Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Najpierw był wyjazd rodziny do Niemiec, gdzie w lipcu 1990 roku urodził się Martin Kaczmarski. Stąd imię, bo jego rodzice początkowo nie zamierzali wracać do Polski. Jednak postępujące w szybkim tempie przemiany transformacyjne sprawiły, że ojciec - Maciej Kaczmarski - postanowił spróbować swoich szans również w starym kraju. Już w Niemczech prowadził firmę zajmującą się transportem międzynarodowym, w Polsce założył Kaczmarski Inkasso, a z czasem Krajowy Rejestr Długów.

Sukcesja

Martin Kaczmarski szedł własną drogą i realizował karierę sportowca. W 2014 roku, jako najmłodszy uczestnik w historii rajdu Dakar, zajął 9. miejsce w klasyfikacji generalnej, stając się najwyżej sklasyfikowanym do tej pory debiutantem.

Jednak wkrótce po tym wszedł do firmy ojca - Macieja - i po 3-4 miesiącach w pełni ją przejął.

- Gdybym w tamtym momencie miał wiedzę o tym, jak trudne jest prowadzenie tak dużej firmy, to chyba bym wstał i uciekł - żartuje dzisiaj Martin Kaczmarski. I opowiada, że sukcesja może przebiegać na wiele sposobów.

Można zasiąść za kierownicą, czując jednak, że tak naprawdę nie kontroluje się w pełni firmy. Tu jednak nie było miejsca na dwóch liderów.

- Udało mi się dogadać z ojcem, chociaż przyznaję, że nie było to łatwe. Ustaliliśmy, że gdy będzie szło mi źle, to przyjdę do niego po radę, a gdy będzie bardzo źle, zejdę z tego siodła i ustąpię mu miejsca. Ale po tym, jak przejąłem stery, to ja musiałem być najwyższą instancją dla pracowników. Musieli wiedzieć, że moje decyzje są ostateczne i nie ma od nich odwołania, a telefon do mojego ojca nic nie zmieni - opowiada Martin Kaczmarski.

Martin Kaczmarski na trasie Rajdu DakarMartin Kaczmarski na trasie Rajdu Dakar Fot. MCH PHOTO

Martin Kaczmarski po powrocie z Rajdu Dakar - 2014 r.Martin Kaczmarski po powrocie z Rajdu Dakar - 2014 r. Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta

Sukcesja w pełni zakończyła się po roku. Czy młody wiek był przeszkodą? Z pewnością nie wszystkim było łatwo zaakceptować fakt, że teraz firmą kieruje nagle 25-latek.

- Jednak po pięciu latach warto spojrzeć na efekty - podkreśla Martin Kaczmarski i wylicza, że zarządzany przez niego biznes od tego czasu urósł o blisko 50 proc. Nowy prezes skonsolidował wszystkie firmy i marki (KRD, Kaczmarski Inkasso, Rzetelna Firma, NFG, Via Lex, GetScore, ChrońPESEL, ChronPrawoDoJazdy.pl) w ramach jednej grupy - Kaczmarski Group, zatrudniającej obecnie około 1100 pracowników.

Sztuka podejmowania ryzyka

Są różne sposoby na zarządzanie firmą. Jak podkreśla Martin Kaczmarski, mógł powierzyć firmę wyłącznie menedżerom, a sam podpisywać tylko dokumenty i co kwartał patrzeć na liczby. Jednak natura sportowca nie pozwoliła mu przesiąść się z fotela kierowcy rajdowego na fotel prezesa i nic nie robić.

- Sport od biznesu tak naprawdę aż tak bardzo się nie różni. To też sztuka kompromisów, umiejętność ponoszenia porażek, wyciągania wniosków z błędów i odnoszenia kolejnych sukcesów. Moje podejście do sportu było takie, że za każdym razem, gdy stawałem na starcie danego odcinka, to z przeświadczeniem, że chcę wygrać, osiągnąć jak najlepszy wynik. Podobnie działam w biznesie. Lider tym się różni od menedżera, że ten drugi musi mieć konkretne liczby do podjęcia decyzji. Lider w większym stopniu kieruje się intuicją, często nie znając wszystkich szczegółów i nie mając pewności, czy dana inwestycja się powiedzie. To przede wszystkim sztuka podejmowania decyzji - opowiada prezes Kaczmarski Group.

