Klucze przynieśli ze sobą uczestnicy protestu pod Pręgierzem w Rynku. Potrząsając nimi manifestowali, że to ostatni dzwonek, by PiS mógł wycofać się ze zmian w sądownictwie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dziś Senat zajmuje się ustawami sądowymi. Wieczorem wrocławianie i wrocławianki zebrali się w Rynku, aby kolejny raz zamanifestować swój sprzeciw wobec przeprowadzanych przez PiS zmian.

Podczas rozpoczynającego się we wtorek posiedzenia Senatu senatorowie zajmują się m.in. zmianami w kodeksie wyborczym. Do Senatu skierowana została również przyjęta przez Sejm w ubiegłym tygodniu nowelizacja ustaw sądowych. Ma ona dopomóc PiS w szybszym wprowadzeniu do Sądu Najwyższego sędziów wskazanych przez upolitycznioną KRS oraz wyznaczenie następcy prof. Małgorzaty Gersdorf, którą rządząca większość próbuje pozbawić stanowiska I prezes SN, mimo że zgodnie z konstytucją jej kadencja trwa sześć lat.

Przed parlamentem, jak również przed KRS i SN zaplanowano demonstracje. Największy protest zorganizowano jednak na Wiejskiej, bo to tam ważą się losy polskiego wymiaru sprawiedliwości. Protest trwał również pod Pręgierzem na wrocławskim Rynku.

- Ta władza niczego się nie boi. Niczym nie różni się od przestępców, bo dla mnie nie ma różnicy między kimś, kto gwałci kobietę i kimś, kto gwałci konstytucję - mówił jeden z uczestników manifestacji, Aleksander Twardowski. - Opozycja parlamentarna powinna dzień w dzień przypominać Andrzejowi Dudzie, że jak tylko przejmie władzę, prezydent stanie przed Trybunałem Stanu. Powinni przypominać sędziom dublerom i rządzącym, że poniosą odpowiedzialność. A nam pozostaje zachęcać do wyborów. Jeśli każdemu z nas uda się przekonać choć jedną osobę, która nie chodzi głosować, za półtora roku znów będziemy żyli w normalnym państwie. 

Małgorzata Tracz, przewodnicząca Partii Zieloni: - Opór ma sens. Mogą nas nazywać świrami, ale pamiętajmy, że w 2017 roku ludzie protestowali i to przesądziło, że ta nasza walka ma jeszcze sens, że wciąż sprawa sądów nie jest jeszcze zamknięta. W lipcu 2017 roku byliśmy przed Sejmem i Senatem, byliśmy też pod wrocławskim Pręgierzem. Znów jest lipiec, a my trwamy. "Miłość i prawda muszą zwyciężyć nad kłamstwem  i nienawiścią" - to jedno z najbardziej znanych przesłań Václava Havla, o czym przypomniał Czech, który był tu z nami podczas poprzedniego protestu. Czesi tego dokonali.

Gdy w 1989 roku w Czechosłowacji upadał komunizm, 300-tysięczny tłum zebrany na placu Wacława (Vaclavske Namesti) zaczął na do widzenia komunizmowi dzwonić wyjętymi z kieszeni kluczami. - Wykorzystajmy ten symbol, wyjmijcie klucze. Pokażcie władzy, że to ostatni dzwonek. Dzwonimy we Wrocławiu, będą też dzwonić w Warszawie. Będziemy trwać, nie odpuścimy - zapewniała Tracz. 

- Moja córka skończyła studia i wyjechała z Polski. Jest dzieckiem eksportowym - mówiła Katarzyna Lubiniecka ze Stowarzyszenia Dolnośląski Kongres Kobiet. -  Wyjechała, bo nie chciała czekać, aż wróci normalność. Jeżeli nic w Polsce się nie zmieni, głównym towarem eksportowym tego kraju będą właśnie nasze dzieci.  Mam jednak jeszcze młodszego syna. Dlatego tutaj jestem, by pokazać, że jest nas dużo.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem