Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anita Wincencjusz-Patyna to historyczka i krytyczka sztuki. Specjalizuje się w historii i teorii ilustracji książkowej, a także grafice projektowej i polskiej sztuce współczesnej. Jest autorką książek o wrocławskich artystach, prodziekanem Wydziału Malarstwa i Rzeźby wrocławskiej ASP im. Eugeniusza Gepperta.

28. Wrocławskie Targi Dobrych Książek trwają od 5 do 8 grudnia we Hali Stulecia. 

Magda Podsiadły: Lubi pani czytać książki.

Anita Wincencjusz-Patyna*: Bardzo i dużo. Przy moim łóżku wiecznie rośnie stosik, w porywach liczący i 20 tytułów, a jego lektura trwa na bieżąco i naprzemiennie.

Anita Wincencjusz-PatynaAnita Wincencjusz-Patyna Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

Zdarza się, że przekonują mnie do czytania książki ładne. Czasem staranna szata graficzna nie pozwala mi odłożyć książki nie aż tak głębokiej, mało ciekawej czy irytującej w słowie, za to przyciągającej w oglądaniu. Taka już jestem.

Usprawiedliwione! Jest pani przecież fachowcem od ilustracji książkowej. W tym roku przewodniczy pani jury połączonych konkursów na Wrocławskich Targach Dobrych Książek. No właśnie, cóż to za zmiana organizacyjna?

– Dwie imprezy cykliczne organizatorzy połączyli w jedną, nie ma więc Targów Książki dla Dzieci i Młodzieży na przełomie maja i czerwca, ale grudniowa klasyczna odsłona targów jest teraz dla wszystkich czytelników, dużych i małych. Dubeltowy jest też konkurs i nagroda.

Oba konkursy zachowały swoje priorytety i zasady?

– Tak, rozstrzyga je jednak jedno jury. Zasady są te same i nazwy nagród także zostały zachowane, czyli najlepsza edytorsko książka dla dorosłych dostaje Nagrodę Pióro Fredry, a dla dzieci i młodzieży – nagrodę Dobre Strony.

Wrocław jest ośrodkiem ważnym literacko, mamy noblistkę stąd i właśnie weszliśmy do sieci Miast Literatury UNESCO. Myślę więc, że dobrze się stało, iż targi w tak kompletnej odsłonie są w jednym terminie, stając się jeszcze mocniejszym niż dotychczas akcentem na mapie wydarzeń kulturalnych.

Od wielu lat była pani jurorem w konkursie o Dobre Strony, teraz szefuje pani obu konkursom. Jak się zmienia sytuacja na rynku ilustracji polskiej książki?

28. Wrocławskie Targi Dobrych Książek w Hali Stulecia28. Wrocławskie Targi Dobrych Książek w Hali Stulecia Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

– Dziś już rzadko nam się zdarza, by spośród zgłoszonych do konkursu książek odrzucało się jakieś na pierwszy rzut oka jako źle zaprojektowane lub „przeprojektowane”. Poziom edytorski rośnie, bo wydawcy coraz bardziej uświadamiają sobie, że w ten sposób mogą zdobyć czytelnika, który ma dziś możliwość wyboru wielu różnych czytników. Ale to wciąż materialność książki, jej piękno, oryginalność, są najbardziej urzekające i pożądane.

Jurorowałam Dobrym Stronom z racji mojego profilu badawczego i zainteresowań, jestem kojarzona przede wszystkim z książką dla dzieci, bo zajmuję się ilustracją.

Ale w rzeczywistości to nie jest takie proste przełożenie. Wciąż dopraszamy się u wydawców, by myśleli też o interesujących projektach graficznych dla książek dla dorosłych. Bo dorośli czytelnicy także cenią obraz w książce, który może być intrygujący i niekoniecznie musi wyjaśniać czy uzupełniać sens tekstu lub zabierać pole dla wyobraźni.

Przykładem może być niegdysiejsza seria Biblioteka Jednorożca, którą uwielbiam, a którą Państwowy Instytut Wydawniczy wydawał od końca lat 50. do początku 80. Wszystkie pozycje z tej serii były ilustrowane i to jest właśnie przykład ciekawych projektów graficznych książek dla dorosłych, poligon stylistyk, technik, sposobów obrazowania.

28. Wrocławskie Targi Dobrych Książek w Hali Stulecia28. Wrocławskie Targi Dobrych Książek w Hali Stulecia Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

Co w polskiej kulturze miało wpływ na znaczenie obrazu w książce, na tendencje stylistyczne grafiki książkowej?

– Silna, wyrazista tradycja grafiki 20-lecia międzywojennego, twórcze czerpanie z dokonań artystów ludowych – drzeworyt, malarstwo na szkle, wycinanka itd., a wreszcie skrót, metafora, inteligentny dowcip i typografia polskiej szkoły plakatu. Wielu grafików czynnych na polu ilustracji książkowej było też lub przede wszystkim świetnymi plakacistami: Henryk Tomaszewski, Jan Młodożeniec, Jerzy Srokowski, Eryk Lipiński, Bohdan Butenko i wielu, wielu innych.

Czym kierowaliście się poza walorami plastycznymi przy nominowaniu książek w konkursie?

– Wybieraliśmy spośród ponad 200 książek zgłoszonych do konkursu, po pięć nominacji do każdej z nagród. W tym roku postawiliśmy na książki, które zrodziły się w Polsce. Nawet jeżeli mają zagranicznego autora, to szata graficzna musi być od początku zaprojektowana dla polskiego wydania.