Jak zaznacza, podejmowanie ryzyka jest u niego rodzinne. - Pierwszym ryzykiem mojego ojca był wyjazd do Niemiec, drugim powrót do Polski. Później otwarcie pierwszej w Polsce firmy windykacyjnej, następnie Krajowego Rejestru Długów. W rodzinie jesteśmy przyzwyczajeni do przecierania szlaków - opowiada.

Jego autorskim pomysłem było chociażby stworzenie NFG, czyli Narodowego Funduszu Gwarancyjnego, oferującego faktoring mikroprzedsiębiorcom przez internet. Ta grupa była wcześniej poza zasięgiem firm faktoringowych, już nie wspominając o tym, że nie była ona dostępna online. - Mówiąc w skrócie: przedsiębiorca po wystawieniu faktury przekazuje ją do NFG w zamian za określoną prowizję. Otrzymuje od razu pieniądze na konto. Dzięki temu firma odzyskuje płynność finansową i może realizować swoją działalność bez zbędnej zwłoki - tłumaczy Kaczmarski.

Strategia na pandemię

Początek roku przyniósł globalną pandemię koronawirusa i silnie przeformatował podejście wielu przedsiębiorców do swojego biznesu.

- Pewnym fatalistycznym symbolem był dla mnie widok statku-szpitala wpływającego do Nowego Jorku. To był czas wielkiego stresu, ale my do pandemii zaczęliśmy się przygotowywać już wtedy, gdy media podawały informacje o rozprzestrzenianiu się zarazy poza Chiny i pojawieniu się jej pierwszych dużych ognisk we Włoszech. Nie sposób było przewidzieć skali epidemii i jej skutków, natomiast zaczęliśmy budować strategię na przetrwanie potencjalnego kryzysu - podkreśla Martin Kaczmarski.

I dodaje, że w firmie przygotowano kilka scenariuszy, które zakładały konkretne problemy, coś na wzór „wałów przeciwpowodziowych”.

- Byliśmy przygotowani na to, co zrobimy, gdy nasi klienci zachowają się tak, a nie inaczej, gdy zostaną wprowadzone określone ograniczenia w prowadzeniu biznesu. Od początku jednak postawiłem sprawę jasno - będę bronił firmy za wszelką cenę. Na szczęście większości z tych „wałów przeciwpowodziowych” nie udało się przerwać, dlatego obecnie jesteśmy w pełni przygotowani również na jesienną falę pandemii - podkreśla biznesmen.

I tłumaczy, że jego firma zachowywała się przede wszystkim racjonalnie, nie wykonując ruchów, których później nie dałoby się cofnąć. Choć sytuacja jej klientów zmieniała się diametralnie. Początkowo były np. gwałtowne przyrosty zleceń na dochodzenie należności, zwłaszcza od sektora MŚP, bo wierzyciele bali się, że pieniądze im przepadną. Z czasem część firm uzyskała wsparcie finansowe od państwa i już im tak bardzo nie zależało na szybszym odzyskaniu pieniędzy. Kiedy podczas wiosennego zamrożenia gospodarki zmniejszyła się liczba zawieranych transakcji w niektórych branżach, spadła też liczba pobieranych raportów o potencjalnych klientach. Po odmrożeniu gospodarki nastąpiło odbicie.

Martin KaczmarskiMartin Kaczmarski Fot. Lukasz Bera

- Można więc powiedzieć, że te wahania nie przesunęły pewnej linii naszej działalności. Obsługujemy dziesiątki tysięcy klientów, mieliśmy gotowe scenariusze na każde z ich możliwych obaw, które mogły się zmaterializować - dodaje Kaczmarski. - Nasze produkty bronią się, bo za każdym razem przy ich tworzeniu stawiamy się po stronie klienta. Najważniejsza jest da mnie ich użyteczność, logika funkcjonowania oraz dostarczanie konkretnej wartości. A do tego są to dobre produkty w racjonalnych cenach. Taka filozofia działania sprawdza się w większości warunków rynkowych.

Korporacja rodzinna

Czy Kaczmarski Group to już korporacja?

- Nie lubię tego słowa, ale też i trudno nazwać nas typową firmą rodzinną. Użyłbym raczej słowa: korporacja rodzinna. Ja z pewnością jestem aktywnym menedżerem, w pracy non stop, również w weekendy, ale nie jestem w stanie doglądać każdej sprawy zza biurka. Z pewnością widać jednak silną motywację pracowników, na której bardzo mi zależy. Wiem, że mogę polegać na swoich pracownikach, a oni na mnie - tłumaczy prezes Kaczmarski Group.

