Na pierwsze publiczne czytanie "Zakazanych lektur", które PiS wyrzucił z programu nauczania, wejściówki rozeszły się w mig. W sobotę we wrocławskiej Hali Stulecia "Cesarza" Ryszarda Kapuścińskiego czytał dla tysiąca słuchaczy aktor Marcin Dorociński.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwsza lekcja z cyklu "Zakazane lektury" odbyła się w sobotni wieczór - fragment jednej z najsłynniejszych książek reporterskich, czyli "Cesarza" Ryszarda Kapuścińskiego, przeczytał we Wrocławskim Centrum Kongresowym aktor Marcin Dorociński.

O tekście i twórczości Kapuścińskiego rozmawiali wcześniej reporter Jacek Hugo-Bader, dziennikarz Michał Nogaś oraz Irek Grin, kurator odpowiedzialny za literaturę podczas Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016.

To on wymyślił kurs "Zakazane lektury", w ramach którego raz w miesiącu będą czytane i omawiane ważne utwory autorów, których nazwiska znikają z programu nauczania. 

- Przez ostatnie miesiące zmieniano listę wielokrotnie, żonglowano tytułami, a ostateczny spis pojawił się 30 stycznia. Zabrakło w nim wielu nazwisk i ważnych dzieł - mówił Grin w wywiadzie dla "Wyborczej". 

Pula bezpłatnych wejściówek na pierwszą lekcję z cyklu była pusta już na cztery dni przed wydarzeniem. Wśród gości w pełnej sali była m.in. Rene Meisner, córka Ryszarda Kapuścińskiego (przyleciała z Kanady) oraz pisarka Olga Tokarczuk. 

Opisywał peryferia świata 

Michał Nogaś nawiązał do jej książki "Opowiadania bizarne", która ukazuje się w przyszłym tygodniu. - Tam ostatnie zdanie jednego z moich ulubionych opowiadań kończy się tym, że "peryferia świata naznaczają nas na zawsze tajemniczą niemocą" - mówił. - Pomyślałem sobie, że to też wiele mówi o tym, czym zajmował się Ryszard Kapuściński, który chciał tę naszą tajemniczą niemoc w pewien sposób uleczyć. Cała jego praca reporterska polegała przecież właśnie na opisywaniu peryferiów świata. 

Nogaś przyznał też, że wszystkie książki reportera były obecne w jego domu, gdy był dzieckiem. - Wtedy, na początku, nie "Cesarz" najbardziej mnie zafascynował. I nie opowieść o Polsce, czyli "Busz po polsku", czy opowieść o "Kirgizie", który "schodzi z konia". Zafascynowała mnie niewielka książka, pt: "Wojna futbolowa" - opowiadał dziennikarz. - Wtedy jeszcze rzadko dowiadywaliśmy się o tym, co dzieje się na świecie. A Kapuściński przywiózł z tego świata historię, że wojna wybuchła po meczu piłkarskim. I ta opowieść o świecie, który może nagle runąć przez przegrany mecz, była dla mnie czymś niesamowitym. Unaoczniła mi też po raz pierwszy, że istnieją inne kultury, że niewiele wiemy o pobudkach, którymi ludzie się kierują, ale i to, jak bardzo różni jesteśmy.

Patrzył na świat z perspektywy ptaka 

Jacek Hugo-Bader przyznał z kolei, że mimo kilkunastu propozycji ze strony Kapuścińskiego, nigdy nie przeszli na "ty" (Hugo-Bader się wstydził). - A pokochałem się z panem Ryszardem dzięki "Imperium", bo to opis tej strony świata, która mnie najbardziej interesowała. Dywagowaliśmy o naszych rosyjskich doświadczeniach w kawiarence u wejścia do "Gazety Wyborczej" - opowiadał Hugo-Bader. - Wtedy dostrzegłem, jak bardzo różne mogą być reporterskie spojrzenia na świat. Szczygieł napisał kiedyś, że Kapuściński patrzył na ten świat z perspektywy ptaka. Patrzył i go rozumiał. Bo przecież  "Wojna futbolowa" to tylko metafora: nie wybuchła z powodu przegranego meczu, po prostu napięcie pomiędzy krajami było zawsze, a ten przegrany mecz sprawił, że ludzie zaczęli do siebie strzelać. Kapuściński patrzył z góry na zjawiska, na które ja patrzyłem z perspektywy wałęsającego się psa. 

Ważne też - według Nogasia - w rozmowie o Kapuścińskim jest słowo "szczęście". - Bo je miał: szybko zorientowano się, że ma talent i umie pisać. I zainwestowano w niego. A potem miał szczęście, bo dzięki wyjazdowi do Indii i przywożeniu kolejnych tekstów, trafiał do kolejnych miejsc, które mógł opisywać. Bycie młodym, polskim reporterem, który opowiada polskiemu czytelnikowi, jak budzi się Afryka, zrzucając brzemię bycia kontynentem skolonizowanym, także dla niego musiało być czymś niezwykłym  - mówił dziennikarz. - To było jego ogromne szczęście, że on miał talent. I nasze szczęście, że potrafił ten świat opisywać. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Świetnie! Więcej takich inicjatyw.
    już oceniałe(a)ś
    13
    0
    Moja fascynacja Kapuścińskim też zaczęła się od "Wojny futbolowej", którą wypatrzyłam za młodu w antykwariacie, bo tytuł przykuł moją uwagę. Potem już połykałam kolejne - "Cesarza", "Imperium", "Lapidaria" i moją ukochaną - "Heban".
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    Uwielbiam Kapuscinskiego, mistrz nad mistrze!
    już oceniałe(a)ś
    4
    0