Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z prezydentem Wrocławia Jackiem Sutrykiem

Mateusz Kokoszkiewicz: Co pan prezydent uznaje za największy sukces ostatnich 30 lat transformacji we Wrocławiu?

Jacek Sutryk: To sukces niematerialny. W wyniku przekształceń 1989 r. i określonego sformatowania samorządu udało się zbudować otwarte, demokratyczne i obywatelskie społeczeństwo wrocławskie. Bardzo kosmopolityczne, zainteresowane innością, dołączające do swojego grona nowych obywateli, mieszczan z Polski, ale też cudzoziemców ze wschodu i zachodu.

Od Kongresu Eucharystycznego w 1997 r. mówimy o „mieście spotkań”. To dla mnie największe osiągnięcie, nie tylko jako dla prezydenta, ale mieszkańca, kogoś, kto się we Wrocławiu urodził.

Najczęstszą odpowiedzią na to pytanie jest wzrost gospodarczy ostatnich 30 lat, widoczny w całej Europie. Często o tym mówił pana poprzednik Rafał Dutkiewicz.

– Optyka moja i Rafała Dutkiewicza różnią się, choć zarazem także uzupełniają. Rafał zawsze będzie zaczynał od wątków gospodarczych, a potem mówił o społecznych. Ja stawiam na te drugie, a zaraz potem mówię o gospodarce.

PLEBISCYT NA SUKCES 30-LECIA WE WROCŁAWIU - GŁOSUJCIE

Niewątpliwy wzrost ekonomiczny, który sprawia, że żyjemy w bogatszym mieście, nie byłby możliwy, gdyby nie sukces, który odnieśliśmy w budowie społecznego oblicza miasta. Można być fajnym miastem, ale bez klimatu społecznego żadna wartościowa inicjatywa gospodarcza się w nim nie rozwinie.

A w przestrzeni publicznej – co uznałby pan za symbol ostatnich 30 lat: Afrykarium, Narodowe Forum Muzyki, Sky Tower…?

– Wszystkie te miejsca tworzą miasto, każde z nich ma gigantyczne znaczenie, ale także zupełnie inną rolę i trudno mi dokonać gradacji. Ważny jest i stadion, i Rynek, i Ostrów Tumski, i dopiero wszystkie one razem dają efekt. Cieszę się też drobniejszymi rzeczami, takimi jak centra aktywności lokalnej na osiedlach. Tak pomagamy rozwijać społeczeństwo obywatelskie w naszym Wrocławiu.

Wspomniał pan o stadionie. To inwestycja, która w ostatnich 30 latach wzbudziła największe kontrowersje i wątpliwości. Czy tak duży obiekt w ogóle był potrzebny?

– Musimy pamiętać o genezie tej budowy, Euro 2012. To była silna i pozytywna interwencja dla Polski i polskich metropolii. To, że Wrocław znalazł się wśród gospodarzy mistrzostw Europy, świadczyło o znaczeniu miasta. Dzięki temu – co podkreślał zawsze Rafał Dutkiewicz – pojawiły się ważne inwestycje, na które bez mistrzostw pewnie musielibyśmy dłużej poczekać. Np. remont Dworca Głównego, budowa nowego terminalu lotniska, trasa tramwajowa na Gaj czy Kozanów, Autostradowa Obwodnica Wrocławia.

Zawsze staram się formułować jasne oceny. Dlatego uważam, że sam stadion też jest ważny, a każde mocno rozwinięte gospodarczo miasto, silny ośrodek akademicki, który jest milionową metropolią, powinno taki obiekt mieć.

Cztery lata potem było ESK, to także pana projekt jako dyrektora departamentu spraw społecznych. Głównym celem było zwiększenie aktywności kulturalnej mieszkańców. Czy to się nam udało?

– Odpowiedzi na pytanie, czym jest ta aktywność, szukaliśmy w dokumencie „Kultura obecna”, strategii, którą napisaliśmy z ludźmi kultury i naukowcami. Wyszliśmy z założenia, że chodzi o większe uczestnictwo w życiu miasta i sięganie po ofertę społeczną oraz wyzwalanie aktywności do działania. To się udało.

Można popatrzeć wąsko: czy wzrosła liczba osób chodzących do kina, teatru, opery? Z całą pewnością tak, czego dowodem jest np. fakt, że biletu do Capitolu nie można już kupić z dnia na dzień.

Ale ESK to także projekt społeczny. Chcieliśmy pokazać okręty flagowe Wrocławia, np. kino Romana Gutka, ale także chodziło o rzeczy drobne, mniejsze, schodzenie na osiedla.

