Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Protesty na Białorusi przeciwko reżimowi „ostatniego dyktatora w Europie” nadal trwają. W soboty zwyczajowo odbywają się tam marsze kobiet. Białorusinki wychodzą na ulice ubrane na biało, z kwiatami w rękach. Domagają się m.in. dymisji Łukaszenki, uwolnienia więźniów politycznych i zaprzestania przemocy. Protesty są brutalnie tłumione przez milicję. 

- "W świetle ostatniej kampanii wyborczej, po prześladowaniach przywódców narodowych oraz nieludzkim tłumieniu i torturowaniu demonstrantów pokojowych, kobiety na Białorusi zostały zmuszone do zajęcia aktywnego stanowiska pokojowego" - piszą organizatorki sobotniej demonstracji. I dodają, że Łukaszenka i jego podwładni, widząc zagrożenie dla swojego reżimu, zwiększyli presję wywieraną na kobiety. Tradycyjne sobotnie protesty kobiet kończą się aresztowaniami nawet do 500 osób. 

- "Nasze kobiety zmuszane są do składania fałszywych zeznań, przetrzymywane są w niegodziwych warunkach w zimnych celach, obraża się je, grozi się matkom odebraniem im dzieci, zwalnia się je z instytucji publicznych, wypisując przy tym nielegalne grzywny i wykorzystując narzędzia propagandowe w mediach publicznych" - wymieniają organizatorki marszu. - "Wszystko po to, by oczernić reputację kobiet, które walczą o pokój i poszanowanie swoich praw".

W sobotę we Wrocławiu organizują więc marsz solidarności z kobietami Białorusi. Rozpocznie się o godz. 16 na pl. Wolności. Stamtąd przejdzie ul. Heleny Modrzejewskiej, Świdnicką, Kazimierza Wielkiego i Świdnicką do rynku. Pochód zakończy się przy pręgierzu. 

Białorusinki apelują też do mieszkańców innych miast, aby w geście solidarności wyszli w sobotę na główne ulice miast w ubrani na biało z kwiatami. Już wiadomo, że podobne pochody odbędą się w sobotę w Krakowie i Poznaniu. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.