Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z Oławy do szpitala przywiózł ją zespół ratownictwa medycznego oławskiego pogotowia. „Będę Im dozgonnie wdzięczna. Są super i bardzo mi pomogli, a bałam się jak cholera, że się uduszę” – pisze pani Agnieszka.

„Zawsze Ich szanowałam, ale dzisiaj zobaczyłam, jak to jest po drugiej stronie, kiedy twoje zdrowiem czy życie jest zagrożone, a oni robią wszystko, żeby pomóc”. 

Epidemia koronawirusa. „To miejsce przyprawia o dreszcz” 

W szpitalu trafiła do izolatki. „Uwierzcie mi, tutaj nie jest przyjemnie, jest przerażająco. Okno mam na izbę przyjęć i to, co tu się dzieje, to masakra jakaś. Wciąż podjeżdżają karetki z pacjentami. Z izolatki nie można wyjść, a jak stałam, wyszłam [z domu – red.] i nawet gaci - za przeproszeniem - nie mam na zmianę. Mój mąż nie może wychodzić z domu, więc nie przywiezie mi potrzebnych rzeczy. A do tego strach, bo mam duszność i myśli, czy nie zaraziłam rodziców, którzy czekają w domu” – wyznaje Agnieszka Medyńska. 

Szpital przy ul. KoszarowejSzpital przy ul. Koszarowej Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

I przyznaje, że po przyjeździe na Koszarową była zszokowana: „To miejsce przyprawia o dreszcze. Wielu z nas, medyków, to przyznaje, choć niejedno widzieliśmy. Proszę Was, wykażcie się rozsądkiem, żebyście nie musieli tu przyjeżdżać. Na dzień dobry na oddziale był zgon osoby chorej, trafiłam akurat na taką sytuację. Pomyślcie!!!”. 

Epidemia koronawirusa. „Zrozumiałam, że jest źle”  

„Po raz setny błagam Was: nie olewajcie tematu i zostańcie w domach, wiele osób lekceważy sobie sytuację i czeka nas dramat. Przestańcie w końcu robić wycieczki po sklepach albo pod przychodnię na pogawędkę, to nie czas teraz” – napisała pani Agnieszka. „Z własnego doświadczenia: pacjentka przyszła na wizytę do chirurga, bo kolana bolą. Od kilku lat. I akurat teraz. Chora, kaszląca. Zwróciłam jej uwagę i co usłyszałam? »A, jaki tam wirus. A wy młode, to odporne«. I to nie jest odosobniony przypadek! Taka wizyta u lekarza może poczekać! Pomyślcie o ratownikach medycznych i pielęgniarkach, lekarzach czy pozostałym personelu. Wirus rozprzestrzenia się w bardzo szybkim tempie, nie opanujemy tego, jeśli nie będziemy siedzieć w domach!!!”. 

„Naprawdę nie sądziłam, że tak mnie to poruszy. Zrozumiałam, że jest źle” – pisze pielęgniarka. „A ludzie lekceważą. Jedna z pacjentek, kichająca i kaszląca, mówi mi: »A tam, mi już niewiele zostało życia, mam 80 lat, to wszystko jedno«. Poza tym często chorzy, dzwoniąc pod 999, nie przyznają się, że mają objawy koronawirusa, bo boją się, że karetka nie przyjedzie. Tym samym zespół wchodzi w normalnym ubraniu i potem jest sytuacja, że zespół musi odbywać kwarantannę do czasu wyniku pacjenta. Nie będzie miał za chwilę kto pracować. Pomijając stres i emocje, jakie przeżywają ratownicy w oczekiwaniu na wynik”. 

Epidemia koronawirusa. „Izolacja to koszmar” 

„Jednocześnie powiem Wam: są wspaniali ludzie, którzy mają wielkie serducha i pomagają. Napisała do mnie wrocławianka z pytaniem, czy coś potrzebuję, bo chce pomóc i prześle mi paczkę z piżamą i przyborami toaletowymi. Ratuje mnie niesamowicie, bo nic nie wzięłam z domu, anioł” – to kolejny fragment z wpisu pani Agnieszki. 

Opisuje też pracę ratowników medycznych: „Podjeżdżają karetki i oni w kombinezonach, ze swoimi pacjentami. Naprawdę porusza symbolika tej sytuacji. Towarzyszą nam, być może zarażonym, i nie zostawili nas w potrzebie. I ja wiem, że nie zostawią, bo to wspaniali ludzie”. 

Koronawirus we Wrocławiu. Ratownicy z pierwszej linii walki z epidemiąKoronawirus we Wrocławiu. Ratownicy z pierwszej linii walki z epidemią Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

Pani Agnieszka świetnie zna realia pracy męża ratownika. - Boję się, że może się zarazić, że będziemy musieli mieszkać oddzielnie w kwarantannie. To ciężka praca. Wystarczy, że parę godzin pochodzisz w kombinezonie, goglach, masce,... 

Gdy poinformowano, że pielęgniarka z Oławy może być zakażona koronawirusem, w sieci pojawiły się obraźliwe komentarze. - Pisali "brudaska", "rąk nie myła'. Wiele osób mówiło: taką pracę sobie wybraliście. Tak, taki zawód wybrałam i z pełnym poświęceniem będę walczyć z tą zarazą. Póki starczy mi sił i zdrowia – komentuje pani Agnieszka. - Będę opiekowała się chorymi, zarażonymi, nie wyobrażam sobie inaczej. Tak, to powołanie. Podobnie koleżanki pielęgniarki czy ratownicy, ratowniczki. Staram się angażować, jak mogę, i niezręcznie mi jest, że muszę siedzieć na zwolnieniu, a oni tam walczą.

Testy na obecność koronawirusa wyszły ujemne. Okazało się, że pielęgniarka ma grypę o ciężkim przebiegu z obrzękiem krtani. - W czwartek wyszłam do domu i mąż-ratownik opiekuje się mną. Podaje leki, jestem też w kontakcie z lekarzami z Koszarowej. Opieka tu jest najwyższym poziomie, chylę czoła, ogarniają temat świetnie. Wspaniali ludzie. Ale sama sytuacja izolacji i tego widoku osób przywożonych przez karetki to był dla mnie szok. Już nie mogę doczekać się, kiedy wrócę do pracy. Boli mnie, gdy słyszę obraźliwe komentarze pod naszym adresem. Może za bardzo się angażuję, ale nie umiem inaczej. Płakałam cały dzień. Ale trzeba iść do przodu. Wiele osób wspiera nas i to jest piękne. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.