Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Trasa „Łużyce-Bory” zaczyna się na dworcu kolejowym w Bolesławcu, kilkaset metrów dalej do wyboru są dwa kierunki: skręcam w stronę Warty Bolesławieckiej, bo ciekawi mnie, jak wygląda zupełnie nowy, zbudowany w tym roku odcinek szlakiem dawnej kolei. Przez Bolesławiec przejeżdża się łatwo i szybko, głównie wydzielonymi ścieżkami rowerowymi.

MAPA DOSTĘPNA JEST TUTAJ - KLIKNIJ 

Aż chce się jeździć

Tuż za rondem, na granicy Bolesławca, wjeżdżamy już na trasę poprowadzoną szlakiem kolejki. Trzeba jeszcze tylko przejechać Kruszyn, miejscowość tuż pod miastem, i zaczynają się pola i lasy. Trasa prowadzi z dala od ruchu samochodowego, jest zielono, słychać szum opon i świergot ptaków, oddycha się tu głębiej. Nawierzchnia jest gładka jak na lotnisku, jedzie się znakomicie. Jest też dość szeroko, na ścieżce swobodnie mija się trzech rowerzystów.

Tam, gdzie szlak przecinają ulice lub szosy, przygotowano widoczne oznakowanie. Jeśli ktoś szuka trasy, gdzie można pojeździć z dzieckiem w foteliku lub w przyczepce, to powinien się wybrać właśnie tutaj. To również bardzo dobre miejsce na rodzinną wycieczkę z dziećmi, które już same jeżdżą na rowerze.

Niedaleko za Kruszynem dojeżdżamy do Warty Bolesławieckiej. Na skraju miejscowości znajduje się budynek stacji kolejowej z 1905 r. i na całej trasie jest to właściwie jedyny zachowany element dawnej infrastruktury kolejowej (w przyszłości być może pojawi się więcej pamiątek tego typu).

W Warcie Bolesławieckiej jest też ciekawy pałac z XVI w. (rozbudowany później w stylu barokowym). Trzeba do niego zjechać ze szlaku, ale niedaleko.

Tuż za starą stacją skręcamy w prawo, a później od razu wjeżdżamy w jedną z dwóch lokalnych uliczek i po kilkuset metrach trafimy do pałacowej bramy. To posesja prywatna, ale brama jest zapraszająco otwarta, można wejść i obejrzeć z bliska pałac, który jest w trakcie renowacji, duże wrażenie robi też park z pięknym starodrzewiem. Rosną tam dostojne dęby szypułkowe Zbyszko i Maćko (oba po ok. 400 lat), jest 280-letnia lipa Jagienka, są 140-letnie tulipanowce czy 100-letnie platany.

Zaczynają się lekkie górki

Za Wartą Bolesławiecką trasa prowadzi głównie wśród pól, chwilami szpalerami drzew, robi się też lekko pofałdowana – to już przedsmak bardziej pagórkowatych okolic Pogórza Kaczawskiego. A na horyzoncie od czasu do czasu widać czerwony dach zamku Grodziec, położonego na charakterystycznym, górującym nad okolicą stożku.

W weekend na trasie było mnóstwo rowerzystów w każdym wieku, na rowerach trekkingowych, miejskich, MTB czy szosowych.

– Najważniejsze, że trasa jest bezpieczna – zauważyła pani Beata z Bolesławca, która, jak mówi, odkryła ją dwa dni wcześniej, a teraz wybrała się tu znowu, planując wycieczkę po okolicy, tak żeby przejechać ok. 50 km.

Dojeżdżamy do Iwin. Tam znajduje się jedyne drobne utrudnienie, ponieważ trasa na kilkaset metrów się urywa – przy jej końcu trzeba skręcić w drugą uliczkę w prawo i szybko wjeżdża się znowu na szlak dawnej kolejki. A później łagodnymi zakosami i lekko pod górkę docieramy do miejsca, gdzie kończy się ta część trasy. Jest tam wiata, gdzie można odpocząć, a poza tym to ciekawy punkt widokowy. Blisko ścieżki są ruiny starego wapiennika – poprzemysłowe budowle mają intrygujące kształty.

