Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się na miejski newsletter wrocławskiej "Wyborczej"

Na razie w bolesławieckim szpitalu na obserwacji są trzy osoby z podejrzeniem koronawirusa. Zgłosiły się w piątek, sobotę i niedzielę. - Pacjenci czekają na wyniki. Ich stan jest stabilny, dobry - zapewnia Kamil Barczyk, dyrektor szpitala. - Jednak z każdą godziną statystyki oddziału zakaźnego się zmieniają. Jedne osoby wypisujemy, inne przyjmujemy. Wcześniej mieliśmy piątkę pacjentów, w sumie około 10 osób.

Kobieta z podejrzeniem koronawirusa zatrzymana na stacji paliw trafiła do szpitala w BolesławcuKobieta z podejrzeniem koronawirusa zatrzymana na stacji paliw trafiła do szpitala w Bolesławcu fot. Krzysztof Ćwik

Koronawirus. Braki w hurtowniach

By lekarze i pielęgniarki mogli się nimi zajmować, nie narażając się na zakażenie, potrzebują jednorazowego sprzętu ochronnego.

- Takich kompletów zużywany średnio 70 na dobę - mówi Barczyk. - Kombinezony, maski, okulary, rękawiczki zawsze powinny być na stanie szpitala. Jednak brakuje ich w hurtowniach. Czekamy w kolejce. Mamy sprzęt tylko na najbliższe 24 godziny i zapewnienie od dostawców, że wkrótce przyjdzie kolejny transport. Jednak to takie łatanie braków z dnia na dzień i z godziny na godzinę nie jest dobre. Potrzebowalibyśmy 3 tys. kompletów, by spokojnie funkcjonować przez miesiąc.

Koronawirus na Dolnym Śląsku. Na zdj. Kamil Barczyk, dyrektor szpitala w BolesławcuKoronawirus na Dolnym Śląsku. Na zdj. Kamil Barczyk, dyrektor szpitala w Bolesławcu Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

Koronawirus. Kończą się zapasy

Największe obłożenie ma oddział zakaźny w szpitalu przy ul. Koszarowej we Wrocławiu. Na obserwacji są tam 34 osoby. U trzech pacjentów testy potwierdziły koronawirusa. - Brakuje nam wszelkiego jednorazowego sprzętu - mówi Urszula Małecka, rzecznik szpitala. - To kwestia kilku dni, jak skończą nam się zapasy. Zgłosiliśmy zapotrzebowanie i czekamy.

W Wałbrzychu hospitalizowane są dwie osoby z objawami mogącymi wskazywać na koronawirusa. Gdy jedna z pacjentek dowiedziała się, że musi zostać na kwarantannie, uciekła ze szpitala, mimo że personel próbował ją zatrzymać na miejscu.

- Szpital powiadomił dyżurnego policji. Na poszukiwania wyruszyli funkcjonariusze w odpowiednich strojach ochronnych - opowiada asp. szt. Agnieszka Głowacka-Kijek.

Okazało się jednak, że interwencja policjantów nie była konieczna. Policja odnalazła kobietę w pobliżu stacji benzynowej, gdy siedziała już w specjalnej karetce. Uciekinierka miała udać się po zakup alkoholu. Została przewieziona z powrotem do szpitala, gdzie czeka na wynik badania na obecność koronawirusa.

Koronawirus. Trudno zliczyć pacjentów

- Pacjenci wciąż czekają na wyniki - mówi Sylwia Grządziel, rzecznik wałbrzyskiego szpitala. - Zwykle mamy na oddziale zakaźnym dwie do czterech osób. Trudno zliczyć, ile ich w sumie było w ostatnich dniach. Robimy im testy, które wysyłamy do laboratorium we Wrocławiu, by jak najszybciej dostać wyniki. Czasem czekamy na nie dzień, czasem trzy. Do tej pory były ujemne.

Wałbrzyski szpital nie ma problemów z brakiem odzieży ochronnej. Podobnie oddział zakaźny dla dzieci w klinice Uniwersytetu Medycznego przy ul. Chałubińskiego we Wrocławiu. - Mamy na obserwacji czworo pacjentów. Wszyscy czują się dobrze. Czekamy na wyniki. Na bieżąco składamy zapotrzebowanie i otrzymujemy niezbędny sprzęt - mówi Monika Kowalska, rzecznik UM.

Zapisz się na codzienny newsletter zawierający najważniejsze informacje o koronawirusie oraz porady dotyczące profilaktyki i higieny.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.