Potrzebni są pracownicy produkcji, specjaliści, lekarze, fryzjerzy czy nauczyciele. W aglomeracji wrocławskiej nie ma dziś zawodu, w którym brakuje pracy. Ale jak i gdzie się kształcić, żeby zdobyć kwalifikacje potrzebne w przyszłości?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

We Wrocławiu i w powiecie wrocławskim stopa bezrobocia nieznacznie przekracza 2 proc. Dlatego pracodawcy mają coraz większe problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników.

Szukają wszystkich, z kraju i ze świata

Z analiz przeprowadzonych przez Dolnośląski Wojewódzki Urząd Pracy wynika, że pracowników najbardziej brakuje w branży budowlanej – szczególnie specjalistów – a także kierowców samochodów ciężarowych, ciągników siodłowych i autobusów. W branży gastronomicznej poszukiwani są kucharze, szefowie kuchni, barmani, piekarze, cukiernicy, masarze i wędliniarze. W usługach szczególnie potrzebni są fryzjerzy, fizjoterapeuci i masażyści, a także opiekunowie osób starszych lub niepełnosprawnych.

Akademickie Targi Pracy na Politechnice Wrocławskiej
Akademickie Targi Pracy na Politechnice Wrocławskiej  KORNELIA GŁOWACKA-WOLF

Co ciekawe, rośnie też liczba miejsc pracy dla nauczycieli przedmiotów zawodowych, praktycznej nauki zawodu oraz języków obcych. Ta tendencja jest związana z odrodzeniem specjalistycznego kształcenia zawodowego. Poszukiwani są również lekarze oraz pielęgniarki.

Podobnie wygląda sytuacja w branżach produkcyjnych. Według danych Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej we Wrocławiu i okolicy działają fabryki czterech z pięciu największych na świecie producentów AGD. W aglomeracji bardzo silna jest również branża elektroniczna, farmaceutyczna i chemiczna oraz automotive, jak również przetwórstwo spożywcze oraz inżynieria mechaniczna.

Najważniejsze jest to, że firmy z wymienionych sektorów systematycznie inwestują, rozwijają się i stale zwiększają zatrudnienie. Dlatego bez trudu zatrudnienie znajdują pracownicy produkcyjni: monterzy, operatorzy obrabiarek i wtryskarek, ale także kierownicy i inny personel średniego szczebla związany z produkcją, utrzymaniem ruchu i kontrolą jakości.

Deficyt w tego rodzaju zawodach jest ogromny, co widać najwyraźniej w dolnośląskich strefach ekonomicznych. Na przykład firmy ze strefy podwrocławskiej już teraz dowożą swoich pracowników nawet z dalej położonych powiatów.

Natomiast wrocławskie centra usług dla biznesu sięgają po pracowników właściwie z całego świata. Według raportów ABSL tylko w 2016 roku w samym sektorze nowoczesnych usług dla biznesu we Wrocławiu przybyło 6 tys. miejsc pracy. Rozwój usług outsourcingowych jest tak szybki, że specjalistów finansów i rachunkowości oraz informatyków brakuje dziś w całej Polsce. Najbardziej konkurują o pracowników firmy z branży IT.

W aglomeracji wrocławskiej potrzebni są też inżynierowie różnych specjalności i wszelkiego rodzaju specjaliści. Na przykład pracownicy obsługi ruchu lotniczego.

Wystarczy chcieć

Czy są jeszcze takie zawody, w których o pracę we Wrocławiu i okolicach byłoby trudno? Jeszcze rok temu kłopoty ze znalezieniem posady mogli mieć ekonomiści, zwłaszcza bez doświadczenia. Ale i to już się zmieniło.

– Obecnie nie ma już żadnych zawodów nadwyżkowych, w których znalezienie pracy może być trudniejsze ze względu na małe zapotrzebowanie oraz wielu kandydatów chętnych do podjęcia pracy i spełniających wymagania pracodawców – podkreśla Ewa Grzebieniak, dyrektor Dolnośląskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy.

Dni Kariery w Hali Stulecia
Dni Kariery w Hali Stulecia  MIECZYSŁAW MICHALAK

W województwie dolnośląskim najbardziej poszukiwani są pracownicy o wykształceniu zasadniczym zawodowym oraz średnim, natomiast w samej aglomeracji wrocławskiej pracodawcy najchętniej zatrudniają osoby z wykształceniem średnim i wyższym. Jednak poziom wykształcenia pracowników często nie ma dziś dla przedsiębiorców znaczenia.

– Niedobór kadr jest tak duży, że w wielu przypadkach już sama chęć do pracy jest wystarczająca. Wynika to z faktu, że rąk do pracy brakuje niemal w każdej branży, stąd też na potęgę poszukiwani są także pracownicy produkcji lub do prac prostych. Za mało jest również specjalistów i to w różnych branżach – mówi Ewa Grzebieniak.

Na dodatek, jak zaznacza, powoli rusza sezon na prace w rolnictwie: – Więc niedobory będą jeszcze większe.

Ile można zarobić

Zacznijmy od sektora produkcyjnego. Średnie miesięczne wynagrodzenie brutto we Wrocławiu i okolicach, czyli m.in. w Środzie Śląskiej, Kobierzycach czy Oleśnicy, przedstawia raport firmy rekrutacyjnej Hays Poland.

Zarobki w firmach działających w aglomeracji wrocławskiej mocno różnią się w zależności od branży, stanowiska i doświadczenia pracownika. Na przykład magazynier zarobi dziś między 2,3 a 2,9 tys. zł brutto, a operator wózka widłowego od 2,4 do 3,3 tys. zł. Elektryk, mechanik lub technik utrzymania ruchu mogą liczyć na zarobki od 3,7 do 5,5 tys., spawacz – od 2,7 do 4,3 tys. zł.

Zwraca uwagę, że w przypadku niektórych zawodów widełki wynagrodzeń są bardzo szerokie. Na przykład pracownik produkcji otrzymuje od 1,85 do 4 tys., operator CNC od 2,6 do 5,5 tys., automatyk od 4,4 do 9,5 tys., a ślusarz od 2,8 do 7 tys. zł.

To jednak nie wszystko. Pracownicy mogą liczyć również na różnego rodzaju benefity pozapłacowe. To m.in. dodatkowe wynagrodzenie w zależności od wyników, darmowe lub dofinansowane posiłki w czasie pracy, możliwość korzystania z prywatnej opieki medycznej czy zorganizowanego transportu do fabryki, karta sportowa, jak również ciekawe możliwości rozwoju zawodowego, w tym liczne szkolenia i kursy.

Akademickie targi pracy na Politechnice Wrocławskiej
Akademickie targi pracy na Politechnice Wrocławskiej  KORNELIA GŁOWACKA-WOLF


Bardzo dużo pracowników zatrudniają również działające we Wrocławiu firmy z branży nowoczesnych usług dla biznesu. Na jakie zarobki można tam liczyć?

Na przykład absolwent wyższej uczelni, bez doświadczenia, ale ze znajomością języka angielskiego, otrzyma wynagrodzenie ok. 3,5 tys. zł brutto. Jednak jeśli ktoś zna dodatkowo drugi język, to zarobi nawet 6 tys. brutto. Wynagrodzenia rosną w przypadku specjalistów z kilkuletnim doświadczeniem, kształtując się na poziomie od 5 do 11 tys. zł brutto.

Dodajmy, że zgodnie z prognozami, wynagrodzenia we Wrocławiu i okolicach będą wzrastać.

Przyszłość to technologia i wyspecjalizowane umiejętności

DWUP na bieżąco śledzi zmiany na rynku pracy w regionie, co pozwala prognozować jego rozwój w przyszłości. Które zawody będą najbardziej potrzebne, a które mogą stracić na znaczeniu?

– Postępujący rozwój technologii i automatyzacji procesów produkcyjnych, administracyjnych i organizacyjnych wpływa na obniżanie zatrudnienia na stanowiskach opartych na działaniach rutynowych. Już dziś widać, że rośnie zapotrzebowanie na pracowników, których zadania nie dają się łatwo zautomatyzować lub jest to nieopłacalne – analizuje Ewa Grzebieniak.

Według niej będzie to skutkowało wzrostem popytu na wykwalifikowanych pracowników z wykształceniem zawodowym, technicznym: – To również szansa dla zawodów, które wymagają dużego stopnia kreatywności i elastyczności procesów poznawczych. Ewidentnie będzie też rosło zapotrzebowanie na pracowników o wyspecjalizowanych umiejętnościach, jak np. umiejętności komunikacyjne czy zdolność przyswajania wiedzy z wielu różnych źródeł.

W ubiegłym roku DWUP zapytał 2 tys. dolnośląskich pracodawców o ich plany związane z wprowadzaniem nowych technologii. – To duża grupa badawcza, a z danych płynie jeden główny wniosek: aż jedna trzecia deklaruje wprowadzenie nowych technologii w ciągu najbliższych trzech lat – mówi Ewa Grzebieniak.

Jak widać, przedsiębiorcy zdecydowanie inwestują w maszyny i technologie usprawniające produkcję. Dlatego wszystko wskazuje na to, że zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników z zaawansowanym wykształceniem technicznym będzie rosło w błyskawicznym tempie.

– Najbardziej aktywni są tutaj przedsiębiorcy z sektora przemysłowego. Wprowadzenie nowych technologii spowoduje konieczność zatrudnienia specjalistów, w związku z tym operatorzy maszyn, mechanicy/elektromechanicy, a także inżynierowie i pracownicy branży IT (informatycy i graficy) nie muszą się martwić o pracę w najbliższych latach – przewiduje Ewa Grzebieniak.

