Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wiele osób marzy o mieszkaniu w lofcie: duża, otwarta przestrzeń, ceglane ściany, wysokie wnętrza, wielkie okna. Okazuje się jednak, że realizacja nie jest prosta – typowo loftowych lokali powstaje niewiele. A to i tak głównie dzięki deweloperom, którzy zdecydowali się na ryzyko. Pierwsze tego typu inwestycje w Polsce przynosiły bowiem straty, albo wychodziło się na zero.

We Wrocławiu pierwsze tego typu mieszkania urządzono przy Inowrocławskiej – Lofty Platinum firmy Archicom w XIX-wiecznej destylarni braci Wolff. Potem była Nowa Papiernia przy ul. Kościuszki, gdzie apartamenty powstały w dawnej fabryce papieru, której historia sięga 1889 roku.

Pierwsze wrocławskie lofty powstały w odrestaurowanej XIX-wiecznej destylarni braci Wolf przy ul. Inowrocławskiej
Pierwsze wrocławskie lofty powstały w odrestaurowanej XIX-wiecznej destylarni braci Wolf przy ul. Inowrocławskiej  Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta

Przy obu tych inwestycjach powstały też nowe budynki, choć stylizowane na historyczną zabudowę. Podobnie dzieje się nadal.

Wrocław nie jest z gumy

– Nie ulega wątpliwości, że rewitalizacja historycznej zabudowy to przedsięwzięcie bardziej skomplikowane i kosztowne niż realizacja nowej inwestycji od podstaw – mówi Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Lokum Deweloper. Jego firma w ramach inwestycji Lokum Vena zrewitalizowała dawny szpital przy ul. Poniatowskiego. – Wiąże się także z dodatkowymi formalnościami, w tym koniecznością przeprowadzenia szeregu badań i ekspertyz oraz nadzorem konserwatorskim nad przebiegiem prac.

Polacy są jednak coraz bogatsi, a także więcej majętnych osób jest gotowych zamieszkać w centrum w dobrej lokalizacji – więc deweloperzy coraz częściej decydują się na renowacje starych obiektów. Rzadko są to zabudowania fabryczne, częściej inne obiekty poprzemysłowe (młyny, spichlerze), szpitale lub dawne budynki biurowe.

Lokum Vena przy ul. Poniatowskiego we WrocławiuLokum Vena przy ul. Poniatowskiego we Wrocławiu mat. dewelopera

– Brakuje terenów budowlanych w dobrze skomunikowanych lokalizacjach. W tej sytuacji klienci poszukują alternatywnych rozwiązań, nawet gdy wymagają one większych nakładów finansowych i czasu – tłumaczy Dawid Wrona, dyrektor sprzedaży w Echo Investment. Jego firma prowadzi we Wrocławiu m.in. inwestycję Ogrody Graua, w której połączono zabytkowy dom opieki z nowymi budynkami apartamentowymi.

– Renowacje starych budynków są bardziej kosztowne i czasochłonne niż budowa nowego budynku na pustej działce, dlatego deweloperzy, jeżeli mieli wybór, to wybierali nowe inwestycje – opowiada Piotr Jaśkowski, członek zarządu RealCo Property Investment and Development, która zdecydowała się na renowację Młyna Maria na wyspie Piasek. – Dziś większość wolnych terenów została zabudowana, stąd zainteresowanie działkami zabudowanymi, gdzie inwestorzy analizują możliwość wyburzenia istniejącej zabudowy lub jej rewitalizacji.

– Istotne znaczenie ma również rosnący popyt na mieszkania w tego typu inwestycjach. Cieszą się one coraz większym zainteresowaniem klientów, którzy doceniają oryginalny charakter ich architektury i wnętrz – dodaje dyr. Nalberczyński.