Nieco dalej, w dolince, rozciąga się malownicza panorama Raciborowic i położonych dalej wzgórz. Z drugiej strony widać bliski już zamek Grodziec, do którego można stamtąd dojechać wąską szosą w lewo (wielu rowerzystów tak właśnie robiło), a później czerwonym szlakiem „Miedzi i Kamienia” w kierunku wsi Jurków.

W niedzielę pachnie chlebem

Od końca „kolejowego” odcinka trasy do Raciborowic Dolnych prowadzi szybki zjazd. Ucieszyłem się, że wybrałem się do tej miejscowości właśnie w niedzielę, a to dlatego, że akurat tego dnia (w sobotę nie) miejscowa piekarnia wypieka cały asortyment swoich produktów. Od godz. 12 można tam liczyć na świeżutkie bułki czy rogaliki. Trudno się oprzeć, bo zapach pieczonego chleba czuć od razu po zjeździe, na samym początku wsi. Pod piekarnią stało już zresztą kilkanaście rowerów.

Dalej trasa prowadzi przez Raciborowice Górne, miejscowość z ciekawą historią, w tym industrialną.

Przy średniowiecznym kościele skręcam w niepozorną uliczkę w prawo, która wyprowadza na lokalną szosę do Żeliszowa. Nawierzchnia jest świetna, jedzie się lekko pod górkę, mozaika pól i lasów jak z obrazka.

Przed Żeliszowem znowu zjazd, a po lewej stronie nad wsią góruje dziwna, trochę posępna wieża, mnie na pierwszy rzut oka skojarzyła się z Tolkienem.

To jednak dzwonnica dawnego kościoła ewangelickiego – tzw. Perły Żeliszowa. I nie ma w tej nazwie grama przesady. Przede wszystkim jest to jedyny w Polsce kościół zbudowany na planie elipsy. Powstał pod koniec XVIII w., a zaprojektował go nie byle kto, bo prawdziwa gwiazda ówczesnej architektury Carl Gotthard Langhans (twórca Bramy Brandenburskiej). Do budowy nie użyto ani jednego gwoździa, wszystko opiera się na zaciosach.

Na pierwszy rzut oka świątynia wydaje się niepozorna, ale kiedyś mogła pomieścić nawet 3,5 tys. wiernych.

Żeby „Perłę Żeliszowa” obejrzeć z bliska, trzeba na głównym skrzyżowaniu wsi skręcić w lewo, a po kilkuset metrach w prawo, obok szkoły. Warto, bo budowla, choć zaniedbana, robi niesamowite wrażenie.

Do środka nie wejdziemy, ale na tablicy obok jest kilka pomysłowych zdjęć, na których widać imponujące wnętrze kościoła. Natomiast na końcu wsi jest położony XIV-wieczny kościół św. Jana Nepomucena w bardzo dobrym stanie.

Z Żeliszowa jedziemy dalej przez Stare Jaroszowice, które, gdy się przyjrzeć, okazują się niesamowicie ciekawe. Jest tam szczególnie dużo starych, klimatycznych zabudowań mieszkalnych i gospodarczych, w tym szachulcowych (w ogóle po drodze jest tego typu zabudowy sporo). Część z nich nadal jest wykorzystywana, część to kompletne ruiny, ale są też obiekty pięknie odrestaurowane, tonące w zadbanych ogrodach. Tu można sobie wyobrazić, jak dawniej mogły wyglądać te tereny.

Górki i mikrowyprawy

Za Nowymi Jaroszowicami zaczyna się mocno pagórkowaty, lesisty teren. Trasa prowadzi wąską, krętą asfaltową szosą, niektóre podjazdy mogą być wyzwaniem, ale na szczęście nie trzeba być Rafałem Majką, żeby je pokonać (choć szosowcy lubią te okolice, spotkałem ich tam wielu). Po ostatnim podjeździe czeka nagroda – szosa wspina się na górkę, z której rozciąga się panorama doliny Bobru.

Dalej jest długi zjazd do Kraszowic, gdzie szlak na skrzyżowaniu skręca w prawo, ale warto zrobić tam dwie mikrowyprawy. Można pojechać prosto, przez most kratownicowy, do obiektów zespołu elektrowni wodnych z 1900 r. Zachowano tam m.in. oryginalne mechanizmy i układy sterowania zasuwami jazu i komór turbinowych przy budowlach hydrotechnicznych. Warto też pojechać jeszcze kawałek dalej do Ocic (ok. 2,5 km z Kraszowic). Znajduje się tam ciekawy, remontowany pałacyk (w Ocicach trzeba kierować się na Nowogrodziec), jest też okazały, opuszczony kościół ewangelicki.

Druga mikrowyprawa kraszowicka (1,7 km od głównego skrzyżowania) prowadzi do malowniczych, kompletnie zarośniętych ruin pałacu (na wspomnianym skrzyżowaniu trzeba skręcić w lewo, drogą wzdłuż Bobru, jest tam szlak rowerowy w kierunku na Wartowice). Wokół pałacu znajdują się opuszczone zabudowania gospodarcze, a całość robi niesamowite wrażenie.

Wracamy na naszą trasę, która łączy się tu ze szlakiem ER-4 „Dolina Bobru”. Za Kraszowicami kolejny długi podjazd, za którym znajduje się miejscowość Otok. Można tam zobaczyć m.in. zabytkowy folwark neogotycki z 1898 r., a ciekawostką jest fragment brukowanej drogi. Ale to żadne kocie łby: ma już ponad 100 lat, a oryginalne fragmenty nadal są w świetnym stanie.

Dalej trasa prowadzi starymi, cienistymi alejami, a ostatnia miejscowość przed Bolesławcem to Rakowice. Tam warto zobaczyć zabytkową posiadłość dworską Rakowice z neogotyckimi budynkami gospodarczymi z początku XIX w. i parkiem z licznymi pomnikami przyrody. Główny budynek pałacowy pokrywa nietypowy, beczkowaty dach, a na elewacji zachowały się bogate neogotyckie zdobienia. Nie są to ruiny, toczy się tam zwykłe codzienne życie, jednak cała posiadłość jest dziś mocno podupadła (znajduje się ok. 150 m od szlaku, przy placu zabaw w Rakowicach trzeba pojechać prosto, w stronę Bobru).

Niedaleko za Rakowicami zaczyna się już Bolesławiec, ale przez dłuższy czas jedziemy jeszcze przyjemną szosą przez las, tuż nad rzeką, później prosto w ul. Gdańską i plantami, m.in. wzdłuż murów miejskich, aż dojedziemy do dworca kolejowego.

Informacje praktyczne

Szlak Łużyce-Bory: pętla na południe od Bolesławca

>> Długość tego odcinka to ok. 39 km. Fragment jest poprowadzony szlakiem dawnej kolei wąskotorowej (w sumie 12 km od Bolesławca do Raciborowic Dolnych), a reszta lokalnymi szosami, gdzie ruch w weekendy jest znikomy.

>> Po drodze jest kilka krótszych i dłuższych podjazdów, ale bez ekstremalnych wyzwań – suma przewyższeń to ok. 310 m

>> Nawierzchnia to prawie w całości równy asfalt (tylko krótki fragment jest brukowany).