Wystarczy zobaczyć, ile przez cztery lata powstało miejsc osiedlowych, ile centrów aktywności jest w planie. One zapewniają ofertę kulturalną bliżej domu, nie zawsze jest to „Makbet” czy „Lot nad kukułczym gniazdem”, ale ich istotą jest budowanie więzi lokalnych.

Skoro mówiliśmy o sukcesach, to co było porażką, czego nie udało się nam zrobić?

– To nie tylko kłopot Wrocławia, ale ogólnopolski: odstąpiliśmy od uznawania eksperckości. W tym rozdyskutowanym, obywatelskim i demokratycznym modelu każdemu z nas wydaje się, że wszystko wie najlepiej i może zabierać głos w każdej sprawie.

Jestem człowiekiem bardzo otwartym, ale uważam, że potrzebne jest minimum kompetencji. Internet nauczył nas szybkiego, prostego i czasami płytkiego dokonywania ocen. A miasto staje się coraz bardziej skomplikowane i do dokonywania ocen, do zarządzania potrzeba coraz bardziej pogłębionej, merytorycznej wiedzy i doświadczenia.

Druga rzecz, która się nie udała, to budowa kapitału zaufania: władzy do władzy, ludzi do władzy i władzy do ludzi.

Ze spraw bardziej namacalnych jedną rzeczą, która nam się nie udała, jest stan powietrza: nadal mamy 12 tys. pieców kopciuchów w samych tylko kamienicach komunalnych.

– Jeśli mówimy o takich twardych sprawach, to nie zaskoczę nikogo, mówiąc, że dwa obszary są dla mnie strategiczne: czyste powietrze i transport publiczny, co się zresztą ze sobą wiąże. My, jako kraj, obudziliśmy się bardzo późno, gdy chodzi o zwalczanie smogu, to nie jest tylko problem wrocławski.

Kolejny temat – transport, mogliśmy może wykonać więcej, nie tylko w dwóch ostatnich kadencjach, ale od 1989 r. Inna kwestia, czy były na to zawsze środki i możliwości, ale gdyby to robić od początku, bylibyśmy w innym miejscu. Dlatego tak zależy mi na przyspieszeniu w tym obszarze. Wydajemy na remonty torowisk, nowy tabor, budowy nowych linii rekordowo duże środki.

Równolegle musimy walczyć z rosnącą liczbą aut. Mówimy, że jesteśmy miastem europejskim, gdzie świadomość powinna być większa, ale w tej sprawie przegraliśmy. Na usprawiedliwienie dodam, że zawinił brak takich rozwiązań jak np. związki aglomeracyjne z prawdziwego zdarzenia.

Tu odpowiedzialni byli wszyscy rządzący, czy PiS, czy Platforma. Mam wrażenie, że różni rządzący boją się samorządów i wygrywa niestety doraźny rachunek polityczny.

Są obawy, że wskutek pandemii część osób będzie chciała się przesiąść z MPK do aut. Jak ich przekonać, by jednak zostali w komunikacji miejskiej?

– Zmniejszona mobilność sprawia, że straty, jakie odnotowują przedsiębiorstwa komunikacyjne w całej Polsce, są liczone w setkach tysięcy złotych dziennie. Jeszcze na początku roku udało nam się sytuację MPK ustabilizować, a dzisiaj wszystko musimy zaczynać od nowa. Oddawanie biletów, które rozumiem, pogorszyło sytuację finansową i musimy zrobić wszystko, żeby spółka nie była zagrożona. Od rządu domagamy się, aby zauważył ten problem przy budowaniu programów pomocowych.

Wszystko zależy od tego, ile potrwa sytuacja kryzysowa. Jeśli długo, to na jakiś czas pandemia może silnie zmienić nasze nawyki transportowe. Życzyłbym sobie, żeby jeśli już rezygnować z MPK, to bardziej na rzecz roweru niż auta, ale w wielu sytuacjach to niemożliwe.

Mimo że załoga MPK też zajmuje się opieką nad dziećmi, czy bierze zwolnienia, udało nam się utrzymać pracę przewozową na przyzwoitym poziomie. Wracamy do rozkładów roboczych. Cały czas dezynfekujemy nasze składy, także dlatego, aby mieszkańcy nie stracili zaufania do transportu publicznego. Ale nie umiem powiedzieć, jaki będzie tego finał.

