Pan Wojtaszek myli się, twierdząc, że w latach 90. ubiegłego wieku można było poprowadzić na Śnieżnik tyle wyciągów narciarskich, ile się chciało, a tylko rozsądek władz gminy Stronie Śląskie sprawił, że wybrano Czarną Górę.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Odpowiedź na rozmowę z Ryszardem Wojtaszkiem: W górach też chcą zarabiać. "Piękny widok czasami trzeba poświęcić"

Wybór ten był kompromisem w ramach koncepcji rozwoju Masywu Śnieżnika i Krowiarek, która była opracowywana już pod koniec lat 80. na szczeblu wojewódzkim. Oczywiste było, że rozwój narciarstwa zjazdowego kłóci się – i to bardzo – z ochroną przyrody, a od 1981 roku teren ten był w znacznej mierze objęty Śnieżnickim Parkiem Krajobrazowym.

Zaproponowano kilka koncepcji, z których jedna – ciekawostka – przewidywała zwiększenie stopnia ochrony do parku narodowego. Faworyzowana była jednak koncepcja kompromisowa, którą można streścić w słowach: Czarna Góra dla narciarstwa, Śnieżnik dla przyrody. Skoro już kompromis miał być zawarty, dość logiczne, że skrajne tereny parku krajobrazowego zostaną poświęcone, a centralne oszczędzone. Ówczesna koncepcja zawierała budowę najdłuższego wyciągu w kierunku dawnej wsi Rogóżka (okolice Konradowa), natomiast nie przewidywała wyciągów na Żmijowcu.

W drugiej połowie lat 90. tę koncepcję zrealizowano z modyfikacjami, m.in. rezygnując z Rogóżki na rzecz Żmijowca. Niestety, jeszcze pod koniec lat 90. pojawił się pomysł budowy kolejki gondolowej na Śnieżnik, która naruszałaby nie tylko park krajobrazowy, ale i znajdujące się w nim dwa rezerwaty przyrody, Jaskini Niedźwiedziej i Śnieżnik Kłodzki. Nie jest więc tak – jak twierdzi rozmówca – że samorząd lokalny się zauważalnie samoograniczał. Raczej krok po kroku parł w głąb Masywu Śnieżnika, nie licząc się z ochroną przyrody i pokazując, że nie można liczyć na trwały kompromis i że apetyt jego i biznesu nie wykroczy poza raz przyjęte koncepcje.

Stwierdzenia, że w Bieszczadach jedynymi ograniczeniami rozwoju turystyki z zakresu ochrony przyrody są te związane z występowaniem niedźwiedzia, szkoda nawet komentować. Wypadałoby, aby postawić kontrę i zapytać o rysia. Przyrodę chroni się na bazie tych samych przepisów w całym kraju, a Bieszczady mają częściowo wyższy stopień ochrony niż Masyw Śnieżnika. Niestety, konflikty na linii urbanizacja – ochrona przyrody tam także występują i także tam doszło do szkód przyrodniczych i krajobrazowych na terenach, na których teoretycznie dzika przyroda miała być bezpieczna.

Wątpię, aby władze gminy Stronie Śląskie szczerze chciały w 2014 roku ograniczyć się do urbanizacji Siennej i Janowej Góry, resztę pozostawiając bez ingerencji, bowiem już ładnych kilka lat wcześniej zaczęły występować z planami budowy wieży widokowej (tzw. ciepłej, czyli z doprowadzonymi mediami, aby mógł tam działać punkt gastronomiczny) na szczycie Śnieżnika (aktualnie kończy się budowę wieży w wariancie tzw. zimnym, co nie zmienia faktu, że zaburza ona naturalny krajobraz). A co z pomysłami budowy wyciągów narciarskich na Młyńsko?

Poczynania władz gminy Stronie Śląskie i większości, o ile nie wszystkich, gmin powiatu kłodzkiego wskazują na to, że samorząd lokalny nie jest zainteresowany pogodzeniem się z tym, że dzika przyroda jest dobrem, które trzeba chronić, lecz raczej szuka sposobów, aby zwiększać stopień urbanizacji.

Nie jest prawdą, że Śnieżnicki Park Krajobrazowy jest największym terenem chronionym w Polsce (to do niego odnosi się wartość 288 km kw., podawana przez rozmówcę). Największymi terenami chronionymi są obszary chronionego krajobrazu, chociaż stopień ich ochrony wiąże się z tak małymi ograniczeniami, że w praktyce nie bierze się ich pod uwagę w debacie publicznej o ochronie przyrody. Wśród parków krajobrazowych ŚPK jest średniakiem. Przykładowo Park Krajobrazowy Puszczy Knyszyńskiej ma ok. 538 km kw., natomiast największy polski park narodowy (Biebrzański) – ok. 592 km kw. Jak rozmówca sam zauważa, w Tatrach jest park narodowy. Dodam, że w Bieszczadach też. W związku z tym, że do tych parków są bilety wstępu, łatwo jest oszacować liczbę odwiedzających. Nie można tego tak łatwo zrobić w parku krajobrazowym.

Co warte zauważenia, topowe górskie lokalizacje turystyczne, Tatry i Bieszczady, wiążą się z istnieniem parku narodowego. Można z tego wyciągnąć wniosek, że zamiast wyprowadzać coraz to nowe pomysły na dewastację dzikiej przyrody Masywu Śnieżnika, warto zwiększyć stopień jego ochrony do parku narodowego. Miejscami właściwymi do tworzenia bazy noclegowej dla tych turystów, którzy zechcą odwiedzić góry, są miasteczka takie jak Stronie Śląskie, a nie wyludnione wsie. Wielokondygnacyjne apartamentowce dużo mniej raziłyby w Stroniu niż w Siennej czy Białej Wodzie. Tymczasem w całym powiecie kłodzkim (jest to w zasadzie problem ogólnokrajowy) zabudowa rozlewa się w sposób niekontrolowany.

Pan Wojtaszek słusznie przyznaje, że wieża widokowa po czeskiej stronie, tzw. spacer w chmurach, to maszkara, jednak jego argument, że zawsze znajdzie się grupa ludzi, która będzie chciała takiej atrakcji, to ślepa uliczka. Wypadałoby postawić mu kontrę i zapytać: zawsze znajdzie się grupa ludzi, która chętnie zobaczy walki gladiatorów, czy zatem mamy zezwolić na zabijanie się ludzi na arenie? Podobną ślepą uliczką jest w ogóle powoływanie się na to, że ktoś inny robi coś złego, więc powinno być to ogólnie dopuszczalne, a pan Wojtaszek głównie na tym opiera swoją argumentację, choćby sugerując, że skoro leśnicy wywożą drewno ciężkim sprzętem, przez co rozjeżdżają las, to nie ma nic złego w tym, że zrobi to ktoś inny (np. firma budowlana). Takie rozumowanie prowadzi do zwielokrotnienia złych zachowań, a przecież chodzi o to, aby świat był coraz lepszy...

Kolejną mylącą informacją jest to, że obecnie turyści na Śnieżnik docierają tylko z Kletna albo Siennej. Bardzo popularnym miejscem startu pieszych wycieczek na Śnieżnik jest Międzygórze. Historycznie Śnieżnik kojarzony jest przede wszystkim z Międzygórzem.

Problem ze zrównoważonym rozwojem, o który dopomina się rozmówca (pozornie słusznie), o ile miałby zaistnieć w ŚPK i jego otulinie, szczególnie w okolicach Czarnej Góry, jest taki, że wymagałby zredukowania (!) istniejącej infrastruktury narciarskiej i zabudowy. Tego jednak, co wynika z reszty jego wypowiedzi, najwyraźniej by nie chciał. Jest to też oczywiście na stan dzisiejszy nierealne. To, o czym możemy mówić w kontekście ochrony ŚPK, to ochrona tej dzikiej przyrody i naturalnego krajobrazu, które tam zostały, a to wyklucza kolejne wyciągi itd. Działania RDOŚ, o ile rzeczywiście zmierzają do zmian w planach zagospodarowania, które zmniejszą możliwości zabudowy, są jak najbardziej słuszne i uzasadnione szeroko rozumianym interesem społecznym (a ten wykracza daleko poza interes kilku lokalnych inwestorów). 

Na koniec jeszcze refleksja nad młodymi ludźmi odpływającymi z gminy Stronie Śląskie. O tym też wspomniał rozmówca. Ja słyszałem taką narrację, żeby poświęcić przyrodę, aby ludzie mieli pracę, już w latach 90. Od tamtego czasu w imię dobrobytu ludzi zniszczono walory przyrodnicze i krajobrazowe wielu miejsc, w tym wielu chronionych, a ja cały czas słyszę, że trzeba niszczyć jeszcze więcej. I ciągle uzasadnia się to odpływem młodych ludzi. Może czas na wniosek, że najwyraźniej niszczenie przyrody agresywną urbanizacją wcale nie zmienia ich perspektyw tutaj na lepsze?

Przemysław Ziemacki

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Bardzo dobry głos w tej sprawie. Czas najwyższy na Snieżnicki Park Narodowy!
    @yoy
    Nie ma absolutnie żadnych szans.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Brawo.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0