Piotr Mazurek, uprawiający powożenie zaprzęgami czterokonnymi, ma szansę na udział w Światowych Igrzyskach Jeździeckich w USA. Aby mógł wystartować, potrzebuje 130 tys. zł - tyle brakuje mu do opłacenia transportu koni za ocean.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Ukoronowaniem każdego rodzaju sportu jest udział w mistrzostwach świata. To nie tylko ogromne wyróżnienie, ale i zwieńczenie wielu lat ciężkiej pracy na treningach – mówi pochodzący spod Świdnicy Piotr Mazurek. 

Jest w tym roku jednym z 20 najlepszych powożących w Europie. Dzięki temu ma możliwość udziału w największej imprezie jeździeckiej na świecie – rozgrywanych w Stanach Zjednoczonych Igrzyskach Jeździeckich.

Za ocean musi jednak przetransportować pięć koni, które wezmą udział w konkursie. 

– To ciekawa logistycznie operacja: trzeba je dowieźć do Amsterdamu, jednego z trzech europejskich lotnisk, z których konie latają do USA. Stamtąd polecą samolotem do Karoliny Północnej, gdzie zostaną poddane kwarantannie. Tam koniowozem przetransportowane zostaną już na miejsce olimpiady – opowiada Piotr Mazurek. – Przyjaciele, których poznałem podczas sezonu jeździeckiego na Florydzie, zaoferowali pomoc i udostępnią mi na miejscu sprzęt sportowy oraz bryczki. 

Problemem są pieniądze 

FEI, czyli Międzynarodowa Organizacja Jeździecka, sfinansuje połowę kosztów transportu – zaoferowała 25 tys. franków szwajcarskich. – To dużo, ale niestety wystarczy jedynie na pokrycie kosztów transportu tylko dwóch i pół konia – zaznacza Mazurek. 

W minionym tygodniu Polski Związek Jeździecki odmówił sfinansowania drugiej połowy transportu. Powożący musi więc zorganizować tę kwotę sam. Potrzebuje ok. 130 tys. zł. Na ich zebranie ma niewiele czasu, bo Olimpiada Jeździecka rozpoczyna się w połowie września.

Mazurek jest z wykształcenia lekarzem weterynarii. Od zawsze pasjonuje się końmi. – Moja rodzina zajmuje się hodowlą od przeszło stu lat, my jesteśmy już piątym pokoleniem – opowiada „Wyborczej”. 

Dorastał w Pankowie – małej wiosce pod Świdnicą, gdzie w latach 70. jego ojciec kupił gospodarstwo rolne (liczyło wówczas pięć hektarów). Hodowla zaczęła się od pięciu roboczych klaczy ze Śląska. Teraz gospodarstwo Mazurków to nowoczesna stadnina z 40 końmi – sportowymi oraz klaczami hodowlanymi. 

Pan Piotr najpierw trenował skoki przez przeszkody. Na zaprzęg wsiadł, kiedy miał 16 lat. 

Mazurek: – Przesiadanie się do zaprzęgu czterokonnego to jak wsiadanie do bolidu. Trzeba dogadać się z czterema końmi. I one muszą się nawzajem rozumieć. Najważniejsze: człowiek musi mieć nad nimi pełną kontrolę. Z prowadzeniem zaprzęgu dwukonnego nie ma większego problemu: drobne błędy koni się uśredniają i dwójka zwykle się uzupełnia. W czwórce wszystko jest na wierzchu, dlatego tak ważne są tempo, czucie koni, odpowiednie sygnały w odpowiednim czasie. Muśnięcie grzywy konia jest o niebo istotniejsze niż siłowe warianty. Oczywiście, można przejechać nawet tysiąc mil, trzaskając batem. Ale to nie jest powożenie.

Trenował je więc m.in. pod okiem wicemistrza Europy Władysława Adamczaka oraz belgijskiego trenera Feliksa Brasseura, który dwukrotnie był mistrzem świata w ujeżdżeniu. 

– Gdy pierwszy raz się spotkaliśmy, wypaliłem, że nie mam zbyt wiele pieniędzy, ale chcę uczyć się jeździć czwórką. Powiedział, że spróbujemy. Płaciłem mu 100 euro dziennie. To było niezapomniane: Felix jest bardzo radykalny, jeśli ktoś nie umie pokonać własnych błędów, nie będzie tracił na niego czasu. Musi widzieć postępy już po kilku lekcjach. Bardzo mnie uwrażliwił na konie i cały proces ujeżdżenia – zaznacza. 

Prawdziwi pasjonaci

Nie pierwszy raz Piotr Mazurek ma szansę na udział w Igrzyskach Jeździeckich. W 2010 r., na pożyczonych w Ameryce koniach, zajął 14. miejsce w mistrzostwach świata w Kentucky.

– W latach 70. i 80. Polska była światową potęgą w zaprzęgach czterokonnych. Piotr i paru innych pasjonatów odtwarzają w Polsce ten sport. I to za własne pieniądze – zauważa Jerzy Sawka, dyrektor Wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych Partynice. 

Mazurek: – Nie chodzi o zwycięstwo, ale o sam udział. To ogromna promocja dla Polski: miliony widzów przed telewizorami, a na trybunach setki tysięcy, w tym głowy państw. Każdy z nich będzie mógł zobaczyć nasze, polskie konie, pomyśleć, że są dobre jakościowo i być może przyjechać do Polski, aby takie konie znaleźć. To nie tylko wyróżnienie dla mnie, ale przede wszystkim motywacja dla innych zajmujących się jeździectwem. W końcu jeden z nich ma szansę wystartować w największej imprezie jeździeckiej na świecie – kończy.

Osoby, które chciałyby pomóc w sfinansowaniu wyjazdu na Igrzyska, są proszone o kontakt z redakcją (listy@wroclaw.agora.pl).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem