Szczeliniec to doskonały pomysł na jednodniową wycieczkę. Można połączyć go z dłuższym spacerem po Górach Stołowych lub zwiedzaniem militarnych pamiątek z czasów pruskich, jak twierdze w Kłodzku i Srebrnej Górze.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z moim średnim bratem w młodości przeszliśmy całe Góry Stołowe w jeden dzień. Wysiedliśmy w Polanicy, przeszliśmy piechotą do Pasterki, a potem do Kudowy. Było ciężko, bo wczesną wiosną ziemia była namoknięta, a i kilometrów wiele w nogach. A na koniec powrót do Wrocławia nieogrzewanym pociągiem.

Teraz wyprawa zapowiadała się dużo łatwiej i bardziej luksusowo. Dojazd samochodem do Karłowa, a potem Szczeliniec i Błędne Skały. Ale po drodze plany się zmieniły…

Twierdza

Twierdza Srebrna Góra
Twierdza Srebrna Góra  Fot. Joanna Dzikowska

Tym razem wyruszyłem z Andrzejem, najmłodszym bratem. Wszystko szło zgodnie z planem, aż nawigacja zaproponowała trasę przez Srebrną Górę. Czyli tuż przy największej górskiej twierdzy Europy, w której nie byłem z 20 lat. Nie, takiej okazji nie mogłem przepuścić.

Drogi w rejonie Gór Sowich, odkąd pamiętam, były kiepskie. Teraz w samej Srebrnej Górze jest dobrze, ale przed i za nawierzchnia jest w złym stanie.

Pod twierdzą przy drodze są dwa parkingi. Wybraliśmy ten położony wyżej, na samej przełęczy. Cena 7 zł za dzień.

Stamtąd stromy spacer do twierdzy. Można iść grzecznie po drodze (obowiązuje zakaz wjazdu) szerokimi zawijasami lub czasem skrócić sobie trasę, choć wtedy jest bardzo stromo.

Na szczycie zaskoczenie. Twierdzę zapamiętałem jako zaniedbane mury wystające z lasu. Tymczasem teren wokół niej został uprzątnięty, dzięki czemu odsłonięto nowe fragmenty fortyfikacji, a część murów naprawiono. Dziś wygląda dużo bardziej majestatycznie.

Srebrna góra w 2013 r. Plan serialu historycznego Bogusława Wołoszańskiego 'Skarby III Rzeszy'
Srebrna góra w 2013 r. Plan serialu historycznego Bogusława Wołoszańskiego 'Skarby III Rzeszy'  Fot. Joanna Dzikowska

Niestety więcej czasu nie mieliśmy, bo jednak trzeba było w końcu dojechać do Gór Stołowych. Ale zainteresowanym polecam zwiedzanie z przewodnikiem, które trwa 1 godz. 15 minut i kosztuje 22 zł za osobę dorosłą (17 bilet ulgowy, 66 rodzinny – dwa plus dwa).

Kto jeździ na skróty…

Ze Srebrnej Góry trasa do Karłowa prowadziła przez Nową Rudę i Radków. Ale już zaraz po zjeździe z przełęczy spotkała nas niespodzianka.

Wybrałem trasę przez Dzikowiec. Bo była krótsza, a poza tym chciałem wypróbować, jak auto będzie zachowywać się na drogach lokalnych. Okazja wyśmienita, ponieważ trasa na skróty była czymś pośrednim między drogą asfaltową a polną. Mimo to samochód zachowywał się bardzo stabilnie – nie było czuć nierówności. Po drodze minęliśmy osobówkę, której kierowca wystraszył się tej trasy.

Jechało się dobrze, aż do wiaduktu pod dawną linią kolejową (tory są zdemontowane, ale nasyp pozostał). Przejazd był zamknięty z powodu złego stanu. Trochę to dziwne, bo na Google Maps wygląda na całkiem niezły. Musieliśmy nawrócić na wąskiej drodze – tu przydała się kamera z tyłu, na którą nałożona jest przewidywana trasa auta i system ostrzegania dźwiękowego.

Nieco nadłożyliśmy drogi, ale później już bez przeszkód dojechaliśmy w Góry Stołowe.

Zanim droga zacznie się wspinać, po prawej stronie widać Zalew Radkowski (ze Szczelińca też jest doskonale widoczny) – nigdy nad nim nie byłem, choć za każdym razem, gdy jadę w Góry Stołowe, to sobie obiecuję letnią wyprawę nad ten zalew. Powstał dla górników nieczynnej już kopalni węgla kamiennego w Nowej Rudzie, a teraz można po nim pływać lub łowić ryby, a na brzegu przenocować w hotelu lub w domkach.

Po schodach

Podjazd jest stromy, kręty (miejscami mocno – to ważne dla osób z chorobą lokomocyjną), ale bardzo malowniczy. Wokół wysoki las i skały – też niczego sobie. Dojeżdża się do Karłowa, gdzie do wyboru jest kilka parkingów (zapłaciliśmy 10 zł), restauracji i pensjonatów (są także domki). Teraz nie było tłoczno, ale podczas majówki autami są zastawione wszystkie okoliczne pola.

Przed schroniskiem na Szczelińcu. Tu zaczyna się zwiedzanie szczytu
Przed schroniskiem na Szczelińcu. Tu zaczyna się zwiedzanie szczytu  Fot. Paulina Kulesza

Że jesteśmy przed sezonem, odczuliśmy podczas drogi na Szczeliniec – wszystkie stoiska były zamknięte. Można było tylko kupić ciepłe oscypki z żurawiną robione na przenośnym grillu. W sezonie wybór jest dużo większy. Zamknięty był też minipark z dinozaurami, który w cieplejszych miesiącach jest dodatkową atrakcją dla małych dzieci.

Na Szczeliniec idzie się jakieś pół godziny, głównie po dość stromych schodach. Ale jest wiele miejsc, w których można odpocząć wśród skał i drzew. Dlatego jest to miejsce i dla osób starszych, i rodzin z dziećmi.

Na szczycie jest całoroczne schronisko, w którym można też przenocować (na dole schodów kartka ostrzega, by przed wejściem upewnić się, czy są wolne miejsca). Można tam zjeść, napić się (również piwa). My wybraliśmy grzeczną wersję: kawę, herbatę i pyszną szarlotkę z bitą śmietaną. Na swoje usprawiedliwienie mamy to, że dzień był chłodny.

W tym miejscu największą atrakcją nie jest jednak schronisko, lecz widok z wysokiej skały, na której zostało wybudowane. Jest zresztą punkt widokowy, jeśli ktoś chciałby dodać 10 m wysokości. A obok wejście na trasę spacerową po Szczelińcu. W sezonie jest płatna, zimą – wstęp za darmo (i na własną odpowiedzialność, jak ostrzegały tablice).

W szczelinach

Szczeliniec to jedno z moich ulubionych miejsc w polskich górach. Łączy piękne widoki, wędrówkę między skałami (czasem trzeba się przeciskać w kuckach) i ciekawe formy skalne. Ma też inny charakter niż położone niedaleko Błędne Skały – tam wędruje się między wielkimi głazami, tutaj również w głębokich szczelinach. Nie zawsze było łatwo, ponieważ na trasie leżał wyślizgany śnieg.

Uwaga – na śnieg można tam natrafić również w maju. To dodatkowa atrakcja, ale nawet wtedy trzeba uważać, by się nie poślizgnąć.

Na Szczelińcu w Górach Stołowych. W marcu jeszcze leży tam śnieg, więc trzeba uważać
Na Szczelińcu w Górach Stołowych. W marcu jeszcze leży tam śnieg, więc trzeba uważać  Fot. Katarzyna Kulesza

Poza sezonem część trasy jest zamknięta. Zaliczyliśmy za to najwyższe miejsce, czyli skałę zwaną Tronem Liczyrzepy lub Fotelem Pradziada – najwyższe miejsce Szczelińca, który z kolei jest najwyższym wzniesieniem w Górach Stołowych. Co prawda nie wolno na nim siadać, ale da się obejrzeć z bliska dzięki platformie widokowej – prowadzą na nią ażurowe schody, więc raczej nie dostaną się tam osoby z lękiem wysokości.

