Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie wszyscy młodzi muszą kończyć licea ogólnokształcące. Dla wielu z nich lepszym wyjściem będzie szkoła zawodowa (branżowa I stopnia lub technikum), która nie tylko zapewnia dobry fach, ale również – dla chętnych – daje szanse na dalszy rozwój.

W czwartek we wrocławskiej „Gazecie Wyborczej” zorganizowaliśmy debatę o szkolnictwie branżowym. Naszymi gośćmi byli miejscy urzędnicy oświatowi, dyrektorzy szkół i współpracujący z nimi pracodawcy. Dyskusję prowadził Jacek Kulesza, redaktor „Gazety Wyborczej Wrocław”.

Szkoła społecznie pozytywna

Co zrobić, by nauka zawodu była modna? Bardzo ważne są rozmowy i spotkania z uczniami szkół podstawowych i ich rodzicami. Anna Chołodecka, dyrektorka Centrum Kształcenia Zawodowego, wskazuje bowiem, że zawodówka ma wciąż negatywny wydźwięk społeczny.

Anna Chołodecka, dyrektorka Centrum Kształcenia ZawodowegoAnna Chołodecka, dyrektorka Centrum Kształcenia Zawodowego KRZYSZTOF ĆWIK

– Przebadaliśmy 422 osoby kończące szkołę podstawową, a międzyszkolny ośrodek wspierania aktywności zawodowej prowadzi zajęcia zawodoznawcze, doradcze i konsultacje indywidualne. W pytaniach opisowych pojawił się problem skierowany też do rodziców: dlaczego zainteresowanie szkołami branżowymi jest małe? Z 422 osób tylko 29 proc. deklarowało, że wybierze technikum, a 4 proc. szkołę branżową – opowiada Chołodecka.

Tłumaczy, że często rodzice obawiają się, że ich dzieci trafią do złego środowiska. – Tymczasem są tam prowadzone zajęcia w bardzo małych grupach, z opieką pedagoga, psychologa. 1,4 tys. uczniów z czterech szkół przyjmujemy rocznie na zajęcia praktyczne do Centrum, a incydenty natury wychowawczej zdarzają się niezwykle rzadko.

Ewa Szczęch, dyrektorka Wydziału Szkół Ponadpodstawowych i Specjalnych Urzędu Miejskiego we Wrocławiu, uważa, że założenia reformy z 1999 r. (zlikwidowała znaczną część szkół zawodowych) dokonały znaczących zmian w mentalności rodziców i uczniów. – Wielu z nich uważa, że jak nie ma miejsc w liceach prowadzonych przez miasto, to trzeba iść do niepublicznych. Nie myślą o szkołach zawodowych. Staramy się to zmienić.

Ewa Szczęch, dyrektorka Wydziału Szkół Ponadpodstawowych i Specjalnych Urzędu Miejskiego we Wrocławiu
Ewa Szczęch, dyrektorka Wydziału Szkół Ponadpodstawowych i Specjalnych Urzędu Miejskiego we Wrocławiu  KRZYSZTOF ĆWIK

Jednak Jan Głowa, dyrektor Powiatowego Zespołu Szkół nr 1 w Krzyżowicach, jest optymistą: – Nie ma alternatywy dla tego kształcenia. To jest kwestia czasu, kiedy kształcenie zawodowe będzie mieć prestiż.

Dogonić czas

Dużym problemem w kształceniu młodzieży jest dynamicznie zmieniająca się gospodarka. Gdy dziś potrzebni są fachowcy z konkretnych branż, to za kilka lat rynek może potrzebować już innych. Tymczasem kształcenie zajmuje dużo czasu.

– Utrudnia to współpraca z firmami. Na przykład te z branży informatycznej sygnalizują, że nie opłaca się im współpracować z dyrektorem technikum, inwestować w prowadzenie klasy objętej patronatem, ponieważ nie wiedzą dziś, czy za cztery lata będą potrzebować pracowników! A przecież od września technika będą trwać już pięć lat, czyli sytuacja się pogorszy – opowiada dyr. Szczęch.

Jan Głowa, dyrektor Powiatowego Zespołu Szkół nr 1 w KrzyżowicachJan Głowa, dyrektor Powiatowego Zespołu Szkół nr 1 w Krzyżowicach KRZYSZTOF ĆWIK

Często więc firmy decydują się na wykształconego pracownika z kompetencjami ogólnymi, umiejącego pracować w zespole, chętnego do kształcenia się, biorą go z rynku i przygotowują na miarę swoich potrzeb. – Rozbudowane korporacje mają działy szkoleń, w których proces przyuczania trwa kilka miesięcy. Taki system, nawet jeśli nie jest prospołeczny i edukacyjny, opłaca się lepiej – dodaje dyr. Szczęch.

Mimo to są firmy gotowe inwestować w młodzież. Jak LG Chem, które w związku z rozbudową w ciągu kilku lat ma zatrudnić kilka tysięcy pracowników.

– Podczas spotkań w szkołach podstawowych przedstawiam propozycję szkolnictwa branżowego, dualnego, które moja firma będzie prowadzić z dwiema szkołami. Początkowo widzę zaskoczenie u młodych ludzi, ale ostatecznie nasza oferta budzi zainteresowanie – tłumaczy Aleksandra Laskowska, Legal & External Affairs, Education Specialist w LG Chem. – Wykorzystuję też zmianę nazewnictwa ze szkoły zawodowej na branżową, co poprawia postrzeganie społeczne. Młodzi dowiadują się, że wybierają lepszą przyszłość.

Aleksandra Laskowska, Legal & External Affairs, Education Specialist w LG ChemAleksandra Laskowska, Legal & External Affairs, Education Specialist w LG Chem KRZYSZTOF ĆWIK

Uczestnicy debaty zwracali też uwagę na barierę finansową związaną ze szkolnictwem zawodowym.

Kłopotem dla mniej zamożnych rodziców jest sfinansowanie dojazdu na zajęcia praktyczne (albo i noclegów), które czasem – zwłaszcza poza Wrocławiem – organizowane są w innych miejscowościach. – Dlatego młodzież w szkołach branżowych powinna dostawać więcej pieniędzy na zajęciach praktycznych, a nie tylko kieszonkowe, bo 174 zł nie wystarcza na bilet miesięczny – tłumaczy Chołodecka.

– Szkoła nie dofinansowuje uczniom praktyk teoretycznych i zawodowych. Wpadliśmy więc na pomysł, że najpierw inżynierowie po kursach pedagogicznych będą w szkołach uczyć dzieci przedmiotów teoretycznych, a potem weźmiemy uczniów do fabryki na warsztaty i praktyczną naukę – opowiada Marta Kowalczyk-Lachowska, specjalista w Dziale Administracji & Corporate Affairs w Toyota Motor Manufacturing Poland. – Spotkało się to z dużym zainteresowaniem.

Marta Kowalczyk-Lachowska, specjalista w Dziale Administracji & Corporate Affairs w Toyota Motor Manufacturing PolandMarta Kowalczyk-Lachowska, specjalista w Dziale Administracji & Corporate Affairs w Toyota Motor Manufacturing Poland KRZYSZTOF ĆWIK

W szkole i firmie

Wiele szkół przy kształceniu praktycznym współpracuje z rzemieślnikami. A oni nie są w stanie pomóc finansowo w wyposażeniu szkolnej pracowni czy nawet uczniom w dojazdach.

– To najczęściej jedna-dwie osoby pracujące w zakładzie i zatrudniające dwoje-troje uczniów. Skończyły się czasy, gdy piekarze i cukiernicy mogli sobie na wiele pozwolić – tłumaczy Wiesław Filipiak, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych nr 5 we Wrocławiu.

Duże firmy mają większe możliwości. – Zapewniamy benefity, a dzięki systemowi dualnemu uczniowie otrzymają kompleksowe wykształcenie i to robi na nich wrażenie. Nie są jednak zobligowani do tego, żeby po zakończeniu edukacji u nas zostać – tłumaczy Laskowska z LG Chem. – Mimo wszystko chcemy ten projekt przedstawić bardziej prospołecznie niż czysto biznesowo.

