We wrocławskim Capitolu wystąpili gościnnie artyści Teatru Horzycy z Torunia ze spektaklem "Cholernie mocna miłość". Przedstawienie i towarzysząca mu debata wywołały łzy i ogromne emocje - na widowni były m.in. osoby ze społeczności nieheteronormatywnej oraz ich rodzice.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W latach 30. naziści uznali, że homoseksualiści stanowią niebezpieczeństwo dla zachowania narodu. Karano ich nawet za spojrzenie, gest czy – jak wzorowanego na prawdziwej postaci bohatera spektaklu – za list miłosny.

„Cholernie mocna miłość" Krzysztofa Szekalskiego w reżyserii Aleksandry Jakubczak, na podstawie książki pod tym samym tytułem, zachowuje idealną równowagę między pokazaniem tragicznych konsekwencji miłości bohaterów, a normalnością i pięknem tego uczucia.

Stefan śpiewa w chórku, Willi jest oficerem Wermachtu

– Te chuje wszystko mi zabrali, nic już nie mam. Już po mnie. Czy to się godzi?! […] Już nie mamusia! Matka się wypisuje! Nie ma mamusi! Koniec! Nie podoba się? To sobie inną znajdźcie! – monolog matki (Matylda Podfilipska) wprowadza w klimat rodzinnego życia w okupowanym przez Niemców Toruniu.

Znajdziemy w nim rozpacz i poczucie krzywdy, ale też aktualny obraz polskiego zaścianka. Mdłe pastelowe kolory czy bardzo jasne – trudne do zniesienia – światło i akustyczne piekło miejsca, w którym wraz z matką i bratem mieszka Stefan K. (Błażej Stencel), kontrastują z przyjemnym błękitem i delikatną, a momentami ekstatyczną muzyką (Bartosz Woźny).

W książce to stara stodoła, na teatralnej scenie – jasne i miękkie materace, nad którymi rozpościera się symboliczny kawałek nieba – tu spotykają się Stefan, młody chłopak z Torunia śpiewający w chórku na niemieckich przedstawieniach w teatrze, i Willi, stacjonujący w mieście oficer Wehrmachtu.

 – Powiedział do mnie guten Abend – myśli Stefan. – I spojrzał mi w oczy, to chyba dobrze – tak wygląda ich pierwsze, przypadkowe spotkanie na ulicy.

Stefan K. w rzeczywistości nazywał się Teofil Kosiński – jego wspomnienia spisał w książce Lutz Van Dijk, niemiecko-holenderski historyk i pedagog oraz aktywista, znany z działalności na rzecz osób nieheteronormatywnych. Van Dijk – zdalnie – uczestniczył w debacie po spektaklu. – Teofila znalazłem dzięki listowi, który wysłał do niemieckiego rządu z prośbą o zadośćuczynienie. Napisał „jestem już chory, chciałbym tylko zapłacić za moje rachunki, moje leczenie" – opowiadał.

– Kosiński, który zmarł w 2003 roku, pozostaje jedynym znanym Polakiem, który został skazany na mocy paragrafu 175 penalizującego homoseksualizm – mówiła prowadząca spotkanie Alina Szeptycka z Kultury Równości.

Van Dijk: – Teofil niestety nigdy do końca nie przepracował doznanej traumy. Podczas spotkań autorskich za granicą kilka razy odważył się pokazać swoją twarz czy podać prawdziwe imię i nazwisko. Był wtedy szczęśliwy, jednak potem zawsze bał się, czy nikt się na niego nie zdenerwuje o to.

'Cholernie mocna miłość' w reżyserii Aleksandry Jakubczak. Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu
'Cholernie mocna miłość' w reżyserii Aleksandry Jakubczak. Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu  Fot. WOJTEK SZABELSKI / Fot. Wojtek Szabelski / szabelsk

W miłości nieheteronormatywnej też można wariować z tęsknoty

– Publikując książkę – najpierw w języku niemieckim, przetłumaczoną później na inne języki – Lutz Van Dijk dał jedno z nielicznych dziś w Polsce świadectw prześladowania osób nieheteronormatywnych w czasie II wojny światowej. Książka ukazała się w Polsce w 2017 roku, ponad ćwierć wieku po jej niemieckiej premierze.

W debacie uczestniczyła także reżyserka Aleksandra Jakubczak: – Lektura książki zainspirowała mnie do pracy nad spektaklem – opowiadała. Przedstawieniem chciała wzbudzić empatię wobec osób nieheteronormatywnych.

Zrobiła to – i doskonale jej się powiodło – poprzez pokazanie, że miłość nieheteronormatywna jest tak samo normalna jak uczucia i związki osób heteroseksualnych. Wiążę się z nią niepewność, motyle w brzuchu czy niewidzialne skrzydła, które unoszą zakochanych nad ziemią (nawet mimo bagna wokół), ale też kłótnie, rozstania i wariowanie z tęsknoty.

