Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kiedy w maju ubiegłego roku w Dzienniku Urzędowym UE pojawiło się ogłoszenie o przetargu MPK na zakup 40 nowych tramwajów, w warunkach zamówienia oprócz ceny i terminu dostawy pierwszych składów znalazł się też zapis, by przynajmniej 20 proc. pojazdów posiadało niskie podłogi. Zwrócili na to uwagę miejscy aktywiści. Ocenili, że szacunkowa wartość zamówienia „każe przypuszczać, że wybrane zostaną tramwaje w większości wysokopodłogowe”.

Alarm podnieśli kilka tygodni później, gdy pojawiły się dwie oferty: Modertans Poznań dostawę wozów wycenił na ponad 176 mln zł, a Pesa Bydgoszcz – na prawie 324,5 mln zł. Za jeden tramwaj poznańskiej firmie Wrocław miałby zapłacić ponad 4 mln zł, a do Bydgoszczy powędrowałoby prawie 8 mln zł. Droższe Pesy miały być w stu procentach niskopodłogowe, natomiast Moderusy – tylko w jednej czwartej.

Starszym trudniej

Które z nich powinno kupić wrocławskie MPK? Odpowiadający na to pytanie czytelnicy „Wyborczej” nie mieli wówczas wątpliwości: 91 proc. z nich wskazało na Pesy, a tylko 9 proc. na Moderusy. Pasażerowie komunikacji miejskiej mieli identyczne zdanie.

Elżbieta Modrzejewska: – Tramwaje w całości powinny być niskopodłogowe, zwłaszcza że jest coraz więcej ludzi, którzy mają problemy z wsiadaniem do tramwajów.

W takiej sytuacji są Franciszek Bystrzyk i Wiesława Pietruszewska.

– Mam kłopoty z chodzeniem – przyznała w rozmowie z „Wyborczą” wrocławianka. – Kiedy do pojazdu trzeba wejść po wysokich schodach, czasem rezygnuję z jazdy. Wszyscy urzędnicy powinni myśleć nie tylko o ludziach młodych i sprawnych, ale też o starszych.

Urzędnicy uznali jednak, że moduł niskopodłogowy (czyli taki tramwaj, w którym tylko środkowe wejście ma obniżoną podłogę) będzie przyjazny dla osób o ograniczonej mobilności i przekona mieszkańców, by z własnych samochodów przesiedli się do MPK. Powinna ich do tego skłonić również klimatyzacja i nowoczesne systemy informacji pasażerskiej.

„Komfort pasażerów najistotniejszy jest przy podstawowej funkcji tramwaju, czyli przewozie osób, nie przy ładowaniu telefonu” – argumentowali w liście otwartym do MPK inżynier transportu Patryk Wrona oraz Tomasz Szymczyszyn z Wrocławskiego Ruchu Obywatelskiego. „Pasażer wsiada i wysiada przy każdej podróży, więc te dwa schodki pokonywane codziennie po kilka razy są uciążliwe. I to nie tylko dla osób na wózkach, ale dla wszystkich pasażerów – niepełnosprawnych, pełnosprawnych, starszych, młodych, kobiet, mężczyzn”.

Dodawali, że zgodnie z definicją MPK Wrocław, tramwaj będzie komfortowy, gdy będzie miał informację pasażerską i klimatyzację. „A to jest standard w dzisiejszych czasach i powinniśmy to traktować jako podstawę, a nie jakieś dodatki i specjalny ukłon wobec pasażerów” – argumentowali aktywiści.

Niskie podłogi już były

Działacze przekonują, że MPK robi zdecydowany krok w tył. Od 2002 roku kupował bowiem tylko autobusy z niską podłogą, a 15 lat później „świadomie cofa się w rozwoju taboru tramwajowego”. Tym bardziej że w 2006 roku kupiono pojazdy z większościowym udziałem niskiej podłogi (Skoda 16T), a potem kontynuowano ten trend w 2011 i w 2014 roku, kupując Skody 19T i Pesy Twist. „Skutki takiej decyzji, zważywszy, że średnio tramwaj we Wrocławiu eksploatuje się ponad 40 lat, będziemy odczuwać do roku 2060” – stwierdzili aktywiści, pytając, „czy Wrocław chce tworzyć muzeum techniki na szynach?”.

Krytyka i postulat unieważnienia przetargu i rozpisania nowego dotarły nie tylko do MPK i prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, ale też do poznańskiego Modertansu. Zażądał on od TUMW i Akcji Miasto przeprosin, zaprzestania krytykowania ich pojazdu i pomawiania firmy. Zagroził, że jeżeli sytuacja się nie zmieni, to sprawa trafi do sądu.

Przemysław Filar, ówczesny prezes TUMW, był oburzony. – To skandaliczna próba zastraszania i naruszania wolności wypowiedzi naszych organizacji, których celem jest poprawa jakości życia mieszkańców Wrocławia – mówił.

„Jest to niedogodność”

W dyskusję o tramwajowej podłodze zaangażowali się też politycy, bo zakup nowej floty dla MPK, kosztujący ponad 300 mln zł, dofinansowała Unia Europejska – kwotą 159 mln zł. Za te pieniądze Wrocław ma kupić w kolejnych latach łącznie 56 nowych tramwajów.

Poseł Alicja Chybicka, wtedy kandydatka Platformy na prezydenta Wrocławia, uważała, że „mieszkańcy miasta zasługują, by wszystkie tramwaje były nowoczesne, niskopodłogowe i wyposażone w klimatyzację”.

– Trzeba kupić takie, które wszystkim będą służyć przez najbliższe 30–40 lat – mówiła.

Zdjęcie ilustracyjneZdjęcie ilustracyjne TOMASZ PIETRZYK

Bartłomiej Ciążyński, przewodniczący wrocławskiego SLD, nie chciał stawiać tej sprawy na ostrzu noża. – Jeżdżę tramwajami obu typów, często z synkiem w wózku. W komforcie samej jazdy nie dostrzegam różnicy. Tak Pesy, jak i Moderusy są klimatyzowane, przestronne, z systemem informacji wewnętrznej. Chodzi tylko o to, że w Moderusach rodzice z wózkami czy osoby o ograniczonej mobilności będą musiały poszukać tego wejścia z niską podłogą. Owszem, jest to niedogodność, a i dla części pasażerów bariera. Ale czy ta różnica nie uzasadniała zaoszczędzenie przez miasto 150 mln zł na zakupie 40 tramwajów? Czy przy dziesiątkach wysłużonych „szrotów” jeszcze z lat 80. nie warto kupić niemal dwa razy więcej nowych tramwajów? Czy gdyby MPK zdecydowało się na Pesy, nie powiedziano by, że to niegospodarność? – powiedział.

MPK zdecydowało się ostatecznie na Moderusy. Prezes spółki, Jolanta Szczepańska, tłumaczyła, że skupia się na tym, aby wymienić jak najwięcej starych tramwajów, korzystając ze środków unijnych.

– W sumie mamy do wymiany ok. 150 tramwajów z lat 80. To bardzo duża liczba, musimy więc wyważyć interesy – tłumaczyła.

Wtórował jej wiceprezydent Maciej Bluj: – Albo stawiamy tylko na tramwaje najwyższej klasy, co jednak wiąże się z zakupem mniejszej liczby, albo wolimy kupić trochę więcej tramwajów tańszych, choć niższej klasy. Moderusy beta jeżdżą po Wrocławiu od końca 2015 roku, ale myślenie o nich i o komforcie pasażerów zaczęło się zmieniać. Politycy wyciągnęli wnioski z tej lekcji, a powodem były m.in. wybory samorządowe.

Mieszkańcy zadecydują?

Jacek Sutryk, który w pierwszej turze został prezydentem Wrocławia, obiecywał, że Wrocław będzie miastem szybkiego i wygodnego transportu publicznego.

– Kupię 220 nowoczesnych, ekologicznych i klimatyzowanych autobusów oraz 120 niskopodłogowych tramwajów. Zbuduję nowe linie na: Nowy Dwór, Popowice, Swojczyce, Ołtaszyn, Jagodno, Muchobór Wielki, Maślice i Bartoszowice i znacznie poprawię dostępność komunikacyjną Psiego Pola – obiecywał.

Wrocław pracuje teraz nad projektem Planu Zrównoważonej Mobilności i konsultował go z mieszkańcami miasta. A ci chcą na przykład, by nowe wrocławskie tramwaje miały klimatyzację i niską podłogę.

– Oczekiwania mieszkańców zostaną wpisane w plan i po przegłosowaniu przez radnych, wytyczą kierunki działania – zapewnia Monika Kozłowska-Święconek, dyrektor Biura Zrównoważonej Mobilności Miejskiej.

To oznacza tyle, że jeżeli MPK będzie chciało kupić nowe tramwaje, to obowiązkowo muszą być niskopodłogowe i klimatyzowane.

Future is Now – Przyszłość jest teraz

Projekt jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadne osoby działające w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.