym Śląsku, 3000 zł dla wicemistrza, a 1500 zł dla osoby, która zajmie trzecie miejsce na podium.

Patronem honorowym Wielkiego Testu Wiedzy o Dolnym Śląsku jest  marszałek województwa dolnośląskiego, a partnerem akcji: Dolnośląska Organizacja Turystyczna.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem