Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Górę odpadów - opon i części samochodowych - pod koniec ubiegłego tygodnia ktoś nielegalnie wyrzucił w lesie koło Jugowa przy drodze w kierunku Lisich Skałek. Wójt gminy Nowa Ruda Adrianna Mierzejewska zaapelowała na Facebooku: „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, proszę o kontakt”. Zwróciła też uwagę, że „za te odpady zapłaci nasze środowisko i nasi mieszkańcy”.

Pod koniec czerwca hałdę 32 ton śmieci wysypanych wprost na drogę przy wyjeździe z Parszowic, w kierunku Wielowsi sprzątać musiał powiat lubiński. Wydał 8 tys. zł i ich zwrotu będzie się domagał od sprawców. Tych na początku października ustaliła policja, a prokuratura postawiła zarzuty - 25-latkowi z powiatu strzelińskiego i 48-latkowi z powiatu wrocławskiego grozi do pięciu lat więzienia.

Ekologia. Do kogo należą śmieci

W Polsce śmieci nie są niczyje i anonimowe. W Nowej Rudzie ruszyła właśnie szczegółowa weryfikacja danych zawartych w deklaracjach za odpady komunalne. Strażnicy miejscy z urzędnikami z Wydziału Ochrony Środowiska sprawdzają m.in., czy zgadza się liczba osób pod danym adresem i czy odpady rzeczywiście są przez nich segregowane (wtedy opłaty są niższe).

Dlaczego akurat teraz zaczęły się kontrole, zresztą nie tylko w Nowej Rudzie? Od września straż dostała nowe uprawnienia - może nakładać mandaty do 500 zł za brak deklaracji śmieciowej i poświadczenie nieprawdy przy jej wypełnieniu. Mundurowi zaglądają więc nie tylko do dokumentów, ale też do kontenerów na wielkich miejskich blokowiskach.

Niedawno w Legnicy w kubłach do segregacji papieru znaleźli m.in. części samochodowe i pojemniki po oleju. - To spowoduje, że odpady zostaną odebrane jako zmieszane, a mieszkańców czeka podwyżka opłat za brak segregacji - ostrzegał Jacek Śmigielski, rzecznik legnickiej straży.

Segregowania trzeba się nauczyć, choćby za karę. W lipcu w Bolesławcu pod śmietnik przy ul. Łukasiewicza samochodem podjechał mężczyzna. W foliowe worki poupychał gruz poremontowy, styropian, a także muszę klozetową i wrzucił to wszystko do kontenera. Strażnicy namierzyli sprawcę i nałożyli mandat.

Takich ignorantów nie brakuje. Do pojemników na szkło czy plastik wciąż lądują „obce” odpady, m.in. zepsuty sprzęt RTV czy AGD. Do nich jest bliżej niż do sklepu czy punktów selektywnej zbiórki odpadów komunalnych (PSZOK), które przyjmują suszarki, prostownice, kable czy niechciane już komórki.

Wałbrzych takim leniwym mieszkańcom wyszedł naprzeciw. We wtorek stanęło tam 16 czerwonych pojemników, tzw. uli, przeznaczonych na zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny.

Robert Magolon z firmy MB Recycling, która zajmuje się utylizacją elektrośmieci, tłumaczył na konferencji: - Ten projekt nie zaburza istniejącego systemu gospodarowania odpadami a wręcz skraca drogę przysłowiowego Kowalskiego do selektywnego i zgodnego z ustawą sposobu pozbywania się tych śmieci.

Co się dzieje z odpadami

Ze sprawozdania marszałka za 2018 r. (za 2019 r. jeszcze nie ma) wynika, że w regionie zebrano wówczas ponad 14 tys. ton opakowań z papieru i tektury, 17 tys. ton z tworzyw sztucznych, 44,4 tys. ton szkła, a także 35,6 tys. ton odpadów wielkogabarytowych. Co się z nimi później stało?

Dolnośląskie odpady kursują po całej Polsce. Część opakowań z tworzyw sztucznych trafiła m.in. do instalacji „Conkret” w Wielkim Rychnowie, do firmy „Akpol” w Kraśniku, do „Alby” w Wałbrzychu, „Alumexu”, do Oleśnicy, Niedomic, Sadkowej Góry, Bystrzycy Kłodzkiej, Lubania, do Chojnowa, Pieszyc, Prochowic, Jedliny Zdrój, Siemianowic Śląskich, Warszawy, Kępna, Torunia czy Jarocina. Opakowania z metali pojechały do Berlina, Krakowa, Gliwic, Zawiercia, ale też do Wrocławia, Żmigrodu, Kudowy-Zdroju, Ścinawy czy Gryfowa Śląskiego. Szkło zaś - do huty w Gostyniu, do firm z Warszawy, Wiązowa, Lubawki, Bolesławca, Oławy, Wąsosza czy na ul. Jerzmanowską do Wrocławia.

Z informacji władz regionu wynika, że Dolnoślązacy powoli robią postępy w selektywnej zbiórce odpadów. W 2018 r. w sumie wzrosła ona o 19 proc.: „Do odzysku, w tym do recyklingu skierowano 65 proc. masy wszystkich odpadów komunalnych odebranych i zebranych w województwie, czyli o 6 proc. więcej niż w roku 2017”.

Wpływ na to miało powstawanie kolejnych PSZOK-ków, których było 143 i pozwoliły 145 gminom na Dolnym Śląsku uzyskać 30 proc. poziom odzysku i recyklingu odpadów papieru, metalu, tworzyw sztucznych i szkła. Te samorządy sprostały więc założeniem Wojewódzkiego Planu Gospodarki Odpadami na lata 2016-2022.

Dobrze też jest z recyklingiem odpadów budowlanych i rozbiórkowych, w których np. Wrocław, Wałbrzych i Świdnica osiągnęły po 100 proc., Legnica - 88, a Jelenia Góra - 57 proc., ale gorzej z opadami komunalnymi przekazywanymi do składowania. Legnica i Wałbrzych mają po 0 proc., Wrocław - 2, Świdnica - 19, a Jelenia Góra - 24 proc.

Kiedy sejmik uchwalał Wojewódzki Plan Gospodarki Odpadami, na terenie województwa funkcjonowało 15 regionalnych instalacji do mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów komunalnych (w roku 2016  już 17), 22 regionalne instalacje do przetwarzania selektywnie zebranych odpadów zielonych i innych bioodpadów oraz 13 regionalnych składowisk odpadów komunalnych (w roku 2016 już 14). Bez nich, bez monitorowania strumienia śmieci, egzekwowania ich segregacji i przetwarzania, skutki byłyby opłakane. Radni nie mieli wątpliwości - powstałaby jeszcze większa liczba dzikich wysypisk, a śmieci spalano by w piecach, zatruwając powietrze.

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar przypomniał, że prawo obywateli do czystego powietrza i ochrony środowiska jest bezpośrednio wskazane w konstytucji. W ubiegłym roku na spotkaniu w Wołowie Dolnośląskiego Sejmiku Odpadowego podkreślał, że Inspekcja Ochrony Środowiska od lat nie jest w stanie poradzić sobie ze skalą problemu, jakim jest smog i niewłaściwe gromadzenie odpadów.

- Wreszcie - dodawał - procedury administracyjne pozwalają potencjalnym podmiotom, które są oskarżane np. o nielegalne składowanie odpadów, wydłużać procesy sądowe i odraczać decyzje oraz wyroki.

Przeciw nielegalnym wysypiskom

Nielegalne składowiska i ściganie sprawców to zmora prezydentów, burmistrzów, wójtów i starostów. Kilka dni po objęciu stanowiska przez wiceprezydenta Wrocławia Adama Zawadę w 2018 r. spłonęło nielegalne wysypisko przy ul. Szczecińskiej.

- To wydarzenie wytyczyło kierunek moich pierwszych decyzji i działań - mówił.

TOMASZ PIETRZYK

To on był inicjatorem powołania Dolnośląskiego Sejmiku Odpadowego i współpracy z samorządami. Cel: wyeliminowanie dzikich wysypisk. Do ówczesnego ministra środowiska Henryka Kowalczyka wysłano więc z Wrocławia propozycje zmiany konkretnych przepisów do ustawy o odpadach, prawa przedsiębiorców i prawa o ruchu drogowym.

Zmieniło się na razie niewiele, choć jakiś krok do przodu jest. W lecie nowy szef resortu Michał Woś zapowiedział zaostrzenie kar za śmiecenie w lasach z 500 zł do 5 tys. zł oraz zwiększenie liczby fotopułapek.

- Po pierwsze - argumentował Woś - stawiamy na nieuchronność kary dla leśnych wandali, aby ich czyny nie pozostawały bez konsekwencji. Po drugie - na dolegliwość kary, stąd znacznie wyższe grzywny i przede wszystkim obowiązek posprzątania po sobie na własny koszt.

Protesty

Ale problemem są także inwestycje związane z zagospodarowaniem odpadów. Mieszkańcy i ekolodzy nie chcą, by powstawały w pobliżu miejscowości.

We wrześniu Dolnoślązaków postawiła na nogi wiadomość, że 40 tys. pohutniczych odpadów z Niemiec trafi do Rębiszowa w gminie Mirsk w powiecie lwóweckim, na składowisko po dawnym kamieniołomie należące do spółki Pri-Bazalt Rekultywacja. Decyzję wydał marszałek, a Generalny Inspektorat Ochrony Środowiska uznał, że odpady nie są szkodliwe dla środowiska.

Innego zdania są lokalne władze i mieszkańcy. Burmistrz Mirska Andrzej Jasiński wydał negatywną opinię w sprawie decyzji, przypominając, że inwestycja jest położona w bezpośrednim sąsiedztwie obszarów Natura 2000 (Łąki Gór i Pogórza Izerskiego) i powinna być przeprowadzona ocena oddziaływania na środowisko. Już wiadomo, że jej nie będzie.

Minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka, odpowiadając na interpelację posłów Zofii Czernow, Piotra Borysa i Michała Jarosa w tej sprawie, stwierdził: „Wykorzystanie odpadów, którego dotyczy decyzja marszałka województwa dolnośląskiego - prowadzone zgodnie z przepisami obowiązującego prawa - nie powinno mieć niekorzystnego wpływu na środowisko naturalne”.

Robert Suligowski, radca prawny i asystent społeczny posłanki Małgorzaty Tracz z Zielonych, przypominał na łamach „Wyborczej”: - Mamy na Dolnym Śląsku podobne składowisko w Pawłowie Trzebnickim. Ludzie narzekają nie tylko na hałas, ale przede wszystkim na ogromne zapylenie nawet kilometr od składowiska. Tak samo będzie w Rębiszowie, a ciągły ruch ciężarówek także będzie uciążliwy dla okolicy.

We wsi Łosice w gminie Długołęka planowane jest uruchomienie zakładu przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego - na 25 tys. ton rocznie. Protestują ekolodzy i mieszkańcy wszystkich 41 miejscowości gminy.

Batalia o tę budowę jest ostra. Robert Makieła, prezes firmy Wastes Service Group z Kiełczowa, który chce ten zakład wybudować, złożył doniesienie do prokuratury na osoby przeciwne inwestycji i rozpowszechniające nieprawdziwe informacje, wprowadzając mieszkańców Łosic w błąd co do przeznaczenia zakładu.

Dolnoślązacy boją się też spalarni śmieci. Zamierza ją wybudować Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „Termal” w Lubinie, a taki sposób zagospodarowania odpadów zapisano w „Programie Ochrony Środowiska dla gminy miejskiej Lubin na lata 2016-2019 z perspektywą na lata 2020-2023”. Prezes MPEC Piotr Chojnacki potwierdził publicznie: - Wystąpiliśmy z pismem do ministra klimatu o wpisanie takiej instalacji na ministerialną listę krajowego planu gospodarki odpadami.

Lokalne stowarzyszenie Miasto dla Mieszkańców już zaapelowało: - Nie budujcie w Lubinie spalarni, nie trujcie naszego powierza.

Bunt przeciwko spalarni wybuchł też we wsi Przystronie koło Łagiewnik. Tu obecne władze gminy niewiele mają do powiedzenia, bo zgodę na spalarnię cztery lata temu wydał ówczesny wójt.

Słusznie? Dolny Śląsk jeszcze takiej instalacji nie ma. Przygotowują się natomiast do niej samorządowcy z Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii zapewniając, że będzie nowoczesna i ekologiczna.

- Instalacje termicznego przetwarzania odpadów to systemy z sukcesem wykorzystywane w krajach, które postrzegamy jako „czyste”. To między innymi Niemcy, Francja, państwa skandynawskie – mówił w „Wyborczej” Grzegorz Podlewski, wiceprzewodniczący zarządu Metropolii.

Argumentem „za” spalarnią są tam też podwyżki cen za śmieci, których drastyczny skok mogłaby w przyszłości zahamować.

Dolnoślązacy skok opłat za wywóz odpadów już poczuli w swoich portfelach. W niektórych gminach wzrosły one o 100 proc.

PRZECZYTAJ: Co zrobić, by nie płacić więcej za odpady

Czyste zasady

Instytut Rozwoju Terytorialnego, wraz z dolnośląskim urzędem marszałkowskim, przygotował stronę czystezasady.pl, na której można znaleźć m.in. treść uchwał antysmogowych (wraz z dodatkowymi informacjami) i zasady dofinansowania do wymiany ogrzewania na bardziej ekologiczne. Poznasz tam też jakość powietrza, a także możesz sprawdzić, wypełniając test, czy spełniasz wymogi uchwały antysmogowej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.