Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do Jawora najszybciej dojedziemy autostradą A4. W tygodniu jest bardzo zatłoczona, w weekendy jest trochę lepiej, z wyjątkiem niedzielnego wieczoru, kiedy znowu robi się tam ciasno.

Autostradą można dojechać aż do węzła z S3, skąd do Jawora jest już tylko przysłowiowy rzut kamieniem. To pewnie najwygodniejszy wariant, ale my wybieramy krótszą drogę – na zjeździe przy Ujeździe Górnym opuszczamy autostradę i jedziemy dalej wąskimi, krętymi drogami, przez pagórkowate okolice. Stan nawierzchni, a zwłaszcza poboczy pozostawia czasem wiele do życzenia, ale to jedyne niedogodności. Zresztą Volvo, które mamy do dyspozycji, nic sobie z tych nierówności nie robi.

Kościół Pokoju w JaworzeKościół Pokoju w Jaworze Fot. Sławek Szymański

Jaworski Kościół Pokoju znajduje się w centrum tego miasta. Tuż obok jest kilka niewielkich parkingów i raczej nie powinno być problemu ze znalezieniem tam miejsca (inaczej jest podczas Święta Chleba i Piernika przyciągającego do Jawora mnóstwo gości). Jednak tym razem zwiedzanie Kościoła Pokoju musieliśmy odłożyć na inny termin. Okazuje się, że między listopadem a marcem (czyli „poza sezonem”) trzeba zadzwonić dzień wcześniej i się zaanonsować.

Ale Jawor to nie tylko Kościół Pokoju. Warto przespacerować się na Rynek, to tylko kilka minut. Uwagę zwraca tam przede wszystkim piękny neorenesansowy ratusz. W Rynku znajduje się też gastronomiczne centrum Jawora. Nawiasem mówiąc, na naszej trasie miejsca na obiad najlepiej szukać właśnie w większych miejscowościach.

W Jaworze nie brakuje zabytków i warto tam spędzić trochę więcej czasu, oglądając Zamek Piastowski, kościół pw. św. Marcina, zespół poklasztorny należący dawniej do bernardynów (dzisiaj jest to siedziba Muzeum Regionalnego) czy dobrze zachowane kamieniczki. Wszystkie te zabytki znajdują się w niewielkiej odległości od siebie. Dodajmy, że z Jawora jest tylko kilka kilometrów do słynnego Wąwozu Myśliborskiego, a kilkanaście kilometrów np. do Parku Krajobrazowego Chełmy.

Na południe

My jednak kierujemy się w stronę Krzeszowa. Z Jawora wyjeżdżamy na drogę ekspresową S3, która ciągle jeszcze ma urok nowości. Jedzie się tamtędy bardzo przyjemnie, płynnie, tym bardziej że nie jest to droga tak ruchliwa jak A4 (w przyszłości, po jej przedłużeniu do granicy i połączeniu z siecią dróg w Czechach, pewnie się to zmieni).

Do Bolkowa, znanego przede wszystkim z gotyckiego zamku wywodzącego się z czasów piastowskich, dojeżdżamy zaskakująco szybko. Tam droga S3 się urywa (na razie). W okolicach tego miasta trzeba też liczyć się z utrudnieniami związanymi z dalszą budową ekspresówki i przebudową układu drogowego w okolicy.

Od Bolkowa trasa prowadzi już starą „trójką”, czyli dość krętą szosą przez mniejsze i większe miejscowości, w górskim terenie. Pokonanie tego odcinka zajmuje więcej czasu. W tej okolicy zobaczyliśmy śnieg (co prawda tylko w śladowych ilościach), co o tej porze roku nie powinno dziwić, ale przyzwyczajeni do aury we Wrocławiu w pierwszym momencie byliśmy jednak zaskoczeni.

Po drodze pojawiają się drogowskazy prowadzące do zespołu pocysterskiego w Krzeszowie, który znajduje się tuż za Kamienną Górą, miejscowością bardzo ładnie położoną.

Opactwo w KrzeszowieOpactwo w Krzeszowie Fot. Sławek Szymański

W Krzeszowie obszerny parking znajduje się tuż przy samej bramie prowadzącej do bazyliki i zespołu poklasztornego. Znaki informują, że jest płatny, ale my nie znaleźliśmy nikogo, komu można byłoby zapłacić (co prawda był to dzień roboczy). Bazylika jest dostępna dla zwiedzających. Krzeszów to mniej więcej połowa wycieczki, więc jest to dobra okazja, by odpocząć i coś zjeść. W pobliżu parkingu znajdziemy kilka restauracji i barów.

W okolice Krzeszowa i Kamiennej Góry warto wybrać się również ze względu na wiele innych ciekawych miejsc. Bardzo blisko stąd w Rudawy Janowickie i np. do Chełmska Śląskiego (znanego z zabytkowych, drewnianych domów tkaczy śląskich) albo do rezerwatu przyrody Głazy Krasnoludków (gwarantowana frajda dla dzieciaków) niedaleko Gorzeszowa.

Warto wybrać się też do nieodległego Sokołowska (z Krzeszowa trzeba pojechać w stronę Mieroszowa, a później na Wałbrzych drogą 35). Jeszcze w XIX w. powstało tam pierwsze na świecie sanatorium leczenia chorób dróg oddechowych, na którym wzorowało się później słynne Davos. W Sokołowsku zachowała się niemal cała dawna zabudowa, tworząca niepowtarzalny klimat.