Dla młodego człowieka ważna jest nie tylko wysokość wynagrodzenia, ale też kultura organizacyjna zakładu pracy.

– Z badań wynika, że liczą się dla nich: szacunek, dobra atmosfera i motywacja – wylicza Chołodecka. – W niemieckim modelu za kształcenie płaci pracodawca, nawet jeśli pracownik na poziomie Berlitz Schule jest cztery dni w tygodniu w firmie, która ma przygotowane działy szkoleniowe. Jest też inny system egzaminowania.

Wiesław Filipiak, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych nr 5 we WrocławiuWiesław Filipiak, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych nr 5 we Wrocławiu KRZYSZTOF ĆWIK

W Polsce potrzebne są zmiany w organizacji edukacji i przepisach. Wzorem mogą być Niemcy, gdzie jedna trzecia firm uczestnicy w kształceniu na podstawie umów z rządem. U nas wciąż taka współpraca jest wyrazem dobrej woli firmy.

Mimo to kształcenie dualne (teoria w szkołach, praktyka w firmach) jest w Polsce coraz popularniejsze.

– Zmieniło się o tyle, że dyrektorzy nie mają problemu ze znalezieniem pracodawców, do których mogą wysłać uczniów na praktykę. Otwierają się, nie mają wyjścia. Z praktykantów wybierają wybijających się uczniów. Angażują się, fundując stypendia, wyprawki dla uczniów i inne rzeczy – mówi Szczęch.

Okazuje się jednak, że nie wszyscy uczniowie kończą nawet trzyletnie zawodówki (obecnie szkoły branżowe I stopnia), bo w dobrych zawodach, jak ślusarz lub elektromechanik, już w drugiej klasie dostają pracę.

– Oferuje się im dobre wynagrodzenie, ale szkoda, że nie będą mieć kwalifikacji potwierdzonych egzaminem. Gdy sztuczna inteligencja wejdzie na rynek, nie będzie pracy dla osób wykonujących proste zawody, a to pieśń niedalekiej przyszłości – przestrzega Chołodecka.

Problemem jest także brak nauczycieli przedmiotów zawodowych. – Chcąc zatrudnić zawodowca, dyrektor szkoły przedstawia mu tabelkę płac, na którą potencjalny nauczyciel nawet nie chce patrzeć – mówi Głowa.

Przychodzą po zawód

Szczęch podkreśla, że we wszystkich wrocławskich szkołach są bardzo dobrze wyposażone pracownie zawodowe, ale każdego roku potrzebne są dodatkowe środki, żeby je doposażać i wymieniać nowoczesny sprzęt.

Tomasz Winiarski, kierownik szkolenia praktycznego w Elektronicznych Zakładach NaukowychTomasz Winiarski, kierownik szkolenia praktycznego w Elektronicznych Zakładach Naukowych KRZYSZTOF ĆWIK

– Kształcimy w zawodach technik elektronik, technik mechatronik, technik automatyk, wiodącym jest technik informatyk. W ostatnim zawodzie są duże problemy z organizacją praktyk zawodowych – zauważa Tomasz Winiarski, kierownik szkolenia praktycznego w Elektronicznych Zakładach Naukowych. – Wbrew pozorom, bo informatycy są teoretycznie wszędzie potrzebni.

Tymczasem okazuje się, że firmy nie chcą zatrudniać uczniów i absolwentów techników. – A na praktyki wolą przyjmować uczniów trzecich klas, a przecież drugoklasiści też muszą w nich uczestniczyć. Z innymi zawodami nie ma takich problemów – dodaje Winiarski.

– W drugich klasach są pracownicy młodociani, a w trzecich osoby dorosłe. Jest więc inna odpowiedzialność. To kwestie prawne, a nie praktyczne. Nie podejrzewam bowiem, żeby rok różnicy spowodował duże zmiany w mentalności tych osób – tłumaczy Miłosz Laska z Jungheinrich Polska.

