Andrzej Petryna został odnaleziony. Mężczyzna w niedzielę rano, o godz. 9, opuścił szpital przy ulicy Borowskiej. Poszukiwała go rodzina.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

[AKTUALIZACJA] - Tata się znalazł! Wszystkim serdecznie dziękuję za pomoc, zwłaszcza Kubie, który go zauważył i dzięki jego interwencji tato będzie dalej leczony - napisała córka poszukiwanego mężczyzny.

Andrzej Petryna ma 48 lat, w chwili wyjścia ze szpitala miał na sobie czarną bluzę z kapturem, czarne dresowe spodnie i klapki. Ze szpitala nie został wypisany. Po prostu z niego wyszedł.

"Mieszka przy ulicy Mińskiej na Muchoborze Wielkim we Wrocławiu, ale do domu nie przyszedł. Mężczyzna jest szczupły, średniego wzrostu, ma krótkie ciemne włosy, a z tyłu głowy widoczny krwiak po urazie. Może być nielogiczny i zagubiony, może też nie wiedzieć, gdzie mieszka." - można było przeczytać w opisie zaginionego.

Najbliżsi prosili o kontakt każdego, kto mógł widzieć Andrzeja Petrynę. Na szczęście mężczyznę udało się odnaleźć.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem