Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wybory samorządowe w roku 1990 były pierwszymi wolnymi wyborami w Polsce po upadku komunizmu i zapoczątkowały nową erę w naszym kraju.

Debata była częścią obchodów 30-lecia odrodzonych polskich samorządów, którą zorganizowała ”Gazeta Wyborcza Wrocław”. Z powodu epidemii koronawirusa została przeprowadzona online - całą można obejrzeć na załączonym wideo. A jeśli wolicie czytać - poniżej znajdziecie obszerne fragmenty dyskusji. 

W debacie wzięli udział:

* prof. Leon Kieres, sędzia Trybunału Konstytucyjnego, ale wcześniej przez wiele lat samorządowiec;

* Cezary Przybylski, marszałek województwa dolnośląskiego;

* Beata Moskal-Słaniewska, prezydent Świdnicy;

* Maciej Zathey, dyrektor Instytutu Rozwoju Terytorialnego.

Debata samorządowa "Gazety Wyborczej"

Jacek Kulesza, „Gazeta Wyborcza”: Jest rok 1990, do samorządu wchodzą ludzie różnych zawodów i napotykają na mnóstwo problemów wynikających z tego, że polskie, w tym dolnośląskie, gminy i miasta były bardzo zaniedbane, a w Polsce trwał wielki kryzys gospodarczy.

Prof. Leon Kieres: Samorząd terytorialny zakończył swój żywot w PRL w 1950 roku, więc przez 40 lat nie mieliśmy żadnych doświadczeń w budowaniu struktur samorządowych i udziału obywatela w rządzeniu. Tymczasem przed samorządem terytorialnym stanęły niewyobrażalne wręcz zadania i odpowiedzialność. To było przejęcie odpowiedzialności za realizację zadań szczególnie wrażliwych dla społeczności lokalnych, jak gospodarka komunalna (wodociągi, kanalizacja, publiczny transport zbiorowy, oczyszczalnie ścieków), ale także opieka społeczna, ochrona środowiska, drogi, oświetlenie dróg publicznych i tak dalej. W ciągu kilku miesięcy trzeba było je przejąć od państwa wraz ze strukturami organizacyjnymi, pracownikami, którzy tam byli zatrudnieni, z majątkiem.

Prof. Leon Kieres, dziś sędzia Trybunału Konstytucyjnego, ale wcześniej wieloletni samorządowiecProf. Leon Kieres, dziś sędzia Trybunału Konstytucyjnego, ale wcześniej wieloletni samorządowiec Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Na dodatek administracja rządowa, choć nasza, to jednak nie była entuzjastycznie nastawiona do pozbywania się swoich zadań. Brakowało zaufania - nie wierzono, że niedoświadczeni radni i zarządy gmin sobie poradzą.

Jacek Kulesza: Pan marszałek Cezary Przybylski na początku lat 90. zaczynał działalność w samorządzie po drugiej stronie Dolnego Śląska, w rejonie Bolesławca. Tam sytuacja finansowa była jeszcze gorsza, bo i wyższe bezrobocie, i zapewne mniejsze pieniądze w samorządach.

Cezary Przybylski: Generalnie to były najpiękniejsze czasy dla samorządów, pełne entuzjazmu, wiary, ale i przekonania, że potrafimy zmienić Polskę. Ja też działalność w samorządzie zaczynałem w 1990 roku jako radny i członek zarządu w Warcie Bolesławieckiej. Wydawało się, że będzie bardzo trudno, ponieważ w tym okresie zlikwidowane zostały zakłady górnicze Konrad, upadały PGR-y, ale potrafiliśmy spowodować to, że mimo tych trudności gmina się rozwijała - np. jako jedna z pierwszych została całkowicie skanalizowana.

Był wielki entuzjazm i przekonanie, że wszystko da się zrobić. Dzięki temu rzeczy niemożliwe stawały się faktem.

Czuliśmy też wtedy ogromną odpowiedzialność i mieliśmy świadomość, że decydujemy o rozwoju samorządu. Ale też, że nie jesteśmy anonimowi, bo na co dzień przebywaliśmy wśród mieszkańców. A nie czekały na nas same pochwały, bardzo często zbieraliśmy negatywne opinie. Ale to tylko bardziej dopingowało nas do dalszych działań.

Cezary Przybylski, marszałek dolnośląski. Działalność w samorządzie zaczął w 1990 r.Cezary Przybylski, marszałek dolnośląski. Działalność w samorządzie zaczął w 1990 r. Fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

W drugiej kadencji została przejęta oświata. Wiele osób uważało, że to przerasta potencjał samorządów. A one sobie świetnie z nią poradziły.

Później dzięki reformie samorządowej Polska nabrała nowego rozpędu i ten swój ogromny rozwój w znacznej mierze zawdzięcza temu, że powstały samorządy.

Jacek Kulesza: Pani prezydent Beata Moskal-Słaniewska w latach 90. pracowała jako dziennikarka, więc podobnie jak ja z podobnej perspektywy oglądała powstawanie samorządów.

Beata Moskal-Słaniewska: Początek mojej zawodowej kariery i samorządów w Polsce to ten sam moment. Od samego początku byłam świadkiem, jak kształtuje się świdnicki samorząd.

Mowa już była o entuzjazmie. Ale ludzie, którzy wówczas weszli do samorządów, mieli też poczucie bardzo silniej sprawczości, choć nie zawsze do końca może rozumieli swoje kompetencje i było wiele politycznych zawirowań. Jednak warto podkreślić, że w Polsce nareszcie zaczęła się wykształcać aktywność obywatelska, zaczęliśmy mieć poczucie, że jesteśmy członkiem wspólnoty, że możemy w tym ogromnie ważnym procesie współuczestniczyć, nie tylko jako radni, ale osoby, które coraz chętniej organizowały się w różnego rodzaju organizacjach pozarządowych współpracujących z samorządem.

Dodatkowo w tym samym 1990 r. zapadła decyzja o wyprowadzeniu z Polski jednostek armii radzieckiej, co dla Świdnicy oznaczało przejęcie przez miasto ogromnej ilości mienia: terenów i budynków garnizonowych i mieszkalnych. To mienie o znacznej wartości, ale w różnym stanie technicznym, które trzeba było bardzo szybko przejąć i zagospodarować.

Beata Moskal Słaniewska, prezydent Świdnicy. Po 1990 r. działalność samorządów najpierw śledziła jako dziennikarka, ale później została samorządowcemBeata Moskal Słaniewska, prezydent Świdnicy. Po 1990 r. działalność samorządów najpierw śledziła jako dziennikarka, ale później została samorządowcem Fot. Fot . Wojciech Nekanda Trepka / Agencja Gazeta

Jacek Kulesza: Kolejna rewolucja miała miejsce 1 stycznia 1990 roku, gdy weszła w życie reforma samorządowa. Powstało jedno silne województwo dolnośląskie i powiaty, a samorząd na wszystkich szczeblach zyskał większe kompetencje.

Cezary Przybylski: W zdecydowany sposób poprawiło to działalność samorządów, ponieważ poprzednio mieliśmy cztery sejmiki bez osobowości prawnej. Choć uważam, że nie dokończono tej reformy, przez co wielu Polaków nie wie, czym zajmuje się marszałek, a czym wojewoda.

Samorządy wojewódzkie, z własnymi budżetami, a później również środkami unijnymi, w znaczący sposób wpłynęły na rozwój poszczególnych regionów.

Województwo dolnośląskie zalicza się do jednych z najdynamiczniej rozwijających się regionów całej Unii Europejskiej - jesteśmy na 6. miejscu spośród 280 regionów. To naprawdę ogromny powód do dumy wszystkich Dolnoślązaków, którzy wspólnie na to zapracowali. Widać to choćby w rozwoju infrastruktury drogowej, kolejowej, szpitali.

Choć teraz samorządom wojewódzkim odbierane są pewne kompetencje, jak nadzór nad Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska, który realizuje politykę ekologiczną. Są też spory polityczne, ale to normalne zjawisko.

Leon Kieres: Korzenie dolnośląskiej wspólnoty samorządowej tkwią we współpracy czterech województw do 1998 roku. Została ona w pewnym stopniu zinstytucjonalizowania, ponieważ w 1994 r. utworzyliśmy tzw. Dolnośląską Radę Regionalną, której statut podpisało czterech ówczesnych dolnośląskich wojewodów i czterech przewodniczących sejmików.

Ta współpraca polegała na uzgadnianiu wspólnych projektów. Zajmowaliśmy się razem m.in. gminami uzdrowiskowymi i trasami dla wyprowadzanych z Polski wojsk radzieckich, żeby nie zniszczyły infrastruktury drogowej.

Natomiast utworzenie samorządowych województw było krokiem milowym w kierunku decentralizacji Polski, czyli upodmiotowienia mieszkańców.

Jacek Kulesza: Kolejny ważny przełom - w 2004 roku Polska wchodzi do Unii Europejskiej, pojawia się mnóstwo pieniędzy głównie do wykorzystania na rozwój infrastruktury, która była okropnie zaniedbana w czasach PRL-u. Pan Maciej Zathey swoją działalność w samorządach zaczął w 2000 roku.

Maciej Zathey: Najpierw chciałbym jednak powiedzieć o lęku osób zarządzających instytuacjami centralnymi przed oddawaniem kompetencji i środków finansowych samorządom regionalnym.

A przecież jest wiele dziedzin, które wymagają dofinansowania, jak gospodarka komunalna, szpitale czy edukacja. Ta samorządność wciąż potrzebuje więc większego usamodzielnienia.

Po roku 2004 rzeczywiście pojawiło się duże wsparcie finansowe z UE, ale pewne środki już wcześniej były dostępne w ramach funduszy przedakcesyjnych i wykorzystywane np. na rozwój sieci kanalizacyjnej czy wodociągowej.

To pozwoliło przygotować się do akcesji w 2004 roku. Późniejszy zastrzyk finansowy wywołał entuzjazm. Był on zresztą związany również z tym, że staliśmy się częścią Europy, zostały zniesione bariery w przemieszczaniu się. Skończyło się wielogodzinne stanie na granicy - nagle z dnia na dzień okazało się, że można po prostu przejść przez most, przejechać samochodem, rowerem, co dla dzisiejszej młodzieży wydaje się czymś oczywistym.

Maciej Zathey, dyrektor Instytutu Rozwoju Terytorialnego. W samorządach od 2000 rokuMaciej Zathey, dyrektor Instytutu Rozwoju Terytorialnego. W samorządach od 2000 roku Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

Beata Moskal-Słaniewska: Nastąpiła wówczas też zmiana filozofii. Przekraczaliśmy bowiem poziom egoizmu gminnego i zaczęliśmy tworzyć organizmy, które wspólnie sięgały po pieniądze unijne, realizując zintegrowane inwestycje terytorialne. Pomogło to zwłaszcza mniejszym gminom, którym trudniej było napisać dobry wniosek.

Świdnica jest członkiem Aglomeracji Wałbrzyskiej, w której współpracujemy przy wspólnych projektach. Jest nas dziś 28 niezależnych samorządów, które zrozumiały, że razem można więcej i sprawiedliwiej.

Otwarcie granic spowodowało także rozwój turystyki, rynku pracy, zwiększyło dostęp do kultury, ale też umożliwiło młodzieży wyjazd na studia do dowolnych krajów Europy, w tym na uniwersytety w Oxfordzie czy w Cambridge.

A jeszcze większa satysfakcja jest, gdy świetnie wykształceni młodzi Polacy wracają do kraju i to jest również ogromna wartość dodana wynikająca z członkostwa w Unii Europejskiej.

Cezary Przybylski: Powiat bolesławiecki, gdzie byłem starostą, należał do Euroregionu Nysa, najstarszego w Polsce, więc mieliśmy doświadczenia współpracy międzynarodowej z Niemcami i Czechami. A wstąpieniu do Unii Europejskiej zawdzięczamy też, że jeździmy dobrymi drogami, mamy nowoczesne ośrodki zdrowia, kanalizację, nowe instytuty badawcze. Kiedyś moje pokolenie nie przypuszczało, że nastąpi moment, w którym będziemy mieć infrastrukturę jak w Europie Zachodniej.

Leon Kieres: Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to, o czym tutaj państwo mówicie, to przykłady istotnego postępu. Zwłaszcza materialnego, ale też społecznego.

Dodam do tego jeszcze współpracę młodzieży na poziomie szkół podstawowych, średnich i wspólnot akademickich. To ona sprawia, że czujemy się Polakami, ale także Europejczykami. Korzystamy z doświadczeń i dzielimy się doświadczeniami, a w przypadku kłopotów możemy liczyć na pomoc i współpracę.

Jacek Kulesza: Ale w ciągu ostatnich 30 lat przeżyliśmy też dwa razy poważne kryzysy gospodarcze (z lat 2000-01 i 2008-09), a także powódź Tysiąclecia z 1997 r. i kilka mniejszych kolejnych. Dolny Śląsk poniósł wtedy wielkie straty, ale z perspektywy czasu mam wrażenie, że generalnie dobrze wykorzystaliśmy pomoc i wyszliśmy z tych kryzysów obronną ręką.

Maciej Zathey: Z dotychczasowych kryzysów wydobywaliśmy się z lepszym lub gorszym skutkiem. Niektóre pozostawiły po sobie blizny, które do dzisiaj widoczne są głównie w sferze materialnej, gdy popatrzy się np. Bielawę, Pieszyce czy Dzierżoniów, w których upadł dawny przemysł. Wprawdzie dynamiczny rozwój gospodarczy w jakiś sposób kompensuje nam te straty, ale nie dzieje się to tak samo we wszystkich miejscach Dolnego Śląska.

Niestety, teraz znajdujemy się w głębokim kryzysie, wywołanym epidemią koronawirusa. Nawet jeżeli teraz tego statystycznie nie odczytujemy, to trzeba przygotować się na tąpnięcie w następnych latach.

A przecież stajemy też w obliczu wyzwań cywilizacyjnych związanych z energetyką, emisją zanieczyszczeń i gazów cieplarnianych, czego efektem jest ocieplenie klimatu. To wyzwanie również dla samorządu terytorialnego. Choć bowiem władza centralna niechętnie oddaje swoje kompetencje, to w przypadku ochrony powietrza tak się zdarzyło. Dlatego to właśnie sejmiki podejmują uchwały antysmogowe, które regulują stosowanie instalacji spalających paliwa dla celów grzewczych. Samorządy przyjęły to rozwiązanie i świetnie sobie z nim poradziły.

Leon Kieres: Samorząd terytorialny często staje się odpowiedzialny za rozwiazywanie problemów, z którymi państwo sobie nie najlepiej radzi. Gdy dochodzi do kryzysu gospodarczego, nawet osoby sceptyczne wobec samorządów przypominają sobie o nich, postulując, żeby jeszcze bardziej obciążać je odpowiedzialnością za rozwiązywanie problemów.

Nie widziałem natomiast jakiejś sytuacji kryzysowej, która by zainicjowała dyskusję o celowości istnienia samorządu terytorialnego, czy też żądań jego fundamentalnego przemodelowania. Przypomnę jednak, że polska konstytucja mówi wyraźnie, że samorząd terytorialny jest elementem ustroju naszego państwa.

Dopóki więc konstytucja z 1997 roku obowiązuje, samorząd terytorialny nie może być wyeliminowany z polskiego życia ustrojowego.

Konstytucja mówi też, że gmina jest podstawową jednostką samorządu terytorialnego.

Jacek Kulesza: Teraz jednym z najważniejszych wyzwań jest walka z zanieczyszczeniem powietrza.

Cezary Przybylski: Tu również, jak mówił dyrektor Zathey, przerzucono odpowiedzialność na samorządy. My przygotowaliśmy odpowiednie uchwały antysmogowe, ale też na walkę z zanieczyszczeniami przeznaczyliśmy 2 mld zł ze środków unijnych - dla spółdzielni, samorządów i do mieszkańców.

Również samorządy gminne przygotowały olbrzymie kwoty na wsparcie dla mieszkańców przy wymianie źródeł ciepła. Nie może być bowiem tak, że jedynie kary są zachętą.

Pewnie można było działać szybciej, ale znów trzeba przypomnieć, że samorządom dokładane są nowe zadania, które też wymagają środków finansowych. Problem jest np. ze służbą zdrowia, która już raz została oddłużona za 500 mln zł, ale ten dług znów się odradza. A przecież również ciężar walki z pandemią spoczął na samorządzie regionalnym i powiatowym, którym podlegają szpitale.

Maciej Zathey: Szybkość jest zagadnieniem relatywnym. Jeżeli zobaczymy, ile jest zaniedbań w sferze zanieczyszczenia powietrza, to ambitnym zadaniem jest oczekiwanie, że coś się zmieni w ciągu 3-4 lat po uchwale antysmogowej. Zwłaszcza, że to przecież głównie mieszkańcy wymieniają przestarzałe kotły.

Samorząd dał ramy podstawy prawnej do tej zmiany. Ten proces wymaga mobilizacji, ale musi jeszcze potrwać. Zwłaszcza że do świadomości społecznej nie przebiło się jeszcze mocno, jak destrukcyjne jest zanieczyszczenie środowiska.

Jacek Kulesza: Jakie więc są teraz największe wyzwania stojące przed samorządami?

Beata Moskal-Słaniewska: Pewnie nikt nie przypuszczał, że w tym roku zamiast świętować 30-lecie samorządów, będziemy rozmawiać o przyszłości samorządów, które są dzisiaj w dużym kryzysie. Ta pandemia zmieniła nasz sposób widzenia świata i komunikacji społecznej. A oznacza także ogromne perturbacje w gospodarce, a przecież gospodarka i samorząd to naczynia połączone.

Do tego dochodzą decyzje rządowe - zmiana sposobu płacenia podatku PIT oznacza ogromny spadek naszych dochodów. Oznacza to, że np. w edukacji trzeba będzie wyciąć wszelkie dodatkowe zajęcia. Nasze budżety na 2021 rok będą jeszcze mniejsze, jak więc tu mówić o inwestycjach i walce z niską emisją.

Cezary Przybylski: Inwestorzy prywatni praktycznie się wycofali, więc jeżeli chcemy, żeby ten kryzys wywołany pandemią był jak najszybciej zapomniany, żeby gospodarka ruszyła, to najważniejsze powinny być inwestycje publiczne. Dlatego - póki co - w samorządzie wojewódzkim chcemy realizować wszystkie zaplanowane inwestycje.

Jacek Kulesza: Pan marszałek powiedział kiedyś w wywiadzie dla „Wyborczej”, że nie ma silnej Polski bez silnych samorządów. Jakie więc znaczenie samorządy mają dla rozwoju tożsamości regionalnej i rozwoju gospodarczego kraju?

Cezary Przybylski: W okresie pandemii znaczenie samorządów nabiera nowego wymiaru, ponieważ są one najbliżej mieszkańców i wiedzą, jak realizować ich potrzeby.

Maciej Zathey: Trudno wyobrazić sobie interweniowanie z poziomu centralnego w jakiejś lokalnej przestrzeni. Dlatego potrzebny jest lokalny samorząd, który spaja ze sobą mieszkańców i potrafi z tego ulepić cos dobrego. Gwarantuje też zachowanie lokalnych tradycji. Może być także katalizatorem rozwoju gospodarczego. Dobra kondycja samorządu jest gwarancją dobrej kondycji społeczeństwa i gospodarki, w tym także środowiska.

Beata Moskal-Słaniewska: Myślę, że wszyscy jesteśmy tutaj zgodni, że silne państwo to silny samorząd. Ale też samorząd musi być silny kompetencjami i finansowo. Te środki gwarantują nam inwestycje i równy rozwój, kiedy nie zapominamy o żadnej sferze życia i żadnej grupie społecznej.

Jacek Kulesza: Panie profesorze, czy można powiedzieć, że zostały zrealizowane oczekiwania, z którymi pan zaczął pracę w samorządzie?

Leon Kieres: Tak, zdecydowanie.

Nie wyobrażam sobie dzisiaj Polski bez wspólnot samorządowych, bo nie wyobrażam sobie Polski bez siebie. Każdy z nas staje się bowiem, w wymiarze osobistym i publicznym, odpowiedzialnym za sprawy naszego państwa.

Interes samorządu terytorialnego jest interesem publicznym równym interesowi państwa. Dlatego jeśli ktoś chciałby powiedzieć, po co jest Polsce samorządność, to musiałby zapytać: Po co Polsce my jesteśmy potrzebni?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.