Szosy w okolicach Wałbrzycha

My mamy w planach wizytę w Świdnicy, więc wybieramy możliwie krótką drogę w tamtym kierunku. Z Krzeszowa najpierw bardzo malowniczą i bardzo wąską oraz krętą drogą w gęstym szpalerze drzew (z trudem mieszczą się tam dwa samochody obok siebie, ale mimo to zdarzają się kierowcy, którzy wyprzedzają) do miejscowości Grzędy, dalej do Czarnego Boru. Na tym odcinku jest może wąsko, ale przynajmniej na nawierzchnię nie ma co narzekać. Dalej wjeżdżamy na drogę wojewódzką 376 w kierunku Szczawna-Zdroju.

Jadąc po zachodniej stronie Szczawna-Zdroju i później szosą przez Stare Bogaczowice i Świebodzice da się ominąć Wałbrzych, ale jeśli jedziemy w weekend, to można spokojnie pojechać drogą 376 przez to miasto (są tam w tej chwili prowadzone roboty drogowe, ale trasa jest przejezdna bez większych trudności). Ta droga wyprowadzi nas na północny skraj Wałbrzycha, już niedaleko Zamku Książ, na „trzydziestkę piątkę”, którą już prosto pojedziemy do Świdnicy.

Wałbrzych nie jest już miejscem, które chce się ominąć. W ostatnich kilku latach bardzo się zmienił. Coraz więcej starych kamienic jest odnawianych, a miasto może też pochwalić się nową wizytówką, czyli Starą Kopalnią. Niemal na każdym kroku widać tu też inwestycje infrastrukturalne. Wałbrzych, mówiąc obrazowo, głęboko odetchnął i nabrał nowej energii.

Przystanek można (i warto) zrobić sobie również w pobliskim Szczawnie-Zdroju, gdzie zobaczymy zabytkowy zespół zabudowań uzdrowiskowych i urokliwy park zdrojowy, a także przepiękne budynki przedwojennych hoteli i pensjonatów.

Dużo rodzynków w cieście

Do Świdnicy wjeżdżamy od strony Wałbrzycha. Zaparkować można tuż obok kompleksu, w którym znajduje się Kościół Pokoju. Wewnątrz trwają prace renowacyjne, ale obiekt można bez przeszkód zwiedzać. W budynku tuż przy bramie znajduje się też klimatyczna kawiarnia Baroccafé, gdzie warto skosztować regionalnych specjałów. W ogóle w Świdnicy oferta gastronomiczna jest dość ciekawa.

Kościół Pokoju w ŚwidnicyKościół Pokoju w Świdnicy Fot. Sławek Szymański

Potem kierujemy się do świdnickiej katedry, której wieża wyraźnie góruje nad miastem. Tuż obok niej są miejsca parkingowe, ale najlepiej się tam przespacerować (piechotą to tylko ok. 10 minut od Kościoła Pokoju). Będzie okazja, żeby podziwiać świdnickie kamienice i poczuć atmosferę miasta, dawniej jednego z najważniejszych na całym Śląsku. W drodze powrotnej do auta koniecznie odwiedźmy też piękny rynek.

Ze Świdnicy do Wrocławia najlepsza droga prowadzi obecnie łącznikiem do drogi krajowej nr 5, a później, od węzła Kostomłoty, autostradą A4. Tak się jednak składa, że aż do Wrocławia jest to najbardziej zatłoczony odcinek autostrady. Alternatywnie wybrać można powrót drogą krajową nr 35, którą w niedzielę wieczorem również porusza się długi sznurek samochodów, więc jedzie się ze stateczną prędkością, ale za to zwykle nie zdarzają się tam zatory.

Samochód

Podróżowaliśmy volvo XC60 (z salonu Volvo Car Wrocław-Bielany), czyli średniej wielkości SUV-em, z hybrydowym silnikiem typu plug-in (konwencjonalny silnik jest benzynowy) oraz automatyczną skrzynią biegów. Auto jest masywne, ale za kierownicą w ogóle nie jest to odczuwalne, prowadzi się je lekko i swobodnie.

Dolnośląskie Pomniki Historii zwiedzaliśmy samochodem volvo XC60Dolnośląskie Pomniki Historii zwiedzaliśmy samochodem volvo XC60 Fot. Sławek Szymański

Samochód jest bardzo dynamiczny (choć nie mieliśmy okazji przetestować pełnych możliwości potężnego silnika o mocy 390 KM). A jak wygląda spalanie? Tu niespodzianka na plus: przy tak dużym samochodzie i mocnym silniku auto spalało 7,6 l na 100 km (przejechaliśmy blisko 300 km po autostradzie i drodze ekspresowej, po miastach i różnych dolnośląskich szosach, częściowo po terenach podgórskich). Widać, że elektryczny napęd robi różnicę.

XC60 bez problemu radzi sobie z nierównościami i, jeśli można to tak opisać, zwinnie i sprytnie pokonuje zakręty. W manewrach parkingowych bardzo przydaje się kamera 360 stopni, z dużym wyświetlaczem.

Wnętrze jest eleganckie, komfortowe i funkcjonalne. Indywidualnie można skonfigurować mnóstwo ustawień – od fotela (ma nawet tryb masażu), przez rozbudowane multimedia, po parametry jazdy (do dyspozycji jest kilka trybów, my pozostaliśmy przy hybrydowym, ponieważ bardzo interesowało nas spalanie).

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.