Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwsze objawy choroby pojawiły się podczas wakacji w zeszłym roku, gdy chodząc po górach, 13-letni Szymon za każdym razem mówił, że bolą go boczki. Mama nie miała wątpliwości, że coś jest nie tak – wcześniej często wyjeżdżali w góry, a jeszcze w 2019 roku Szymon pobiegł w Runmageddonie Family. Był zawsze zdrowy i silny.

Badanie fizykalne nie wykazało nic niepokojącego, ale badania krwi nie były jednoznaczne, więc chłopiec dostał skierowanie do szpitala. Podczas trzydniowej hospitalizacji także nic nie stwierdzono.

Diagnoza

– Ja jednak widziałam, że Szymon inaczej się porusza – wspomina Elżbieta Łąk, mama chłopca. – Zabrałam go do mojego fizjoterapeuty Wojciecha Kowalskiego, który stwierdził, że syn ma coś z kręgosłupem i najlepiej go prześwietlić. RTG wykazało, że kręgosłup jest złamany.

Na SOR-ze lekarka potwierdziła złamanie i zaleciła noszenie gorsetu Jevetta oraz zrobienie rezonansu w szpitalu. Termin badania wyznaczono za kolejne dwa tygodnie. Szymon coraz gorzej się poruszał. Ze szpitala Marciniaka zaraz po wykonanym rezonansie Szymon – już z podejrzeniem nowotworu – 4 września trafił do Przylądka Nadziei na dalszą diagnostykę.

Szymon, jeden z pacjentów wrocławskiej kliniki Przylądek NadzieiSzymon, jeden z pacjentów wrocławskiej kliniki Przylądek Nadziei Fot. Archiwum rodzinne

W Przylądku reakcja na pogarszający się stan Szymona była natychmiastowa – przeprowadzono kolejne badania. Chłopiec sam zauważył zgrubienie w nodze. Wtedy pojawiło się podejrzenie, że to rodzaj mięsaka.

Wyścig z czasem. Dla zdrowia

Szybko okazało się, że kręgosłup złamany w czterech miejscach to już rozwój choroby, a guz pierwotny umiejscowił się w łydce. Dla określenia typu mięsaka wykonano biopsję i założono broviaca.

Następnie Szymonowi podano pierwszą chemię, a w rzeczywistości rozpoczęto walkę z czasem i z nowotworem.

– To trudne doświadczenie, ale już po tygodniu było widać, że działa – opowiada mama.

Guz, który w międzyczasie urósł do ponad 7 cm, zaczął się zmniejszać. Szymon otrzymywał chemię co 21 dni. Po trzecim cyklu guz był na tyle niewielki, że udało się go wyciąć. Wcześniej taka operacja groziłaby amputacją całej nogi.

Chemia i radioterapia

Po chemii wyniki badań krwi u Szymona tak spadały, że za każdym razem konieczna była transfuzja.

 Klinika Mentalna we wrocławskim Przylądku Nadziei Klinika Mentalna we wrocławskim Przylądku Nadziei Fot. Mat. Fundacji Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową

– Dopóki syn nie zachorował, nie zdawałam sobie sprawy, że po każdym cyklu chemii może być potrzebne przetoczenie krwi lub płytek – mówi pani Elżbieta. – Szymon po podaniu krwi natychmiast się odbudowuje. Widać, jak szybko nabiera sił.

Dziękuje wszystkim oddającym krew: – Ponieważ to jest jeden ze sposobów ratowania, pomocy dzieciom chorym onkologicznie.

Obecnie Szymon czuje się dobrze. Grudzień i styczeń spędził w domu. Jest po szóstym cyklu chemii. Teraz czeka go kilkutygodniowa radioterapia, którą odbywać będzie w Dolnośląskim Centrum Onkologii. Jednocześnie kontynuowane będą kolejne chemie – w sumie zaplanowano dziewięć cykli.

Jak w nowej dużej rodzinie

– Oczywiście nasze życie się bardzo zmieniło, pierwsze cztery miesiące w szpitalu to była nauka życia z chorobą – mówi mama Szymona. – W Przylądku Nadziei otrzymuje się ogromne wsparcie od wszystkich: personelu medycznego, fundacji, szkoły, rodziców dłużej chorujących dzieci, również od pań sprzątających i pań kuchenkowych. Od profesorów po panie z kuchni nie ma tu nikogo przez przypadek. Wszyscy tak bardzo się poświęcają i są oddani swojej pracy. Trochę jak w takiej nowej dużej rodzinie, każdy się stara, aby było dobrze.

Szymon to urodzony optymista, od razu po diagnozie wiedział, że będzie walczył z chorobą. Do tej walki namawia wszystkich innych – bardzo łatwo nawiązuje kontakty.

Chciał wrócić do szkoły

Elżbieta Łąk: – Podziwiam Szymona, że tak dzielnie walczy. Kiedy nie jest w szpitalu, chciałby żyć jak każde inne dziecko. Niestety jest ograniczony nie tylko chorobą, lecz także pandemią. Bardzo chciał wrócić po wakacjach do szkoły, żeby spotkać swoją klasę, ale już nie było takiej możliwości. Gry online z kolegami z klasy, kolegami z podwórka czy szpitala pozwalają na utrzymywanie relacji. Dzieci są spragnione kontaktu ze sobą.

