Bez samorządów nie byłoby silnej i demokratycznej Polski. 30 lat temu zaczęła się ich historia.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W maju 1990 r. odbyły się pierwsze w III RP w pełni demokratyczne wybory. I nie były to wybory parlamentarne czy prezydenckie, lecz samorządowe.

Polacy wybierali radnych miast i gmin, a ci później prezydentów, burmistrzów i wójtów. Oni zaczęli tworzyć nowe lokalne władze.

Polska przechodziła wtedy w gospodarce kurację wstrząsową, a miasta i gminy po okresie PRL były totalnie zaniedbane.

– Te wybory były jednym z najważniejszych osiągnięć przemian ustrojowych naszego kraju po roku 1989 – podkreśla Cezary Przybylski, marszałek dolnośląski. – Rola i pozycja samorządu w procesie zarządzania krajem jest bowiem jednym z fundamentalnych obszarów pokazujących siłę państwa.

Zaznacza: – Nie ma bowiem silnej Polski bez silnych samorządów.

Przybylski w samorządach działa od początku lat 90. Zaczynał jako radny w Warcie Bolesławieckiej, później m.in. przez wiele lat był starostą bolesławieckim, a od sześciu lat jest marszałkiem.

Leon Kieres podczas spotkania z mieszkańcami Siechnic 27 lipca 1997 r., po powodzi tysiąclecia
Leon Kieres podczas spotkania z mieszkańcami Siechnic 27 lipca 1997 r., po powodzi tysiąclecia  KRZYSZTOF RAK / Agencja Wyborcza.pl

Samorządy. Trudne dobrego początki

– Najgorszy był początek lat 90. – wspomina Sławomir Najnigier, prezes Stowarzyszenia na rzecz Promocji Dolnego Śląska. – Startowaliśmy od dochodów 20 dolarów amerykańskich miesięcznie na głowę. Transformacja gospodarcza była bolesna. Rozpadał się ład gospodarczy oparty na państwowych przedsiębiorstwach i wybuchło bezrobocie, które w niektórych rejonach było plagą społeczną przez kolejne 15 lat.

Na początku lat 90. Najnigier był radnym i członkiem Zarządu Miasta Wrocławia, a później przez kilka lat wiceprezydentem.

Opowiada, że bankructwo socjalizmu było dosłowne: – Na wsiach rozpadały się Państwowe Gospodarstwa Rolne, jeden z głównych pracodawców. W Kudowie-Zdroju wystarczył upadek jednego zakładu, który zatrudniał ok. 2 tys. osób, aby w całym regionie bezrobocie skoczyło do 40 proc.

Podobnie było w wielu innych miejscowościach, np. w Walimiu. Za to miasta górnicze – Wałbrzych i Nowa Ruda – trzymały się jeszcze dobrze. Dopiero później, po likwidacji wszystkich czterech dolnośląskich kopalń węgla kamiennego, i tam nastąpiła zapaść.

Najnigier: – Górnictwo umierało latami, bo otrzymało olbrzymie dotacje. Jednak większość firm upadała bez żadnej poduszki. Przemysł włókienniczy, silny na Dolnym Śląsku, został zmieciony w ciągu zaledwie trzech lat.

Wtedy Dolny Śląsk był jeszcze podzielony na cztery województwa, nie istniały powiaty. Ale działały sejmiki wojewódzkie, choć nie miały wielkiej władzy.

Przewodniczącym wrocławskiego sejmiku był wtedy prof. Leon Kieres, wówczas radny Wrocławia, a później m.in. senator, pierwszy prezes Instytutu Pamięci Narodowej i – do dzisiaj – sędzia Trybunału Konstytucyjnego.

Wspominał, że w 1990 r. nowi radni nie przerazili się ani pustką w skarbcu, ani deficytem w wysokości 90 mld starych złotych, ani brakiem perspektyw na zdobycie funduszy – jedynym źródłem dochodów były bowiem opłaty czynszowe i podatek od psów.

