W wtorek po południu zatrzęsło tak, że w oddalonych od Rudnej o 20 kilometrów Polkowicach, Głogowie i Lubinie zadrżały budynki. Podłoga wtedy jakby faluje, żyrandole się kołyszą, szklanki dzwonią, a meble „chodzą” po pokoju. Na dole w kopalni tąpnięcie jest jak wybuch bomby. Huk! Ze ścian lecą skały, a wszędzie unosi się pył. I robi się ciemno, bo instalacje przestają działać.

W Zagłębiu Miedziowym każdy zna kogoś, kto pracuje w kopalni, więc jak mocniej zatrzęsie, to na forach w kilka minut pojawiają się setki zapytań, na którym to oddziale i czy wszyscy cali.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej