Punkt Pomocy Farmaceutycznej dla uchodźców działa przy ul. Wittiga 4 we Wrocławiu. - Pamiętam pacjenta z szyną w nodze z pięciorgiem dzieci. Był ich jedynym opiekunem, tylko dlatego przepuścili go na granicy - mówi jedna z farmaceutek.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

WOJNA W UKRAINIE - CZYTAJ NASZĄ RELACJĘ NA ŻYWO

Farmaceuci Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu we współpracy z Dolnośląską Izbą Aptekarską otworzyli pierwszy Punkt Pomocy Farmaceutycznej dla uchodźców. Znajduje się przy punkcie recepcyjnym przy ul. Wittiga 4, w budynku T16.

CZYTAJ TAKŻE: "20 minut nie mogła wydobyć słowa, tak była roztrzęsiona". Lekarze stażyści z Wrocławia pomagają pacjentom z Ukrainy

Akademiki służą tam za tymczasowe miejsce noclegowe dla uchodźców, którzy przyjechali do Wrocławia. Uciekając przed wojną w Ukrainie, wielu z nich nie zabrało z domów swoich leków. W Polsce często nie mają pieniędzy, by je kupić. Nie wiedzą zresztą, jakie leki są dostępne w naszym kraju, a także gdzie mogą się po nie zgłaszać.

W związku z tym w Biurze Meldunku Tymczasowego na terenie akademików Politechniki Wrocławskiej został otwarty pierwszy Punkt Pomocy Farmaceutycznej. Uchodźcy otrzymują tam podstawową pomoc medyczną. Prowizoryczną aptekę stworzyli farmaceuci: mgr farm. Katarzyna Rasmus, mgr farm. Małgorzata Raginia, dr Ewa Żurawska-Płaksej i mgr farm. Wojciech Płaksej.

Punkt Pomocy Farmaceutycznej dla uchodźców we Wrocławiu zaopatruje ich w recepty i leki

- Na początku nie było prawie niczego. Żołnierze przynieśli do naszego prowizorycznego gabinetu półki, gdzie postawiliśmy leki przywiezione z własnych aptek. Obecnie jest ich znacznie więcej. Mamy syropy na kaszel, tabletki na gardło, krople na katar, czyli podstawowe rzeczy potrzebne osobom, które do nas przychodzą - opowiada mgr farm. Małgorzata Raginia.

Leczenie uchodźców we Wrocławiu ułatwia formularz w języku ukraińskim
Leczenie uchodźców we Wrocławiu ułatwia formularz w języku ukraińskim  Fot. Tomasz Walów

Do budynku T-16 skierowani zostali uchodźcy w różnym wieku. Najmłodszy pacjent miał 10 miesięcy, a najstarszy - 87. W pierwszej kolejności są badani przez lekarzy z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Pomagają w tym wolontariusze, którzy znają język ukraiński. Stworzony został również krótki formularz w tym języku.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Epidemiolog: Ukraińcy nie przynoszą ze sobą zarazy. A straszą nią ci, co sami się nie szczepią

Najczęściej pacjenci zgłaszają się z takimi dolegliwościami jak: nieżyty gardła, problemy żołądkowe, przeziębienia, a także osłabienie wynikające ze stresu i pięciodniowej podróży do Polski. Pojawiają się również trudniejsze przypadki - osoby w stanie przedzawałowym, z hipoglikemią (niedocukrzeniem), które wysyłane są natychmiast do szpitala.

Pomoc medyczna dla uchodźców z Ukrainy we Wrocławiu

— Średnio dziennie przychodzi do nas około 30 uchodźców. Część z nich chce po prostu porozmawiać. Szczególnie że przyjechały do nas osoby z Mariupola, Charkowa i Doniecka - mówi Raginia. - Najbardziej zapadł mi w pamięci pacjent z szyną w nodze z pięciorgiem dzieci. Na granicy pozwolono mu przejechać tylko dlatego, że jest jedynym opiekunem swoich pociech.

Farmaceuci starają się każdego wysłuchać. 

- Emocjonalny bagaż jest ogromny, ale cieszymy się, że możemy pomóc. Naszą dewizą jest zresztą to, żeby nikt bez tej pomocy nie wyszedł, czy to chodzi o leki, informacje, diagnozę wstępną czy badanie ciśnienia i glukozy - wylicza dr Ewa Żurawska-Płaksej z Wydziału Farmaceutycznego z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Wciąż poszukiwani są farmaceuci wolontariusze, którzy wspomogą pracę ochotników w gabinecie przy Wittiga. 

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Nic się nie zmieniło, to bardzo dobrze.
    W stanie wojennym prowadziliśmy na uczelni aptekę pod wezwaniem
    "Farmaceuci bez granic" Wszystkiego brakowało.
    My woziliśmy leki z Wrocławia, z darów Francuskich i Niemieckich.
    Zaopatrywaliśmy bezpośrednio szpitale w środki opatrunkowe,
    leki specjalistyczne, nici do szycia i rękawiczki itp.
    Podstawa wydania leku w naszej aptece była recepta, zapłatą datek do skarbonki.
    Brawo dla tych, co sa jeszcze młodzi, mimo wieku.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0