Nigdy wcześniej nie widziałam tak biednego i cierpiącego zwierzaka. Miał zaklejone oczy ropą, liczne, gnijące rany na ciele i odleżyny. Nie reagował ani na światło, ani na głos. Gdy zgłosiłam sprawę na policję, usłyszałam, że od tego są organizacje - opowiada Justyna, która chciała przerwać gehennę psa.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z początku postanowiła zaoferować pomoc właścicielce psa. Na wszelki wypadek zrobiła Akslowi zdjęcie i nagrała rozmowę.

CZYTAJ TAKŻE: Sarenka ranna we Wrocławiu czekała na pomoc dwie godziny. Ostatecznie służby odmówiły przyjazdu

Na filmiku słychać, jak uprzejmym głosem zaczyna rozmowę: "Dzień dobry. Mam pytanie, ten piesek jest chory?". W odpowiedzi słyszy agresywne: "A co to panią interesuje?".  

- Może trzeba z nim do weterynarza pójść? - dopytuje Justyna. 

- Niech pani da pieniądze - odburkuje właścicielka. 

- Mogę dać. Nie ma problemu.

- On jest stary, już 18 lat ma.

- To może go trzeba uśpić, jak w takim stanie jest? On się męczy...

- Nie ma takiej możliwości - ucina rozmowę właścicielka.

Głuche telefony i brak instrukcji

Justyna chciała pomóc Akslowi, ale nie wiedziała jak. Pisała i dzwoniła do Ekostraży i prozwierzęcych fundacji z regionu, ale większość nie odpowiadała. Pomogła jej dopiero wolontariuszka Elwira z Fundacji Lex Nova.

CZYTAJ TAKŻE: Tony zakopanych śmieci pod Legnicą. Sprawcy grozi 1 mln zł kary

- Wytłumaczyła mi, że powinnam zgłosić sprawę na policję. Wcześniej nie wiedziałam, że to w ogóle możliwe. Gdybym wiedziała, może udałoby się pomóc wcześniej - martwi się Justyna. 

Do komisariatu policji w Jelczu-Laskowicach  pojechała od razu po pracy, ale jak wspomina, policjant nie za bardzo wiedział, co powinien zrobić.

- Był taki obojętny, bez empatii. Nawet o nic nie pytał. Nie przejął się, a przecież pokazywałam zdjęcia! Usłyszałam, że są organizacje, które powinny się tym zająć - opowiada kobieta. 

Funkcjonariusz powiedział jednak, że patrol sprawdzi, co dzieje się z Akslem. Tylko że dopiero, kiedy na posterunek wróci auto. Jak dowiadujemy się później, w piątek wieczorem służby z tą sprawą nic nie zrobiły.

Miała być interwencja, nie przyjęto zgłoszenia

W tym samym czasie to Justyna próbowała znaleźć dodatkową pomoc. Nadal przed oczami miała Aksla, którego właścicielka musiała wnieść do domu ze spaceru. Już w czwartek nie mógł chodzić.

- Zastanawiałam się, co mogę zrobić więcej. Policjant mówił, że może powinnam napisać do Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej, ale przecież był piątek i urzędnicy wtedy nie pracują. Znowu nikt by nie odpowiedział - opowiada Justyna.

CZYTAJ TAKŻE: Krowy w Krępicach od wielu miesięcy żyją zamknięte w oborze. Nie reaguje ani policja, ani straż

Kilka dni później starsza aspirant Wioletta Polerowicz poinformowała "Wyborczą", że w komisariacie nie ma notatki urzędowej lub przyjętego zawiadomienia o przestępstwie z piątku wieczorem.

Interwencja. Policjanci ponownie nie wiedzą, jak reagować

Następnego dnia Justyna, wychodząc z mieszkania, zauważyła pod blokiem policję. Od razu zadzwoniła do Elwiry z Fundacji Lex Nova i podeszła do funkcjonariuszy. Zapytali, czy to ona zadzwoniła rano ze zgłoszeniem. Bo ktoś poinformował służby o "złym wyglądzie psów przy ul. Techników".

