Zmierzamy w kierunku dyktatury - przestrzega Jacek Karnowski, prezydent Sopotu. - PiS osłabia samorządy - mówi Bronisław Komorowski, były prezydent Polski. We Wrocławiu trwa zorganizowana przez "Gazetę Wyborczą" konferencja "Samorządy - Obywatele - Demokracja".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prezydenci miast, marszałkowie województw, przedstawiciele organizacji pozarządowych spotkali się w Centrum Kongresowym przy Hali Stulecia. Przyjechało ok. 200 osób. 

Przywitali ich redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” we Wrocławiu Leszek Frelich, marszałek Województwa Dolnośląskiego Cezary Przybylski i prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz.

Konferencja poświęcona była sytuacji samorządów oraz aktywności obywateli pod rządami PiS. Gościem specjalnym jest prezydent Komorowski, który wygłosił przygotowany na tę okazję wykład.

CZYTAJ TEŻ: Prezydent Komorowski we Wrocławiu: Gdy słyszę o kraju w ruinie, krew mnie zalewa [WYBORCZA NA ŻYWO]

Siła samorządów

- Pamiętam opór części polityków krajowych, gdy do parlamentu trafiali ludzie z silnym doświadczeniem samorządności - wspominał lata 90. prezydent Komorowski. - W politycznym stawie pojawiło się wtedy kilka nowych, silnych i doświadczonych szczupaków. To było jak zderzenie dwóch punktów widzenia. Ale było budujące.

Tłumaczył, że to była dobra tendencja, droga ku normalności, a nie kolejny szczebel kariery: - Obecność samorządowców wymuszała inne myślenie, mobilizowała i po krótkim czasie wszystkie partie zapisały się do obozu samorządowego. Zaczęły na poważnie myśleć o decentralizacji państwa.

Teraz jednak PiS odchodzi od tego modelu: - Osłabia samorządy, a z tego wynikną wyłącznie negatywne konsekwencje.

ZOBACZ TAKŻE: Prof. Jan Hartman: "Polska nie jest dziś normalnym demokratycznym krajem" [ROZMOWA]

Jak obronić demokrację

- Obronić samorząd przez PiS może jedność i słuchanie społeczeństwa - zgodzili się uczestnicy pierwszego panelu konferencji „Samorządy - Obywatele - Demokracja”.

O tym „Czy samorządy obronią demokrację liberalną?” debatowali prezydenci: Wrocławia - Rafał Dutkiewicz, Poznania - Jacek Jaśkowiak i Sopotu - Jacek Karnowski. A także Jerzy Michalak z zarządu Województwa Dolnośląskiego.

- W Polsce to nie samorządy powinny bronić demokracji, ale demokracja liberalna powinna obronić samorządy - przekonywał Dutkiewicz.

Według niego decentralizacyjne tendencje w PiS to efekt myślenia Jarosława Kaczyńskiego: - Podczas jednej z naszych rozmów o samorządzie rzucił mi „dość już tych regionalizmów!”. To pokazuje, jak archaiczny jest pogląd rządzących dzisiaj Polską. Oni chcą zmienić ustrój samorządowy. Ale - żeby tego dokonać - należałoby zmienić konstytucję. Najlepiej od razu na turecką.

Według Jacka Jaśkowiaka receptą na zakusy PiS, związane z przyszłorocznymi wyborami samorządowymi, powinna być lepsza współpraca środowisk prodemokratycznych: - Wszyscy, którym na tym zależy, już teraz muszą szukać porozumienia. Na razie jednak nie potrafimy rozmawiać i wzbić się ponad pewne podziały i uprzedzenia.

Mimo to zastrzegł: - Po co jednak krytykować opozycję, skoro rząd demontuje demokrację?

Spotkało się to ripostą Dutkiewicza: - To, że PiS niszczy samorządność, że rozmontował Trybunał Konstytucyjny i bierze się za system sądowniczy, nie oznacza, że nie możemy powiedzieć, że opozycja jest do dupy. Bo jest.

Z Jaśkowiakiem zgodził się jednak Jacek Karnowski z Sopotu: - Rzeczywiście, opozycja jest podzielona i zajmuje się sobą. Ale zmierzamy w kierunku dyktatury.

Jerzy Michalak przekonywał z kolei, że samorządy mają możliwości, by zmierzyć się z pomysłami PiS, które skutkują utrzymującym się wysokim poparciem społecznym dla tej partii.

- Nie możemy być ekskluzywni. Zamiast być demokracją totalną, musimy szukać realnej alternatywy dla tych pomysłów - przekonywał. - Samorządy powinny same się reformować: debatować, rezygnować z ideologizacji, wykluczania i narzucania swojej woli innym. Rozwiązaniem mogą być nie tylko budżety partycypacyjne, ale i słuchanie niezadowolonych.

Przytaknął mu Karnowski: - Nie ma lepszego pomysłu na prowadzenie kampanii wyborczej niż założyć wygodne buty i ruszyć w miasto. Trzeba rozmawiać z mieszkańcami, wsłuchiwać się w ich problemy.

Brać pieniądze z rządu, czy nie?

Czy korzystanie ze środków publicznych w dzisiejszej Polsce to konieczność, czy kolaboracja z niedemokratycznym rządem? - zastanawiali się uczestnicy drugiego panelu konferencji „Wyborczej” „Samorządy-Obywatele-Demokracja”.

