Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To była nietypowa debata. Do tej pory o wrocławskim rynku nieruchomości rozmawialiśmy podczas organizowanych przez „Wyborczą” konferencji albo w redakcji. Tym razem, z powodu epidemii koronawirusa, dyskutowaliśmy on-line.

Mieszkania podczas epidemii koronawirusa

Epidemia miała również wpływ na sprzedaż mieszkań, która na kilka tygodni przeniosła się głównie do internetu. Ale nie zatrzymała samych budów.

Nadal prowadzone są rozpoczęte inwestycje, choć w tym roku deweloperzy zaczęli ich znacznie mniej niż na początku 2019. Jednak ta zmiana widoczna była już w pierwszym kwartale, jeszcze przed epidemią - deweloperzy sprzedali wówczas we Wrocławiu 3 tys. mieszkań, ale do sprzedaży wprowadzili tylko 1,4 tys. nowych.  

Kupić czy wynająć?

Kiedy bardziej opłaca się kupić, a kiedy wynająć? Czym kierować się przy wyborze nowego mieszkania dla siebie, dziecka czy też kupowanego z myślą o późniejszym wynajmie? I czy nie grozi nam powtórka z kryzysu z lat 2008-09, który na kilka lat ograniczył rozwój budownictwa mieszkaniowego?

Między innymi o tym dyskutowaliśmy podczas debaty, choć dla wielu osób najważniejsze jest pytanie o ceny nowych mieszkań. W ostatnich dwóch latach, aż do marca, rosły one systematycznie. Teraz - najprawdopodobniej - ta tendencja się zatrzyma. Niestety (dla kupujących), zdaniem moich rozmówców, nie ma co liczyć na spadek cen.

Koronawirus spowoduje duży kryzys? Nie będzie powtórki z w 2008 r.

- Jesteśmy w zupełnie innej sytuacji niż podczas kryzysu w latach 2008-09 - tłumaczy Artur Ceglarz, członek zarządu Grupy Robyg.

Wtedy, po nagłym załamaniu popytu, deweloperzy zostali z dużą liczbą niesprzedanych lokali. Na dodatek w tym samym czasie sporo mieszkań wystawili na sprzedaż inwestorzy, którzy wcześniej kupowali je pakietami, licząc na dalszy wzrost cen.

- Tymczasem, według danych z końca pierwszego kwartału, we Wrocławiu w ofercie jest 8 tys. mieszkań, podczas gdy ostatnio w ciągu roku sprzedawanych było 11 tys. - wyjaśnia Artur Ceglarz. Jego zdaniem korekta cen może wystąpić tylko wśród najdroższych lokali.

Można szukać okazji cenowych

Dariusz Pawlukowicz, członek zarządu Vantage Development, podkreśla, że w Polsce nie ma nadprodukcji mieszkań: - Wręcz przeciwnie, nadal brakuje ich dla wielu osób.

Jego zdaniem możliwe są tylko niewielkie korekty cen niektórych mieszkań. Zwłaszcza że - pomimo epidemii - nie zmniejszyły się koszty budowy.

Na to zwraca uwagę również Tomasz Stoga, prezes wrocławskiego oddziału Polskiego Związku Firm Deweloperskich: - Nie spadły też ceny działek pod budownictwo mieszkaniowe.

Jego zdaniem można liczyć na okazje cenowe, gdy deweloperzy zaczynają sprzedaż nowych inwestycji lub gdy je kończą i próbują wyprzedać ostatnie lokale.

Całą debatę znajdziecie na załączonym wideo.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.