Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak bezkontaktowo zbierać pieniądze?

– Dobromat to maszyna do zbierania datków, która nie wymaga obecności obsługi. Nazywamy go elektronicznym samoobsługowym wolontariuszem. To wygodne, bezpieczne i szybkie rozwiązanie. Przybliżasz kartę i pomagasz w kilka sekund – wyjaśnia Klaudia Smolarska-Kulej z Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”, która wspiera wrocławską klinikę Przylądek Nadziei.

Dobromat obsługuje karty płatnicze, działalność fundacji za jego pośrednictwem można wesprzeć kwotą od 5 do 100 zł. Latem zeszłego roku pojawił się w Parku Handlowym "Magnolia", a od lutego testowany jest w Centrum Handlowym "Borek".

DobromatDobromat Fot. Mat. Fundacji 'Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową'

Jest też odpowiednik mobilny – taki dobromat pojawia się tam, gdzie zostanie zaproszony. Był już w firmie Impel, kawiarni Etno Cafe, pizzerii VaffaNapoli i regularnie wracał do salonu tatuażu 71 Ink Tattoo. By go zaprosić do swojej firmy, wystarczy skontaktować się z fundacją.

Pomaganie to wyzwanie

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy spopularyzowały się tzw. wyzwania. Polegają one na tym, że gdy zostanie zebrana pewna kwota, realizowane są określone wyzwania. Są różne, ale przeważają sportowe. Były już wjazdy na szczyty górskie, bieg z z Zakopanego na Hel, wkrótce będzie bieg spod Przylądka Nadziei do Częstochowy na Jasną Górę.

Wyzwanie może zaproponować każdy. Wystarczy wymyślić wyjątkowe zadanie do wykonania, założyć zbiórkę – skarbonkę, choćby na niewielką kwotę – na rzecz dzieci z kliniki Przylądek Nadziei i skontaktować się bezpośrednio z fundacją, która zawsze pomaga w promocji wyzwania. Cel, jak również dobre pomysły i rozgłos sprawiły, że wiele zbiórek znacznie przekroczyło założone cele.

Jednym z ostatnich takich wyzwań były Kilometry Życia założone przez Tomasza Łąka, tatę leczonego w Przylądku Szymona. Plan zakładał wsparcie fundacji kwotą 500 zł, a zebrano 5785 zł, czyli o 1057 proc. więcej.

Wyzwanie 'Do góry kulami'. Cała ekipaWyzwanie 'Do góry kulami'. Cała ekipa Fot. Mat. Fundacji 'Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową'

Do fundacji zgłosili się raperzy – byli pod wrażeniem, jak rapują dzieci leczące się w Przylądku Nadziei. Wyzwanie? Stworzą najdłuższy utwór raperski, a przy okazji poprowadzą zbiórkę pieniędzy.

Wszystkie trwające i zakończone wyzwania są zamieszczane na stronie internetowej fundacji Naratunek.org. – Dla dzieci to ogromna pomoc, a korzyści są obustronne, ponieważ dla inicjatorów to satysfakcja, odskocznia i pewna rozrywka – mówi Klaudia Smolarska-Kulej.

W pomoc dzieciom angażują się również znane osoby i biznes. Paweł Maliszewski, twórca kanału Kronos Gra na YouTubie, zorganizował dwudniowe wydarzenie charytatywne online. Podczas  „Europejskiej Podróży za Jeden Uśmiech” kierowcy wirtualnych ciężarówek zebrali na rzecz dzieci 16 tys. zł. Wiele osób na Facebooku także organizuje zbiórki na rzecz dzieci z okazji swoich urodzin.

Przedsiębiorcy, mimo że ucierpieli w pandemii, sami zgłaszają się do fundacji z pomysłami wsparcia. Firma Czas na Herbatę kontynuuje sprzedaż herbaty, która nazywa się Przylądek Nadziei, natomiast Monko Coffee zaczęła sprzedawać obrandowaną kawę – część dochodu ze sprzedaży obu produktów wspiera dzieci. Wielką niespodziankę przyniosła zorganizowana już po raz trzeci współpraca z Choinkowym Lasem na Stadionie, w ramach której 10 zł ze sprzedaży każdej choinki wspiera fundację. W ostatnie święta Bożego Narodzenia udało się pobić rekord – tylu choinek wrocławianie nie kupili nigdy wcześniej.

Tymczasem zespół fundacji nie czeka bezczynnie. – Zajrzeliśmy w kalendarz i szukamy ciekawych dni, które można przekuć w event – mówi Klaudia Smolarska-Kulej.

Przykład? Dzień Pizzy z pizzerią VaffaNapoli, który w ciągu jednego dnia przyniósł 2185 zł. 

Zdrowie. Więcej radości, mniej stresu

Zbieranie środków to nie wszystko. Wszyscy starają się łagodzić stres chorujących dzieci – nic nie działa na nie tak dobrze jak dobra zabawa i pobyt w domu, kiedy tylko to możliwe.

Z powodu epidemii przez pewien czas dzieci nie mogli odwiedzać wolontariusze, a do dziś mali pacjenci nie widują się nawzajem – spędzają cały czas w swoich indywidualnych salach z jednym opiekunem, bez możliwości odwiedzin innych osób z rodziny. Od czego jednak są okna… To tu choć na chwilę przychodzi drugi rodzic, dziadkowie, rodzeństwo, dalsza rodzina.

Na zewnątrz też wiele się dzieje, a dzieci mają na co popatrzeć. Co jakiś czas z pokazem baniek przybywa Pan Roman. Z koncertami wystąpiła Orkiestra Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu i dzieci biorące udział w festiwalu Brave Kids. Dużo emocji wywołał spektakularny pokaz akrobacji motocyklowych. Dzięki straży miejskiej do dzieci konno przyjechał Święty Mikołaj ze śnieżynkami – nie tylko z prezentami, bo do okien wysyłał drona z życzeniami dla dzieci.

Prezent od krwiodawców z WielkopolskiPrezent od krwiodawców z Wielkopolski Fot. Mat. Fundacji 'Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową'

Pod koniec roku 2019 rozpoczął się Program Broviac, dzięki któremu dzieci mogą więcej czasu niż wcześniej spędzać w domu. Wkłucie centralne, tzw. cewnik Broviaca, jest ukryte pod skórą i połączone z centralną żyłą wchodzącą do serca. Pozwala na podawanie leków i pobieranie krwi bez konieczności każdorazowego kłucia igłami i stosowania wenflonów.

– Gdy dzieci dostają chemię, żyły bywają kruche. Prawie każde dziecko leczone onkologicznie ma wkłucie centralne. Wcześniej musiały podróżować, by Broviaca wyczyścić, przepłukać itd. – mówi Bartłomiej Dwornik z Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”.

Program Broviac temu zapobiega, ponieważ to rodzice mogą zadbać o higienę. Przechodzą szkolenie, dostają zestaw. Akcesoria do czyszczenia Broviaca nie są refundowane – trzymiesięczny koszt zadbania o higienę wkłucia centralnego w domu to ok. 1 tys. zł. Ale w ciągu roku dla każdego chorego dziecka oznacza to minimum kilkanaście dni w domu więcej.

– Hasło „pomaganie dzieciom chorym na raka” jest szerokie. Darczyńcy potrzebują informacji, na co konkretnie pieniądze są przeznaczane. Wsparcie kwotą 50 czy 100 zł w skali leku za 1,3 mln zł wydaje się kroplą, a Broviac jako łatwiej i szybciej osiągalny dzięki pomocy, często staje się celem wyzwania – mówi Bartłomiej Dwornik.

Do Przylądka Nadziei ciągle trafia wiele prezentów od osób, które własnoręcznie szyją – maseczki, woreczki na Broviaki, zabawki, poduszki czy pościel. Wśród stałych darczyńców rękodzielników jest Pani Celinka i znana na Facebooku grupa "Szyjemy dla dzieciaków z oddziałów szpitalnych".

Nadzieja to podstawa

W ciągu ponad roku pandemii zaszło wiele zmian. Ograniczenia w zakresie pomocy ze strony firm i partnerów biznesowych pokazują, że sytuacja jest trudna.

– W zeszłym roku nie było to jeszcze tak odczuwalne, ale ten rok może odbić się na nas i na naszym otoczeniu dotkliwiej, czego się obawiamy. Chęć pomagania się nie zmienia, firmy jednak mogą pozwolić sobie na mniejszą pomoc niż wcześniej. Nadzieję daje to, że choć nikt nie wie, co nas czeka, to i tak ludzie chcą się podzielić tym, co mają. Wierzę, że te osoby zostaną z nami, gdy ta sytuacja się skończy – mówi Bartłomiej Dwornik.

Jedynie cel wciąż jest ten sam.

– Metody, sposoby, narzędzia… Wszystko inne zmieniło się o 180 stopni. My przecieramy nowe ścieżki, a wspierający podopiecznych naszej fundacji uczą się pomagać na nowo. Staramy się też dotrzeć do potencjalnie nowych odbiorców, którzy chcieliby pomagać, ale dotąd nikt ich o to nie prosił – opowiada Bartłomiej Dwornik.

W ten sposób kampania na rzecz chorych dzieci po raz pierwszy pojawiła się w aplikacji randkowej Tinder. Okazało się, że randkowicze mają wielkie serca – odzew był gigantyczny.

Dwornik: – Było to dla nas miłe, wielkie zaskoczenie, co utwierdziło nas w przekonaniu, że warto próbować nowych dróg. W przyszłości będziemy szukać kolejnych, niestandardowych rozwiązań i będziemy się starać, żeby to były rozwiązania interaktywne.

Koncert Nadziei, wcześniej organizowany co roku, był już przesuwany kilka razy. Teraz planowany jest na początek grudnia.

– Jeżeli wszyscy zaszczepimy się do końca wakacji, ciągle jest szansa, że koncert się odbędzie – mówi rzecznik.

Dwa dni po koncercie planowana jest gala dla wyleczonych pacjentów. To spotkanie osób, które pokonały raka, z lekarzami, personelem kliniki, znajomymi ze szpitalnej sali – wtedy do Wrocławia przyjeżdża kilka tysięcy byłych pacjentów.

Dwornik: – Jeżeli się nie uda, przeniesiemy wydarzenia na kolejny rok, z pewnością nic nie odwołamy. Jak przystało na Przylądek Nadziei, żyjemy nadzieją, że prędzej czy później zła sytuacja się skończy, a nasze plany zostaną zorganizowane.

1 proc. na ratunek

Chore na raka dzieci są leczone we wrocławskiej Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej „Przylądek Nadziei”. Klinikę i leczenie onkologiczne dzieci wspiera Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”, która jest partnerem naszego cyklu redakcyjnego.

Każdego roku fundacja pomaga 2 tys. dzieci z całej Polski. Ty też możesz pomóc jej podopiecznym w walce o życie, wpłacając 1 proc. podatku: KRS 0000086210.

Więcej informacji o działalności Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” znajdziesz na jej stronie internetowej: naratunek.org.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.