Remont wrocławskiego Rynku w 1997 r.
Remont wrocławskiego Rynku w 1997 r.  MIECZYSŁAW MICHALAK

Tymczasem w miastach i gminach potrzeba było niemal wszystkiego. Należało remontować drogi, torowiska i mieszkania komunalne, zaniedbane były sieci wodociągowe i kanalizacja. Pieniądze były potrzebne na komunikację miejską.

Pierwsze sukcesy

Przybylski: – Pierwsze kadencje odrodzonego samorządu były okazją do pojawienia się wielu inicjatyw społecznych, idei obywatelskich, a równocześnie ciężkiej pozytywistycznej pracy. Efekt był wart wszelkich poświęceń. A mieszkańcy regionu zaczęli mieć realny wpływ na budowanie swoich małych ojczyzn.

Słynny wrocławski Rynek zaczął być remontowany dopiero w 1996 r., a prace i tak podzielono na etapy. Ale już wcześniej – dzięki zamianie handlu na gastronomię – zaczął przyciągać tłumy mieszkańców i turystów. Takie decyzje przynosiły sukces i pozwalały zyskać rozgłos.

Rolnicze Kobierzyce z kolei nastawiły się na handel – w Bielanach Wrocławskich, niewielkiej wsi położonej tuż przy węźle autostradowym. Dziś jest tam wielka strefa handlu zarówno detalicznego, jak i hurtowego, fabryki, a także osiedla mieszkaniowe. A cała gmina należy do najbogatszych w Polsce.

– 30 lat temu każdy wyjazd na Zachód był wycieczką do innego, lepszego świata. Dziś jest przyjemnie słuchać zazdrosnych Francuzów, którzy głośno zastanawiają się, dlaczego u nich nie ma takich Kobierzyc – opowiada Sławomir Najnigier. – Gminy aglomeracji wrocławskiej przeszły spektakularną transformację. Ale można wskazać tysiące różnych sukcesów samorządów z całego Dolnego Śląska.

Centrum handlowe w Bielanach Wrocławskich w 2001 r.
Centrum handlowe w Bielanach Wrocławskich w 2001 r.  Fot. Mieczys?aw Michalak/ Agencja Wyborcza.pl

W 1998 r. w 20-tysięcznych Polkowicach powstał pierwszy aquapark na Dolnym Śląsku i wówczas największy w Polsce. To też był wielki sukces – w ciągu trzech pierwszych tygodni odwiedziło go 70 tys. osób z całej Polski, prawie trzy razy więcej niż mieszkańców. A przecież dla wielu przyjezdnych po prostu zabrakło w środku miejsca.

W promocji pomogło na pewno głośne otwarcie – burmistrz Polkowic Emilian Stańczyszyn zjechał wtedy do wody zieloną rurą, ubrany jak do pracy w urzędzie: w garnitur, buty i kwiecisty krawat.

Wielka zmiana

W końcu sukces samorządów został doceniony.

Najnigier: – Samorząd terytorialny był ustrojowym eksperymentem, miał wielu przeciwników. Dopiero premier Jerzy Buzek zdecydował się na dalszy krok i zainicjował reformę powiatową i samorządową.

Od 1 stycznia 1999 r. zaczął w Polsce obowiązywać nowy podział terytorialny. 49 dawnych województw zastąpiło 16 nowych, rządowo-samorządowych. Powstało również 308 samorządowych powiatów.

Początkowo województw miało być tylko 12 – wtedy częścią dolnośląskiego byłaby również Zielona Góra. Ostatecznie w skład Dolnego Śląska weszły dawne województwa: wrocławskie, wałbrzyskie, legnickie i jeleniogórskie oraz siedem gmin z leszczyńskiego i kaliskiego: Góra, Jemielno, Niechlów, Wąsosz, Dziadowa Kłoda, Międzybórz i Syców.

Najważniejszym efektem reformy było wzmocnienie samorządów, które otrzymały więcej władzy i pieniędzy. Wiele kompetencji wojewodów przejęli marszałkowie i starostowie. Ostatecznie samorządy dostały także udziały w podatkach (dochodowym i od osób prawnych), dotacjach i subwencjach. A po wejściu Polski do Unii Europejskiej decydowały również o przeznaczeniu części z miliardów unijnych dotacji. To wszystko bardzo przyspieszyło gminne, powiatowe i wojewódzkie inwestycje w infrastrukturę.