Przed zejściem jest jeszcze jedna skała z widokami, tym razem w stronę Karłowa i pozostałej części Gór Stołowych. Sesja zdjęciowa i wracamy, również po schodach. Wzdłuż wysokiej skały, więc z postojami na kolejne fotki.

Jeśli ktoś uważa, że to łatwa atrakcja dla „pospólstwa”, to jest w błędzie. Szczeliniec odwiedzili kiedyś królowie pruscy Fryderyk Wilhelm II i Fryderyk Wilhelm III, a także Johann Wolfgang Goethe.

Pobłądzić między skałami

Góra grosza na Szczelińcu
Góra grosza na Szczelińcu  Fot. Paulina Kulesza

Nieplanowany postój w Srebrnej Górze skrócił nasz pobyt w Górach Stołowych. Trzeba było porzucić plan zwiedzenia drugiej wielkiej atrakcji tego masywu – Błędnych Skał. Ale wam polecam wycieczkę również w to miejsca. Trasa jest mniej wymagająca niż na Szczelińcu, niemal płaska, a podejście łagodniejsze (parking jest przy drodze do Kudowy-Zdroju, w ostatnią niedzielę był jeszcze modernizowany). Ale jest za to więcej przeciskania się między skałami, czasem prawie na kolanach. Spodoba się i dorosłym, i dzieciom.

My jednak zjechaliśmy do Kudowy. Ten odcinek Drogi Stu Zakrętów też jest kręty (nazwa zobowiązuje), choć łagodniejszy niż od strony Radkowa. Za namową brata zatrzymaliśmy się w smażalni ryb U Andrzeja, na skraju Kudowy (ale w okolicy są też inne). Jest tam dobry smażony pstrąg i karp, co sprawdziliśmy na miejscu. Do domu kupiłem wędzonego pstrąga. Rybę można tam też złowić samemu.

Wracaliśmy nieco inną trasą – w Kudowie dojechaliśmy do DK nr 8, która zaprowadziła nas do Wrocławia.

Samochód

Testowany przez nas seat tarraco na parkingu w Karłowie. Stąd poszliśmy na Szczeliniec
Testowany przez nas seat tarraco na parkingu w Karłowie. Stąd poszliśmy na Szczeliniec  Fot. Katarzyna Kulesza

Na górską wyprawę pojechaliśmy seatem tarraco, siedmioosobowym suvem z napędem na cztery koła. Testowaliśmy bogatszą wersję m.in. z wirtualnym kokpitem, szyberdachem, podgrzewanymi siedzeniami (przydały się) i kilkoma systemami bezpieczeństwa, które ostrzegają przed niebezpieczeństwami. Bardzo dobrze się prowadził, również na gorszej drodze.

Świetnym pomysłem jest nawigacja za kierownicą, w miejscu, gdzie zwykle są zegary (jeśli ktoś woli, to je też można wyświetlić). Samochód jest wygodny i przestronny. Trzeci rząd siedzeń można złożyć, powiększając bagażnik. Średnie spalanie (teren bardzo zróżnicowany) wyniosło ok. 8 litrów na 100 km (diesel).

Jak dojechać

Do Kudowy-Zdroju wybraną przez nas trasą (132 km) jedzie się bez postojów 2,5 godziny. Do Ząbkowic dotarliśmy krajową ósemką, tam skręciliśmy na Srebrną Górę, a później jechaliśmy przez Nową Rudę i Radków.

Wracaliśmy DK 8 przez Duszniki, Polanicę i Kłodzko. To 144 kilometry, ale podróż trwała ponad dwie godziny. Długo, bo w niedzielne wieczory na tej trasie często tworzą się zatory. A że droga jest niebezpieczna (częste wypadki, również śmiertelne!), więc lepiej nie wyprzedzać na siłę.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem