Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pasterka to najlepsze schronisko na Dolnym Śląsku: otrzymało 83,2 pkt na 100 możliwych i zajęło szóste miejsce w rankingu schronisk górskich magazynu „n.p.m.” (na 63 ocenianych).

Ale gdy z powodu epidemii koronawirusa zakazano wstępu do parków narodowych – w tym do Parku Narodowego Gór Stołowych – i zamknięto schroniska PTTK, Pasterka przestała zarabiać.

– Schroniska, jak wiadomo, nie są moją własnością, tylko PTTK. A ten nie chce rezygnować z czynszu – tłumaczy Maciej Sokołowski, który od 2008 roku dzierżawi schroniska w Pasterce i na Szczelińcu. I dodaje: – Kosztowny sprzęt gastronomiczny wciąż jest w leasingu, choć dostaliśmy krótkie wakacje ratalne. No i zima przyszła wreszcie na wiosnę, trzeba grzać. Słowem: wszystko źle. Czytam coraz wnikliwiej przepisy o upadłości konsumenckiej, w końcu wszystko jest dla ludzi. Szkoda tylko miejsca i klimatu.

– Gdyby ktoś kilka tygodni temu powiedział mi, że mogę stracić Pasterkę – nie uwierzyłabym – dodaje Beata Dutkiewicz-Kosek, kierowniczka Pasterki.

I tłumaczy, że koszt prowadzenia schronisk jest olbrzymi: – Może niektórym trudno w to uwierzyć, ale opał, wywóz nieczystości, czynsze do PTTK, ZUS, wypłaty, raty leasingowe... Mówimy miesięcznie o dziesiątkach, czasem setkach tysięcy złotych. Każdy wiosenny miesiąc przestoju przybliża nas do katastrofy.

Czytaj więcej: Karkonoski Park Narodowy i Park Narodowy Gór Stołowych oraz lasy na Dolnym Śląsku zamknięte

Miejsce, które zmienia życie. Pasterka prosi o pomoc

Opiekunowie schronisk zaapelowali więc o pomoc do znajomych i nieznajomych: „Pasterka to stan umysłu. Pewien magiczny skrawek wszechświata. Jeśli spędziliście z nami choćby kawałek czasu, jeśli posiedzieliście na łące, na Tronie Liczyrzepy, pogapiliście się w gwiazdy, sączyliście piwko pod pomniczkiem, byliście na jednej z naszych imprez, poznaliście naszych przyjaciół to wiecie, jak niesamowite jest to miejsce. Dziś oddajemy je w wasze ręce”.

Apel z prośbą o pomoc udostępnił też m.in. Piotr Hercog, wybitny ultramaratończyk i poprzedni kierownik schroniska. „Choć sam już od blisko czterech lat nie mieszkam w Pasterce, na pewno będę walczył o jej utrzymanie w takim klimacie” – napisał na Facebooku.

I przypomniał, że to ”miejsce, gdzie kiełkowały niesłychane pomysły; gdzie zjeżdżały się osoby wyjątkowe; gdzie zakiełkowała idea o stworzeniu takich imprez jak Maraton Gór Stołowych czy Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich; wreszcie miejsce, gdzie urodził się mój syn Maksymilian; miejsce, które zmieniło moje życie”.

Góry Stołowe, PasterkaGóry Stołowe, Pasterka Fot. EK, JD

Kamień z K2, wycieczka z Pustelnikiem, piosenka, łóżko w schronisku...

Na stronie Polak Potrafi utworzono zbiórkę. Celem było początkowo 25 tys. zł (to minimum, by schroniska przetrwały miesiąc), ale tyle udało się uzbierać już po dwóch dniach. W weekend na koncie było już niemal 40 tys. zł.

I nic dziwnego, bo nagrody dla wpłacających są wyjątkowe. Oprócz szarlotki i piwa czy noclegu w schronisku można wylicytować też m.in. wejściówki na imprezę z okazji końca epidemii, wizytę w górskiej saunie, lokalne wina, wspólny występ z zespołem Danny Boy Experience, trening z Piotrem Hercogiem, sesję fotograficzną, wycieczkę po górach z Piotrem Pustelnikiem czy kamień ze stoku K2, który z wyprawy przywiózł Jarosław Botor.

– Początkowo nastroje były grobowe, ale dzięki zaangażowaniu znajomych i przyjaciół odzyskaliśmy nadzieję – mówi Beata Dutkiewicz-Kosek. – Choć oczywiście jesteśmy realistami. Jeśli sezon nie wystartuje z końcem maja, będzie bardzo źle. Żebyśmy mogli spać w miarę spokojnie, zbiórka musiałaby przekręcić licznik na 70 tys. O tyle nawet nie mamy śmiałości prosić.

W Pasterce i sąsiednim Karłowie – gdzie przed epidemią Sokołowski otworzył restaurację Stolove – się nie poddają. Zastanawiają się nad usługami gastronomicznymi na dowóz, może przygotują menu specjalnie na Wielkanoc: zupy, ciasta, przetwory, pierogi. Najpierw dla najbliższych, lokalnych klientów. Co później – nikt nie potrafi przewidzieć.

Góry StołoweGóry Stołowe Fot. EK, JD

– Najbardziej męczy codzienna walka z procedurami, pismami, wnioskami, negocjacjami, ciągłymi zmianami zapisów i nowymi wnioskami do podpisania. Ale załoga spisuje się na medal – podkreśla Beata. – Właściwie wszyscy odbierają teraz urlopy, inni są na zasiłkach opiekuńczych. Niektórzy, niestety, są na bezpłatnych urlopach, ale woleli przeczekać to z nami niż szukać sobie nowej pracy. A ja? W wolnych chwilach szyję maseczki. Część dla szpitali, część na sprzedaż. I tak trwamy.

Pomóc można tutaj: zbiórka Ratujmy Pasterkę na stronie Polak Potrafi.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.