Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Woda pokrywa ok. 70 proc. powierzchni naszej planety. To dużo. Kłopot w tym, że na Ziemi łatwiej się wykąpać niż napić.

Tylko 3 proc. zasobów na Ziemi to woda słodka, nadająca się do picia przez ludzi. Na dodatek tylko z mniej więcej jednej trzeciej tych zasobów możemy czerpać stosunkowo łatwo. Reszta słodkiej wody jest (na razie) zamrożona w lodowcach Antarktydy i Grenlandii lub pozostaje schowana głęboko pod ziemią. Te zasoby są właściwie nieosiągalne i przynajmniej w przewidywalnej przyszłości to się nie zmieni.

Susza (zdj. ilustracyjne)Susza (zdj. ilustracyjne) Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta (zdj. ilustracyjne)

Dziś nie ulega wątpliwości, że zmiany klimatyczne powodują kurczenie się zasobów wody do picia nie tylko gdzieś daleko na świecie, lecz również w Polsce. Latem 2019 r. już w 150 miejscowościach władze apelowały do mieszkańców o oszczędzanie wody. Najwięcej w okolicach Łodzi, Warszawy, Lublina, w Małopolsce i w Wielkopolsce. Na Dolnym Śląsku również było kilkanaście takich miejscowości.

Wiosną tego roku, po suchej i ciepłej zimie, sytuacja również była niepokojąca. Wrocław jest na razie we względnie dobrej sytuacji, ale naukowcy są zgodni, że problemy z wodą w naszym kraju będą się pogłębiać i wszyscy powinniśmy się na nie przygotować.

Wodę marnujemy odruchowo

Woda w naszych kranach nadaje się do picia. MPWiK podkreśla, że wrocławska kranówka jest w pełni bezpieczna – spełnia najbardziej rygorystyczne polskie i europejskie normy dotyczące jakości.

Jednak do picia lub do przygotowywania posiłków zużywamy najwyżej 20 proc., a często tylko kilka procent wody, którą pobieramy z sieci. Najwięcej wykorzystujemy jej w łazience i toalecie.

Bez dużych zmian w instalacjach domowych tego nie zmienimy. Wiele wskazuje na to, że w przyszłości rozwiązania pozwalające na wykorzystanie tzw. wody szarej, czyli po kąpieli albo z prania, do celów innych niż spożywcze, czyli np. do spłukiwania toalety, będą powszechne – bo nie będzie innego wyjścia. Na razie jednak skupmy się na codziennych nawykach, które sprzyjają marnowaniu wody. Na przykład robimy pranie, nie zapełniając pralki, spłukujemy toaletę zbyt dużą ilością wody albo myjemy naczynia pod strumieniem przypominającym wodospad.

Jak rozsądnie oszczędzać wodę

– Mycie owoców lub warzyw w misce, a nie pod bieżącą wodą, czy też zakręcanie kranów w trakcie szczotkowania zębów. Już to pomaga nam w oszczędzaniu wody – mówi Martyna Bańcerek, rzeczniczka MPWiK Wrocław. – Wybierając szybki prysznic, zużyjemy ok. 60 litrów, ale na kąpiel w wannie aż trzy razy więcej. Podobnych zasad, które są łatwe do zastosowania w naszym życiu, jest znacznie więcej.

Co jeszcze można zrobić?

Na przykład zakręcać kran przy namydlaniu rąk. Można też myć ręce pod mniejszym strumieniem, na co często w ogóle nie zwracamy uwagi. Efekt na stałe uzyskamy, montując na domowej instalacji reduktor ciśnienia wody.

Woda płynąca z kranu. Zdjęcie ilustracyjneWoda płynąca z kranu. Zdjęcie ilustracyjne Fot. Filip Ziarek/AG

Jeśli to możliwe, warto korzystać ze zmywarki, zamiast myć naczynia ręcznie. Rzecz jasna, urządzenie najlepiej włączać dopiero wtedy, gdy jest pełne.

Zamontujmy też perlatory. To proste nakładki na kran i słuchawki prysznicowe. Zwiększają optycznie strumień wody przez napowietrzenie, a równocześnie zmniejszają jej przepływ nawet o 40 proc. Czyli na komforcie nie tracimy, a wody płynie mniej.

Do podlania kwiatów albo ziół można wykorzystać wodę z czajnika albo po gotowaniu jajek, ziemniaków czy warzyw. Pod warunkiem że nie jest solona, tłusta czy z przyprawami.

Na pewno warto sprawdzać szczelność domowej instalacji i w razie potrzeby naprawiać cieknące krany czy zepsute spłuczki.

Zużywanie na co dzień mniejszej ilości wody nie wymaga większych poświęceń albo wyrzeczeń, poza tym przynosi dość szybkie i bardzo wymierne zyski finansowe. Oczywiście chodzi przede wszystkim o oszczędzanie wody, a nie pieniędzy, ale jeśli kogoś to nie przekonuje, to spojrzenie w rachunki potrafi zmienić perspektywę.

W ogródku

W okresach suchych, których zdarza się coraz więcej, właściciele ogrodów i ogródków ratują zieleń. Często wymaga to sporych ilości wody. Jak można ją oszczędzać?

– Starajmy się wykorzystywać wodę ponownie. Na przykład zbierajmy deszczówkę i podlewajmy nią rośliny w naszych ogródkach

– podpowiada rzeczniczka MPWiK.

Korzystanie z deszczówki nie wymaga poważniejszych inwestycji w domową infrastrukturę ani dużego dodatkowego wysiłku. Poza tym to woda całkowicie za darmo.

Są jeszcze inne sposoby. Na przykład trawę dobrze jest kosić rzadziej i nie za krótko. Kiedy jest dłuższa, zachowuje więcej wilgoci, czyli wymaga mniej podlewania. Dobrze też sprawdzać przed podlewaniem trawników i innych roślin w ogrodzie prognozę pogody. Może się okazać, że w nocy popada.

Nie wyrzucajmy wody z jedzeniem

A właściwie – kupujmy tylko tyle żywności, ile rzeczywiście potrzebujemy. Ten punkt ma ogromne znaczenie. Rozważnych zakupów często w ogóle nie kojarzymy z oszczędzaniem wody, raczej z ograniczaniem śladu węglowego. Tymczasem woda jest wykorzystywana w rolnictwie i przemyśle przetwórczym w ogromnych ilościach.

Jak oszczędzać wodę na zakupach? Wystarczy robić je w przemyślany sposób, czyli w praktyce nie kupować zbyt dużo żywności. Wyjdzie na pewno taniej, bo mniej jedzenia wyrzucimy do śmieci, ale jaki ma to związek z wodą?

Wyprodukowanie kilograma mięsa drobiowego wymaga zużycia ponad 4 tys. litrów wody, a produkcja kilograma wołowiny – nawet ponad 15 tys. litrów. Kilogram czekolady „kosztuje” przeszło 17 tys. litrów wody, a kilogram bananów – ok. 790 litrów.

Dodajmy, że bez wody nie istnieje również branża odzieżowa. Na przykład wyprodukowanie tylko jednego bawełnianego T-shirtu pochłania aż 2,5 tys. litrów wody. Obrazowo: to prawie 14 wanien wypełnionych wodą po brzegi.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.