- Nie wiem, kto powiadomił policję. Może któryś z sąsiadów. Dwa dni wcześniej rozmawiałam pod blokiem i mieszkańcy to słyszeli. Oczywiście nikt nie zareagował ani wtedy, ani długo długo wcześniej, ale może z czasem zrozumieli, że nie wolno milczeć - zastanawia się Justyna.

CZYTAJ TAKŻE: Po artykule "Wyborczej" krowy z Krępic doczekały się leczenia. A gmina zadba o warunki w oborze

Kobieta opowiedziała funkcjonariuszom o całej sprawie i wspomniała o wolontariuszce, która pomagała zareagować i nadal szuka dla psa pomocy. Policjanci zapytali, czy mogą się z nią skontaktować, bo sami nie do końca wiedzieli, co zrobić. Elwira przyjechała na miejsce tak szybko, jak to było możliwe.

- Jak weszłam do mieszkania, zobaczyłam psa w takim stanie, w jakim w życiu jeszcze nie widziałam. On gnił żywcem, oczy miał zaklejone ropą. Leżał zakołtuniony na stercie ubrań. Nie reagował na bodźce, na światło, na głos - wspomina Elwira.

Brak reakcji służb, milczenie sąsiadów

Wolontariuszka z funkcjonariuszami wynieśli Aksla do samochodu i zawieźli go do lecznicy. Tam zapadła decyzja o uśpieniu. Pies był nie do odratowania. Nawet zastrzyk potrzebny do wykonania eutanazji był wyzwaniem - miał tak zapadnięte żyły, że musiał dostać go w serce.

- Gdy wyprowadzałam tego psa z bloku, każdy miał coś do powiedzenia. "To był piękny pies", "Co ona z nim zrobiła". Wcześniej nie reagował nikt. Gdyby było inaczej, Aksel nie musiałby umierać w ten sposób - mówi Elwira.

Kiedy policja odbierała Aksla właścicielce, kobieta utrzymywała, że nigdy nie robiła psu krzywdy. Nigdy go przecież nie biła. Aktywiści przestrzegają: "Znęcanie nie zawsze oznacza bicie", co gwarantuje zwierzętom ustawa o ochronie zwierząt. 

CZYTAJ TAKŻE: Las Zakrzowski. W środku sezonu lęgowego trwa wycinka starych drzew na terenie Natura 2000

- Przestępstwem znęcania się jest również trzymanie go w stanie rażącego zaniedbania lub niechlujstwa, w tym także w nadmiernym brudzie, w niewłaściwym pomieszczeniu czy też właśnie w stanie nieleczonej choroby. Popełnienie takiego przestępstwa zagrożone jest karą pozbawienia wolności do 3 lat, przy czym odpowiedzialność karna może zostać zaostrzona, jeśli okazałoby się, że sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem. W takich sprawach sąd może również orzec wobec sprawcy zakaz posiadania zwierząt - tłumaczy adwokat dr Michał Rządkowski.

Działają organizacje, bo reakcji służb brak 

Tuż po przyjeździe Elwiry na miejsce policja wystawiła "oświadczenie o zrzeczeniu się prawa własności zwierzęcia". Tym sposobem zakończyli swoje działania, przerzucając odpowiedzialność za zwierzę na Fundację Ochrony Zwierząt i Środowiska "Lex Nova". 

- To nie tak powinno wyglądać. W ten sam weekend, już po eutanazji Aksla, złożyłam wniosek o sekcję zwłok psa, na co policja poprosiła nas, żebyśmy przetrzymali ciało do poniedziałku. To przecież dowód w sprawie! Już potem największym problemem było to, kto zapłaci za chłodnię - opowiada prezes fundacji Izabela Kadłucka.

CZYTAJ TAKŻE: Obrońcy praw zwierząt alarmują: Wrocławska spółdzielnia zakleja styropianem gniazda z pisklętami

Kilka dni później wolontariuszom udało się odebrać tej samej właścicielce drugiego psa i żółwia. Służby w tej sprawie nie podjęły żadnej reakcji. Po tygodniu fundacja znowu musiała interweniować dwa bloki dalej, gdzie inni mieszkańcy osiedla również nie leczyli swoich psów - samca z zaawansowaną chorobą skóry oraz sunię z wiszącym guzem pod ogonem, czerwonymi powiekami, zmianami skórnymi i poprzerastanymi pazurami. Fundacja "Lex Nova" zobligowała właścicieli do wizyty u weterynarza. Za leczenie zapłaci fundacja, a na jej wniosek również gmina.

Trwa zbiórka na obsługę prawną sprawy Aksla

Akslowi nie zdążyli pomóc: "Ten pies był martwy za życia, nie udało się" - piszą i ogłaszają zbiórkę pieniędzy na obsługę prawną sprawy przeciw właścicielce zwierzaka. Chcą przede wszystkim sprawiedliwości i zmiany postaw - nie tylko biernych obserwatorów, ale przede wszystkim instytucji, które powinny reagować.

CZYTAJ TAKŻE: Brutalnie przerzucił psa przez dwumetrowy płot schroniska. Nagrała to kamera

- Fundacja nieustannie ma do czynienia z nieleczeniem psów. Mam wrażenie, że tego, że jest to przestępstwo, nie rozumieją nawet organy ścigania. Ostatnio prokuratura w Strzelinie umorzyła postępowanie w sprawie suczki, która nie była leczona od 2 lat. Miała guza o wielkości 10 na 10 cm na brzuchu i przerzuty na organy wewnętrzne. Sąd utrzymał to umorzenie w mocy, pomimo, że biegły z zakresu medycyny weterynaryjnej jednoznacznie stwierdził, że nieleczenie suczki było błędem i spowodowało przerzuty i konieczność eutanazji psa - dodaje prezes "Lex Nova".

Darowizny można wpłacać pod tym linkiem. Część dochodu ze zbiórki zostanie przeznaczona na pomoc odebranym niedawno zwierzętom w Jelczu-Laskowicach - trzem psom i żółwiowi.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Strasznie to smutne. Niestety, funkcjonariusze policji nie znają przepisów ustawy o ochronie zwierząt, mimo, że jeśli chodzi o zwierzęta towarzyszące (psy i koty) to raptem kilka zdań. Rozumiem, że nie są specjalistami w dziedzinie medycyny weterynaryjnej, ale czasem wystarczy trochę dobrej woli... Jeśli pies nie ma zapewnionego cienia, to znaczy, że w upał będzie cierpiał, jeśli nie am dostępu do wody, to też cierpi - to są tak bardzo podstawowe rzeczy, a tak bardzo kuleją... Przy dzisiejszym poziomie wiedzy nikt nie kwestionuje już (czasy kartezjańskie dawno minęły), że zwierzęta odczuwają ból i cierpienie tak, jak ludzie - dlaczego zatem są istotami gorszej kategorii? To jest przecież życie, tak samo ważne, jak życie ludzkie. I jeszcze jedna kwestia - ludzie mają najcześciej wybór, zwierzęta na łańcuchach, w klatkach, w kojcach - one są zależne tylko od człowieka, który je tam zamknął - nie podbiegną do rzeki, szukać kałuży, żeby się napić, jedyne, co mogą zrobić to czekać aż opiekun da im wody. Kontrola warunków to nie tylko sprawdzenie, czy pies jest szczepiony.... Oby to się szybko zmieniło.
    Dziękuję Gazecie Wyborczej za pisanie o sprawach zwierząt, które są tak samo ważne jak sprawy ludzi. "Wielkość narodu i jego postęp moralny można poznać po tym w jaki sposób obchodzi się on ze swymi zwierzętami." M. Gandhi
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    Policja leje gazem i pałą kobiety, to lubią i to im się chce, a jeśli nawet nie lubią i nie chcą, to muszą, bo takie dyspozycję. Nie ma dziś policji, strach przed nią, brak zaufania, bo to trochę Zomo, trochę ORMO. Szkoda.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Ludzie adoptują młodego, zdrowego psa i nie biorą pod uwagę, że kiedyś będzie wymagał leczenia.
    Niektórzy mają zdrowie psa w 4. literach, a niektórych po prostu nie stać na leczenie. Usługi weterynaryjne są koszmarnie drogie.
    Często stary wiek zbiega się z wiekiem emeryckim właściciela i wtedy zaczynają się schody. Albo leczenie psa albo lek dla siebie...
    już oceniałe(a)ś
    2
    0