Kwestie finansowe zdominowały drugi z paneli naszej konferencji „Społeczeństwo obywatelskiej w Polsce pod rządami PiS”. Dyskutowali: dyrektor Fundacji Batorego Ewa Kulik-Bielińska, były szef Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień, Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i politolog Marek Migalski.

- Zacznijmy od tego, że to nie są pieniądze państwa, lecz nas wszystkich - podkreślała Ewa Kulik-Bielińska. - I one powinny być dystrybuowane w otwartych i uczciwych konkursach.

Lempart: - Wszędzie tam, gdzie można korzystać ze wsparcia państwa, należy to robić. Jest całą masa organizacji niepolitycznych, które zajmują się choćby osobami niepełnosprawnymi. One nie mogą zbuntować się i powiedzieć „nie, nie będziemy brać pieniędzy od rządzących”, bo oznaczałoby to dla nich zakończenie działalności, a co za tym idzie pozostawienie znajdujących się pod ich opieką ludzi samym sobie. Nie dzielmy więc organizacji na te, które biorą i które nie biorą.

Debatujący poruszyli również wątek szykan, na jakie narażeni są dzisiaj działacze organizacji niechętnych rządowi.

- Doświadczyłem tego osobiście, gdy w grudniu ub. roku TVP wyświetlała materiały o współtworzonej przeze mnie 28 lat temu Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. Dowiedziałem się z nich, że nasza fundacja otrzymywała wiele publicznych środków, które ja osobiście przejadałem. To było coś niebywałego! Pranie mózgu tylko po to, by zmanipulować przekaz i pokazać, jak złe są te organizacje, których rząd nie kontroluje.

Wtórowała mu Kulik-Bielińska: - Działacze organizacji społecznych są dziś inwigilowani, karani grzywnami. Ostatnio, tuż po Czarnym Proteście, policja weszła do siedzib organizacji zajmujących się prawami kobiet. To przecież nie przypadek.

Co jednak z organizacjami, które skupiają obywateli zadowolonych z „dobrej zmiany”?

- Przecież kluby „Gazety Polskiej”, Rodzina Radia Maryja, czy ostatnio „Różaniec do granic” to także przejaw aktywności społecznej - zwracał uwagę dr Marek Migalski. - Wiem, że to trudne, ale część naukowców, w tym ja, za organizację obywatelską uznaje nawet Ku-Klux-Klan, którego członkowie organizują się sami i działają w imię realizacji swoich celów, choć trudno KKK zaliczyć do elementów demokracji liberalnej.

Jak stwierdził Migalski „rządy PiS-u ostatecznie będą dobrze służyć rozwojowi społeczeństwa obywatelskiego”: - Frekwencja wyborcza w 2019 r. zbliży się do 60 proc. Społeczeństwo będzie miało tak dość rządów tej ekipy, że pójdzie do urn, by jej tę władzę odebrać.

- Ludzie zrozumieją w końcu, że PiS jest obciachem - dodała Marta Lempart.

Wyzwanie dla samorządów: przetrwać

- Największym wyzwaniem dla samorządów w 2018 r. to przetrwać - odpowiedziała na pytanie zawarte w tytule trzeciego panelu konferencji „Wyborczej” „Samorządy-Obywatele-Demokracja” prezydent Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska. 

W trzecim panelu organizowanej przez „Wyborczą” konferencji czynni samorządowcy zastanawiali się nie tylko, jakie zadania czekają ich w wyborczym roku 2018, ale przede wszystkim jak wygrać odbywające się wówczas wybory.

Burmistrz Milicza Piotr Lech podkreślał wagę internetu: - Prezydent Sopotu mówił wcześniej o konieczności założenia butów i ruszenia na spotkania osobiste z wyborcami. Tyle, że w erze dzisiejszej digitalizacji tę formę kontaktu zastępować będą wszelkiego rodzaju komunikatory i serwisy. Wybory może nie rozstrzygną się w sieci, ale z pewnością prowadzona tam kampania będzie miała wielką wagę.

Wszyscy uczestnicy debaty zgodzili się, że władze samorządowe muszą wsłuchiwać się w opinie swoich mieszkańców.

Prezydent Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska: - Nie możemy dać uwieść się myśleniu, że oto my wiemy wszystko lepiej. Jest niezwykle trudno rozmawiać z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Ale musimy to robić.

Marszałek Dolnego Śląska Cezary Przybylski chwalił się, że zarządzany przez niego region jest obecnie w czołówce rankingów najlepiej rozwijających się regionów Europy.

- Dlatego nie bałbym się korzystania z własnej wiedzy i doświadczeń - mówił marszałek. - Ponosimy odpowiedzialność za podejmowane decyzje, musimy więc mieć możliwość realizacji własnych pomysłów. Choć jest oczywistym, że nikt nie jest ekspertem we wszystkich dziedzinach. Dlatego zgadzam się, że ważnym jest, byśmy potrafili ze sobą rozmawiać i współpracować.

Elżbieta Polak, marszałek w Lubuskiem: - Samorząd realizuje swoje zadania tylko wówczas, gdy służy ludziom. Jeśli będziemy rozmawiać z mieszkańcami, będziemy wobec nich uczciwi, będziemy starać się im tłumaczyć nasze zamiary, to oni nam zaufają. I poprą później w wyborach.

Związana z Platformą Obywatelską Polak wykluczyła jakąkolwiek współpracę z obecnym rządem: - Oni odwracają się od samorządów, nie traktują nas jak partnera. Uważają, że wiedzą lepiej, czego chce obywatel. Gdzie tu możliwość jakiejkolwiek współpracy?

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem