Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rzeczywistość zmienia się dużo szybciej niż przekonania – coraz więcej kobiet wchodzi w świat, w którym dotychczas obecni byli niemal wyłącznie mężczyźni. Na przykład wrocławskimi tramwajami wożą nas już 123 motornicze, a miejskie autobusy prowadzi 36 pań kierowców. W stosunku do mężczyzn nadal są w mniejszości (stanowią 20 proc. wśród motorniczych, a wśród kierowców niespełna 5 proc.), jednak wciąż ich przybywa.

– W MPK cały czas trwa rekrutacja. Dodam, że pań przybywa także na stanowiskach kierowniczych. Szefem naszego działu technicznego jest kobieta, i oczywiście również prezes MPK jest kobietą – mówi Agnieszka Korzeniowska, rzeczniczka wrocławskiego MPK.

Zawsze pociągały mnie duże maszyny

Elżbieta Krawczyk, motornicza MPK:

Elżbieta Krawczyk jest motornicząElżbieta Krawczyk jest motorniczą KRZYSZTOF ĆWIK

– Chwileczkę, bo próbuję właśnie przełożyć zwrotnicę. O, poszła. Niektóre wymagają większej siły, raz zdarzyło mi się prosić o pomoc pasażera.

Jak zostałam motorniczą? Od zawsze chciałam jeździć, najbardziej pociągały mnie duże maszyny. Może dlatego, że mam dziadka rolnika, który porusza się dużym sprzętem. Ma mnóstwo pola, kilka kombajnów, ciągniki i koparki. Jako dziecko spędzałam u dziadków całe wakacje i nie raz dziadek czy wujek pozwalał mi usiąść za sterami.

W swojej pracy najbardziej lubię pewien rodzaj niezależności, moment, kiedy zamykam się w kabinie, mam tam ciszę i spokój. Mogę myśleć, nikt nade mną nie stoi i nie mówi mi, co mam robić.

Prywatnie też lubię jeździć, fascynuję się motoryzacją – uwielbiam szybkość, lubię testować nowe auta, sprawdzać, jak zachowują się na drodze. Tramwaje, tak jak auta, bywają bardzo różne. Dziś miałam okazję prowadzić nowy Modertrans (Moderus) i jest to zupełnie inny tramwaj od tych, którymi już kierowałam. Ale trzeba się dostosować.

Codziennym zagrożeniem jest pośpiech na drogach, nawet piesi nieustannie wchodzą pod tramwaj. Kampanii proszących pieszych o ostrożność było już tak dużo, że nie potrafię zliczyć, a nic się nie zmieniało. Codziennie trafiam na smartfonowe zombie, które wchodzi na torowisko z nosem w telefonie.

Albo kierowcy, którzy zatrzymują się na torach tuż przed nadjeżdżającym tramwajem. Czy na kolejowym przejeździe też by tak stanął?

Kilka lat temu, kiedy dopiero zaczynałam pracę w MPK, wygrałam konkurs na najlepszego motorniczego we Wrocławiu. W całym kraju zajęłam czwarte miejsce i byłam najlepsza wśród kobiet. Ogólnopolski konkurs stał na bardzo wysokim poziomie, brali w nim udział najlepsi motorniczowie z całego kraju. Jedną z konkurencji było hamowanie na torze oblanym olejem – starym tramwajem konstal z prędkości 40 km/godz. na dystansie 30 m. Niewielu się udało, mnie tak. Rok później mój sukces we Wrocławiu powtórzyła koleżanka z zajezdni.

Ale nawet taka wygrana i umiejętności nie gwarantują bezpiecznego każdego dnia w pracy. Niestety, zdarzają się kolizje. Czasami sprawcą jest agresywny kierowca, który na widok kobiety za sterami dodatkowo się nakręca. Bo wielu uważa, że płeć piękna nie potrafi jeździć, mimo iż kobiety już nieraz udowodniły, że posiadają większe umiejętności niż panowie w prowadzeniu tramwajów czy autobusów.

Oczywiście zdarzają się też miłe momenty. Na przykład gdy po przejechaniu kilku przystanków podchodzi do mnie pasażer i dziękuje, że tak delikatnie prowadzę, nie szarpię pojazdem.

Po powrocie z urlopu macierzyńskiego widzę w pracy wiele nowych kobiecych twarzy. To dobrze, że panie nie boją się iść na przekór stereotypom.

Mam dwoje dzieci, sześcioletnią córkę i półtorarocznego syna. Biorę pierwszą zmianę, żeby móc odebrać je z przedszkola i żłobka. Wychodzę z domu około 3 nad ranem, wracam po 16. Przy dzieciach nie ma mowy o drzemce.

 

Ale macierzyństwo daje dodatkowy power. Cały czas na pełnych obrotach. Zakupy, obiad i najlepiej jeszcze ciasto na deser (śmiech). Mąż mówi, że mnie podziwia, bo sam nie dałby rady tak funkcjonować. Mama każdego dnia „odmawia zdrowaśki”, żebym bezpiecznie dojeździła do końca zmiany. A córka zawsze przed snem mówi do mnie: „mama obudź mnie, dziś idę z tobą do pracy”.

Jest zafascynowana i z dumą opowiada w przedszkolu, że jej mama jest najlepszą motorniczą w Polsce. Może też ma to w genach?

Na górze mam poczucie przestrzeni

Magdalena Szpunt, operatorka żurawia wieżowego:

Magdalena Szpunt, operatorka żurawia: - Panowie 50+ są zszokowani, młode pokolenie zafascynowane - bo kobieta na budowie to bardzo rzadki widokMagdalena Szpunt, operatorka żurawia: - Panowie 50+ są zszokowani, młode pokolenie zafascynowane - bo kobieta na budowie to bardzo rzadki widok Fot. Archiwum rodzinne

Panowie 50+ są zszokowani, młode pokolenie zafascynowane – bo kobieta na budowie to bardzo rzadki widok. Na moje oko 99 proc. budowlańców to mężczyźni. A tu jeszcze kobieta na żurawiu.

Co mówią? Pytają, czy się nie boję wchodzić tak wysoko. Raczej wstydzą się ze mną rozmawiać, nie mają za to oporów, żeby się rozbierać w mojej obecności.

To taka branża, że o standardzie biznesowym w komunikacji nie może być mowy. Raz trafiłam na ekipę górali, którzy prawdopodobnie nigdy wcześniej nie pracowali z kobietą. Tak wulgarnie wyrażali niezadowolenie z tego, co robię, że zrezygnowałam z tej budowy. Na szczęście ta sytuacja była wyjątkiem.

Bo niby dlaczego takiej pracy nie miałaby wykonywać kobieta? Lęk wysokości to jedyna przeszkoda, płeć nie ma tu żadnego znaczenia.

W zasadzie to, co robię jest bardzo proste: operowanie dwoma gałkami w trzech płaszczyznach. Tylko trzeba być świadomym odpowiedzialności. I bardzo ważna jest koncentracja. Wystarczy, że na moment się zagapię, zamyślę, i mogę zburzyć ścianę budynku, pod którą stoją koledzy.

Nie można więc szarżować z prędkością transportowania ładunków i poddawać się presji kierownictwa, żeby pracować szybciej. Paradoksalnie dużo lepsze efekty uzyskuje się z wolniejszego, bardziej precyzyjnego tempa. Ludzie są spokojniejsi na dole, popełniają mniej błędów. Jest bezpieczniej.

Na górze mam poczucie otaczającej mnie przestrzeni. Za chwilę kończy mi się przerwa, więc oddzwonię wieczorem, niestety nie powiem dokładnie o której. W tym zawodzie nienormowany czas pracy i „spóźniony beton” to norma.

(Telefon po g. 18)

Akurat dziś poszło szybko. Terminy na budowach gonią, cały czas robimy pod presją czasu, by ze wszystkim zdążyć. Bywa, że pracujemy też nocą.

Dzisiaj miałam w kabinie 37 stopni – mimo klimatyzacji, włączonego wiatraka i okien zasłoniętych folią izotermiczną. Czasem powietrze tam, na górze zupełnie stoi. A czasem jest taki wiatr, że nie da się otworzyć okna, bo wyrwałoby zawiasy.