Przyznaje też: – Jako pracodawca kiedyś oczekiwaliśmy wykształcenia przynajmniej teoretycznego, pozwalającego po krótkim stażu na samodzielną pracę. Realia rynkowe sprawiły, że patrzę na to inaczej.

I chwali uczniów: – Osoby, które do mnie trafiają na praktyki, patrzą bardziej odpowiedzialnie, konkretnie na zawód. Przychodzą, bo ich to interesuje, a nie wyłącznie po zaliczenie.

Co robi kucharz, a co automatyk?

Uczestnicy debaty podkreślali potrzebę dobrej informacji dla uczniów, którzy będą podejmować decyzję o wyborze szkoły, i ich rodziców.

– Współczesny człowiek bardzo często nie ma wyobrażenia, jak będzie wyglądać praca, nie wie, z czym wiąże się konkretne kształcenie w zawodzie. Bywa, że młodzi kucharze nie potrafią obrać warzyw. Wielu młodych nie wie, jak wygląda organizacja pracy – opowiada Filipiak.

– Uczniowie szkół podstawowych pytają, czym zajmuje się automatyk – mówi Laskowska.

Dlatego LG Chem organizuje dla nich wycieczki do swojej firmy: – Po dniu spędzonym z technikiem czy inżynierem młodzi ludzie wiedzą, czym zajmuje się osoba wykształcona w danym zawodzie. Rodzicom pomogą bezpośrednie prezentacje na zebraniach i wywiadówkach oraz twarde dane dotyczące np. wynagrodzenia za naukę praktyczną, stypendiów czy zasad dojazdu.

Podobne wyjazdy dla uczniów organizowane są przez Toyotę.

W podejmowaniu decyzji uczniom pomagają także doradcy zawodowi, ale muszą mieć oni aktualną wiedzę o rynku i wykształceniu zawodowym.

Anna Jonik-Borys, menedżer ds. rekrutacji w Work ServiceAnna Jonik-Borys, menedżer ds. rekrutacji w Work Service KRZYSZTOF ĆWIK

Szczęch zachęca, by pracodawcy włączali się w promocję szkolnictwa zawodowego. A Winiarski proponuje, by wykorzystać do tego dzienniki elektroniczne. – Około 50 proc. rodziców czyta wiadomości w dzienniku elektronicznym w ciągu pierwszej doby od ich wpisania, więc to bardzo dobry sposób korespondencji z nimi.

Praca w rękach?

Anna Jonik-Borys, menedżer ds. rekrutacji w Work Service, zapewnia, że jej firma stara się odczarować negatywny wizerunku zawodówki: – Jako rekruter dostrzegam, że szukający pracy chcą się jak najmniej angażować w proces rekrutacji, a muszą stawić czoła skomplikowanemu formularzowi zgłoszeniowemu, napisać CV i spełnić określone wymagania w wieloetapowym procesie. Trzeba pokazać np. automatykę, technikę i pracować ze szkołami, na spotkaniach promować ofertę.

Podkreśla, że niezwykle ważne jest, by oferta była transparentna, uczciwa, przekonująca o tym, że pracodawcy dają szansę rozwoju: – Jeśli młody człowiek dowie się, że niekoniecznie musi być całe życie operatorem dźwigu, że może się dokształcać i zmienić pracę, będzie to rzetelna informacja.

Zachęca, by do komunikacji z młodzieżą wykorzystywać nowe media: – Bardzo ciekawą formę oferty przedstawiła sieć hoteli na Snapchacie. Przydatne są profile w mediach społecznościowych, wciąż rzadko wykorzystywane przez pracodawców, a cenione przez młodych.

Potwierdza to dyrektor Filipiak: – Dlatego u nas promocją zajmują się młode osoby, pamiętające własną ścieżkę szukania kariery.

Czy warto wybrać szkoły zawodowe? W Work Service największą grupą wśród szukających pracy są absolwenci szkół ogólnych, którzy przerwali studia techniczne. – Absolwent zawodówki u nas się nie pojawia, bo fach ma już w ręku – opowiada Jonik-Borys.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.