Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Mam swoje lata, więc trudno, żebym był na pierwszej linii. Powtarzam zawsze, że jestem „przynieś, wynieś, pozamiataj” – opowiada Piotr Wachowiak. – Trzeba zrobić najprostsze rzeczy, odebrać coś lub zawieźć. Mam samochód, mogę jeździć.

Chcą dzielić się swoją siłą

Pomaga też przy organizacji Dnia Dziecka, mikołajek czy spotkań rodzin, które straciły dzieci: – Trzeba to obsłużyć, poustawiać krzesła, posprzątać. Trudno, żeby robili to lekarze, pielęgniarki czy panie psycholog. Ich czas jest cenny.

Niedziele spędza nieraz przed kościołem, zbierając dla hospicjum fundusze do puszki. Stoi tak przez cztery-pięć mszy. Jest wolontariuszem od ośmiu lat, a angażuje się w pomoc dla kilku podmiotów z Wrocławia.

– To jest moja pasja, chcę coś robić pożytecznego, dzielić się swoją siłą, wiedzą czy majątkiem, bo jak umrę, to i tak nic ze sobą nie zabiorę. Kiedy zmarła moja żona, zostałem w domu sam. Staram się zagospodarować swój czas i gdzieś pomóc. Ciągle myślę, że robię za mało – dodaje Piotr Wachowiak.

Anna Naruszewicz pomaga od siedmiu lat. Najpierw była tzw. wolontariuszem akcyjnym, teraz jest rodzinnym. W każdy poniedziałek odwiedza Oliwkę i jej rodzinę.

– Na początku, gdy Oliwka jeszcze chodziła, wychodziłam z nią na spacery – opowiada. – Ale kilka lat temu się to skończyło. Nie mamy kontaktu słownego, ale zapewniam jej towarzystwo, czasem jej coś poczytam, czasem poopowiadam, potrzymam za rękę.

Przez dłuższy czas sądziłam, że nie dam sobie rady jako wolontariusz rodzinny. Ale krok po kroku, przy okazji różnych spotkań z rodzinami, oswajałam się z taką możliwością. Nasze rodziny są niesamowicie otwarte, mimo że łączy się to przecież z pokazywaniem słabości i choroby – opowiada Anna Naruszewicz.

Nadal pomaga przy organizacji akcji: – Największą frajdę mi sprawia, kiedy zabieramy rodzeństwo chorych dzieci na kilkudniowe wyjazdy, odciążając trochę rodziców. Słyszałam, że dopytują się, kiedy znowu z nami pojadą. To daje ogromną satysfakcję.

Dlaczego zaangażowała się w pomoc hospicjum?

– Mam za sobą poważną, kilkuletnią chorobę. To, że mogłam łączyć rehabilitację z pracą zawodową, postawiło mnie na nogi, ale miałam też potrzebę, by moje życie było pełniejsze i bardziej wartościowe – podkreśla.

Stowarzyszeniu Medycznemu Hospicjum dla Dzieci Dolnego Śląska Formuła Dobra pomaga łącznie 52 wolontariuszy. Więcej można się o nich dowiedzieć na stronie internetowej hospicjum: formuladobra.pl.

Tak wspiera Biznes

Formule Dobra regularnie pomagają firmy z różnych branż. W Medicusie podopieczni hospicjum mogą liczyć na wizyty u najlepszych lekarzy i ich wsparcie. Bezpłatnie i poza kolejnością.

– Pomagamy w tym, na czym znamy się najlepiej, i w tym, co jest najistotniejsze dla ludzi, czyli w zdrowiu. Poza tym wspieramy hospicjum finansowo, zarówno spółka samodzielnie, jak i poszczególni lekarze kwotami, które sami zadeklarowali – mówi Joanna Mikołajczyk, dyrektor zarządzająca Medicus Clinic. – Przy okazji różnego rodzaju wydarzeń dla podopiecznych hospicjum zbieramy też zabawki, środki opatrunkowe, ostatnio artykuły szkolne.

Dlaczego Medicus rozpoczął współpracę z Formułą Dobra?

Mikołajczyk: – Ogromnie nas poruszyły opowieści o dzieciach z hospicjum. Odcisnęły się one mocno w sercach tak kadry medycznej jak i pozostałych pracowników. To dało asumpt do działania.

Było dla nas oczywiste, że jeżeli możemy pomóc, to pomagamy. Co więcej, zaszczepiliśmy też ten pomysł firmom, z którymi współpracujemy, np. naszym dostawcom. W tej chwili oni również wspierają hospicjum. Wszystkich przekonuje to, ile serca dają dzieciom osoby z Formuły Dobra. My jesteśmy tylko malutkim trybikiem, cieszymy się, że możemy pomóc i dawać choć promyk radości i nadziei – podsumowuje Joanna.

Jednym z partnerów Formuły Dobra jest GEFCO, międzynarodowa firma zajmująca się logistyką dla branży motoryzacyjnej i przemysłu. Wspiera ona hospicjum logistycznie, finansowo i akcyjnie. Przewozi sprzęt medyczny, łóżka rehabilitacyjne, wózki, produkty od darczyńców, wspiera akcje wyjazdowe.

Firma jest do dyspozycji hospicjum o każdej porze dnia i nocy.

– Nawiązanie współpracy z hospicjum to była wspólna decyzja wszystkich pracowników naszego dolnośląskiego oddziału. Poznaliśmy ludzi, którzy robią kawał dobrej roboty, przekonali nas swoim niesamowitym zaangażowaniem – mówi Wojciech Makowski z firmy GEFCO.

