Wojna na Ukrainie. Mieszkające we Wrocławiu Ukrainki od początku wojny lepią pielmieni i pierogi. Sprzedają je, a za zarobione pieniądze kupiły już auto dla swoich rodaków walczących z rosyjskimi agresorami. - Będziemy działać do końca wojny - zapewniają.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mieszcząca się przy ul. Łaciarskiej 32 świetlica wrocławskiej katedry greckokatolickiej to siedziba ukraińskiej Fundacji Świetlica. Na co dzień zaprasza ona do siebie głównie dzieci na zajęcia artystyczne.

Jednak od początku wojny królują tu pielmieni z nadzieniem mięsnym oraz pierogi ukraińskie. Na pomysł wpadła jedna z kobiet, która wcześniej pracowała w restauracji.

Wojna na Ukrainie. Obrona Kijowa [RELACJA NA ŻYWO]

- Pierogi ukraińskie są z ziemniakami, cebulą i twarogiem, ale są inne niż znane w Polsce ruskie - mówi Halina Czekanowska.

Czekanowska pochodzi z Tarnopola, we Wrocławiu prowadzi pracownię krawiecką. Jest jedną z Ukrainek, które skrzyknęły się już pierwszego dnia wojny i zaczęły lepić oraz sprzedawać pierogi i pielmieni.

Wojna na Ukrainie. 3 godziny po pierogi

Pierogi stały się prawdziwym przebojem, w kolejce po nie wrocławianie spędzają nawet trzy godziny. Wyroby Ukrainek maja swoją cenę, ale kupujący zostawiają tu znacznie więcej pieniędzy.

- Bardzo, bardzo dużo. Kupiliśmy już samochód, taki pick-up, dla naszych żołnierzy - mówi pani Halina.

Fot. Fot . Krzysztof Cwik / Agencja Wyborcza.pl

- Dowiedziałam się, że ruszają z pierogami, i zaczęłam wrzucać informacje do mediów społecznościowych. Potem przyszłam, lepiłam, pakowałam, sprzedawałam... - mówi Marysia Garkavets, Ukrainka od 16 lat mieszkająca w Polsce. Do fundacji chodziła m.in. na zajęcia ze śpiewu. - To lepienie się bardzo szybko rozrosło. Zaczęło brakować ludzi, ale wtedy pojawili się wolontariusze, bardzo dużo. Po prostu wchodzą z ulicy, ubierają fartuch i stają z nami przy stole.

- Jeden z panów obiecał nam trzy tony ziemniaków i 100 kilo cebuli, nie wiem, gdzie to zmieścimy - śmieje się Marysia.

Wojna na Ukrainie. "Lepimy do odwołania, nie przestajemy"

Ukrainki ze Świetlicy obecnie szukają lokalu, w którym można lepić i od razu lekko mrozić pierogi, żeby lepiej zachowywały się w transporcie. Przydałaby się zatem np. nieczynna restauracja gdzieś w pobliżu ul. Łaciarskiej, żeby można było szybko przynieść tu gotowe wyroby.

Potrzebują też dużych, przypominających lodówki zamrażarek szokowych z półkami.

CZYTAJ TAKŻE Na granicę po uciekających z Ukrainy podjeżdżają auta z Polski, Niemiec i Czech. "Staliśmy tam 30 godzin"

- Będziemy lepić do odwołania, do końca wojny. A potem chyba postawimy we Wrocławiu pomnik pieroga ukraińskiego. Dziękujemy z głębi serca wszystkim, wszystkim Polakom - mówi wzruszona pani Halina.

Zaradne Ukrainki można wspomóc, przynosząc im mąkę, olej lub twaróg, ale przede wszystkim robiąc tu zakupy. Za 25 zł za dostaniemy kilo pierogów, a za 35 kilogram pielmieni.

Można im też przynieść leki, pieluchy, zabawki dla dzieci, środki czystości czy jedzenie z długim terminem przydatności. Fundacja pakuje wszystko i przekazuje dalej, na Ukrainę.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Pierogi są przepyszne!!!
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    spróbowałem i POLECAM !!!!
    już oceniałe(a)ś
    2
    0