Szczególnie poszukiwani będą też specjaliści ze znajomością języków obcych, specjaliści w branży HR czy też ds. e-commerce. Ale bardzo potrzebny będzie również personel medyczny: lekarze, pielęgniarki oraz położne.

Jak i gdzie się kształcić

Co roku dolnośląskie uczelnie opuszcza ponad 30 tys. absolwentów, w tym ponad 7 tys. wyższych szkół technicznych oraz przeszło 9 tys. kierunków ekonomicznych i administracyjnych. Rynek pracy w aglomeracji wrocławskiej jest tak chłonny, że każdy z nich znajdzie dziś pracę.

Ale drzwi do ciekawej kariery zawodowej otwierają dziś również technika i szkoły branżowe. Tym bardziej, że wrocławskie szkoły coraz ściślej współpracują z firmami z regionu.

Uczniowie mają okazję zdobyć cenne doświadczenie m.in. w ramach praktyk zawodowych, wizyt zawodoznawczych u pracodawców, a także umów o praktyczną naukę zawodu dla młodocianych pracowników w ramach systemu kształcenia dualnego. Firmy doposażają również pracownie zawodowe w szkołach, tworzą klasy patronackie i dedykowane, wspierają doskonalenie kadry nauczycieli zawodu.

We Wrocławiu jest w sumie 15 techników oraz 8 szkół branżowych I stopnia. Przygotowują do pracy w 11 różnych branżach: od motoryzacyjnej czy budowlanej przez mechatroniczno-mechaniczną, elektryczną, informatyczno-elektroniczną, chemiczno-poligraficzną po związaną z designem i modą, turystyczną czy gastronomiczną.

– Spektrum możliwości jest bardzo szerokie. Uwzględniamy potrzeby młodzieży, możliwości szkoły oraz aktualne zapotrzebowanie na szybko zmieniającym się rynku pracy. Proces informatyzacji, dynamiczny rozwój nowych technologii czy rosnące oczekiwania dotyczące jakości usług dotyczą dziś właściwie każdej branży – mówi Jarosław Delewski, dyrektor departamentu edukacji we wrocławskim urzędzie miejskim.

Warto podkreślić, że absolwenci techników i szkół zawodowych mogą jednocześnie pracować i kontynuować naukę na studiach. Wielu pracodawców wręcz zachęca do takiego modelu.

Jaką ścieżkę rozwoju zawodowego wybrać?

Na pewno rośnie znaczenie znajomości języków obcych – ta umiejętność jest coraz częściej wymagana przez pracodawców i to w zasadzie niezależnie od branży. Poza tym coraz większą rolę odgrywa elastyczność w poruszaniu się po rynku pracy, otwartość pracownika na zmiany oraz gotowość do uczenia się przez całe życie.

Szybkość zmian technologicznych już teraz ma ogromny wpływ na zapotrzebowanie na pracowników i wiążę się z podnoszeniem lub zmianą kwalifikacji zawodowych. Wszystko wskazuje na to, że ta tendencja będzie coraz silniejsza.

– Już dziś część pracodawców mówi jasno: zatrudnimy chętnych do pracy i nauczymy ich naszych technologii. Przyszłość nie jest do końca jasna, więc nasi doradcy zawodowi pracujący z młodzieżą wskazują, że najistotniejsze przy wyborze zawodu są predyspozycje zawodowe i zainteresowania – wyjaśnia Ewa Grzebieniak. – Osobom, które w oparciu o takie przesłanki podejmują decyzje, łatwiej jest na rynku pracy i nie ulegają wypaleniu zawodowemu. W procesie doradczym można oczywiście wskazać obszary zawodowe, które w obecnej chwili są na rynku deficytowe, jednak nie na tym należy się głównie opierać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
euforia po przeczytaniu tekstu chyba nie pozwoli mi usnąć dzisiejszej nocy. Zaprawdę, kraina opływająca mlekiem i miodem. Najlepszy chyba kawałek o pracodawcach zachęcających pracowników do dalszej nauki. Realia są takie: nędzne pensje przy wysokich kosztach życiach, dla specjalistów licytacja wynagrodzenia w dół z kilkoma konkurentami na jedno miejsce. Wszelkie ekstra kwalifikacje i ambicje tylko zawadzają. Mityczna średnia krajowa dostępna tylko nielicznym. Nie wspomnę już o zakładach produkcyjnych w specjalnej strefie ekonomicznej. Ta definicja budzi dość jednoznaczne skojarzenia. Po tym, jak nie zalegalizowano w Polsce marihuany, zachwyt nad możliwościami polskiego rynku pracy stał się oficjalnym, państwowym narkotykiem, promowanym na szeroką skalę wśród obywateli.
już oceniałe(a)ś
0
0