W minionym roku pracownicy GEFCO, przebrani w stroje Mikołaja, odwiedzili rodziny osobiście, wioząc wymarzone prezenty. Ponadto firma finansuje rehabilitację podopiecznego hospicjum.

Pomagać każdy może

Akcja „Wizyta dla hospicjum” jest adresowana do lekarzy, przychodni, centrów medycznych. Przystępując do akcji, decydują się na przekazanie dochodu z jednej wizyty prywatnej w miesiącu na rzecz nieuleczalnie chorych dzieci. Te środki w stu procentach przeznaczane są na opłacenie zabiegów rehabilitacyjnych podopiecznych hospicjum oraz zakup materiałów i sprzętu medycznego.

– Wielu lekarzy ma chęć pomagania, ale brakuje im czasu. Tak było również ze mną, kiedy kilka lat temu koleżanka z hospicjum zapytała, czy nie chciałbym pomóc w ramach wolontariatu – opowiada dr Sebastian Krupa, pomysłodawca akcji. – Gryzło mnie to, że nie mogłem. Zaświtał mi wtedy pomysł tej akcji.

Patronat honorowy nad akcją objął prezydenta Wrocławia Jacek Sutryk.

O osobach, które wspierają rodziny i Formułę Dobra, mówią w hospicjum: "bohaterowie".

– Bardzo nas cieszy każda pomoc – zapewnia Anna Gil-Gumowska, wiceprezes Formuły Dobra. – Dzięki temu możemy robić więcej i przyjmować kolejne rodziny. Można być wolontariuszem, wpisać nasz KRS w rozliczeniu PIT, wpłacić 10 zł. Można pozostać anonimowym, można zaopiekować się jedną konkretną rodziną, która z czasem stanie się nam bliska.

Mamy marzenie: nikogo nie zostawić bez pomocy

Rozmowa z Krzysztofem Szmydem, prezesem Hospicjum dla Dzieci Dolnego Śląska „Formuła Dobra”.

Dr Krzysztof Szmyd, prezes Hospicjum dla Dzieci Dolnego Śląska 'Formuła Dobra'Dr Krzysztof Szmyd, prezes Hospicjum dla Dzieci Dolnego Śląska 'Formuła Dobra' Fot. Łukasz Gawroński

Sławek Szymański: Czy wsparcie z jednego procentu i pomoc darczyńców są niezbędne, czy to środki dodatkowe?

Dr Krzysztof Szmyd: - W Polsce, podobnie jak w innych krajach, nie ma hospicjum dla dzieci, które sfinansowałoby swoją działalność w całości z pieniędzy państwowych. Potrzeby są dużo większe, a wiele działań musimy, ale też chcemy, podejmować ponad przewidziany przez NFZ standard.

Chodzi o to, że pacjent nie zawsze ma potrzeby przewidziane w tabeli?

– Każdy nasz pacjent to poważnie chore dziecko, które może mieć różnego rodzaju problemy neurologiczne: gorzej połyka, ma kłopoty z oddychaniem, potrzebuje koncentratora tlenu lub ssaka itd. Sprzęt najlepiej żeby był nowy, a np. ssak z akumulatorem, dzięki czemu rodzice mogą pójść z dzieckiem na spacer. Samo wyposażenie pacjenta w urządzenia, taki pakiet na start, wymaga średnio co najmniej 7-8 tys. zł.

Jednak zdarza się, że trafia do nas wcześniak z uszkodzonymi płucami, który stale potrzebuje wspomagania tlenem. Wtedy niezbędne są dwa koncentratory, na wypadek gdyby jeden przestał działać, niezbędna bywa też butla z tlenem na czas transportu. Takich elementów jest mnóstwo. A mówimy tu o rzeczach dla naszych pacjentów absolutnie niezbędnych do życia.

Kilkudziesięciu rodzinom zapewniacie wsparcie wyłącznie ze środków stowarzyszenia. Dlaczego?

– Zdarza się, że dziecko spełnia formalne kryteria przyjęcia do hospicjum, ale infekcję ma dwa razy do roku. Rodzice sobie radzą, mają fajnego lekarza rodzinnego, który w razie potrzeby jest na posterunku. Powstaje pytanie: jeśli nasz personel nie będzie miał wystarczająco dużo pracy, to może warto rozważyć inną formę pomocy, bardziej doraźną, finansowaną przez stowarzyszenie.

Jest przecież chore dziecko i wszystkie związane z tym konsekwencje: ktoś w domu nie pracuje, rodzina jest obciążona dużym stresem, żyje w nieustającej kwarantannie. Zależy nam na tym, żeby takie dzieci mogły korzystać ze sprzętu, który nieraz bywa potrzebny, z rehabilitacji, żeby brały udział w organizowanych przez nas wydarzeniach.

Mamy takie marzenia: jeśli ktoś do nas puka, ma chore dziecko i potrzebuje wsparcia, to nigdy nie zostawić go bez pomocy. I zaoferować coś wszystkim członkom rodziny chorego dziecka.

Ty też możesz pomóc

Hospicjum dla Dzieci Dolnego Śląska „Formuła Dobra” opiekuje się aktualnie 109 pacjentami i jest największą jednostką tego typu w województwie. Jego filie działają w Jeleniej Górze, Wałbrzychu, Kłodzku i Zgorzelcu. Zespół tworzy m.in. 24 lekarzy, 21 pielęgniarek, 6 psychologów, 42 fizjoterapeutów i 52 wolontariuszy.

Aby pomóc hospicjum i jego podopiecznym, możesz przekazać 1 proc. podatku na Stowarzyszenie Medyczne Hospicjum dla Dzieci Dolnego Śląska „Formuła Dobra”. KRS: 0000582875. Numer konta: 64 2030 0045 1110 0417 6840.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.