Skoro przychody spadają, to może pojawić się pomysł podwyżki cen biletów. Z drugiej strony każda podwyżka to dalszy odpływ ludzi od komunikacji, czego przecież nie chcemy.

– Na razie takich działań nie podejmujemy, trudno mówić o podwyżkach teraz, kiedy wiele osób przeżywa kryzys domowych finansów czy straciło pracę. Ciągle za mało wiemy, co się wydarzy, żeby planować.

Prezydent nie ma w mieście swoich pieniędzy, ma ich tylko tyle, ile wpłynie z podatków i opłat. Jeśli pieniędzy będzie mniej, to będziemy musieli być może rzadziej jeździć, mniej budować. Z całą pewnością będę chciał, by we wszystkich obszarach miasta premiować tych, którzy płacą tu podatki. Także w przypadku MPK myślę o takim modelu, że przyjezdni płacą więcej, a nasi mieszkańcy, ci, którzy dokładają się do budżetu Wrocławia regularnie, płacąc tutaj podatki, mają ulgi.

Mieszka nas we Wrocławiu 850 tys., w mieście przebywa około miliona ludzi, a podatki płaci zaledwie ponad 400 tys. osób. Obywatel to w pierwszej kolejności nie ten, który wie, gdzie stoi ratusz, albo nosi koszulkę z herbem, ale ten, który płaci podatki u nas. To jest wrocławską racją stanu.

Nie ugiął się pan i z dbałości o miejską kasę nie zrezygnował ze strefy płatnego parkowania. Ceny nie były od 20 lat waloryzowane, a w innych miastach już płaci się 7-8 złotych za godzinę. Czy po pandemii nie warto rozmawiać o ratowaniu budżetu w ten sposób?

– Żadne z dużych polskich miast się nie ugięło, z wyjątkiem Krakowa, gdzie strefa płatnego parkowania jest największa i nie mieli innego wyboru. Dziś Wrocław jest miastem, gdzie faktycznie płaci się najmniej za parkowanie. Czy tak być powinno? Myślę, że nie, przez lata stawki nie były waloryzowane, a przecież proporcjonalnie do wzrostu zamożności powinna rosnąć także nasza odpowiedzialność za miasto.

Przypomnę, że nie zmieniając taryfy, wymieniliśmy wszystkie parkomaty na nowocześniejsze, pozwalające płacić kartą. To też nie zadziało się za darmo. W dzisiejszym stanie pandemii z pewnością stawek nie podwyższymy, ale do tej dyskusji musimy w przyszłości wrócić.

Wspomniał pan o rowerach. Na poruszanie się w ten sposób stawia cały świat, np. Berlin teraz robi szersze pasy dla rowerów. Czy jest też pomysł, by jakoś ułatwić rowerzystom poruszanie się w czasie pandemii?

– Słyszałem o przykładach berlińskich, choć nie znam ich tak dobrze, jednak Wrocław ma inny układ drogowy niż Berlin.

Uważam, że dziś jest już dość przyzwoita sieć dróg rowerowych. Powstają kolejne, np. na ul. Krasińskiego, rozpoczęliśmy dużą inwestycję na południu, aż do Bielan Wrocławskich, będziemy robić porządki przy ul. Poniatowskiego i Jedności Narodowej.

W tym zakresie Wrocław nie ma sobie nic do zarzucenia, dziś jeśli ktoś chce jeździć na rowerze, to może to robić w bezpiecznych warunkach.

Tylko na rowerze miejskim nie…

– I jest to dziwna – przypomnę, rządowa – decyzja. Jeśli tylko dostaniemy zielone światło – rower miejski wróci. Natomiast nie łudźmy się, że wszyscy wsiądą na dwa koła. Jednak większość ludzi wybierze samochód i chcemy pozwolić im przejechać, tym bardziej że mamy w centrum dużo nowych inwestycji, i tak nieco trudniej jeździ się po mieście.

Skarbnik już liczy dziurę w budżecie Wrocławia. Czy wiemy, na czym będziemy oszczędzać, a z czego nie zrezygnujemy?

– Mamy subiektywne odczucie, że pandemia trwa bardzo długo, natomiast to jest raptem półtora miesiąca. To za mało, by powiedzieć, jak będzie z dochodami, choć wiadomo, że na pewno będą mniejsze. Musimy poczekać przynajmniej do końca wakacji, by móc odważniej planować.

Na razie utrzymaliśmy inwestycje, bo one są kołem zamachowym dla gospodarki. To zresztą dobry moment, bo mamy dobre oferty cenowe. Analizujemy propozycje firm, które chcą budować tzw. oś zachodnią i tramwaj na Popowice i Nowy Dwór, będziemy podpisywać umowę na mosty Chrobrego.