Spektakl czerpie z książki, pozostawiając jednak pola wyobraźni i dając odbiorcom możliwość emocjonalnego podpięcia się pod w gruncie rzeczy uniwersalną historię miłosną – historię uczucia niemożliwego na wielu poziomach.

„Cholernie mocna miłość". Różowy trójkąt

– Spotykamy się tuż po magicznej dacie 4 listopada. To dzień, w którym Teofil spotkał Williego i ten sam dzień, w którym zmarł w 2003 roku – przypomniała Szeptycka.

Kosiński co roku w tym dniu zapalał w oknie świeczkę, targany rozpaczą i potwornymi wyrzutami sumienia, że swoim listem do ukochanego, pisanym łamanym niemieckim, z którego do końca życia pamiętał każde słowo, prawdopodobnie skazał go na śmierć. Paragraf 175 określający homoseksualizm jako „przeciwny naturze nierząd" obowiązywał w Niemczech od 1871 roku aż do lat 60. ubiegłego stulecia, naziści dodatkowo go zaostrzyli, penalizując nie tylko stosunki seksualne pomiędzy osobami tej samej płci, ale też jakiekolwiek podejrzenia takiej relacji.

Spektakl 'Cholernie mocna miłość'
Spektakl 'Cholernie mocna miłość'  fot. Wojtek Szabelski/Materiały prasowe

Teofilowi, skazanemu za list na pięć lat więzienia, na pasiaku naszyto różowy trójkąt – takimi samymi oznaczano też homoseksualistów w obozach koncentracyjnych – o czym niestety nadal nie mówi się polskiej młodzieży szkolnej odwiedzającej Auschwitz.

– Kiedy skończyła się wojna w 1945 roku ofiary prześladowania przez nazistów mogły wrócić do domów, ale nie dotyczyło to „różowych trójkątów" – opowiadała Szeptycka, powołując się na znakomitą badaczkę prof. Joannę Ostrowską, która przywraca pamięć o zapomnianych ofiarach wojny. – Ci mężczyźni, którzy wydostali się z obozów, ponownie byli skazani na karę więzienia i to trwało w Niemczech aż do lat 60.

Teofil Kosiński do końca życia bał się ujawnić w Polsce – najbardziej z tego powodu, że straci szacunek ze strony najbliższych krewnych. Największą męczarnią była jednak niepewność: czy ukochany zginął, czy o nim zapomniał? Nigdy nie znalazł odpowiedzi na to pytanie.

„Cholernie mocna miłość". Teraz przewartościujemy swoje myślenie

Jedna z osób z widowni włączając się do debaty, zauważyła, że spektakl powstał w mieście kojarzonym z ojcem Rydzykiem – co ma też dodatkowe znaczenie. W Toruniu, gdzie po raz pierwszy spotkali się Teofil i Willi, i gdzie przez pewien czas byli razem (spotykając się potajemnie), działa dziś także centrum dla młodzieży imienia Teofila Kosińskiego.

– Łączyliśmy się z nimi na zoomie kilka dni temu. Młodzi ludzie LGBT mówili mi, że jest to dla nich bezpieczne miejsce, w którym mogą być sobą – opowiadał Van Dijk.

Jakubczak postanowiła przypomnieć o ukrywających się w polskich lasach uchodźcach – wzruszenie nie pozwoliło jej jednak mówić dalej.

Grający rolę Stefana Błażej Stencel, pytany o odbiór przedstawienia w Toruniu mówił, że spotykały go same pozytywy. – Na przykład, po jednym ze spektakli zaczepiły mnie dwie starsze panie, które podeszły, żeby podziękować. Mówiły, że się cieszą, że mogły poznać i na tym poziomie emocjonalnym utożsamić się z osobami homoseksualnymi. Powiedziały, że będą musiały przewartościować teraz swoje myślenie – relacjonował.

Z kolei siedząca na widowni młoda dziewczyna, która przedstawiła się jako queerowa córka, dziękowała reżyserce, zwłaszcza za poruszający końcowy monolog matki. Chodzi o scenę, w której kobieta – wiedząc już, że jej dziecko jest odmienne, a z tego powodu prześladowane i bite – cierpi razem z nim.

Na zakończenie debaty Szeptycka przytoczyła słowa Kosińskiego, który – jak podkreślała – do końca życia nie dał sobie pozwolenia na to, by zakochać się po raz drugi: – Marzył, „by ludzie we wszystkich krajach świata w końcu pojęli, że karać za miłość i tolerować przemoc to zawsze przestępstwo". Powinno być na odwrót.

Głównym organizatorem wydarzenia #Unia Równości! było Przedstawicielstwo Regionalne Komisji Europejskiej, Biuro Parlamentu Europejskiego we Wrocławiu oraz Biuro Łącznikowe Wolnego Państwa Saksonia we Wrocławiu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Bardzo się cieszę, że tak potrzebna sztuka jest pokazywana w moim rodzinnym Wrocławiu
już oceniałe(a)ś
2
0