W czasie pierwszej fali epidemii koronawirusa w firmie wprowadzono pracę zdalną, tam gdzie to było możliwe, przeorganizowano pracę, żeby zapewnić możliwie maksymalne bezpieczeństwo. Czasowo wprowadzono także dowozy dla pracowników, wynajmując autokary i busy.

- Przede wszystkim zależało mi na tym, żeby zachować miejsca pracy, co się udało, a wręcz przybyło około 10 proc. nowo zatrudnionych.

- Używając terminologii sportowej, zapożyczonej z kolarstwa, jesteśmy w tzw. ucieczce, czyli cały czas przemy do przodu, ale z przychodami. Inwestujemy, ale z głową, zachowując wyważony balans - mówi Martin Kaczmarski.

Pandemia zrewidowała niektóre biznesowe plany i zmusiła do odłożenia ich na półkę do czasu, aż sytuacja epidemiczna się uspokoi.

Jednak większość istniejących projektów intensywnie się rozwija.

Przykładem może być ChrońPESEL.pl. To platforma, która powiadamia klienta, że ktoś w danej chwili nieuczciwie wykorzystuje jego dane osobowe. A te w dzisiejszym świecie, choć podlegają szczególnej ochronie, jesteśmy zmuszeni zostawiać w wielu miejscach - od banków i instytucji rządowych, lub samorządowych, po hotele, wypożyczalnie samochodów, czy sklepy internetowe. Danych osobowych używamy obecnie szczególnie często ze względu na epidemię i przechodzenie wielu procesów do świata online.

Dzięki usłudze ChrońPESEL.pl klient uzyskuje m.in. stały monitoring swoich danych oraz wybranych NIP-ów.

- To jest jedyna kompleksowa usługa na rynku, która nie tylko ostrzega, że ktoś właśnie próbuje wyłudzić na nasze dane kredyt czy pożyczkę, ale także pomaga w wybrnięciu z kłopotów, gdy do wyłudzenia mimo wszystko dojdzie, bo np. nie zdążyliśmy zareagować - podkreśla Kaczmarski.

I dodaje, że naturalną konsekwencją Chroń PESEL była Kapitalna Firma, będąca odpowiedzią na rynek pracownika: - Wszystkim brakuje ludzi do pracy, firmy prześcigają się w tworzeniu dodatkowych benefitów, które pozwolą im przyciągnąć kandydatów. Dajemy im więc coś atrakcyjnego, czego inni nie mają, a co będzie coraz bardziej potrzebne. Tym razem to pracodawca może zabezpieczyć dane swojego pracownika, oferując mu usługę Chroń PESEL w ramach benefitów pracowniczych. W Kaczmarski Group szukamy okazji i na tym wygrywamy - opowiada wrocławski przedsiębiorca.

Ekologia w biznesie

Z kolei zgoła inną działalnością zajmuje się Mikroflor: „produkcją i dystrybucją innowacyjnych, opartych na mikroorganizmach produktów dla rynku rolnego i zastosowań w domu, na działce i w ogrodzie.” W ofercie jest nowatorski nawóz wapienny o nazwie MikroCalc, który można stosować całorocznie w uprawach polowych, na łąkach i pastwiskach oraz w sadach i uprawach warzyw i owoców.

- Uważam, że rolnictwo się na świecie zmienia, ponieważ oczekują tego konsumenci. Nie zadaję sobie pytania, czy świat przejdzie na naturalne rolnictwo, tylko jak szybko. Z roku na rok mamy coraz więcej zagrożeń dla upraw, które nie da się już zwalczyć tradycyjnymi środkami chemicznymi. Wraz z trendami ekologicznymi idzie zaostrzająca normy legislacja prawa europejskiego. Moim zdaniem propozycja Mikroflor odpowiada na te potrzeby.

Biznesmen podsumowuje, że cały czas zależy mu na umocnieniu grupy kapitałowej. - Słowo „utrzymać” działa na mnie jak płachta na byka. Kiedy chce się osiągnąć podium, trzeba takie słowo usunąć ze słownika. Są lepsze słowa - rozwinąć, ulepszyć, zmodernizować. Uważam „dostateczność” za marnowanie czasu. Jako pokolenie Y jesteśmy innowatorami, patrzymy na świat z innej perspektywy niż nasi rodzice. Cenię to, co zastałem i chcę jeszcze więcej. To jest jedyny kierunek, w którym chcę iść - tłumaczy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.