Ból może pojawić się dlatego, że dziecko rośnie, ale u siedmioletniej Leny nie ustępował. Nasilał się - szczególnie w nocy. Okazało się, że to białaczka.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W połowie maja 2021 roku Lenka Winiarska miała bilans siedmiolatka. Wcześniej narzekała na ból nogi.

- Nie było to nic uciążliwego, lekki ból – mówi jej mama.

Lena: „Wiem, że będę łysa"

Tydzień później, w nocy z niedzieli na poniedziałek, dziewczynka obudziła się i zaczęła bardzo płakać, bo ból znacznie się nasilił. Została w domu. Gdy ból nie minął, mama zabrała ją po południu na pogotowie do pobliskiego Strzelina.

- Może upadła, może się uderzyła – myślała pani Sandra. Lekarz wyjaśnił: - Rośnie i dlatego tak może się zdarzać.

Przepisał maści przeciwbólowe, ale dolegliwości nie ustępowały. Nasilały się szczególnie w nocy.

Pod koniec maja Lena trafiła do swojej pani doktor. Wyniki badań, m.in. CRP i hemoglobina, wskazywały na prawdopodobny stan zapalny. Lekarka podejrzewała wtedy ostre zapalenie stawów.

Mama umówiła Lenę prywatnie do ortopedy. Do lekarza miała pójść w poniedziałek, w piątek Lence bardzo spuchło oko. Pani doktor zleciła powtórzenie morfologii jak najszybciej. W sobotę udało się zrobić badanie we Wrocławiu. Po hemoglobinie widać było, że coś się dzieje. W poniedziałek Lena dostała skierowanie do Przylądka Nadziei.

- Pani doktor powiedziała, że podejrzewa zapalenie szpiku kostnego. To był ogromny szok. Myślałam, że to po prostu stan zapalny. Nie wiedziałam, że to może być najgorsze – mówi pani Sandra.

Do Przylądka Lena miała zgłosić się w ten sam dzień do godz. 18. Po drodze trzeba było zrobić zakupy, ponieważ po przyjęciu nie można było już wychodzić.

Lena nie miała typowych objawów. Początkowo podejrzewano anemię aplastyczną lub białaczkę. W piątek, po wszystkich badaniach, okazało się, że to białaczka.

Pierwszej rozmowie lekarzy z mamą Leny towarzyszył psycholog. Diagnoza? Białaczka limfoblastyczna typu B, bez zajęcia układu nerwowego, bez mutacji.

Lena Winiarska
Lena Winiarska  fot. Archiwum prywatne

Pani Sandra najpierw wyszła na zewnątrz, żeby się wypłakać. - Nie docierało do mnie, że to prawda. Przez pięć dni badań ciągle miałam nadzieję, że to nieprawda, że lekarze się mylą, że badania wykażą coś innego. Zaczęło to do mnie docierać dopiero, gdy zaczęło się leczenie – opowiada po niespełna roku od diagnozy.

Gdy wróciła do sali Lenki, córka sama od razu powiedziała: - Mamo, ja wiem, że mam białaczkę. Wiem, że będę łysa.

Mała pacjentka usiadła i dodała: - Mamo, ale ja dam popalić tej białaczce.

Pani Sandra: - To mnie podbudowało. Ona chce walczyć, to ja jeszcze bardziej. Jeżeli ona przez to

przejdzie, to ja razem z nią.

Skąd Lena wiedziała? Najprawdopodobniej usłyszała, jak wcześniej pani doktor mówiła mamie o podejrzeniach.

CZYTAJ TAKŻE: Po ciężko chore dzieci z Ukrainy jadą karetki z Wrocławia

Mama: „Trzeba walczyć"

Zaczęło się leczenie, najpierw lżejszym protokołem. W 33. dobie organizm Lenki nie odpowiedział na leczenie. Szpik był dalej zajęty przez komórki nowotworowe. Leczenie przedłużono. Punkcja w końcu wykazała ujemny wynik w szpiku.

Od 14 czerwca dopiero latem - na przełomie lipca i sierpnia - Lena mogła pójść na trzy dni do domu. Później, w połowie września, mogła wyjść na dłużej.

Pod koniec września zaczął się kolejny etap leczenia, według protokołu M: 5 dni w szpitalu, 10 dni w domu. Trwało to w sumie ponad 50 dni. W międzyczasie okazało się, że Lena w szpitalu miała kontakt z osobą zakażoną koronawirusem, co trochę wydłużyło leczenie. Podczas ostatniej chemii zamiast pięć dni Lena musiała zostać w Przylądku dwa tygodnie.

Po przerwie zaczął się protokół drugi – cięższy, który Lena zakończyła w pierwszych dniach marca. Kiedy parametry krwi i saturacja spadały, dziewczynka trafiła na oddział wzmożonego nadzoru. Po chemii nie miała odporności, zakaziła się rinowirusem. Podczas dwutygodniowego pobytu w domu spadły płytki krwi, trzeba było je przetoczyć.

Podczas leczenia, szczególnie po sterydach, zdarzały się momenty kryzysowe. Wtedy pomagało wsparcie psychologów z Kliniki Mentalnej w Przylądku Nadziei. - To dużo daje, bo chociaż na chwilę dzieci zapominają, że są w takiej trudnej sytuacji – mówi mama Leny.

By w Przylądku szybciej mija czas, Lena gra z mamą w gry. Lubi malować i rysować, przyciągają ją wszystkie kreatywne zabawy.

Gdy zachorowała, dostała się do szkoły muzycznej. Chciała iść do klasy fortepianu. Niestety, nie uruchomiono jej, ponieważ było za mało dzieci. Lena więc dostała się na gitarę. Miała rozpocząć naukę, ale niestety nie pozwoliło na to leczenie. Z nauką trzeba będzie jeszcze poczekać.

Lenę czeka teraz leczenie podtrzymujące, które potrwa 24 miesiące. To doustna chemia.

Po miesiącach choroby Leny pani Sandra opowiada o wszystkim ze spokojem.

- Trzeba wierzyć i po prostu cały czas walczyć. Na początku wszystkiego się obawiałam, bo była to nowa sytuacja. Jak ma się siłę w sobie i wolę walki, to naprawdę wszystko staje się możliwe. Dużym wsparciem jest też rozmowa z lekarzami. Oni tak dokładnie wszystko tłumaczą, że wiadomo, co się dzieje, a to wszystko sprawia, że obie czujemy się bardziej bezpieczne – mówi pani Sandra.

1 procent na ratunek

Lena jest jednym z dzieci leczonych we wrocławskiej Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej "Przylądek Nadziei". Klinikę i leczenie onkologiczne dzieci wspiera Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową", która jest partnerem naszego cyklu redakcyjnego.

Każdego roku fundacja pomaga 2000 dzieci z całej Polski. Ty też możesz pomóc jej podopiecznym w walce o życie, wpłacając jeden procent podatku: KRS 0000086210.

Więcej informacji o działalności Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową" znajdziesz na jej stronie internetowej: naratunek.org.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem