Przed 1945 rokiem Wrocław miał ponad sto cmentarzy. Po wojnie te nekropolie albo całkowicie zlikwidowano, albo usunięto z nich niemieckie nagrobki.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W 1957 roku wyszło zarządzenie o zamknięciu przedwojennych cmentarzy, a następne dziesięć lat je likwidowano. Nie oszczędzono nawet Wielkiego Cmentarza (Grosser Friedhof), położonego w rejonie obecnych ulic Braniborskiej i Legnickiej. Założony w 1777 roku był miejscem pochówku wrocławskiej elity.

Pogrzebano na nim m.in. przedstawicieli rodziny Kornów (sławnych wydawców) i nadburmistrzów Wrocławia (wśród nich von Kospotha). Stojące tu grobowce były cennymi dziełami sztuki sepulkralnej, ale i tak trafiły na wysypisko.

Wrocławskie cmentarze. Pomnik Wspólnej Pamięci

Kilkanaście lat temu w parku Grabiszyńskim odsłonięto pomnik Wspólnej Pamięci poświęcony pamięci mieszkańców przedwojennego Wrocławia, których mogiły zostały zniszczone. Pomysł narodził się, gdy na polu pod Mirkowem znaleziono stertę poniemieckich nagrobków ściągniętych pod koniec lat 80. z cmentarza Osobowickiego.

Ich właściciel, wrocławski kamieniarz, wykorzystywał je m.in. do budowy posadzek i schodów, a potem chciał sprzedać gruz władzom miejskim. Miasto kupiło dwieście najlepiej zachowanych płyt, które zostały częściowo wmontowane do pomnika.

– We Wrocławiu na nekropolie wpuszczono spychacze. Zniszczono cenne zabytki sztuki cmentarnej, nie robiąc wcześniej nawet dokumentacji ikonograficznej. Zamieniano cmentarze na skwery, nie przeprowadzając ekshumacji, a potem w tym samym miejscu budowano na przykład stację benzynową. Koparka wyrzucała na wierzch ludzkie szkielety, a robotnicy wieszali czaszki na okolicznych drzewach. Taki los stał się udziałem zmarłych pochowanych na cmentarzu wojskowym u zbiegu alei Wiśniowej i ulicy Ślężnej. Trzeba jednak też powiedzieć, że stały za tym polityka i odgórne decyzje władz. Był to element akcji usuwania z miasta śladów niemczyzny. Skoro we Wrocławiu „kamienie mówią po polsku", to te nagrobne też powinny. Proces likwidacji zaczął się w 1957 roku i do lat 70. większość nekropolii znikła – opowiadała Halina Okólska, współautorka książki „Cmentarze dawnego Wrocławia" w rozmowie z „Wyborczą" .

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
> i do lat 70. większość nekropolii znikła

tzn. one dalej istnieją, tylko, że bez pomników; zamieniono je w parki - park Andersa, Skowroni, Zachodni (tam nawet jeden pomnik pozostał) i pewnie inne; ludzie sobie tam piknikują, psy wyprowadzają, fajnie i malowniczo jest, a pod trawką resztki dawnych Wrocławian.

Jak zburzyli basen (zbudowany po 1945) i zaczęto budować V LO przy Ślężnej, zaraz naprzeciw cmentarza żydowskiego, jednego z niewielu ocalałych, to okazało się, że wciąż tam sporo kości ludzkich

Los "poniemieckich" cmentarzy to dramatyczna dość .historia (a nawet traumatyczna), za którą, niestety, jako społeczność odpowiadamy.
już oceniałe(a)ś
3
0