Środki na leczenie dzieci chorych na raka zbierali do puszek rodzice i lekarze. Gdy powstała Fundacja "Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową", zainicjowała budowę Przylądka Nadziei. Wrocław stał się największym w Polsce dziecięcym ośrodkiem przeszczepowym i jednym z największych ośrodków transplantacyjnych w Europie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Na początku okoliczności były dość dramatyczne – wspomina prof. nadzw. dr Ewa Gorczyńska z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu. Gdy w 1990 roku pojechała do Wiednia, zobaczyła jak tam wyglądają procedury i zetknęła się z fundacją, która wspierała klinikę leczącą dzieci z nowotworów w Wiedniu.

Budowa Przylądka Nadziei. Pospolite ruszenie

Tymczasem w Polsce był tylko jeden oddział transplantacji dziecięcej w Poznaniu, przeszczepień wykonywało się mniej, a dzieci były leczone na oddziałach dla dorosłych.

Okazało się, że trzeba znaleźć pieniądze na oddział przeszczepowy. Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, którego przewodniczącym był dr Wojciech Pietras przestało wystarczać, trzeba było założyć fundację. Lekarze wraz z rodzicami zaczęli pisać status i wszystkim się zajęli.

Celem fundacji na początku było sfinansowanie oddziału transplantacyjnego.

– To było pospolite ruszenie. Na pomoc przyszli wrocławscy artyści Spirituals Singers Band grali koncerty, włączył się zespół Teatru Polskiego i inni artyści, ciągle pisała o nas redaktor Ewa Cieciorko. Ja i rodzice dzieci przez ponad dwa lata prowadziliśmy zwykłe zbiórki uliczne z puszkami, np. 1 listopada przy cmentarzu – wspomina prof. Gorczyńska.

Oldboje klubu FC Barcelona z wizytą w Przylądku Nadziei
Oldboje klubu FC Barcelona z wizytą w Przylądku Nadziei  Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Wyborcza.pl

W pomoc włączyły się inne fundacje i m.in. prezydentowa Jolanta Kwaśniewska. W 1994 roku przeprowadzili pierwszą transplantację. 

Z inicjatywy Fundacji "Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową" w czerwcu 2013 roku ruszyła budowa Przylądka Nadziei. W styczniu 2010 roku podpisano umowę o współpracy przy realizacji inwestycji między przedstawicielami Fundacji, Uniwersytetu Medycznego i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. W oparciu o nią Fundacja sfinansowała projekt budowy o wartości 2,5 mln złotych, a Uniwersytet Medyczny rozpoczął poszukiwania źródeł finansowania inwestycji ze środków Unii Europejskiej. Ze środków Unii Europejskiej na budowę Przylądka udało się pozyskać 85 mln złotych dotacji, a Ministerstwo Zdrowia dołożyło 15 mln zł.

Startowali od trzech łóżek, obecnie jest dwanaście i oddział poprzeszczepowy. Prof. Gorczyńska: - Jesteśmy jednym z największych ośrodków przeszczepowych, połowa procedur w Polsce wykonywana jest we Wrocławiu. Wykonujemy wszystkie rodzaje przeszczepów.

Fundacja ciągle wspiera rozwój naukowy lekarzy.

- Jesteśmy w gremiach międzynarodowych. Prowadzimy pacjentów najnowszymi metodami diagnostycznymi i terapeutycznymi. Bez fundacji nie byłoby to możliwe. Fundacja wspiera nas w konferencjach organizowanych w Polsce. Koordynujemy w Polsce terapie sześciu nowotworów, mamy więc zobowiązania szkoleniowe, wymieniamy doświadczenia z innymi ośrodkami – mówi prof. dr hab. Bernarda Kazanowska, z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu.

W walce z rakiem i z pandemią

Dla pacjentów Przylądek Nadziei tworzy drugi dom. Fundacja wspiera każde dziecko leczone w Przylądku Nadziei. Każdemu małemu pacjentowi organizuje urodziny. – Prezent, torcik, ciasteczko – zależnie z czego może skorzystać na danym etapie leczenia – mówi prof. Kazanowska.

Fundacja wsparła trudne początki leczenia onkologicznego w Przylądku Nadziei w warunkach pandemii. Dzięki fundacji dwukrotnie przeprowadzono testy całego personelu i wszystkich pacjentów. Wyposażyła Przylądek w środki ochrony osobistej.

W klinice niestety nie obyło się bez zakażeń COVID-19 i zachorowań. Zachorowania na COVID-19 wpłynęły na to, że u części dzieci chemioterapia nie mogła być kontynuowana.

- Każde życie i każdy pacjent jest dla nas tak samo ważny i o każdego walczymy heroicznie. U małego pacjenta musimy rozważyć ryzyko, z jakiego powodu możemy mieć niepowodzenie. Leczone dzieci pozostają w immunosupresji i narażone są na zagrażające życiu powikłania infekcyjne. Przerwy w walce z nowotworem wpływają bardzo niekorzystnie na ostateczny efekt leczenia - to jeden z czynników wpływających również na rokowanie – wyjaśnia prof. Kazanowska. – W pandemii straciliśmy pacjentów leczonych onkologicznie, którzy mieli szansę wyzdrowienia – dodaje.

Spotkanie pacjentów wyleczonych z choroby nowotworowej
Spotkanie pacjentów wyleczonych z choroby nowotworowej  Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

Fundację wspiera biznes i indywidualni darczyńcy. Czas pandemii nie pozostał bez wpływu na skalę pomocy. - W naszej Fundacji staraliśmy się szybko reagować na tę dynamiczną sytuację i szukaliśmy nowych form pozyskania funduszy, żeby wciąż móc realizować swoją misję. Zdecydowaliśmy się pokazać tam, gdzie do tej pory nas nie było – mówi Klaudia Smolarska-Kulej z Fundacji "Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową". Pojawili się na serwisie randkowym Tinder. W centrach handlowych i lokalach usługowych stanęły Dobromaty, czyli automaty do przekazywania datków za pomocą karty. Odbywały się różnego rodzaju wyzwania jak np. Świder Na Raz, Świąteczny Stream Charytatywny, czy Sztafeta na Jasną Górę.

Fundacja pomaga nie tylko w chorobie. Dzieci wyleczone z nowotworu nie są pozostawiane samym sobie. - Nikt nie chce być ozdrowieńcem, chce być zdrowy. Pacjent, który kończy leczenie, niesie ze sobą bagaż różnych powikłań – może być to ograniczenie słuchu, uszkodzenie wzroku, serca, nerek itd. Ani w Polsce, ani w większości krajów nie ma poradni następstw leczenia przeciwnowotworowego – mówi prof. Kazanowska. Ponad 2 tysiące onkomocnych, bo tak nazywamy osoby, które zakończyły leczenie, w Przylądku Nadziei we Wrocławiu ma Centrum konsultacyjne OnkoMocni i Centrum Konsultacyjne dla Wyzdrowiaczków, którzy zakończyli leczenie pięć lat temu i wcześniej.

Zadania na przyszłość? Choć nowotwory u dzieci stanowią 0,8 procentu wszystkich przypadków, a ich wyleczalność sięga od 85 do 95 proc., najważniejsza jest jak najszybsza diagnoza i leczenie. Lekarze podkreślają, jak ważne jest działanie na rzecz wzrostu świadomości onkologicznej.

- Powinniśmy skupić się na tym, żeby współdziałać wspólnie i stale z innymi fundacjami, które działają przy klinikach, żebyśmy byli widoczni dla ogółu społeczeństwa – stwierdza dr Wojciech Pietras z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem