44-letni pan Roman pod koniec kwietnia uciekł z okupowanego przez Rosjan Chersonia. We Wrocławiu jest jednak niemal uwięziony w czterech ścianach, bo nie udało mu się zabrać wózka inwalidzkiego, na którym się porusza.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aktualizacja: w ciągu kilku godzin po publikacji tego artykułu, pan Roman otrzymał nie tylko wózek inwalidzki, ale też obietnicę zakupu nowych butów ortopedycznych i całego cyklu rehabilitacji.

- Czuję się w Polsce bardzo dobrze - podkreśla pan Roman. - Jestem wdzięczny za ciepło i gościnność, z jakimi Polacy nas powitali.  

Wspólnie z rodzicami, psem i kotem mieszkają w Domu Ukraińskim w budynku dawnego banku przy ul. Ofiar Oświęcimskich we Wrocławiu. Ośrodek prowadzi fundacja "Zobacz mnie". To miejsce schronienia dla 200 uchodźców z Ukrainy, które powstało dzięki łańcuchowi ludzi dobrej woli, w tym dzięki wrocławskim przedsiębiorcom.  

CZYTAJ TEŻ:  We Wrocławiu powstają ikony na skrzyniach po amunicji. "Służyły do przenoszenia czegoś, co zabija. Teraz pomagają Ukrainie"

Choć Roman jest w Polsce bezpieczny, to jego świat znacznie się skurczył. Niemal nie wychodzi z pokoju, bo nie ma jak się poruszać. 

- Od kiedy przyjechał, praktycznie nie ma możliwości samodzielnego wyjścia. Każda wizyta w banku czy w urzędzie to dla niego ogromne wyzwanie - mówi Agnieszka Aleksandrowicz-Zdral, prezes zarządu fundacji "Zobacz mnie". - Brak wózka jest też dla niego dużym ograniczeniem w codziennym wypoczynku. Nie miał okazji poznać naszego miasta, nie zwiedził nawet Rynku, który ma przecież tak blisko. 

Ukraińcy we Wrocławiu. Kula i zniszczone, niewygodne buty 

Mężczyzna urodził się z rozszczepem kręgosłupa. W dzieciństwie przeszedł operację, ale ta nie poprawiła jego stanu i do tej pory ma niedowład nóg. Wózek inwalidzki, na którym się poruszał, musiał zostać w Ukrainie.

- Niestety nie było na niego wystarczająco dużo miejsca w samochodzie - opowiada pani Zhanna Wasylenko, dyrektorka Domu Ukraińskiego. - Trzeba było jeszcze zabrać w klatkach dwóch innych domowników: chihuahuę Busię i kotkę Masię.  

Panu Romanowi nawet nie przeszło przez myśl, żeby je zostawić. Dotarł więc do Polski z kulą i w starych, bardzo zniszczonych butach ortopedycznych. Mają kilkanaście lat. Bezskutecznie próbował kupić w ostatnich latach nowe.  

W takich zniszczonych, wielokrotnie naprawianych i niewygodnych butach ortopedycznych pan Roman dotarł do Polski. Jego wózka nie dało się spakować do samochodu
W takich zniszczonych, wielokrotnie naprawianych i niewygodnych butach ortopedycznych pan Roman dotarł do Polski. Jego wózka nie dało się spakować do samochodu  fot. Marta Thor

- W Ukrainie bardzo o to trudno - wyjaśnia pani Zhanna. - Mieliśmy na Krymie duży warsztat, który produkował takie specjalistyczne obuwie. Ale Krym został w 2014 roku zajęty przez Rosjan.  

Panu Romanowi pozostało więc naprawianie tej jednej pary, bazując na częściach z innych butów. - I dlatego wyglądają jak wyjęte z czasów średniowiecza - dopowiada pani Zhanna.  

Przede wszystkim jednak buty są bardzo niewygodne. 44-latek jest w nich w stanie przejść, podpierając się kulą, zaledwie kilka metrów, np. do taksówki. Odkąd jest we Wrocławiu, wychodzi więc z pokoju tylko, gdy naprawdę musi. Np. po to, żeby wyrobić w urzędzie PESEL, pójść do lekarza czy banku.  

CZYTAJ RÓWNIEŻ:  Okrągły Stół ws. uchodźców z Ukrainy. Witalij Kliczko, mer Kijowa: Widzimy, kto jest prawdziwym przyjacielem naszego kraju

Uchodźcy z Ukrainy we Wrocławiu. Trudna ucieczka z Chersonia 

W Ukrainie pan Roman był w ostatnim czasie na rencie (ma pierwszy stopień niepełnosprawności), a jego ponad 60-letni rodzice odpoczywali na emeryturze. Mieszkali w niegdyś 300-tysięcznym Chersoniu. To miasto strategiczne, bo zapewnia kontrolę nad korytarzem lądowym z Krymu do Donbasu. Do tego w okolicy znajduje się hydroelektrownia.  

Zajęcie Chersonia było więc jednym z pierwszych celów Rosjan po rozpoczęciu inwazji 24 lutego. Okupują miasto, a wkrótce planują odegrać teatr z referendum, aby pokazać, że mieszkańcy chcą przyłączenia regionu do Rosji. 

Wiele osób postanowiło więc stamtąd uciec. Tym bardziej że życie w mieście jest bardzo trudne, bo brakuje jedzenia czy leków. Prosta nie jest jednak także ucieczka z Chersonia, bo drogi są kontrolowane przez Rosjan i trwają tam walki. 

Romanowi i jego rodzicom się udało, bo znaleźli i opłacili jednego z prywatnych kierowców, którzy wywożą ludzi z takich niebezpiecznych rejonów. Znają tereny i wiedzą, jaką trasę obrać, aby udało się przeżyć podróż i wyjechać. 

W takich zniszczonych, wielokrotnie naprawianych i niewygodnych butach ortopedycznych pan Roman dotarł z Chersonia do Polski. Jego wózka nie dało się spakować do samochodu. Na zdjęciu kotka Masia
W takich zniszczonych, wielokrotnie naprawianych i niewygodnych butach ortopedycznych pan Roman dotarł z Chersonia do Polski. Jego wózka nie dało się spakować do samochodu. Na zdjęciu kotka Masia  fot. Marta Thor

- Jechaliśmy polami, naokoło, pokonując prawie 200 kilometrów zamiast 60. Taką odległość kiedyś musielibyśmy przejechać, żeby wydostać się z tego regionu - pamięta pan Roman. - Możliwe, że długo nie wrócimy do Ukrainy, a może nawet nie będzie dokąd. Nie wiemy, czy nasz dom będzie jeszcze stał.  

Ich podróż do Polski trwała pięć dni. We Wrocławiu są od 25 kwietnia.   

Dom Ukraiński to dla niego cały świat 

Nowe życie pomaga im rozpocząć tutaj fundacja "Zobacz mnie". Mama pana Romana już pracuje na kuchni w Domu Ukraińskim. Fundacja chciałaby też pomóc 44-latkowi w znalezieniu pracy, najlepiej zdalnej.  

- Z zawodu jest informatykiem i chciałby wrócić do aktywności zawodowej - dodaje Agnieszka Aleksandrowicz-Zdral. - Pan Roman jest bardzo otwarty na innych, ma też świetny kontakt z młodzieżą. Gdyby miał możliwość, z pewnością powróciłby do aktywności na wielu możliwych poziomach.

Pan Roman, który przyjechał z Chersonia razem z rodzicami, psem i kotem, zamieszkał w Domu Ukraińskim prowadzonym przez fundację 'Zobacz mnie'
Pan Roman, który przyjechał z Chersonia razem z rodzicami, psem i kotem, zamieszkał w Domu Ukraińskim prowadzonym przez fundację 'Zobacz mnie'  fot. Marta Thor

Z pewnością pomógłby w tym wózek, więc pani Zhanna nie ustaje w poszukiwaniach. Jak mówi, znalazła jedną ofertę na OLX, jednak właściciel poprosił o zaświadczenie od lekarza, że taki wózek jest potrzebny. 

- Niestety pierwszą wizytę u ortopedy mamy umówioną dopiero na wrzesień - wzdycha kobieta. 

Wizyta za cztery miesiące będzie najpewniej dopiero początkiem, bo trzeba dopełnić jeszcze wiele innych formalności. Ukraińskie dokumenty osób z niepełnosprawnością nie są w Polsce uznawane. Żeby korzystać z przysługujących tutaj uprawnień i świadczeń, muszą więc uzyskać polskie orzeczenie.  

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Proponuję zbiórkę na zakup wózka i butów dla pana Romana, a także na pokrycie kosztów prywatnej wizyty u ortopedy (a może jakiś lekarz przyjmie go pro bono?)
    już oceniałe(a)ś
    32
    1
    Pan Roman wózek już otrzymał, też proponowałem, ale dostałem taką informację zwrotną od pani Zhanny.
    @slain
    wspaniała informacja
    już oceniałe(a)ś
    14
    0
    @slain
    Świetnie!
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    @slain
    do autorki: zatem przydałaby się aktualizacja artykułu o tę dobrą wiadomość
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    @users
    Już jest aktualizacja.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Czy jest jakaś zbiórka na wózek dla Pana Romana?
    już oceniałe(a)ś
    16
    0
    "w ciągu kilku godzin po publikacji tego artykułu, pan Roman otrzymał nie tylko wózek inwalidzki, ale też obietnicę zakupu nowych butów ortopedycznych i całego cyklu rehabilitacji."

    Jestem taka dumna z polskiej pomocy!
    już oceniałe(a)ś
    3
    0