Damian od pierwszego roku życia mieszkał z babcią Jadwigą, bo rodzice byli alkoholikami. Nie interesowali się nim. "Gdybym zobaczył ojca, tobym go nie poznał" - mówił chłopak czasem w rozmowach z babcią.

Dzieckiem był chorowitym. Cukrzyca, alergia, problemy neurologiczne. Od czwartej klasy podstawówki do końca gimnazjum miał indywidualne nauczanie. Przez to, że był nadpobudliwy, babcia chodziła z nim do psychologa. - Dzięki temu dużo zyskał. Dostał się nawet do technikum - opowiadała babcia.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej