Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z powodu epidemii koronawirusa zakazano wstępu do lasów, parków narodowych i zamknięto schroniska PTTK. I choć w wielu schroniskach pracownicy poszli na darmowe urlopy, to dzierżawcy nadal muszą płacić czynsz i pozostałe rachunki; często mają też do spłacenia kredyty remontowe.

Dlatego schroniska proszą o pomoc przyjaciół. Pasterka i Na Szczelińcu w Górach Stołowych jako pierwsze zorganizowały internetową zbiórkę, do której przyłączyli się m.in. Piotr Hercog, wybitny ultramaratończyk, czy Piotr Pustelnik - himalaista, zdobywca Korony Ziemi.

"Jeśli spędziliście z nami choćby kawałek czasu, jeśli posiedzieliście na łące, na Tronie Liczyrzepy, pogapiliście się w gwiazdy, sączyliście piwko pod pomniczkiem, byliście na jednej z naszych imprez, poznaliście naszych przyjaciół - wiecie, jak niesamowite jest to miejsce. Oddajemy je w wasze ręce” - apelowali opiekunowie Pasterki.

Prosili o 25 tys. zł, by przetrwać chociaż najbliższe miesiące. Efekt przerósł ich oczekiwania: do tej pory udało się zebrać ponad 65 tysięcy.

Samotnia stała się "opuszczonym pustkowiem"

Mały StawMały Staw Fot. Joanna Dzikowska

Teraz kolejne górskie schroniska proszą o pomoc. Opiekunowie Samotni - jednego z najstarszych schronisk w Polsce, położonego nad Małym Stawem, na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego - piszą:

"Wiemy, że jest wam ciężko, bo każdy z was siedzi teraz w swojej domowej Samotni, ale musimy poprosić was o pomoc, bo jest bardzo źle. Od połowy marca Samotnia naprawdę zasługuje na swoją nazwę. Stała się opuszczonym pustkowiem bez turystów.

Mimo rządowego zakazu działania obiektów turystycznych nie jesteśmy zwolnieni, nawet w części, z płacenia bardzo wysokiego czynszu. A musicie wiedzieć, że nasz czynsz jest najwyższy w Karkonoszach w przeliczeniu na liczbę miejsc. Kiedy dodamy do tego opłaty za prąd, transport, pensje zatrudnionych ludzi, kwoty robią się astronomiczne jak na małe, poczciwe górskie schronisko".

I zaznaczają, że nie chodzi o darowiznę. Proszą o to, by turyści nie wycofywali zaliczek (terminy noclegów zostaną po prostu przesunięte) i kupowali "na przyszłość": noclegi, kursy, obiady, koszulki czy polary.

Wśród nagród, które można wylicytować na stronie Polak Potrafi, są i perełki, m.in. złamana drewniana narta, która "od zawsze" wisi w sali bufetowej schroniska, voucher na nocleg w legendarnym pokoju nr 13, który zawsze zarezerwowany był dla himalaistki Anny Czerwińskiej, czy tabliczka z dowolnym napisem, która trafi na jeden ze stołów w jadalni.

Przyjaciele nie zawiedli - już pierwszej doby Samotni udało się uzbierać niemal 22 tys. zł. Obecnie na koncie schroniska jest już ponad 45 tysięcy.

"[Samotnia to] schronisko w urokliwym miejscu, gdzie można odpocząć po górskiej wędrówce, przyjechać na koncert i dobrze zjeść. Schronisko, które jak wiele innych tego typu obiektów jest teraz w tarapatach. Ale to schronisko można nazwać pięknym - dzięki wam. Dzięki ludziom, którzy być może także będąc w trudnej sytuacji, być może wspominając swoje pobyty w Samotni albo je planując, pomagają nam przetrwać ten czas" - czytamy na stronie.

"Szwajcarkę trzeba ratować, nawet gdy świat się wali"

Schronisko SzwajcarkaSchronisko Szwajcarka PSYCHOWICHURKA, CC BY-SA 3.0 PL

Także schronisko PTTK Szwajcarka w Górach Sokolich apeluje o pomoc.

"Sytuacja spowodowana koronawirusem i jej skutki dopadły również waszą i naszą Szwajcarkę. Jest, delikatnie mówiąc, niewesoło..." - pisze na Facebooku Grzegorz Błażejczak, jeden z opiekunów schroniska.

I dodaje: "Koszty stałe, w tym czynsz, prąd itd., nas wykańczają, a przychód to 0 zł. Zdajemy sobie sprawę, że w obecnym czasie nikomu nie jest lekko, ale jeśli dacie radę, to dołóżcie swoją cegiełkę do uratowania Szwajcarki". 

Załoga schroniska uruchomiła więc internetową zrzutkę. Można na niej wylicytować m.in. kupony na szarlotkę z grzanym winem lub kawą czy noclegi, ale też spotkanie z Aleksandrem Lwowem - himalaistą, laureatem nagrody „Kolos” za zimową wyprawę na Mount Everest - który opowie o wspinaniu w Himalajach.

Na przyjaciół, którzy pomogą Szwajcarce, czekają też instruktorzy z Dolnośląskiej Szkoły Wspinaczki, którzy dorzucili do aukcji jedno- i dwudniowe kusy wspinaczkowe.

Załoga schroniska założyła, że - by przetrwać do maja - potrzebuje 15 tys. zł. Do tej pory udało się zebrać już ponad 21 tysięcy.

"Prowadzimy Szwajcarkę już od sześciu lat i chcielibyśmy jeszcze z wami pobyć przy gitarze i wieczornych ogniskach. Mamy nadzieję, że z waszą pomocą przetrwamy i zobaczymy się znów na Szwajcarkowym Graniu, Polanie, Zimowym Festiwalu Biegowym w Rudawach, podczas kursów wspinaczkowych, wypadów w skały i wielu wycieczkach i spacerach po Sokolikach i Rudawach" - czytamy na stronie.

Anna komentuje: "Szwajcarkę trzeba ratować, nawet gdy cały świat się wali. Bo Szwajcarka to jest taki mały świat". "Przecież walczycie dla nas! Bo tam czas inaczej biegnie, inny kolor niebo ma, tam nasze serducha..." - dodaje Jolka.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.