Agata Tomicka-Stisz, dyrektor sprzedaży Okre Development, zaznacza, że takie unikatowe projekty w dobrych lokalizacjach z czasem będą zyskiwać: – Podczas wszelkich kryzysów, nieruchomości w Polsce to wciąż jedno z najlepszych zabezpieczeń kapitału. Któż nie chciałby zamieszkać w unikatowej nieruchomości, w mieszkaniu, które jest jedyne w swoim rodzaju.

Podkreśla to również Dawid Wrona: – Takie nieruchomości dają gwarancję niepowtarzalności i unikatowości na rynku, co akurat z perspektywy klienta jest bardzo istotne.

Ogrody Graua na wizualizacji Ogrody Graua na wizualizacji  Fot. Mat. Echo Investment

Dodaje jednak, że to projekty unikalne: – Są przeznaczone dla bardzo wymagających klientów poszukujących niepowtarzalnej lokalizacji, architektury i nowoczesnych rozwiązań. Takich zrewitalizowanych obiektów na rynku nieruchomości nie ma zbyt wiele, co już na bardzo wczesnym etapie inwestycji wywołuje duże zainteresowanie wśród osób szukających tego typu lokali.

Mieszkania Wrocław. Wyjątkowość

– Na dojrzałym rynku nieruchomości nie zawsze decyduje bowiem lokalizacja i cena. Dodatkowym argumentem jest ładunek emocjonalny – mówi architekt Zbigniew Maćków (Maćków Pracownia Projektowa). – Bagaż historyczny to wartość dodana przy takich inwestycjach. W nowych budynkach tego nie znajdziecie.

Maćków ze swoim zespołem zaprojektował wiele modernizacji obiektów historycznych, jak Renoma, ale też mieszkalnych (np. Młyn Maria, Witolda 3840 czy Ogrody Graua). Sam mieszka w przedwojennej kamienicy, a w innej jego biuro projektowe ma swoją siedzibę.

– Na rynku dostępnych jest wiele mieszkań, więc mimo dużego popytu kupujący mają duży wybór. Inwestycje w budynkach historycznych zapewniają jednak wyjątkowość, zwłaszcza dla osób, które kupując mieszkanie, szukają wartości dodanej – tłumaczy. – Mogą wtedy opowiadać znajomym, że ich budynek ma 100 lub 200 lat, był przed wojną składem celnym, młynem albo domem opieki.

Tak po renowacji prowadzonej przez firmę RealCo ma wyglądać Młyn MariaTak po renowacji prowadzonej przez firmę RealCo ma wyglądać Młyn Maria Fot. Mat. RealCo

Podkreśla, że takie budynki są niepowtarzalne: – Kiedyś może i nie były wyjątkowe, ale do naszych czasów dotrwało ich niewiele.

Podobnie uważa Piotr Jaśkowski: – Lokale w budynkach historycznych są częścią dziedzictwa kulturowego miasta i wiążą się nierozłącznie z jego historią. Jest to unikalny walor, którego nie mają nowe budynki. Są to pewnego rodzaju dzieła sztuki rynku nieruchomości i rządzą się podobnymi zasadami jak historyczne obrazy lub rzeźby.

Dodaje: – Na wyjątkowość takich inwestycji składają się unikalność, dziedzictwo, związek z historią miejsca, wydarzeniami z okolicy lub osobami, które mieszkały lub tworzyły w budynku. Apartament w odrestaurowanej kamienicy czy budynku historycznym to prestiż, poczucie ponadczasowości.

Agata Tomicka-Stisz zwraca uwagę na wyjątkowość samych lokali w historycznej zabudowie: – Niepowtarzalność rozkładów wnętrz oraz wysokość apartamentów sięgająca nieomal czterech metrów. Albo rząd okien na całą szerokość pokoju, wieżyczki czy bliskość rzeki „na wyciągnięcie ręki”.

Np. w inwestycji jej firmy Okre Development – Witolda 3840 przy ul. Księcia Witolda na Kępie Mieszczańskiej – jest apartament z salonem wysokim na dwie kondygnacje, który ma ponad siedem metrów wysokości.

