W środę rozpocznie się 11. edycja festiwalu Europa na Widelcu. Jego kulminacją będzie sobotnia Biesiada Europejska, na której smakować będziemy dania z krajów byłego Bloku Wschodniego i dawnej Jugosławii.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po raz pierwszy festiwal odbył się w 2009 roku dla uczczenia pierwszych wolnych wyborów z 1989 roku. Ideą tegorocznej odsłony największego kulinarnego wydarzenia na Dolnym Śląsku będzie prezentacja krajów, które po tamtych wydarzeniach odzyskały niepodległość lub wtedy powstały.

ROZMOWA z

Robertem Makłowiczem,

dziennikarzem, krytykiem kulinarnym oraz ambasadorem i pomysłodawcą Europy na Widelcu

W sobotę na rynku spróbujemy dań z krajów, które trzy dekady temu odzyskały tożsamość.

Robert Makłowicz: Niektóre odzyskały niepodległość, a inne tak naprawdę powstały. W ogóle to początek był tutaj, u nas. Mechanizm, który sprawił, że runął mur berliński, a po upadku bloku sowieckiego na mapie zaistniały nowe kraje, a inne odzyskały wolność, ma źródło w Polsce.

Jako memento mamy z kolei kraje dawnej Jugosławii, które przecież musiały przejść krwawą wojnę, by odzyskać tożsamość. Mamy my, Polacy, jasny dowód na to, do czego może doprowadzić brak kompromisu i rozmów. Jako społeczeństwo powinniśmy naprawdę zbiorowo być dumni z tego, co nam się w 1989 roku udało zrobić.

Zyskaliśmy też wolność podróżowania. A jak było ze zmianami kulinarnymi?

– Proszę pamiętać, że ta wolność podróżowania nie była automatyczna. Jeszcze po 1989 roku potrzebowaliśmy wiz i minęło piętnaście lat, zanim weszliśmy do zjednoczonej Europy, a przyłączenie do strefy Schengen było jeszcze później. Świetnie pamiętam kolejki na granicach, a wcześniej staranie się o wizy i oczywiście ich odmowy. Zdarzyło mi się na przykład nie dostać wizy szwedzkiej, bo był przekroczony jakiś limit zbieraczy truskawek jadących do tego kraju.

Robert Makłowicz jest pomysłodawcą Europy na Widelcu. Co roku można spotkać go na Rynku
Robert Makłowicz jest pomysłodawcą Europy na Widelcu. Co roku można spotkać go na Rynku  FOT . WOJCIECH NEKANDA TREPKA

Podobnie było z jedzeniem, zmiany to był stopniowy proces, z etapami. Wiadomo, że jak się mieszka w klatce, a taką klatką był PRL, to człowiek jest najbardziej zainteresowany tym, czego zza tych prętów nie widzi, czyli jak najdalszą egzotyką. No i nagle ludzie nie chcieli jeść polskiego chleba, tylko francuskie bagietki, bo to się wydawało symbolem zmiany i statusu społecznego.

Dopiero potem przyszła moda na polskie produkty regionalne, ludzie musieli do tego dojrzeć. To są zawsze pewne procesy, nic nie trwa rok czy dwa.

Istnieje coś takiego jak kulinarny patriotyzm? Czy to sięganie po lokalne produkty?

– Raczej istnieje coś takiego jak kulinarny rozsądek i ja bym patriotyzmu do tego nie mieszał. Skoro żyjemy w danej strefie klimatycznej i najczęściej dotykamy ziemi, która rodzi kapustę, ziemniaki i jabłka, to one częściej powinny znajdować się na naszym stole niż mango, kiwi czy banany.

Niektórzy mogą to nazwać patriotyzmem, u mnie wynika to ze zdrowego rozsądku. Poza tym jedzenie to nie jest zabawa dla narodowców, bo jak się przyjrzeć kuchni, to czysto narodowa nigdzie nie jest i nigdy i nigdzie nie była. Jest wynikiem historii, konglomeratem wpływów, zaszłości.

Niektóre produkty, choć egzotyczne, są z nami od dawna. Mamy już pokolenia wychowane na bananach.

– Notabene, bananów podobno w ogóle niedługo nie będzie, bo bananowce na coś cierpią. Ale fakt, te owoce są obecne w diecie europejskiej od kilku dekad. I – co ciekawe – dzięki Niemcom. To oni zostali największymi konsumentami bananów i to oni w RFN w latach 60. zaczęli utożsamiać banany z kulinarną codziennością. To był taki symbol niemieckiego cudu gospodarczego tamtego czasu, który przyjął się poza ich granicami.

Festiwal Europa Na Widelcu 2016. Wielki tort dla wrocławian
Festiwal Europa Na Widelcu 2016. Wielki tort dla wrocławian  FOT . WOJCIECH NEKANDA TREPKA

Ale są też produkty znane nam od dawna, ale mające zupełnie inne konotacje. Weźmy pomarańcze. Jeśli pojedziemy na wieś na Wielkanoc, to w koszyku z rzeczami do święcenia często je znajdziemy. Dawniej był to dla wielu ludzi symbol niezwykłego dobra, bo pojawiały się w sklepach właśnie w okolicy świąt i znikały. Miały specyficzną pozycję – przecież jak ktoś był chory, to się mu je kupowało, przepłacając u prywaciarzy. No i to zostało w ludziach, bo skoro babcia i mama wkładały pomarańczę do koszyka, to ja także włożę.

Osoby urodzone po wyborach w 1989 roku nie pamiętają pustych półek sklepowych. Wyobraża pan sobie, że teraz czegoś zaczyna brakować?

– Wszystko jestem sobie w stanie wyobrazić. Czy ktoś myślał, że po zakończeniu I wojny światowej za dwadzieścia lat będzie druga? To była epoka radości i rozpasania, ale okazało się, że zło przyszło, i to bardzo szybko.

Z drugiej strony kilkadziesiąt lat później sami sprawiliśmy, że inne niewyobrażalne stało się faktem. Zdawałem maturę w stanie wojennym, czuliśmy się, jakby wokół panowała noc najciemniejsza i najstraszniejsza, byliśmy w zasadzie ludźmi pozbawionymi nadziei i nagle ten przecież „najdoskonalszy” i „najtrwalszy” system runął. Dlatego oczyma wyobrazi widzę naprawdę wiele.

Łatwo przyzwyczaić się do dobrobytu, do smacznych potraw. Gdyby ktoś nam to zabrał, będzie bunt?

– Nie mam pojęcia. Ale skoro pewne rzeczy w historii ludzkości się wydarzyły, a wcześniej nikt ich sobie nie wyobrażał, to i taka możliwość istnieje. Niektórym wydaje się to nieprawdopodobne, ale zawsze coś może nam zostać odebrane nagle. I co wtedy? Ktoś to przewidzi? Nie sądzę.

Można przecież powiedzieć: jak można żyć bez wolności? A tu nagle: pyk! – ktoś przyjdzie i wolności nie mamy. I co się wtedy wydarzy? Obyśmy nie musieli tego sprawdzać.

Program festiwalu Europa na Widelcu

* Środa – niedziela – Jarmark europejskich i dolnośląskich produktów regionalnych, Rynek

Menu tegorocznej Europy na widelcu
Menu tegorocznej Europy na widelcu  TOMASZ PIETRZYK

* Piątek – Kulinarna Noc w Bibliotece w Centrum Biblioteczno-Kulturalnym FAMA, ul. Bolesława Krzywoustego 286 i „Wrocławskie Spotkania Nalewkowe”, pl. Solny

* Piątek – sobota – Dzień Dziecka z Miejską Biblioteką Publiczną we Wrocławiu (www.biblioteka.wroc.pl) oraz Dinner in the Sky (podniebna restauracja na pl. Solnym)

* Sobota – główny dzień festiwalu – Biesiada Europejska, Rynek

* Sobota – niedziela – Filmowa Europa na widelcu, czyli przegląd filmów kulinarnych w Kinie Nowe Horyzonty, ul. Kazimierza Wielkiego 19a/21, a także Europejski StrEAT, czyli strefa piwa i food trucków w Browarze Mieszczańskim, ul. Hubska 44-48

Szczegóły na stronie www.smakiwroclawia.pl.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Aleksandra Sobczak poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Nie da sie tego mieszac no bo co powiedziec o ruskich pierogach , rybie po grecku , karpiu po zydowsku czy fasolce po bretonsku :-)
    już oceniałe(a)ś
    1
    0