Najnigier: – Po latach wiemy, że pacjent przeżył operację i ma się dobrze.

Powódź i inne przekleństwa

Według niego największym grzechem wielu lokalnych samorządu było unikanie decyzji i odkładanie spraw na później: – W tych samych warunkach jedna gmina rozwijała się szybko, a druga, sąsiednia, stała w miejscu. Te kontrasty są coraz większe.

Powódź w Kłodzku - 8 lipca 1997 r.
Powódź w Kłodzku - 8 lipca 1997 r.  Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Wyborcza.pl

Wrocław, Kłodzko, Polanicę-Zdrój i wiele innych gmin odmieniła też wielka powódź z 1997 r. i mniejsze późniejsze. Sprawne samorządy i te nieszczęścia potrafiły przekuć w sukces – dzięki dotacjom na odbudowę w miastach i wiejskich gminach pojawiła się nowa infrastruktura, np. Polanica zyskała piękny deptak.

Przybylski: – Najdzielniej z żywiołem walczyły lokalne społeczności, ludzie broniący swojego dobytku i najbliższych. Właśnie w takich momentach formowało się społeczeństwo obywatelskie. Niemały był w tym udział właśnie samorządów. Ich zadaniem na wszystkich szczeblach była współpraca wobec kryzysu, ale były one też pierwszym kontaktem dla mieszkańców.

– Zdaliśmy ten trudny egzamin – podkreśla marszałek.

Samorząd jest bliżej ludzi

Mateusz Jellin, burmistrz Polanicy-Zdroju, opowiada, że rosnący standard życia powoduje, że dzisiaj ludzie wymagają od swoich włodarzy dużo więcej. Chodzi nie tylko o zadania infrastrukturalne, takie jak drogi i chodniki.

– Mieszkańcy chcą spokoju, bezpieczeństwa, poczucia, że ich głos i ich problemy są dla burmistrza ważne – tłumaczy. – Trzeba więc być blisko mieszkańca i turysty, komunikować się z nimi na różnych płaszczyznach. W dobie mediów społecznościowych pozornie nie jest to trudne, ale umiejętność posługiwania się różnymi formami komunikacji wymaga także wiedzy, doświadczenia i wyczucia.

Odnowiony deptak w Polanicy-Zdroju w 2009 r.
Odnowiony deptak w Polanicy-Zdroju w 2009 r.   Fot. Paweł Kozioł / Agencja Wyborcza.pl

Podkreśla, że trzeba być nieustannie konkurencyjnym, mierzyć wysoko, wdrażać innowacje, iść z duchem czasu: – Na przykład turyści chcą wypoczywać w miejscu zadbanym, estetycznym, a także atrakcyjnym pod różnymi względami. Dlatego tak ważne jest, aby o te atrakcje i walory swojej miejscowości dbać, ciągle je udoskonalać oraz wprowadzać nowe.

Po co nam samorząd

Marszałek Przybylski mówi, że przekazywanie kompetencji do samorządów ma głęboki sens: – To tutaj mamy bezpośredni kontakt z mieszkańcami, wiemy, jakie są ich oczekiwania, i potrafimy je zrealizować.

Oczywiście za nowymi obowiązkami powinny iść też pieniądze: – Jeśli mamy zapewnić mieszkańcom usługę na odpowiednim poziomie, musimy mieć na to środki. Nie może się to odbywać kosztem cięć w innych obszarach. Niestety, w ostatnich latach obserwujemy tendencję do centralizacji i odbierania kompetencji samorządom. To niebezpieczna ścieżka.

Marek Długozima, burmistrz Trzebnicy, mówi, że siła samorządów polega na tym, że tworzą je lokalne społeczności, a nie partyjne ideologie: – Rozwiązuje się konkretne lokalne problemy i proponuje konkretne oraz namacalne kierunki rozwoju.

