Wrocławski społecznik Robert Wagner zorganizował zbiórkę na pomoc chorym tygrysom, które zatrzymano na granicy. Chciał zebrać 10 tys., ale w kilka dni wrocławianie wpłacili już ponad 100 tys. złotych.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tygrysy jechały z Włoch do Rosji zamknięte w ciasnych klatkach. Ciężarówka utknęła na przejściu granicznym - okazało się, że przewoźnicy nie mają wiz wjazdowych i wymaganych certyfikatów weterynaryjnych.

Na początku tygodnia na pomoc zwierzętom ruszyli pracownicy poznańskiego zoo. Ciężarówka dojechała do Poznania, gdzie po całonocnej, trudnej akcji udało się zwierzęta bezpiecznie wydostać. Jedno z nich nie przeżyło. Pozostałych dziewięć było w ciężkim stanie: miały wystające kręgosłupy, wiele dni nie jadły ani nie piły. Część nie miała zębów, a jeden z nich cierpiał na zanik mięśni i ledwo chodził.

Policja zatrzymała Rosjanina, który był organizatorem transportu. Zarzucono mu znęcanie się nad zwierzętami. Nie przyznał się do winy.

Tygrysy zatrzymane na granicy. Pomagają zwykle ludzie

Żadna z państwowych instytucji nie zadeklarowała pomocy w utrzymaniu, leczeniu i karmieniu zwierząt. Ogród zoologiczny w Poznaniu poprosiło więc o darowizny na ten cel, a sprawa poruszyła Polaków w całym kraju.

Choć wrocławski ogród zoologiczny nie mógł przyjąć do siebie zwierząt, zobowiązał się do przekazania 20 tys. zł.

Ale i zwykli wrocławianie nie pozostali obojętni. Znany społecznik, uczestnik m.in. czarnych protestów Robert Wagner zorganizował zbiórkę "Dla poznańskiego zoo ratującego tygrysy". Początkowo chciał uzbierać 10 tys. zł, ale na koncie jest już ponad 110 tysięcy.

Pieniądze zostaną przeznaczone na pożywienie, lekarza i stworzenie azylu dla dzikich zwierząt. Jak dowiedział się Wagner, dwa tygrysy na pewno zostaną w poznańskim zoo na stałe i trzeba będzie przygotować dla nich wybieg.

- To jest po prostu niewiarygodne - przyznaje Wagner. - Gdyby udało się zebrać 10 tys. zł to byłaby fajna cegiełka. Lepiej się mile rozczarować niż niemile zaskoczyć, że zbiórka nie cieszyła się popularnością. Ale akcja rozeszła się na całą Polskę, może dlatego, że ludzie lubią mieć jasny cel zbiórki. Zwierzęta to bezbronne istoty, które cierpią przez człowieka. Cieszę się, że ludzie otworzyli swoje serca. Pewnie będziemy podnosić cel o kolejne 10 tys. zł.

I dodaje: - Założyłem tę zbiórkę, bo jesteśmy odpowiedzialni za to, co się dzieje na naszej planecie. To człowiek transportował te zwierzęta i pewnie miały być uśmiercone i przerobione na wschodnioazjatyckie suplementy i afrodyzjaki. Tak być nie może.

Zbiórka jest autoryzowana przez poznańskie zoo. Oznacza to, że pieniądze od razu trafiają na konto ogrodu, a jego dyrektorka zgodziła się na zbiórkę.

- Gdy założyłem zbiórkę i zaczęło przybywać pieniędzy, przedstawiciele portalu Zrzutka zażądali autoryzacji. Początkowo poznański ogród zoologiczny informował bowiem, że nie będą autoryzować publicznych zbiórek. Odezwałem się do dyrekcji zoo i po dziesięciu minutach otrzymałem pismo ze zgodą - mówi Wagner.

To nie pierwsza taka akcją, którą zorganizował wrocławski społecznik. W ubiegłym roku zbierał pieniądze na pomoc dla niewidomego pana Mariana i jego psa Rokiego ze Świeradowa. Zebrano 32 tys. zł.

Co dalej z tygrysami, które uratowało poznańskie zoo?

To jednak nie koniec historii tygrysów. We wtorek do poznańskiego zoo przyjechał powiatowy lekarz weterynarii.

- Na wstępie usłyszałam od powiatowego lekarza weterynarii, że przyjechał na kontrolę, bo inne ogrody zoologiczne domagają się odebrania nam statusu jednostki zatwierdzonej. Nasza wina ma polegać na przyjęciu tygrysów - mówiła poznańskiej "Wyborczej" Ewa Zgrabczyńska, dyrektorka zoo.

Lekarz weterynarii tłumaczył, że osoba, która poprosiła o kontrolę, współpracuje z ogrodami zoologicznymi: - Była zaniepokojona, pytała, dlaczego tygrysy zostały przyjęte, jak wygląda status poznańskiego zoo. To uzasadnione pytania, nie sądzę, by wynikały z zawiści - przekonywał.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Cudownie, że są tacy ludzie. Wiadomo, że utrzymanie tygrysów jest drogie, dlatego każdy grosz się liczy i dopóki dyrektorem w Poznaniu będzie pani Zgrabczyńska z mojego konta będzie comiesięczny przelew. Każdy, kto chociaż trochę zajmował się zwierzętami wie, że aby doprowadzić do tego by zwierzęciu wystawały żebra i kręgosłup to trzeba systematycznego głodzenia. Niech więc pan naczelny weterynarz kraju nie opowiada bajek, że tygrysy były w dobrej kondycji gdy przyjechały na granicę z Białorusią. Jeżeli on tak twierdzi to może nie nadaje się na to stanowisko, może powinien jeszcze pouczyć się zawodu? One były systematycznie maltretowane na różne sposoby.
    już oceniałe(a)ś
    16
    0