Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nagrody są atrakcyjne: przede wszystkim wieczna sława, należna Wrocławskiemu Mistrzowi. Jak powiadał jednak Seneka, dobrze jest być sławnym, ale pewniejsze jest mieć pieniądze. Dlatego zdobywca I miejsca otrzyma 7 tys. zł, II miejsca – 3,5 tys. zł, a III – 1,5 tys. zł. 

Zatem szykujcie się, czytajcie, zaglądajcie do „Gazety Wyborczej” i na wroclaw.wyborcza.pl, gdzie będziemy zamieszczać podpowiedzi. 

Dziś pytanie o nietypową atrakcję Wrocławia 

Zagadka dotyczy basenu. Pandemia utrudnia nam uprawianie sportu, cierpimy z powodu sanitarnych obostrzeń, więc pocieszmy się, że kiedyś i bez pandemii trudno było popływać. Wrocław – jak pisała prasa – był „ubogi w kąpieliska”, a jak już w 1959 r. wybudowano długo oczekiwany basen z podgrzewaną wodą, to nie można było tam organizować imprez sportowych, bo zabrakło pieniędzy na szatnie i prysznice.  

Woda też była podgrzewana w sposób niezauważalny dla pływaków, a poza tym okazała się tak brudna, że – jak pisało w czerwcu 1960 r. „Słowo Polskie” – „nikt w niej długo nie wytrzyma z obawy przed chorobą oczu”.  

Najgorsze jednak było „brudne” sąsiedztwo basenu. „Wystarczyło w okresie letnim posiedzieć na nim przez godzinę, aby biała koszula zamieniała się w zupełnie czarną” – alarmowali dziennikarze, twierdząc, że woda przypomina „zupę jagodową”. Problem rozwiązano dopiero w 1973 r., osłaniając basen kopułą z „tkaniny szwedzkiej”. W ten sposób miasto dostało basen „pod balonem”, który był na tyle nieszczelny, że pływacy zamieniali się zimą w morsy.  

Basen dotrwał do III RP, więc powinniście pamiętać, gdzie był balon z zupą jagodową?  

Link do Wielkiego Testu Wiedzy o Wrocławiu znajdziecie w sobotę na naszej stronie: wroclaw.wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.