Również w Przylądku pandemia zmieniła bardzo wiele. Nie ma wspólnych zajęć i spacerów do parku, który jest po drugiej stronie ulicy. Nie ma też odwiedzin.

Lubimy grać i się śmiać

Trudy choroby Szymon dzieli z kolegą Bartoszem – dziewięciolatkiem, który do Przylądka trafił spod Krakowa. Chłopcy zachorowali w tym samym czasie, zaprzyjaźnili się, będąc na jednej sali, razem pojechali na operację i razem rozrabiają w szpitalu.

Ale nie tylko. Wspólnie nagrali piosenkę, w której rapują słowami „Lubimy grać i się śmiać”.

Utwór Szymona i Bartka to część nowatorskiego projektu terapeutycznego, realizowanego w Przylądku Nadziei przez Fundację „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”. Anna Szymańska z Kliniki Mentalnej, która działa w Przylądku Nadziei, zaproponowała, żeby chłopcy napisali tekst piosenki i przeżyli przygodę przy profesjonalnym nagrywaniu. Tak też się stało.

 

W teledysku pojawiła się ulubiona doktor Jadzia, czyli Jadwiga Węcławek-Tompol, pediatra, hematolog i onkolog dziecięcy, a na plan realizacji, przygotowanej przez fachowców – Mateusza Łebka i Grzegorza Kapelczaka – trafił niezwykły samochód wypożyczony przez Muzeum Motoryzacji Topacz w Ślęzie.

Biegiem dla syna, nawet przez 24 godziny

Tata Szymona, Tomasz Łąk, zebrał drużynę biegaczy, która od 12 do 21 grudnia zeszłego roku biegała po całej Polsce i zbierała kilometry dla dzieci, podopiecznych Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”. Podjął się też osobistego wyzwania – 24-godzinnego biegu na Ślężę.

– Gdy dowiedziałem się o chorobie syna, chciałem coś zrobić, mimo że byłem bezsilny. Pomyślałem, że skoro mój syn walczy, ja też chcę powalczyć. Szymon mierzy się z chorobą, ja ze swoimi słabościami. Pokonamy to razem – mówi Tomasz Łąk.

Stworzył drużynę Kilometry Życia. Bardzo dużo osób z całej Polski spontanicznie włączyło się w akcję. Wystarczyło biegać lub pokonywać dystanse marszem, a potem wrzucać swoje treningi i kilometry, zgłaszając aktywność jako drużyna Kilometry Życia, w formularzu publikowanym w internecie. Każdy kilometr oznaczał kolejne złotówki dla fundacji. Jednocześnie drużyna zachęcała do dodatkowych dobrowolnych wpłat.

Pan Tomasz 25 grudnia zaplanował 24-godzinny bieg na Ślężę: – Gdy wyjeżdżałem z Wrocławia, byłem załamany pogodą. Nie sądziłem, że będzie deszcz i śnieżyca. Z godziny na godzinę warunki pogodowe zaczęły się jednak poprawiać.

Trasa rozpoczynała się w przełęczy Tąpadła, prowadziła na Ślężę, a potem z powrotem. I tak przez 24 godziny.

– W takich biegach każdy jest zdany na samego siebie i z takim przygotowaniem jechałem. Miałem kuchenkę gazową, posiłki itd. – opowiada.

Na miejscu okazało się, że nie jest sam. Pomoc w trakcie biegu była ogromna – i ze strony biegowych przyjaciół, i ze strony wielu innych osób. Przywieźli jedzenie, podawali picie, kibicowali.

Bieganie jest pasją Tomasza Łąka także na co dzień. „W tym sporcie wielokrotnie trzeba mierzyć się ze swoimi słabościami. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że moim największym wyzwaniem będzie choroba syna. Tutaj nie walczy się o medal, bo największą nagrodą jest życie. Moje doświadczenia nauczyły mnie, że to najcenniejszy dar. Moje wyzwanie to hołd i wyrazy szacunku dla dzieci, które każdego dnia podejmują się największego wyzwania, jakim jest choroba nowotworowa. Razem mamy większą moc, żeby dzielić się dobrem” – mówił przed swoim 24-godzinnym biegiem.

Do dziś wiele osób pyta, co dalej.

– Spontaniczna akcja przyniosła ogromny odzew. Dostaję pytania, czy znowu pobiegniemy – opowiada. I zapowiada: – Chciałbym to kontynuować.

Zdrowie. 1 proc. na ratunek

Szymon jest jednym z dzieci leczonych we wrocławskiej Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej „Przylądek Nadziei”. Klinikę i leczenie onkologiczne dzieci wspiera Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”, która jest partnerem naszego cyklu redakcyjnego.

Każdego roku fundacja pomaga 2 tys. dzieci z całej Polski. Ty też możesz pomóc jej podopiecznym w walce o życie, wpłacając 1 proc. podatku: KRS 0000086210.

Więcej informacji o działalności Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” znajdziesz na jej stronie internetowej: naratunek.org.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.