Boję się burzy z piorunami – że wyładowanie może trafić w mój żuraw. O wypadkach śmiertelnych nie słyszałam, z wyjątkiem jednego: poraziło mężczyzn pracujących na dole z żurawiem, którzy właśnie trzymali wiszący pojemnik z betonem.

Studiowałam geologię i jedyna praca, jaką po studiach znalazłam w swoim zawodzie, to etat w biurze, w papierach, za najniższą krajową. A ja zawsze chciałam w terenie.

Próbowałam wielu rzeczy, z rodzicami zawsze dużo podróżowaliśmy, miałam i mam różne sportowe pasje: wspinam się, jestem taternikiem jaskiniowym, pływam, jeżdżę na motocyklu. Strzelałam z kbks-u, i byłam w sekcji strzeleckiej – rodzice uważali, że trzeba wielu rzeczy spróbować, żeby wiedzieć, co daje mi radość. Po studiach przez jakiś czas prowadziłam m.in. ściankę wspinaczkową, ale skończyła się dotacja na projekt, a co za tym idzie, mój kontrakt.

Odpowiadając na ogłoszenie firmy, która rekrutowała operatorów żurawi wieżowych, zastrzegłam, że liczę na sfinansowanie takiego kursu. Chyba spodobała im się moja aplikacja: wcześniej też m.in. dorywczo malowałam kominy i rozbierałam kopalnię.

Może kiedyś wrócę do zawodu geologa – ciągle marzę o pracy w terenie, dużej kopalni. Na razie działam w związku zawodowym „Wspólnota pracy”, w którym dążymy m.in. do poprawy warunków pracy operatorów żurawi wieżowych. Oprócz mnie jest w nim parę innych kobiet.

Tata miał warsztat blisko domu

Aleksandra Pachura, kierownik działu techniki podciśnieniowej i sprężyn gazowych w firmie Pneumat System:

Aleksandra Pachura: - Nie wiem, dlaczego utarło się, że pneumatyka, hydraulika, motoryzacja i w ogóle wszystko, co związane z techniką, to branże typowo męskieAleksandra Pachura: - Nie wiem, dlaczego utarło się, że pneumatyka, hydraulika, motoryzacja i w ogóle wszystko, co związane z techniką, to branże typowo męskie MIECZYSŁAW MICHALAK

Zadecydował przypadek: na ochronę środowiska było bardzo dużo chętnych. Pan, który przyjmował podanie, zasugerował mi inny, bardzo fajny kierunek: technika rolnicza i leśna. Później przekonałam się, że to właściwie mechanizacja rolnictwa. Początkowo byłam przerażona, ale po pierwszym roku stwierdziłam, że to trafny wybór.

Tata był brygadzistą w dużym zakładzie produkcyjnym, miał warsztat blisko domu. Już w dzieciństwie wiedziałam, co to jest suwmiarka, umiałam pomierzyć wszystko i lubiłam omawiać z tatą różne kwestie techniczne. U nas w domu zawsze rozmawiało się krótko i na temat. To chyba przekazywane jest w genach, bo widzę, że moja 3-letnia córka też chętniej bawi się samochodami, lalek w ogóle nie chce.

Za to moja siostra do dziś nie może zrozumieć, czym się zajmuję. No właśnie. Trudno wyobrazić sobie sprężone powietrze. Najlepiej zobaczyć to na żywo: na przykład podciśnieniowe ssawki za pomocą których w zakładach produkcyjnych przenoszone są szyby czy blachy. Z naszych rozwiązań korzystają m.in. firmy z branży motoryzacyjnej.

Ja zajmuję się projektowaniem i doradzam klientom. Dział, którym kieruję, dba też o logistykę i by wszystko działało potem zgodnie z planem. Czasem dzwoni do mnie klient i mówi, że na programie Galileo widział to i to, i pyta, czy da się tak zrobić. Oczywiście, że się da, jednak do każdej kwestii należy podejść indywidualnie.

Druga dziedzina, którą się zajmuję, to sprężyny gazowe, czyli rozwiązania wykorzystywane np. w bagażnikach aut – dzięki nim się zamykają.

Po studiach nie znalazłam pracy w przedsiębiorstwie rolniczym, a do Pneumat Systemu aplikowałam ze świadomością, że będę musiała się jeszcze wiele nauczyć. Miałam jednak na tyle solidne podstawy, że dokształcanie się w dziedzinie pneumatyki okazało się już tylko przyjemnością: śmieję się, że po studiach, które były harówką, moja praca to są wakacje. I oczywiście cały czas się uczę, rozwijam, bo to praca, w której nie można stać w miejscu. Fajne jest też to, że codziennie mamy jakąś nową rzecz do rozwiązania, każda sytuacja jest inna.

W firmie pracuję już ponad 10 lat, ale wciąż mi się zdarza, że nowi klienci są zaskoczeni, gdy telefon odbiera kobieta. Przekonują się dopiero po pierwszym kontakcie.

Na początku to w ogóle była sensacja, że mężczyźnie doradza kobieta. Ale to się powoli zmienia. Zdarza się, że po drugiej stronie też słyszę kobiecy głos.

Kobiety zaczynają obejmować kierownicze stanowiska w działach technicznych, kierują utrzymaniem ruchu w fabrykach. Nie wiem, dlaczego utarło się, że pneumatyka, hydraulika, motoryzacja i w ogóle wszystko co związane z techniką, to branże typowo męskie. Ja mam wręcz wrażenie, że kobiety, z którymi współpracuję, są bardziej wnikliwe i dokładne, a przez to często nawet lepiej zorientowane od mężczyzn.

Odkąd pamiętam, interesuję się motoryzacją, w telewizji chętnie obejrzę rajd samochodowy, a jeśli chodzi o czynne hobby, to stawiam raczej na jazdę na rowerze i narciarstwo. Dla pneumatyki porzuciłam marzenie zostania rzeczoznawcą samochodowym. W domu naprawię wiele rzeczy.

Autobusy prowadzą się łatwiej

Katarzyna Jazienicka-Nawrocka, kierowca autobusu MPK:

Katarzyna Jazienicka-Nawrocka: - Autobusy to moja miłość od dzieciństwa. Jeżdżę bardzo ostrożnie, mam dobry kontakt z pasażerami i nikt nigdy nie odniósł się do mnie źle tylko dlatego, że jestem kobietąKatarzyna Jazienicka-Nawrocka: - Autobusy to moja miłość od dzieciństwa. Jeżdżę bardzo ostrożnie, mam dobry kontakt z pasażerami i nikt nigdy nie odniósł się do mnie źle tylko dlatego, że jestem kobietą TOMASZ PIETRZYK

– Małe dziecko, ja w sklepie na nocną zmianę. Rano kilkugodzinne szkolenia z jazdy autobusem, potem znów do domu, spacer z dzieckiem, gotowanie obiadu, wieczorem kwalifikacje zawodowe z przewozu pasażerów, i znów do pracy w sklepie. Tak półtora roku temu wyglądało przez miesiąc moje życie – ale było warto, bo dziś spełniam swoje marzenia.

Dopingowała mnie w tym cała rodzina. Autobusy to moja miłość od dzieciństwa. Interesowałam się, pytałam, obserwowałam. Wujek był kierowcą, czasem zabierał mnie ze sobą w trasę.

To był Ikarus, autobus z duszą, wtedy najbardziej podobał mi się huk silnika. Autobusy, którymi teraz jeżdżę, są ciche. Prowadzą się dużo łatwiej niż auta osobowe. Większe lustra, lepsza widoczność, automatyczna skrzynia biegów, wspomaganie kierownicy i układu hamulcowego, większa kierownica.

Jeżdżę bardzo ostrożnie, mam dobry kontakt z pasażerami i nikt nigdy nie odniósł się do mnie źle tylko dlatego, że jestem kobietą. Niektórzy powiedzą czasem coś miłego, podziękują za komfortową jazdę. Gdybym nie była kobietą, to może nie wzbudzałoby to takiej uwagi?

Kiedy widzę, że ktoś biegnie do autobusu, zaczekam, nawet kosztem swojej przerwy. Rozumiem, że ktoś może się spieszyć, denerwować się, że nie zdąży do pracy. Raz jedna pani przyszła do mnie na następnym kółku z czekoladą – gdybym nie zaczekała, przepadłaby jej wizyta u lekarza.