Inwestycja Witolda 3840 firmy Okre DevelopmentInwestycja Witolda 3840 firmy Okre Development Fot. Mat. Okre Development

Miejsce

Kolejnym atutem historycznej zabudowy jest bardzo dobra lokalizacja. Większość modernizowanych budynków znajduje się w pobliżu wrocławskiego rynku, a wiele nad Odrą.

Przykładem jest choćby modernizowany dawny szpital przy pl. Jana Pawła II (i2 Development), kolejny przy ul. Poniatowskiego (Lokum Deweloper), Młyn Maria (RealCo) czy szereg inwestycji przy Księcia Witolda, w tym dawny skład celny (Okre Development) i stara piekarnia garnizonowa (Archicom).

- Ale nawet gdy takie obiekty nie znajdują się w ścisłym centrum (jak Ogrody Graua), to jednak wśród ścisłej śródmiejskiej zabudowy. To zresztą ciekawy przykład, ponieważ, gdy budynek powstawał, to znajdował się wśród podmiejskich ogrodów - mówi Zbigniew Maćków.

Przy podobnej śródmiejskiej zabudowie znajduje się inwestycja Browary Wrocławskie firmy Archicom, której głównym elementem są zamieniane w apartamentowce dawne zabudowania browaru: przemysłowe, magazynowe, biurowe i mieszkalne.

Browary WrocławskieBrowary Wrocławskie Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

Piotr Jaśkowski zaznacza jednak: – Niestety, historycznych obiektów nie ma dużo, więc wybór jest ograniczony.

Czym więc kierują się deweloperzy, wybierając obiekty do rewitalizacji?

Jaśkowski: - Przede wszystkim lokalizacją i możliwością przystosowania do pożądanej funkcji. Jeżeli budynek ma słabe położenie lub nie będzie mógł być przystosowany do dzisiejszych standardów, to jego rewitalizacja nie będzie opłacalna, ponieważ nikt nie zainwestuje w zakup.

Jego zdaniem ważna też jest skala inwestycji: - Wiele historycznych budynków jest stosunkowo małych w porównaniu do dzisiejszych inwestycji deweloperskich. Istotne jest znalezienie odpowiednio dużej skali, gdyż w innym przypadku koszty stałe mogą przygnieść inwestora.

– O wyborze obiektu decyduje wiele czynników. Kluczowe znaczenie mają lokalizacja, stan zachowania budynków oraz możliwość ich adaptacji do nowych funkcji – mówi dyr. Nalberczyński.

– Analizujemy każdy przypadek pod kątem tego, czy jako deweloper będziemy w stanie sprostać realizacji z poszanowaniem historii, zachowując w jak największym stopniu charakter danego miejsca – tłumaczy Dawid Wrona.

Wyjaśnia, że każda taka decyzja poparta jest wcześniejszymi konsultacjami: – Przede wszystkim pod kątem możliwości zachowania DNA rewitalizowanego obiektu. To również duża odpowiedzialność, bo do historycznej architektury należy podchodzić z wielką dbałością, stąd też do współpracy zapraszamy firmy, które mają na to takie samo spojrzenie jak my. Przy realizacji takich inwestycji nie ma miejsca na półśrodki.

Zabytek

Zbigniew Maćków podkreśla także, że zaletą historycznej zabudowy jest wysoka jakość detali architektonicznych i wykończeniowych: – Jakość rzemiosła, której już dzisiaj nie spotkamy. Brakuje fachowców, takie detale to wysokie koszty, ale też tempo prac jest tak duże, że nie pozwala na podobne wykańczanie budynków. Dlatego w historycznych budynkach znajdziemy balustrady, kraty, kafle, okna i drzwi, jakich dzisiaj się już nie kupi.

Zabytkowe zdobienia w inwestycji Młyn Maria firmy RealCo - przed remontemZabytkowe zdobienia w inwestycji Młyn Maria firmy RealCo - przed remontem Fot. Mat. RealCo

Tłumaczy, że inne są też parametry dawnych wnętrz. Pomieszczenia często mają powyżej trzech metrów wysokości i duże okna: – Teraz jest to rzadko spotykane w nowych inwestycjach, gdzie rządzi optymalizacja.

Choć oczywiście są wyjątki wynikające ze zmiany funkcji. W Młynie Maria, czyli obiekcie przemysłowo-magazynowym, znajdowały się niewielkie otwory okienne, które podczas modernizacji trzeba był w odpowiedni sposób powiększyć.

Agata Tomicka-Stisz opowiada, że klienci doceniają dbałość, z jaką są rewitalizowane detale: – Można bowiem powiedzieć, że wykonujemy tu niemal rzemieślnicze odnowienie historycznych elementów. Klienci na filmach mogą zobaczyć, jak odnawiamy wraz ze specjalistami kafle, balustrady, drewniane drzwi hallu głównego czy wieżyczki, które będą częścią dwóch unikatowych apartamentów.

Budynki podlegają różnej ochronie w zależności od tego, czy są w rejestrze, czy tylko w ewidencji zabytków. – Planując modernizację, trzeba więc precyzyjnie określić wartość zabytku oraz elementy, które ją budują – mówi Maćków.

Oznacza to, że uwzględniając wymogi konserwatora zabytków, należy zdecydować, które elementy są najbardziej cenne i należy je ratować, a co może ulec zmianie.

Inwestycja Witolda 3840 firmy Okre Development. Dawne elementy wykończeniowe są odnawiane, uzupełnia się też brakująceInwestycja Witolda 3840 firmy Okre Development. Dawne elementy wykończeniowe są odnawiane, uzupełnia się też brakujące Fot. Mat. Okre Development

– Potrzebny jest kompromis, który pozwoli na przystosowanie obiektu do nowej funkcji przy zachowaniu jego zabytkowego charakteru – wyjaśnia projektant. I podkreśla: – Ten kompromis zawsze jest detalicznie ustalany z konserwatorem zabytków.

Podkreśla to również Eryk Nalberczyński: – Rewitalizacja niesie ze sobą wiele wyzwań takich jak pogodzenie wymogów konserwatorskich dotyczących renowacji zabytkowych budynków z koniecznością dostosowania ich do nowej funkcji oraz potrzeb współczesnych klientów. Niewątpliwą zaletą jest jednak możliwość stworzenia niepowtarzalnych przestrzeni, których wartością jest połączenie historycznej architektury z nowoczesną aranżacją.

Dodaje: - Tego typu inwestycje wyróżniają się na tle innych osiedli mieszkaniowych swoją oryginalnością i prestiżowym charakterem. 

Zbigniew Maćków tłumaczy, że nie zawsze udaje się wszystko ocalić. Np. w przedwojennych kamienicach prawie zawsze wymieniane są drewniane stropy na nowe, które spełnią wymagania przeciwpożarowe. Choć np. podczas modernizacji Art Hotelu przy ul. Kiełbaśniczej zostały zachowane zabytkowe, zdobione drewniane stropy.

Znowuż w Młynie Maria trzeba było wymienić stropy ze względu na różnice poziomów w tych historycznych: – Ale za to zachowaliśmy żeliwne kolumny, które je podtrzymywały. Zostaną wyeksponowane w nowych wnętrzach.

W jednej z kamienic z zawilgoconego stropu, który się zapadał, delikatnie została ściągnięta dawna sztukateria. A w Pałacu Ballestremów przy ul. Włodkowica ocalono rozety znajdujące się przy żyrandolu i boazerie.

– Nie wszystko jednak udaje się uratować, wtedy trzeba odtworzyć historyczne elementy – mówi Maćków.

Wspomina remont Renomy, gdzie z elewacji ściągnięto kilkadziesiąt tysięcy płyt klinkierowych, oczyszczono je i położono na nowo. Ale podczas prac okazało się, że na elewacji brakuje około jednej czwartej płytek (były ich imitacje z betonu), a podczas ściągania i czyszczenia wiele innych popękało.

- Ostatecznie tylko połowa z nich nadawała się do ponownego użycia. Zostały wykonane więc nowe, dokładnie według tego samego wzoru, a nawet z tej samej gliny. A na koniec podczas układania nowe zostały wymieszane ze starymi, by nie było widać, gdzie są które - opowiada Maćków. - Oczywiście dużo łatwiej i pewnie z trzy razy taniej byłoby wymienić wszystkie stare na nowe, ale wspólnie z konserwatorem zabytków i inwestorem doszliśmy do wniosku, że należy ratować oryginalne.

Więcej szczęścia podczas inwestycji miała firma Lokum Deweloper. – Stan zachowania budynków był dobry, przede wszystkim pod względem konstrukcji i elewacji – mówi Eryk Nalberczyński.

Lokum Vena przy ul. Poniatowskiego we WrocławiuLokum Vena przy ul. Poniatowskiego we Wrocławiu mat. dewelopera

Ale zaznacza, że i tam konieczna była duża modernizacja: - Przez lata zabytkowe obiekty poddano jednak wielu przeróbkom, a remonty nie zawsze prowadzono z poszanowaniem ich wartości. Celem projektu była nie tylko adaptacja budynków do nowych funkcji, ale także przywrócenie, na ile to możliwe, ich pierwotnego wyglądu oraz zachowanie jak największej liczby oryginalnych elementów konstrukcyjnych i dekoracyjnych.

Trzeba więc było m.in. oczyścić ceglane elewacje i detale architektoniczne (oraz uzupełnić w nich ubytki), wymienić pokrycie dachów, część więźby dachowej i stropów, a także wewnętrznych ścian działowych, posadzek oraz okien.

Agata Tomicka-Stisz zwraca uwagę na kłopoty z zapewnieniem w inwestycjach historycznych odpowiedniej infrastruktury, np. garażu pod budynkiem: - Apartamenty bez własnego miejsca postojowego w garażu, do którego można zjechać wygodną windą? Taki produkt nie jest postrzegany jako luksusowy.

Natomiast Dawid Wrona mówi o jeszcze jednym aspekcie: - Dla nas największą zaletą angażowania się w takie projekty jest satysfakcja, że przyczyniamy się do ocalenia części historii miast, a w zrewitalizowanych przestrzeniach znajdą miejsca do życia nasi klienci.

Przebudowa czy odbudowa?

Czasem jednak modernizacja jest tak gruntowna, że ze starego budynku pozostają wyłącznie ściany zewnętrzne. Tak było m.in. w Młynie Maria czy podczas remontu i rozbudowy kamienicy na wyspie Słodowej (Concordia Hub). A bywa, że ocaleje tylko część ścian, jak w hotelu Grand na rogu ul. Piłsudskiego i Kołłątaja.

Jagiełły 6 we Wrocławiu. Z dawnej kamienicy została jedna ścianaJagiełły 6 we Wrocławiu. Z dawnej kamienicy została jedna ściana TOMASZ PIETRZYK

Z kolei w inwestycji Jagiełły 6 (Bouygues Immobilier) z dawnej kamienicy pozostawiono wyłącznie jedną elewację, chronioną przez konserwatora, a reszta została wyburzona, odbudowana i rozbudowana. A dla odmiany podczas budowy pięciogwiazdkowego hotelu Granary przy ul. Menniczej wykorzystano to, co ocalało, czyli mury dawnego spichlerza.

Czasem stan zabytkowego budynku jest na tyle dobry, że wystarczy wymienić tylko część stropów, a przy okazji remontu dachu powstaje nadbudowa. Jak w dawnym Banku Rzeszy przy pl. Wolności, który został zamieniony w AC Hotel by Marriott Wrocław. Czy też w dawnym szpitalu przy ul. Dyrekcyjnej, gdzie powstał luksusowy dom spokojnej starości (choć i tam trzeba było rozebrać i odbudować ostatnią kondygnację).