A słowa klucze, które nam przyświecały przy dokonywaniu wyboru, to: harmonia, równowaga, spójność.

Dlatego w jury są specjaliści przede wszystkim z zakresu grafiki, projektowania książek i edytorstwa: Grażka Lange, grafik, typograf i ilustratorka z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, Janusz Górski, grafik i projektant książek z ASP w Gdańsku, Karolina Wiśniewska z Pracowni Książki wrocławskiej ASP i Marcin Czerwiński, literaturoznawca i redaktor pisma artystycznego „Rita Baum”, z wrocławskiej polonistyki.

Wśród najpiękniejszych książek dla mniejszych czytelników jest kultowy „Mały Książę” Saint-Exupéry’ego, książka w pełni autorska, napisana i narysowana przez francuskiego pisarza, z nieśmiertelnymi rysunkami i okładką. I kto podnosi na nią rękę: znamienity krakowski Znak i wrocławski grafik, ilustrator Paweł Pawlak. Trochę się boję.

– Paweł dokonał niemożliwego. Ma pani rację, że „Mały Książę” to książka skończona, dzieło w pełni autorskie, trudno wyobrazić sobie inną okładkę od tej z bohaterem Saint-Exupéry’ego stojącym na asteroidzie, z żółtą czupryną, wyprostowaną sylwetką.

To jest wielkie wyzwanie, Znak zaufał Pawlakowi po raz wtóry. Najpierw był to projekt do „13 bajek z Królestwa Lajlonii” Leszka Kołakowskiego, wcześniej, w 1966 r., świetnie zilustrowanych przez Andrzeja Heidricha. Pawlak zrobił fantastyczną książkę, zaproszono ją na Międzynarodowe Targi Książki do Bolonii, gdzie są prezentowane najciekawsze projekty ostatniego roku.

Więc Znak uwierzył, że Pawlak może wszystko, i zaproponował, by zmierzył się z literackim monumentem. Nie znam zbyt wielu realizacji „Małego Księcia”, ale też nie ma pośród nich takiej, która byłaby alternatywą dla wersji autorskiej. „Mały Książę” jest trochę jak „Muminki”, a jednak Pawlak jest nominowany w naszym konkursie Dobre Strony. A strony są tu naprawdę dobre.

Na przykład niezwykła książka i ujmująca historia w „Widziałem pięknego dzięcioła”. To odnaleziony po latach dziennik-pamiętnik ośmioletniego Michała Skibińskiego, ucznia pierwszej klasy.

Autor dostał zadanie od swojej polonistki, by notować przez wakacje każdego dnia jedno nowe zdanie. A były to wakacje niezwykłe, roku 1939. Oglądamy świat z perspektywy dziecka, którego ojciec jest pilotem, jest więc mobilizowany, coś się dzieje w kraju, coś się dzieje na niebie, coś się dzieje w sadzie. Owe dziecięce obserwacje zaczyna zasnuwać gigantyczna, historyczna perspektywa.

Ilustracje przetykane skanami pisma z oryginalnego zeszyciku poruszają wrażliwość plastyczną zarówno małego, jak i dorosłego czytelnika. Wielka wartość tego tytułu jest też zawarta w jego treści.

Podobnie wielki walor treściowy przy doskonałej szacie graficznej jest w autorskiej książce „Powiedz to w mig” litewskiej pisarki Rasy Janciauskait?

– Książka bardzo empatyczna, pisana z punktu widzenia głuchych, o ich funkcjonowaniu w świecie, o języku migowym.

A jakie wartości wnoszą książki dla dorosłych w konkursie o Pióro Fredry?

– Bardzo ważne jest, by była to formuła edytorska, która już coś powie o książce, nim do niej zajrzymy. Takim świetnym przykładem są propozycje wydawnicze Muzeum Sztuki w Łodzi, które specjalizuje się, rzecz jasna, w książkach o sztuce i wyrasta dziś na jedną z najważniejszych takich oficyn w Polsce. I pewnie dlatego w nominacjach znalazły się dwa tytuły z tego wydawnictwa.

Jeden z nich, katalog wystawy monograficznej „Marek Chlanda. Studium posłuszeństwa”, przekracza swoją formułę. To rozbudowany esej wizualny o twórczości artysty.

Inny przykład to reportaż Filipa Springera „Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz” wydany przez Czarne, gdzie nastrój w książce budują piękne fotografie. Urzekł nas też elegancki minimalizm w lirycznym pamiętniku „Japonia utracona” Alexa Kerra, zaprojektowanym przez Przemka Dębowskiego, z branżowymi smaczkami: w twardej oprawie tomu zastosowano różne rodzaje papieru, minimalizm projektu trafnie nawiązuje do estetyki japońskiej.

W obu konkursach zostaną przyznane wysokie nagrody – po 20 tys. zł dla najpiękniejszego projektu.

– To nagroda dla wydawcy, którą może wydać tylko na kolejną książkę. Którą będziemy mogli zobaczyć na kolejnej edycji targów.

Za co kocha pani książki?

– Za rozmaitość światów, do których mogę wkroczyć w dowolnym momencie bez wyzwań logistycznych, ale też za ich materialność, sensualność, zapach farby drukarskiej, szelest przewracanej strony.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.