Oczywiście zdarzają się pasażerowie, którzy wyładowują na mnie swoją frustrację np. za to, że stoimy w korku albo na przejeździe. Niektórzy nie rozumieją, że nie mogę wysadzić ich na środku jezdni, bo odpowiadam za ich bezpieczeństwo. W tej pracy na pewno pomaga więc opanowanie i cierpliwość. I magiczne słowo „przepraszam", które jak balsam działa na zdenerwowanych pasażerów.

Oczywiście, cały czas trzeba mieć oczy dookoła głowy: kierowcy potrafią zajechać mi drogę w ostatniej chwili, rowerzyści jeżdżą pod prąd, piesi stają na krawędzi przystanków i mogą stracić równowagę. Jak dotąd tylko raz bardzo gwałtownie musiałam zahamować, nikomu nic się nie stało, przeprosiłam pasażerów.

Pracujemy w systemie zmianowym – po cztery, osiem i dziesięć godzin. Jeżdżę różnymi trasami i lubię wszystkie, zdarza się nawet, że w jednym dniu mam dwie różne. To dobrze, bo nie wpadam w rutynę.

Gdy z koleżankami i kolegami mijamy się na trasie, pomachamy do siebie. Ale tak naprawdę prawie się nie znamy, rzadko jest okazja, żeby porozmawiać. Teraz pracuję na drugą zmianę, bo w sierpniu przedszkole nie pracuje i zmieniamy się z mężem przy dziecku. Od września znów wezmę pierwszą.

Wtedy wstaję o pierwszej w nocy, o drugiej wsiadam w nocny autobus, który wiezie mnie do zajezdni. Tam przechodzę obowiązkowy test alkomatem, siadam za kierownicą, odpalam i jadę.

Lubię jeździć. Kiedy ruszamy na rodzinną wycieczkę, to ja zawsze prowadzę.

Gdzie mogą pracować kobiety

Z badań przeprowadzonych na zlecenie Fundacji Przedsiębiorczości Kobiet przez ośrodek badawczy DELab UW wynika, że jedna trzecia biznesów prowadzona jest obecnie przez kobiety i coraz częściej to one kierują (nie tylko małymi i średnimi) przedsiębiorstwami. Kobiety coraz częściej kształcą się w kierunkach ścisłych, technologicznych czy technicznych, co widać nie tylko na uczelniach, ale też w firmach.

Ale jest też druga strona medalu. Te same badania pokazują, z czym muszą mierzyć się kobiety, które decydują się wejść w stereotypowo męski świat.

– Choć rzeczywistość temu przeczy, to większość osób w Polsce, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, wciąż uważa, że np. zarządy spółek są sferą zarezerwowaną wyłącznie dla mężczyzn. Uzasadniają to obawą, że kobieta nie potrafi skutecznie egzekwować, że ma problem z łączeniem sfery rodzinnej i zawodowej – mówi Marta Gawinek-Dagargulia z Fundacji Przedsiębiorczości Kobiet. – Kobiety, które decydują się przeciwstawić tak silnie zakorzenionym stereotypom, muszą ciągle udowadniać swoją wiedzę i kompetencje, cały czas wykazywać, że obejmowane przez nie stanowisko nie jest przypadkowe.

W zleconym przez Fundację raporcie na liście zawodów, które przez opinię publiczną w Polsce są zaliczane do typowo męskich, góruje kierowca – tak uważa dwie trzecie badanych. Na drugim miejscu jest automatyk/robotyk (65 proc.), a dalej inżynier energetyk (64), programista (59) i projektant budownictwa (58).

Wysoko na liście tych stereotypów znalazły się zawody związane z nowymi technologiami: poza programistą także inżynier nowych technologii (53), analityk systemów (47), projektant IT (43) czy webmaster (41).

– Kobiety, które odpowiadały na pytania w ankietach, już od szkoły średniej słyszały: „córeczko, matematyka nie jest dla ciebie”. Przez rodzinę i otoczenie były nakłaniane do zmiany wybranego kierunku. Powoli jednak zmienia się podejście do wychowania dzieci i obserwujemy, że w młodym pokoleniu przekonania, że coś nie jest dla kobiet, są już dużo słabsze – mówi przedstawicielka fundacji.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.