Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Rondo przy ul. Powstańców Śl.: dwie piaskownice po obu stronach torów, pomnik Poległych Milicjantów, którego w stanie wojennym pilnowali żołnierze, „ministadion", czyli żwirowa droga w kółko, krzaczory i rozłożysta leszczyna to mój dziecięcy wszechświat – wspomina pani Dorota, która w latach 80. mieszkała przy ul. Kamiennej.

Najbliższym większym parkiem był Południowy. – Ale tam chodziliśmy głównie w weekendy. O tym niewielkim parku na rondzie – podzielonym torami tramwajowymi na pół – mówiło się po prostu „rondo" i byliśmy tam codziennie, a nawet dwa razy dziennie, bo dzień wtedy dzielił się na przed i po obiedzie – dodaje.

Częścią „ronda" był też sklepowy pawilon o tej samej nazwie, typowy dla handlowej infrastruktury osiedlowej PRL. Stał w miejscu dzisiejszego Tespiana.

– Sprzedawano przy nim wtedy kręcone lody i wodę z saturatora. Słodką i zimną – po 30 groszy bez soku i po bodajże 90 groszy z sokiem. To była atrakcja w duchu zero waste. Jak zahipnotyzowana obserwowałam płukanie szklanek, które sprzedawca obracał do góry dnem i kładł na dyszy, z której tryskała woda. Po takim przepłukaniu szklanka była używana ponownie – wspomina pani Dorota.

Jedno z osiedli na PartynicachJedno z osiedli na Partynicach TOMASZ PIETRZYK

Brochów też Krzyki

Te okolice, a już na pewno park Południowy i osiedla Borek czy Partynice, wszystkim jednoznacznie kojarzą się z Krzykami. Ale w granicach tej dzielnicy w latach 1952-1990 znajdowały się też Przedmieście Oławskie i Niskie Łąki, nadodrzańskie łąki na południowym brzegu rzeki, a także Wojszyce, Jagodno i Brochów, który zresztą do 1950 r. był samodzielnym miastem.

– Moja prababcia mieszkała wtedy na Wojszycach, a tam były już prawdziwie sielskie klimaty, uwielbiałam ją odwiedzać. Za jej domkiem, który był chyba jedyny w okolicy, rozciągały się przepastne łąki i pola. W przydomowym sadzie zrywaliśmy najlepsze na świecie śliwki węgierki. Nieopodal był nasyp kolejowy i jeździły tamtędy pociągi na Sobótkę, scenografia była jak z filmu – mówi pani Dorota.

Pani Elżbieta wychowywała się na Brochowie w latach 60. Całe dnie, zwłaszcza latem, spędzała w parku Brochowskim.

Park BrochowskiPark Brochowski Fot. Paweł Kozioł / AG

– Nie mówiliśmy wtedy o nim park Brochowski, tylko park Majątkowy. Bawiliśmy się tam w podchody, całe chmary dzieci. Park był dziki, nie tak uporządkowany jak dzisiaj. Były staw, strumienie, krzaki, a na końcu parku dwa brzegi strumyka łączyło powalone drzewo, na którym przesiadywaliśmy. Wielką atrakcją była również – zapewne niebezpieczna, bo na nią też nie mieliśmy zgody – zabawa w zarośniętych ruinach pałacu. Później niestety ten pałac został całkowicie wyburzony i rozebrany. Pamiętam, jak kazali nam pozasłaniać okna przed detonacją - wspomina.

Pani Elżbieta doskonale pamięta też, jak wyglądała letnia infrastruktura wypoczynkowa w tej części miasta. – Czasami zostawialiśmy w domu kartki z informacją: „opalamy się pod gruszą". Grusza rosła na Jagodnie i wiedzieliśmy, że nikt tam za nami nie pójdzie. Tymczasem szliśmy na piechotę przez Księże Małe na tzw. Mokry Dwór, żeby się kąpać. Tam były rozlewiska głębokie na kilka metrów, raz o mało się nie utopiłam. Jednak najczęściej kąpaliśmy się w rzece na Niskich Łąkach i w parku Wschodnim, zarośniętym i dzikim. Tam też było rzeczne kąpielisko, mówiliśmy, że chodzimy na Oławkę. Potem wybudowali tam basen, który nazywał się „Burza", autobusem 114 całą chmarą dzieciaków z Brochowa wysiadaliśmy koło Pralni Chemicznej na Krakowskiej i piechotą przez park Wschodni szliśmy na Burzę. Tak spędzaliśmy wakacje – opowiada.

Aquapark we WrocławiuAquapark we Wrocławiu Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

Pumptrack zamiast pomnika

Wspomniany park Południowy stracił po wojnie wiele ze swojej elegancji, ale nadal wyróżniał się wielkomiejskim sznytem. Na obszarze dawnych Krzyków powstawały też nowe założenia. W 1975 r. na terenie dawnych cmentarzy utworzono park XXX-lecia PRL. Jak informuje Leksykon Zieleni Wrocławia, w latach 90. założenie zostało podzielone na parki Skowroni (część południowa) i Andersa (północna).

Najbardziej wyróżniającym się elementem tego miejsca jest Wzgórze Andersa, czyli wysoka na ponad 140 m góra gruzu zwożonego tu po wojnie podczas porządkowania miasta. Wzgórze wyróżniałoby się jeszcze bardziej, gdyby zrealizowano pomysł budowy tu pomnika Ziem Odzyskanych. W 1985 r. wmurowano nawet kamień węgielny pod ten obiekt. Po 1990 r. rekreacja wygrała jednak z polityką historyczną. Dzisiaj nie ma tam więc pomnika, jest pumptrack, a obok aquapark.

Gruz z Breslau tworzy również Wzgórze Gajowe. Jest to drugie pod względem wysokości wzniesienie we Wrocławiu. Kto jeszcze nie oglądał miasta z tej perspektywy, może się tam wybrać w najbliższy czwartek. Odbędzie się tam kolejne spotkanie w ramach inicjatywy Wywczas, na którą składa się pięć wydarzeń filmowo-kulinarnych (na terenie każdej dawnej dzielnicy plus weekendowy finał).

W Gaj Chillout Barze, zlokalizowanym przy wejściu do parku Wzgórze Gajowe od strony ul. Świeradowskiej, organizatorzy proponują poczęstunek (dostarczy go restauracja HulThai), a także film „Niemożliwe" (reż. J.A. Bayona, Hiszpania 2012). Wydarzenie organizuje Wrocławska Fundacja Filmowa dzięki wsparciu Profit Development. Start o godz. 19, projekcja od 19.30, udział bezpłatny.

Wydarzenie organizowane jest dzięki Profit Development.Wydarzenie organizowane jest dzięki Profit Development. .

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.