Piotr Jaśkowski podkreśla, że zakres prac zależy od stanu budynków i momentu, w którym powstały: – W jakiej technologii i czy przechodziły w międzyczasie konserwacje lub remonty. Budynki w XIX wieku miały konstrukcję ceglaną i drewniane stropy, na początku XX wieku zaczęto stosować beton, w każdym kraju w różnym okresie, a że historia Polski w XX wieku była bardzo burzliwa, to inaczej  sprawy mają się w Warszawie, inaczej w Krakowie, a jeszcze inaczej we Wrocławiu czy Gdańsku. 

Dodaje, że takie budynki często wymagają wymiany okien i drzwi, remontu dachu i konstrukcji, doposażenia w nowe instalacje, windy czy systemy zabezpieczeń ppoż., których oryginalnie nie miały: – Czasem udaje się wybudować parking podziemny, o ile działka jest odpowiednio duża.

– Specjalistyczne technologie, skanowanie budynków, wzmacnianie konstrukcji to chleb powszedni – mówi Agata Tomicka-Stisz. – Technologie zapierają dech w piersiach, kiedy ogląda się je na etapie realizacji. Dziś nie jest problemem wykucie szybu windowego, który obsłuży najwyższe kondygnacje wprost z garażu podziemnego, czy stworzenie tunelu pod historycznym budynkiem, by umożliwić komunikację w parkingu.

Wnętrza w zabytkowych budynkach

Dyr. Tomicka-Stisz podkreśla znaczenie luksusowego wykończenia: – Od początku do końca, od strefy wejściowej do budynku aż po wykończenie sypialni.

Ogrody Graua na wizualizacji Ogrody Graua na wizualizacji  Fot. Mat. Echo Investment

Stare budynki wymagają jednak przebudowy, która wynika z innych oczekiwań współczesnych mieszkańców. Na budynki mieszkalne zamieniane są bowiem obiekty, które kiedyś pełniły inną funkcję – były siedzibami firm i instytucji, zakładami przemysłowymi czy szpitalami.

– Ale nawet dawne budynki mieszkalne wymagają dopasowania do współczesnych czasów. Przecież nie jesteśmy dzisiaj w stanie żyć w XIX-wiecznych wnętrzach – mówi Maćków. – W dawnych bogatych domach były osobne pomieszczenia i klatki schodowe dla służby oraz windy towarowe. Dzisiaj nikt ich nie potrzebuje. Dlatego wnętrza muszą być zmieniane. A gdy dochodzi do tego również inne przeznaczenie budynku, to ta zmiana jest diametralna.

Piotr Jaśkowski przyznaje, że apartamenty w zabytkach to produkt premium, kierowany do klientów, którzy mają więcej kapitału: – Stąd wysoki standard. Rewitalizacje są drogie w porównaniu do nowej budowy, bowiem jest w nich dużo detali, dekoracji, kosztownych elementów wyposażenia.

- Do wykończenia wnętrz w naszej inwestycji użyte zostały wysokiej jakości materiały, takie jak okładziny z marmuru i onyksu, czy mosiądz, z którego wykonano pochwyty na głównej klatce schodowej - opowiada dyr. Nalberczyński: – Jest to bowiem oferta skierowana do klientów świadomych wartości historycznej zabudowy oraz ceniących niebanalne rozwiązania, którzy docenią unikatowość architektury oraz wystroju części wspólnych o podwyższonym standardzie.

Piotr Jaśkowski podkreśla jednak, że zainteresowanie zabytkowymi budynkami nie jest w Polsce masowe: – Stanowią promil sprzedaży, ale przez to są elitarne.

