Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– No, przestań beczeć Masza. Ty to za bardzo bierzesz do siebie. Ja Ci nic na wyłączność nie obiecywałem. No Masza, Maszeńka, no wszystko dobrze będzie.

Masza pomimo zapewnień, że „wszystko dobrze będzie”, uparcie szlocha, przerywając jedynie po to, by raz na jakiś czas zaciągnąć się slimem marki Prima, najprawdopodobniej z przemytu. A może wcale nie z przemytu? – myślę sobie – Może w pełni legalnie przewiozła przez granicę dozwolone 40 sztuk ulubionych fajek i trzymała je na takie właśnie, stresogenne, sytuacje? Akcja ma miejsce na jednym z wrocławskich osiedli, ale oczyma wyobraźni widzę już scenariusz „z życia wzięty”, jakie mają zazwyczaj programy z podgatunku Dlaczego ja?, Zdrady czy Trudne sprawy. Zajście ewidentnie ma potencjał rozwojowy, ale para znika za rogiem i nigdy nie dowiem się, co i czy w ogóle, Sasza Maszy obiecywał. Zresztą moją uwagę przykuła nie tyle sprzeczka (choć niezbyt subtelny siurżyk wyjaśniających swoje relacje zakochanych [już nie-zakochanych?] dodawał jej kolorytu), tylko właśnie te różowe Primy. Legendarna radziecka marka, od ponad 50 lat na rynku, obecnie największy ukraiński producent papierosów. Podaż goni popyt: knajpy, lalki-motanki, wódka i wyszywanki, nawet keczup, przymigrowały do Wrocławia i publicznie zawierają polsko-ukraińskie przyjaźnie, a Primów oficjalnie ni ma. Może w jakimś papierosowym podziemnym samizdacie są, ale oficjalnie ni ma. No skąd Masza miała te różowe Primy? Kwestia poruszyła mnie do głębi i nie daje mi spokoju. No, ale to zostawiam tutaj tak na marginesie – sprowadzić do Wro rodzimą markę – taki przyszłościowy pomysł biznesowy. Jasne, że cena z cłem będzie rozpaczliwie nieracjonalna, ale przecież palacz przywiązuje się do papierosów nie ze względu na racjonalność nałogu.

Poza tym... –  kontynuuję wewnętrzny monolog, oderwawszy się od planów zarobienia grubej kasy na cudzym zdrowiu –  Masza sobie jakoś poradzi. Mało tego kwiatu? Nie obiecywał, to nie obiecywał, za to Wrocław… Wrocław coś tam Maszy obiecał. Oczywiście nie personalnie… choć gdyby tak, nie wiem, taki Krasnal Życzliwek osobiście witał gości, a potem zamaszystym ruchem składał podpis na cyrografie imigranta?

Niniejszym oficjalnie, w imieniu najmilszego miasta Polski, Wrocławia, uroczyście witam i zobowiązuję się: w zdrowiu i w chorobie… no może nie, że aż do śmierci, ale ten no – zapewniam te wszystkie europejskie standardy i unijne dotacje na szkolenia zasobów ludzkich, godność osobistą obiecuję, pracę, edukację, kulturę, parki, rozrywkę, zoo w dzień, fontannę nocą, Panoramę Racławicką i Fredrę – w skrócie czujcie się jak w domu. Tylko tych wszystkich kwestii z wizami, zezwoleniami na pracę, całą tę koszmarną legalizację pobytu cudzoziemca to nie obiecuję, tzn. chciałbym bardzo, ale to nie ja tylko Krasnalka Faksymilka ogarnia.

I tutaj zaczynają się schody. Znajomy był niedawno w ciągu jednego dnia klientem PZU, ZUS-u, Urzędu Skarbowego i Wydziału Komunikacji Urzędu Miasta. W każdej z tych instytucji spędził maksymalnie piętnaście minut i w każdej załatwił to, po co przyszedł. Teraz boi się zaciągniętego długu karmicznego. Jednak może spać spokojnie. Biurokratyczna karma znalazła sposób na wyrównanie rachunków. Miejscem, w którym spłacane są jej należności (wraz z lichwiarskimi odsetkami), są przepastne korytarze Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego - Oddział dla Cudzoziemców. Tutaj czas płynie inaczej. W nieruchawej kolejce można pewnie poznać z nudów męża, jeśli oczywiście ktoś jest w nastroju do zawierania znajomości w okolicznościach kolejkowych. Może Sasza nie obiecał Maszy wyłączności właśnie tutaj? Czemu Ci ludzie tu ślęczą, zamiast jak normalny, cywilizowany człowiek zarejestrować się na konkretną godzinę i załatwić sprawę? Wszak na stronie internetowej DUW jest nawet specjalny dział pn. „Rezerwacja dogodnego terminu obsługi”. Są w nim zamieszczone trzy komunikaty. Z 16 maja 2016: Drodzy odwiedzający. Ze względu na dużą liczbę klientów, wszystkie osoby chcące umówić się na wizytę u kierownika oddziału w/s innych niż wskazane powyżej, a które dotyczą legalizacji pobytu lub zezwolenia na pracę obowiązuje rejestracja przez naszą stronę internetową. W kolejnym obwieszczeniu - z lipca 2017 - poprzednia wersja rejestracji zostaje odwołana: Od dnia 24 lipca 2017 r. rezerwacja wizyty w celu złożenia wniosku o legalizację pobytu cudzoziemców za pośrednictwem strony www.duw.pl zostaje zablokowana (online już się nie da, więc rejestruj się drogi cudzoziemcze telefonicznie w godzinach od 11.00 do 14.00, w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki, ale jakby co nie w środy – wiadomo środa = mały piąteczek i jest wolne od telefonów. Urzędnik też człowiek – każdy zasłużył na mały piąteczek.). Hola, hola! Już 4 sierpnia br. telefoniczne okno na świat rezerwacji zostaje przymknięte do 1,5 godz. (od 12.00 do 13.30) i trzech dni (piąteczek przed weekendem z poprzedniego ogłoszenia od początku wydawał mi się podejrzany i nie do utrzymania w dłuższej perspektywie). Zapewne liczba chętnych w kolejce do Kierownika zmalała, więc po co ktoś ma siedzieć przy głuchym telefonie, i to w piątek?! Zajęte? Niemożliwe… przecież umówiłeś się w końcu na wizytę, więc jak się nie da, skoro się dało. Przyszedłeś po terminie legalnego pobytu? Oj tam, oj tam! Sam jesteś sobie winien – po co tak długo zwlekałeś z rejestracją?! A przyswoiłeś sobie niezłomne „zasady realizacji wizyty u Kierownika”, skoro właśnie wkraczasz na salony?:

Pkt. 2. W celu realizacji umówionej wizyty, należy stawić się w pokoju 0157 (…) co najmniej na 15 minut przed umówioną godziną spotkania (…).

Pkt. 4. Godzina rezerwacji wizyty jest określona orientacyjnie. Rozpoczęcie obsługi może ulec nieznacznym zmianom (…).

Pkt. 5. Przybycie po wyznaczonej godzinie spotkania (po uwzględnieniu punktu 2 niniejszej instrukcji) będzie skutkować automatycznym anulowaniem rezerwacji.

Podsumujmy: na miejscu bądź co najmniej 15 minut przed orientacyjnie określoną godziną umówionej wizyty, bo przybycie po wyznaczonej godzinie, która może ulec zmianie, grozi anulowaniem rezerwacji, a kto wie może nawet jakimś trwałym urzędniczym banem.

Tak więc, Maszeńko, Saszko: Witamy we Wrocławiu! Na początku łatwo nie będzie. Taka karma.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.