Podkreśla też, że to mieszkańcy za pomocą bezpośrednich wyborów powierzają burmistrzowi zadania do wykonania: – Wybierają też radę, która ma go wspierać, a na koniec kadencji weryfikują jakość wywiązania się z obietnic poprzez wystawienie oceny w następnych wyborach. To uczciwy, sprawny i bardzo demokratyczny system.

Spacer z Beatą Maciejewską po Trzebnicy - maj 2017 r.
Spacer z Beatą Maciejewską po Trzebnicy - maj 2017 r.   Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Wyborcza.pl

Długozima dodaje, że ważna jest również możliwość szybkiej reakcji przy pojawiających się problemach czy wyzwaniach: – Sprawność w rozwiązywaniu codziennych problemów mieszkańców jest dla mnie miarą skuteczności.

Najnigier: – Obywatele zaakceptowali samorząd i wierzą, że w sprawach lokalnych „z nami leci pilot”.

Przybylski: – Przyszłość nowoczesnej Europy, której przecież jesteśmy częścią, to właśnie silne regiony i silne samorządy.

Najlepsze samorządy Dolnego Śląska

Przez ostatnie 30 lat Dolny Śląsk z regionu słabo rozwiniętego stał się jednym z najszybciej rozwijających się w całej Unii Europejskiej. Duża w tym zasługa naszego położenia (przygranicznego i na skrzyżowaniu szlaków handlowych), a także władz samorządowych (regionu i lokalnych), które te zalety potrafiły przekuć w sukces gospodarczy, dbając o rozwój miast i gmin oraz wspierając biznes.

Ostatnie 30-lecie pokazało też, że to lokalne władze w głównej mierze decydują o standardzie naszego życia. A przecież wielkie zmiany dokonały się w dolnośląskich gminach: miejskich i wiejskich.

My postanowiliśmy nagrodzić te, które rozwijały się najszybciej, najlepiej poprawiały standard życia mieszkańców i potrafiły przekuć w sukces przemiany gospodarcze w Polsce.

Typując najlepsze gminy 30-lecia, bazowaliśmy na twardych danych ekonomicznych, które przygotowali prof. Stanisław Korenik i dr Małgorzata Rogowska z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Poza tym członkowie naszej kapituły wskazali po 30 gmin, które – ich zdaniem – najlepiej rozwinęły się przez ostatnie 30 lat.

Pozostali członkowie kapituły (jeden głos miała nasza redakcja) to: Bohdan Stawiski, dyrektor Wydziału Komunikacji i Dialogu Społecznego w Dolnośląskim Urzędzie Marszałkowskim, Sławomir Najnigier, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Promocji Dolnego Śląska i Bogdan Cybulski ze Stowarzyszenia, a wcześniej wieloletni prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej we Wrocławiu.

A to zwycięzcy konkursu na dolnośląskie gminy 30-lecia:

* Wałbrzych,

* Wrocław,

* miasto Bolesławiec,

* Polkowice,

* Szklarska Poręba,

* miasto Lubin,

* Polanica-Zdrój,

* Legnica,

* Świeradów-Zdrój,

* Karpacz,

* Nowogrodziec,

* miasto Świdnica,

* miasto Głogów,

* Kobierzyce,

* Krośnice,

* Gromadka,

* Miękinia,

* Kąty Wrocławskie,

* Długołęka,

* Jelenia Góra,

* Wołów,

* Kudowa-Zdrój,

* miasto Oleśnica,

* Trzebnica,

* Domaniów,

* Siechnice,

* Jawor,

* Żukowice,

* m. Zgorzelec,

* gmina wiejska Oława,

* Warta Bolesławiecka.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Przybylski chwali samorządy a razem z PiS je uwala :( Rozdwojenie jaźni cyco ?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Cyt.:"Opowiada, że bankructwo socjalizmu było dosłowne: ? Na wsiach rozpadały się Państwowe Gospodarstwa Rolne, jeden z głównych pracodawców. _ zamiast niszczyć PGR-y trzeba było przekazać je pracownikom z zaleceniem :"macie się z tego utrzymać". Likwidacja polegała na tym,że cwaniacy za bezcen rozkradali majątek
    już oceniałe(a)ś
    0
    2