>> Krajobrazowo i przyrodniczo trasa jest urozmaicona, atrakcją są też ciekawe i liczne zabytki. Po drodze warto zobaczyć m.in. odnawiane pałace w Warcie Bolesławieckiej i Ocicach, stary kościół ewangelicki tzw. Perłę Żeliszowa, obiekty elektrowni wodnej i ruiny pałacu w Kraszowicach, średniowieczne malownicze wiejskie kościółki w Żeliszowie, Starych Jaroszowicach, Kraszowicach czy Ocicach. Stałym elementem krajobrazu są też liczne, często naprawdę okazałe zabudowania mieszkalno-gospodarskie z XVIII i XIX w.

>> Z zaopatrzeniem w kalorie i wodę po drodze nie ma problemu – sklepy czynne w sobotę i w każdą niedzielę, usytuowane tuż przy szlaku, znajdziemy w Raciborowicach, Żeliszowie, Nowych Jaroszowicach i Kraszowicach. Natomiast na gastronomię można liczyć raczej tylko w Bolesławcu.

Trasa powstała dzięki Unii Europejskiej. Projekt transgraniczny

„Łużyce-Bory, rowerem przez kulturowe i przyrodnicze dziedzictwo pogranicza” to projekt transgraniczny współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Współpracy INTERREG Polska-Saksonia 2014-2020, a realizowany we współpracy pięciu gmin: Bolesławiec (partner wiodący), Warta Bolesławiecka, Osiecznica, gmina miejska Bolesławiec oraz miasto Bernsdorf na Łużycach.

– Zależało nam na tym, by pokazać walory przyrodnicze i kulturowe naszego regionu. Projekt jest transgraniczny, dlatego szlak zaczyna się na dworcu kolejowym w Bolesławcu. Chodzi o to, aby turyści z Niemiec mieli łatwy dostęp do trasy, ale oczywiście jest to ułatwienie dla wszystkich osób, które przyjadą do nas koleją – mówi Roman Jaworski, zastępca wójta gminy Bolesławiec.

– W połowie września oficjalnie kończymy realizację projektu, ale jest plan, by w przyszłości ścieżka dawną trasą kolejową sięgnęła do Grodźca, gdzie znajduje się piękny zamek. Dodam, że mamy zamiar zbudować podobną ścieżkę, również dawną trasą kolejową, w kierunku na północ od Bolesławca.

Co ważne, przebieg trasy Łużyce-Bory jest wyznaczony z punktu widzenia rowerzysty.

– Każdy odcinek został sprawdzony, przejechany i mogę zapewnić, że cała trasa jest przyjazna. Przebiega przez tereny ciekawe krajobrazowo, a poza tym obejmuje większość zamków i pałaców w naszym regionie – mówi Jarosław Babiasz z urzędu gminy Bolesławiec, który sam jest zapalonym rowerzystą, a trasę Łużyce-Bory wyznaczał na bazie własnych doświadczeń.

Na szlaku trwają już ostatnie prace. Pełne oznakowanie, nowoczesnymi tablicami z piktogramem, będzie gotowe w połowie lipca.

Wąskotorówka

Dawna kolej wąskotorowa Bolesławiec – Nowa Wieś Grodziska (Kleinbahn Bunzlau – Neudorf AG). Linia kolejowa, po trasie której możemy dziś przejechać rowerem, została otwarta 10 kwietnia 1906 r. Miała wtedy 24,7 km długości i prowadziła z Bolesławca w kierunku południowo-zachodnim, a kończyła się w powiecie złotoryjskim w Nowej Wsi Grodziskiej, łącząc się z linią Złotoryja – Lwówek Śląski.

W latach 50. kursowało tu 7 par pociągów trzeciej klasy. Połączenia pasażerskie zostały zamknięte w 1976 r., a w 2000 r. zlikwidowano całą trasę.

Od tej pory władze gminy Bolesławiec i gmin ościennych starały się o przejęcie i inne, turystyczne wykorzystanie tej linii. Działania te wieńczy wytyczony i wybudowany w tym roku szlak rowerowy „Łużyce-Bory”.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.