Wrocławskie rewitalizacje - 

Witolda 3840

Inwestycja Witolda 3840 firmy Okre Development. Tak po renowacji ma wyglądać budynek dawnego składu celnego przy ul. Księcia WitoldaInwestycja Witolda 3840 firmy Okre Development. Tak po renowacji ma wyglądać budynek dawnego składu celnego przy ul. Księcia Witolda Fot. Mat. Okre Development

Powstaje przy ul. Witolda 38–40, między tą ulicą a Odrą. W ramach inwestycji zostanie zrewitalizowany przedwojenny gmach składu celnego, ale inwestor dobuduje też do niego nowe skrzydło, a także niski pawilon od strony Odry. W sumie planowanych jest tam 81 apartamentów oraz dziewięć lokali usługowych. Projekt przewiduje też halę garażową z kilkudziesięcioma miejscami parkingowymi (na życzenie mogą zostać wyposażane w ładowarki do samochodów elektrycznych), do której ma się zjeżdżać windami. Apartamenty mają mieć od 44 do prawie 150 m kw. i kosztują od 14 do 19 tys. zł za m kw.

Zarówno w głównym budynku, jak i w pawilonie planowana jest kameralna część biurowa oraz usługowo-restauracyjna. Inwestycja ma być gotowa w pierwszym kwartale 2021 r.

Młyn Maria

Inwestycja Młyn Maria firmy RealCo. Pod terenem wypoczynkowym powstanie podziemny garażInwestycja Młyn Maria firmy RealCo. Pod terenem wypoczynkowym powstanie podziemny garaż Fot. Mat. RealCo

Dawny gmach został poddany kompleksowej renowacji (ocalały głównie ściany zewnętrzne). Zaplanowano w nim 120 apartamentów oraz – na parterze – 14 lokali handlowych i usługowych. – W historycznym łączniku nad Odrą od strony mostu Młyńskiego przewidziana jest restauracja, a obok – kawiarnia z tarasem nad rzeką – zapowiada inwestor. Apartamenty mają od 28 do 130 m kw., wszystkie zostaną wykończone w wersji pod klucz. Większość ma balkon, ale są także tarasy o powierzchni do 120 m kw.

Przy budynku planowany jest również parking podziemny dla samochodów ze stacją ładownia samochodów elektrycznych. Przekazanie kluczy lokatorom planowane jest na II kwartał 2021 r.

Ogrody Graua

Ogrody Graua na wizualizacji Ogrody Graua na wizualizacji  Fot. Mat. Echo Investment


– To przestrzeń, której podarujemy nową historię – zapowiada inwestor.

Przy ul. Gdańskiej zaplanował 49 apartamentów o pow. od 35 do 137 m kw., posiadających od dwóch do pięciu pokoi. Część powstanie w zrewitalizowanym XIX-wiecznym pałacyku (na razie firma nie zdradza szczegółów), reszta – w dwóch nowych budynkach. Częścią inwestycji jest prywatny park o pow. 2 tys. m kw.

Pałacyk powstał w latach 1881–1884. Ufundowali go wrocławscy bankierzy Ernst i Heinrich Heimannowie jako dom opieki.

Lokum Vena

Lokum Vena przy ul. Poniatowskiego we WrocławiuLokum Vena przy ul. Poniatowskiego we Wrocławiu mat. dewelopera

Ta inwestycja (II etap) została już zakończona w listopadzie ubiegłego roku. W odrestaurowanym dawnym szpitalu powstało 90 apartamentów o średniej powierzchni 40 m kw. Część z nich ma balkony (do 8 m kw.) lub tarasy (do 23 m kw.). W budynku jest także 10 lokali biurowych oraz jeden przeznaczony pod działalność gastronomiczną. Jest też garaż podziemny oraz miejsca postojowe na terenie osiedla.

– Wewnątrz budynku niezwykle imponująco prezentuje się główna klatka schodowa, przy której renowacji wykorzystany został szary marmur z kamieniołomu w Sławniowicach (woj. opolskie), skąd pochodziły okładziny wykonane w budynku w latach 30. XX w. – informuje inwestor. Na ogrodzeniu zaś pozostały ślady kul z czasu oblężenia Festung Breslau w 1945 r.

Obok, w pierwszym etapie inwestycji, powstał budynek mieszkalny ze 181 mieszkaniami.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.