W sobotę w Hali Stulecia odbyła się One Love Music Festival, czyli 15. edycja festiwalu znanego do tej pory jako One Love Sound Festival, największe halowe wydarzenie w Polsce w klimatach reggae. W tym roku organizatorzy zafundowali publiczności trochę zmian. Czy wszystko się udało?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Kilkanaście lat funkcjonowania w poprzednim formacie pokazało, że czas otworzyć się na nowych artystów, nową publiczność. Mówię szczególnie o kilku ostatnich odsłonach - powiedziała przed imprezą Daria Kubasiewicz z biura festiwalu. Odbywa się on od 2005 roku i dzierży tytuł największego halowego festiwalu muzyki reggae w Polsce, jest też jedną z największych takich imprez w Europie. Grają tu prawdziwe legendy, światowe i polskie gwiazdy i „młoda siła” jamajskiej muzyki. W tym roku miało być inaczej, a największą różnorodność widać było na scenie głównej. - Uznaliśmy, że potrzebny jest powiew świeżości w postaci electropopowego koncertu The Dumplings czy występu tak oryginalnego składu, jakim bez wątpienia jest 5'nizza - mówiła Daria Kubasiewicz.

Działo się w Hali

Wspomniany electropopowy „powiew” The Dumplings okazał się dość słabym podmuchem, który nie nawiał tłumów pod scenę. To nie był słaby koncert, bo ten zespół takich nie daje, byli fani pod sceną, były śpiewy, ale nie dało się zauważyć, że zespół nie do końca przekonał do siebie „starą” festiwalową publiczność. Ta w tym czasie wybierała jednak inne sceny.

KRZYSZTOF ĆWIK

Zupełnie inaczej było już na występie Bednarka (co było do przewidzenia), ale zaskoczeniem było to, że grająca po nim akustyczna 5’nizza porwała tłum. Andriej „Sun” Zaporożec i Sergiej Babkin śpiewają, akompaniując sobie tylko na jednej gitarze (okazjonalnie wspomaga ich basista), za to doskonale rapują, udają głosami skrecze, trąbkę, robią beatbox, mieszają folk, akustycznego rocka, hip-hop, ska, lekkie latino... Tu dzieje się tyle, że trudno to opisać, za to zdecydowanie warto tego posłuchać. Tak też uznała publiczność - z perspektywy trybun widać było, że każdy, kto trafił na ten koncert, zostawał do końca. Fantastyczny występ, wielka owacja.

W ciemno można było obstawiać, że tłoczno będzie na występie Dub FX-a, australijskiego beatboxera, który zaczynał od występów ulicznych, a dziś - co potwierdziło się w sobotę - wypełnia wielkie hale koncertowe. Zagrał z czterema innymi muzykami, rozkręcił solidną imprezę, była energia i zabawa. Tak, to jest artysta na dużą scenę. Tak jak 5’nizza.

Nie tylko duża scena

Doskonale sprawdziła się zainstalowana we Wrocławskim Centrum Kongresowym scena Aleternativ, gdzie grał m.in. brytyjski skład The Herbaliser. Byli kolejną stylistyczną nowinką na festiwalu, bo zaserwowali instrumentalne numery ocierające się o jazz i klimaty soundtucków z seriali amerykańskich z lat 70. i 80. Zagrali świetnie, pod sceną było pełno, podobnie jak na koncercie występującego w tym miejscu Gutka. Poza tym w tutejszym korytarzu można było chwilę odpocząć od muzyki, co w kontekście tego maratonu nie jest bez znaczenia. Alternativ Stage to zdecydowanie dobra zmiana na festiwalu. Może następnym razem Mitch & Mitch albo Pink Freud?

Swoją publiczność miała drum’n’bassowa scena firmowana przez brytyjską wytwórnię Hospital Records, gdzie grali m.in. High Contrast i London Elektricity. Dobry występ na scenie Natural dał Paxon, współzałożyciel zespołu Natural Dread Killaz (wspomagał go m.in. Mesajah), stylowo zabębniła Szkoła Samby Sete Rios, zagrał Gooral i soundsystemy. Hospital Stage i Natural Stage to były solidne punkty programu.

Co dalej, festiwalu?

Zmiany chyba się przyjęły, choć byłbym ostrożny przy układaniu kolejnego programu: odskocznia w stylu The Dumplings nie do końca sprawdziła się na Main Stage. Co nie znaczy, że nie trzeba próbować, co pokazał doskonały koncert 5’nizzy. Mi osobiście brakowało na dużej scenie trochę solidnego, energetycznego ska zmieszanego z punkiem czy rockiem, coś w styli hiszpańskiego Ska-P. Takiego „czadu”, niekoniecznie do bujania i niekoniecznie podbitego elektroniką. Może następnym razem? We Wrocławiu chyba jeszcze nie grali.

One Love Music Festival zaczyna pisać nową historię. Organizatorzy mają jednak zagwozdkę: czy rewolucje nie pozbawią go tytułu „największego w Polsce halowego festiwalu reggae”? Kusi go dzierżyć nadal (i w opinii wielu osób warto, bo 15 lat historii i taka „łatka” to nie byle co), choć zmiany tej imprezie są potrzebne, co pokazała ta odsłona. Może da się połączyć jedno z drugim, jestem ciekaw przyszłorocznej edycji. Trzymam kciuki i liczę na odważne decyzje, które zamienią się w udane koncerty.

KRZYSZTOF ĆWIK

KRZYSZTOF ĆWIK

Nie tylko muzyka

W październiku odszedł wrocławianin Michał Gawlicz. Pracował w agencji koncertowej Lionstage, był m.in. menedżerem Habakuka. Z Januszem Kondratiukiem przygotowywał koncert poświęcony Janowi Himilsbachowi i Zdzisławowi Maklakiewiczowi dla Festiwalu Gwiazd w Gdańsku, współtworzył multimedialne widowiska poświęcone Kalinie Jędrusik, Halinie Poświatowskiej i Krzysztofowi Komedzie. „Nie ma problemu, daj chwilę” - tak odpowiadał na każdy telefon. Za chwilę oddzwaniał: „Masz załatwione”.

Organizatorzy One Love Music Festival postanowili przypomnieć Michała, człowieka z branży, z Wrocławia, mocno związanego z festiwalem. Były zdjęcia na ekranie, krótkie filmy, odpowiednia muzyka. I chwila skupienia.

Michał, nie udało się zagrać w ping-ponga (pewnie dostałbym straszny łomot), ani w hali w nożną. Ale udało się przegadać wiele godzin, spotkać wiele razy. Dobry kumpel, sympatyczny człowiek, z którym można było porozmawiać, pośmiać się, a gdy okoliczności sprzyjały, pójść w miasto i świetnie się bawić... Miałem wątpliwości, czy pisać to, ale pomyślałem, że choć tak podziękuję Ci za załatwione sprawy, lata współpracy. Za to, że byłeś. A organizatorom za chwilę wzruszenia.

Michał miał zaledwie 39 lat.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem