Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– W 2015 roku na Dolnym Śląsku było jeszcze prawie 40 niezrekultywowanych gminnych składowisk odpadów. Zwróciliśmy się do tych wszystkich gmin z pomysłem wspólnego rozwiązania tego problemu i powołania specjalnego podmiotu, który zająłby się przeprowadzeniem rekultywacji – opowiada Andrzej Jamrozik, prezes zarządu DPR.

Skorzystało 14 gmin

Na przystąpienie do spółki zdecydowało się 14 gmin: Malczyce, Oborniki Śląskie, Wisznia Mała, Dobroszyce, Zawonia, Twardogóra, Wądroże Wielkie, Chocianów, Grębocice, Pęcław, Pieńsk, Mirsk, Strzelin oraz miejska Kłodzko. Na ich terenie jest 16 nieczynnych składowisk o powierzchni ponad 26,5 ha. W ten sposób powstała spółka Dolnośląski Projekt Rekultywacji, która w całości należy do samorządu województwa dolnośląskiego.

Rekultywacja składowiska w Rusku na terenie gminy MalczyceRekultywacja składowiska w Rusku na terenie gminy Malczyce Fot. Mat. prasowe

Rekultywacja to wymóg wynikający z przepisów Unii Europejskiej. – Z końcem 2011 roku minął wyznaczony nam przez Komisję Europejską termin dostosowania nieczynnych składowisk do unijnych przepisów. Tymczasem, niestety, problem ten jest aktualny do dziś. Najgorsza sytuacja jest na wschodzie Polski, ale i na Dolnym Śląsku w kilkunastu gminach są jeszcze niezrekultywowane składowiska – wyjaśnia prezes DPR.

Przekonuje, że problemu nie wolno bagatelizować – zarówno ze względu na negatywny wpływ na środowisko (niebezpieczeństwo skażenia wód gruntowych i powietrza), jak i groźbę ewentualnych sankcji finansowych.

– Na przykład na Grecję nałożono karę w wysokości 300 tys. euro dziennie – wyjaśnia Jamrozik. – A ostatnio poza naszym województwem doszło do wielu pożarów składowisk odpadów, które spowodowały bardzo duże skażenie powietrza. A dzięki utworzeniu DPR i bardzo dużemu wsparciu ze strony marszałka Cezarego Przybylskiego to zagrożenie już nie występuje w przypadku 16 składowisk na terenie tych gmin.

Udało się taniej

Według kosztorysu z 2015 roku ich rekultywacja miała kosztować ponad 32 mln zł. W czerwcu 2016 roku Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (WFOŚiGW) przyznał na realizację tego zadania dotację w wysokości 50 proc. planowanych wydatków.

Koszty okazały się jednak dużo niższe. Na ogłoszony przez DPR przetarg wpłynęło ponad 100 ofert, dzięki czemu koszt spadł do ok. 13,5 mln zł, czyli ok. 40 proc. pierwotnie zakładanej kwoty.

– W związku z tym zwróciłem się do WFOŚiGW o zwiększenie poziomu dotacji do 60 proc. Wniosek ten został rozpatrzony pozytywnie i w ubiegłym tygodniu podpisałem aneks zwiększający dotację – mówi prezes Jamrozik.

Finalnie dotacja z WFOŚiGW wynosi więc 8,19 mln zł. Pozostałe 40 proc. to w przypadku siedmiu gmin pożyczka udzielona również przez WFOŚiGW, której spłata jest rozłożona na pięć lat.

Wyjaśnia też, że rekultywacja kosztuje znacznie mniej, kiedy zadanie realizowane jest zbiorowo: – Poza tym gminy nie mają problemu z procedurami, monitoringiem składowisk, wywozem odcieków, zabezpieczeniem itd. Wszystko jest realizowane przez spółkę.

Zmieniają wysypiska

Składowisko w Kłodzku przed rekultywacjąSkładowisko w Kłodzku przed rekultywacją Fot. Mat. prasowe

Największym obiektem, na terenie którego trwają prace, jest blisko sześciohektarowe składowisko w Kłodzku. Mają zakończyć się w czerwcu przyszłego roku.

– Gdyby nie DPR, ponieślibyśmy znacznie wyższe koszty – mówi Michał Piszko, burmistrz Kłodzka. – Według pierwszych kosztorysów na prace trzeba byłoby wydać 6 mln zł, a po ogłoszeniu przetargu kwota obniżyła się do 3,2 mln zł. A dzięki 60-procentowemu dofinansowaniu koszt gminy udało się zredukować do 1,3 mln. Wydaliśmy więc mniej, odzyskaliśmy ogromny teren, a do tego uniknęliśmy poważnego problemu, ponieważ, zwlekając, płacilibyśmy kary dobowe.

Rekultywacja trwa już na wszystkich składowiskach. W zależności od wielkości terenu prace zajmują od kilku miesięcy do półtora roku. Na czym polegają?

– To zależy od projektu, który jest indywidualny w przypadku każdego składowiska. W zależności od uwarunkowań odpady są formowane, wypełnia się ewentualne zagłębienia, a następnie wykonywane są warstwy: odgazowująca, odsączająca i uszczelniająca – wyjaśnia Jamrozik. – Po zaizolowaniu kolejna jest warstwa organiczna, np. humusu lub kompostu powstałego z części organicznych takich jak trawy, gałęzie itp. Ostatnia warstwa to min. 10 cm humusu, czyli ziemi uprawnej. W końcu całość jest obsiewana trawą oraz obsadzana krzewami i drzewami.

Więcej niż rekultywacja

Składowisko w Rusku na terenie gminy Malczyce przed rekultywacjąSkładowisko w Rusku na terenie gminy Malczyce przed rekultywacją Fot. Mat. prasowe

Niektóre gminy realizują więcej niż samą rekultywację. Przykładem mogą być Malczyce, gdzie ponadczterohektarowe składowisko mieści się w Rusku.

– Kiedy rozpoczęliśmy projekt, wpadłem na pomysł, by odtworzyć zbiornik wodny po cegielni. Udało się już wyczyścić linię brzegową, a obecnie usuwane są odpady typu PET. W przyszłym roku będziemy mogli pochwalić się więc zbiornikiem wodnym i ścieżką rekreacyjną, a z Malczyc do zrekultywowanego wysypiska prowadzić będzie ścieżka pieszo-rowerowa – zapowiada Piotr Frankowski, wójt gminy Malczyce.

W przyszłym roku zakończą się rekultywacje na składowiskach na terenie wszystkich gmin współpracujących w ramach DPR. W kolejnych latach spółka odpowiadać będzie za trwałość i stan zrealizowanych projektów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.