Mieszkańcy pytają, czy zapowiedziany duży program remontu torowisk jest zagrożony? Przez trzy lata miała być wyremontowana praktycznie cała sieć.

– To jest program, który trzeba kontynuować za wszelką cenę. Mówiłem już, że komunikacja miejska i wszystko, co ją usprawni, to absolutny priorytet dla miasta i tego nie można dłużej odkładać. Inne rzeczy mogę przesuwać, ale ten program będę chronił. Zapowiadam, że pewne rzeczy będą przesunięte, ale nie zamierzam z żadnych inwestycji rezygnować całkowicie, raczej chodzi o to, kiedy będą zrealizowane.

Budowa mostu Wschodniego, jak wiemy, nie jest finansowana z funduszy unijnych. Czy ta inwestycja będzie przesunięta, np. do czasu znalezienia dofinansowania z UE?

– Gdy popatrzymy w tabele, to widzimy, że bez tej inwestycji większość naszych problemów z budżetem rozwiązałaby się. To gigantyczne zadanie finansowane jest bowiem tylko ze środków własnych. Tyle że przetarg na ten most został rozstrzygnięty, umowę podpisano jeszcze w poprzedniej kadencji, w reżimie prawa zamówień publicznych. Wykonawca robi projekt, niedługo uzyska zezwolenie na realizację inwestycji drogowej, zatem ta inwestycja pozostaje.

Jak pracuje urząd w czasie pandemii?

– Jak wszystkie firmy, w okrojonym składzie, ale działamy. Koncentrujemy się na ratowaniu gospodarki, pomocy naszym przedsiębiorcom; odraczamy płatności podatku, wprowadziliśmy czynsze za złotówkę w lokalach usługowych. Najbardziej jestem zainteresowany tym, żeby jak najkrócej trwały wszystkie procedury, w wyniku których będą uruchamiane przedsięwzięcia biznesowe, dzięki którym będą tworzone miejsca pracy. Np. restauracje już pytają się o to, jak zorganizować ogródki, by były gotowe, jak tylko znikną obostrzenia.

Pan od początku epidemii ma codzienny cykl spotkań z mieszkańcami poprzez wideo. Inne miasta zaczęły też nagrywać swoje wersje, np. ostatnio prezydent Legnicy.

– Faktycznie, mamy taką formułę, nie do końca urzędniczą, ale ona jest potrzebna. Założyciel wrocławskiej socjologii prof. Wojciech Sitek po powodzi w 1997 r. napisał książkę „Wspólnota i zagrożenie”, która pokazuje, jak trudne doświadczenia pomagają budować wspólnotę. Teraz można robić to inaczej niż wtedy, warto ten czas wykorzystać.

Można powiedzieć, że Bogdan Zdrojewski miał powódź i telewizję Tede, a pan – pandemię i Facebooka.

– Nie chcę umniejszać Bogdanowi i powodzi, ale tamten wróg był jednak inny – widzialny i trochę sterowalny. Ten niestety jest niewidoczny i nie zna pojęcia granic. Z drugiej strony w 1997 roku wychodziliśmy do siebie na zewnątrz, spotykaliśmy się. Teraz jesteśmy zamknięci i odcięci.

Wszyscy stawiają sobie pytanie: jakie będą nasze zachowania konsumenckie? Czy – gdy wszystko się już skończy – będziemy mieć odwagę, by pójść do kina, muzeum czy restauracji? Czy może będziemy się obawiali? To ważne kwestie, na które na razie nie ma odpowiedzi.

A moją rolą – jako tego, któremu powierzono troskę o Wrocław – jest pomóc naszym mieszkańcom przetrwać ten trudny czas. Jednego jestem pewien: wyjdziemy z pandemii jeszcze silniejsi.

Plebiscyt na wydarzenie 30-lecia we Wrocławiu

Dobiega końca głosowanie w plebiscycie na wydarzenie 30-lecia we Wrocławiu. Potrwa do 30 kwietnia, wyniki ogłosimy 8 maja. 

Jak dotąd najwięcej głosów zebrały: „Solidarna obrona przed powodzią w 1997 r.” oraz „Uczynienie z Rynku perły Wrocławia” i „Poczucie dumy z miasta u mieszkańców”. Ale wszystko w rękach głosujących, wszystko może się zmienić.

Oto propozycje do głosowania na sukces 30-lecia we Wrocławiu:

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.